kkokos
06.10.12, 15:58
druga - po idzie z prysznicem scena, która mnie po prostu przeraziła.
widziałam to trzy razy, o trzy razy za dużo - dwa razy w mieszkaniu w bloku ktoś przy mnie odpalił jakąś rakietę, racę czy fajerwerk, raz zdołał wyrzucić przez okno i gruchnęło tam (myślałam, że szyby polecą), raz wyrzucić się nie udało, na szczęście siła rażenia była znacznie mniejsza; raz też ktoś odpalił w tłumku ludzi na dużym balkonie w kamienicy (żeby nie było, że tylko ci z bloków mają takie pomysły) i oczywiście nie poszło w kosmos, tylko w ten tłumek, w dziecko na rękach matki (na szczęście skończyło się na spaleniu kurtki, w którą dziecko było owinięte).
o co w ogóle chodziło w tej scenie z osmolonym józefem? miało być tak zabawnie? niekoniecznie, skoro homerycko śmiejąca się agata okazała się istotą pozbawioną z tego powodu duszy. więc groźnie miało być? ale nikt się przecież nie przejął? matka dziuby owszem, tłucze go po tyłku (?!), wyprowadza z pokoju za ucho (?!), a ojciec był "zadziwiony" (to słowo pada dwa razy). nikt się nie upewnił, czy józefowi się nic nie stało (podejrzewam, że przede wszystkim niewiele mógł słyszeć - choć nie, wyraźnie jest napisane, że odchodząc słyszy śmiech przerywany kaszlem - jakim cudem?).
kurczę, co roku piszą o tych wszystkich oderwanych palcach, rozerwanych dłoniach, poparzonych twarzach, oczach itd. - po co w zasadzie autorka zamieściła tę lekką, zabawną scenę przypalania józefa?