Dodaj do ulubionych

Druga żona Konrada B.

29.12.17, 20:49
Uprzedzam, że zakończyłam czytanie Jeżycjady na tomie poprzedzającym McDusię (Sprężyna bodajże), a McD przeczytałam na NAKWie, ponadto nie mam już dostępu do książek, ale:
Czy dałoby się jakoś wykombinować - choćby i na zasadzie "matki ucznia", że ta szemrząca, labidząca, słaniająca się na nogach pani Bitner z Żaby to nie byłaby jednak Aurelia? Że to jakaś druga pani Bitner? Albo jeszcze lepiej - że Aurelia już przed ślubem z Konradem zmiarkowała, w co się pakuje i przezornie dała drapaka, a porzucony Kozio ożenił się z tą biedną flecistką, pardon, polonistką?
Dla mojego zdrowia psychicznego - dałoby się tak zrobić?

Nie mogę się pogodzić, że moja ulubiona, dziarska Geniusia przemieniła się taką niedomęczoną przez Krzyżaków dziewkę, jaką jest pani B. z Żaby.

Ile razy zaczynam czytać Chłopów Reymonta, zawsze mam taką cichą nadzieję, że tym razem Jagusia nie wyjdzie za Borynę, a jak jużwyszła - to że nie wywiozą jeje ze wsi...że Antka (a na wszelki wypadek i Dominikową) dogodnie trafi szlag, a owdowiała Jagusia wyjdzie za Mateusza i zacznie się zachowywać, jak przystało - i jakoś to będzie...

Podobnie z Koziem i Aurelią - po pierwszych amorach mogłoby im przejść i mogliby pozostać parą dobrych przyjaciół. Spotykaliby się od czasu do czasu, on by jej udzielał rad w zakresie podrywania, ona by się wyśmiewała po kumpelsku z jego podbojów - i na odwrót...i przede wszystkim, ona nie byłaby polonistką! Jest tyle innych zawodów! Skoro większość jeżycjadowych panien wybiera studia pod kątem ukochanych - dlaczego Aurelia nie mogłaby iść na architekturę, zainspirowana tak Maćkiem, jak i Kreską - ja ją widzę w zespole projektowym razem z Lesiem, Joanną i Alicją z Chmielewskiej (czy coś a la w podobie...)

Jeśli były już wątki podobne, to wybaczcie - miałam przerwę w życiorysie (studia podyplomowe) i nie czytałam tu wszystkiego.

Ale - tak dla mojego zdrowia psychicznego - dałoby się?
Obserwuj wątek
    • marutax Re: Druga żona Konrada B. 29.12.17, 22:47
      Niestety w "McDusi" tożsamość pani Bitner jako Aurelii-Genowefy jest potwierdzona...
      • zmija_w_niebieskim Re: Druga żona Konrada B. 30.12.17, 15:44
        Szkoda...
        • zla.m Re: Druga żona Konrada B. 30.12.17, 18:02
          Tamtego wieczoru Bernard, jak zwykle ostatnio, wyszedł z domu pod byle pretekstem (sałaty zabrakło, Aniello. A artystka taka jak ty, potrzebuje sałaty! i to nie tej przywiędłej, z dna szuflady, lecz świeżej, zielonej, wiosennej... tak, już nie gadam, idę!) i wstąpił do małego baru na małego browarka. Po kordialnym powitaniu z właścicielem budy rozejrzał się, czy nie ma jeszcze kogoś, z kim można pogadać i ze zdziwieniem zobaczył... jak mu tam... Kozia! Wredny i pretensjonalny, a co gorsza, podśmiewujący się zawsze z Bernarda, smarkacz, wyrósł na znanego scenografa, ożenił z obiecującą młodą witrażystką i woził dobrymi autami. Co prawda, wieść gminna niosła (światek artystów, a jeszcze bardziej wanna-be artystów jest mały i plotkarski), że zazdrosny o talent żony zmusił ją do zostania - śmiech na sali! - nauczycielką polskiego, a kasa za scenografię to nie takie kokosy i auta są na kredyt... Jednak z punktu widzenia Żeromskiego, Kozio (jak on miał naprawdę? aaa, Konrad) odniósł sukces. Bernard hałaśliwie zapewniający świat o swym uwielbieniu dla żony, w cichości ducha czasem żałował, że ONA nie podziwia JEGO... Teraz jednak niecierpliwie odsunął od siebie ten życiowy leitmotiv i bystrym okiem malarza (nie stracił wszak bystrości! ani talentu) przyjrzał się znanemu scenografowi. Nie wyglądał on bynajmniej na człowieka sukcesu (kto zresztą wygląda, siedząc w takiej piwodajni...), skulony nad kuflem, przy najdalszym drzwi i okien stoliku, smutny, może nawet zrozpaczony...

          - Koz... eee... Konradzie! stary brachu! Pamiętasz mnie jeszcze, pamiętasz ten szalony, wspólny rok..?! - Bernard przysiadł się bezceremonialnie, starannie ignorując wykrzyczane mową ciała "odczep się!". - Co to za smutna mina? Co może przygniatać tak znanego i obiecującego młodego artystę w ten magiczny wieczór?
          Konrad jakby wzdrygnął się na jego obecność i przemowę, milczał ciężko przez chwilę, a nagle podjął jakąś decyzję:
          - Rzuciła mnie? Rozumiesz? Mnie! Wzięła dzieci, spakowała wszystko ze swojego warsztatu, choć nie wchodziła tam od lat i odjechała... Zostawiła mnie! Bez słowa! Obrączkę i pierścionek też zabrała, pewnie je sprzeda... materialistka... i nic nie myśli o moim cierpieniu, o samotności, o tym że tęsknię za nią... i że, do cholery, nie mam pojęcia, gdzie leżą koszule...!
          • taodmickiewicza Re: Druga żona Konrada B. 30.12.17, 23:12
            Popłakałam się. Zrobiłaś mi noc, dziękuję ;)
          • zmija_w_niebieskim Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 12:04
            Dzięki!!! Od razu lepiej!
    • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 30.12.17, 18:09
      Też zawsze mam nadzieję, że Jagusia po ludzku zwiąże się z Mateuszem i będą żyli długo i szczęśliwie. Oraz zawsze mam nadzieję, że Kuba sobie tej nogi jednak nie utnie. Ale zawsze się pocieszam tym, że Jaguś jak ją już wywieźli na taczkach, zmiarkowała, że ma dar w postaci urody i poszła wieść w Łodzi życie dostanie, rozpustne i szczęśliwe.
      • kajaanna Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 11:46
        Najlepsze, że Dominikowa też mieszka u Szymka i Nastusi. Jak nic, synowi przepisze gospodarkę. A Jagna... oczywiście wyjdzie za tego szaławiłę, któremu w Lipcach za ciasno, pojedzie za Mateuszem do Łodzi albo Warszawy.
        • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 11:54
          Jagnie też w Lipcach było za ciasno, więc pomysł jak najbardziej w dechę. Może załapią się na inną powieść Reymonta, czyli "Ziemię Obiecaną" ;)
          • kajaanna Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 12:10
            Trochę straszno by to było, aby Kessler wybrał ją od maszyny na swoją uciechę.
            • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 12:13
              Ona akurat mogłaby się w tym odnaleźć. Straszno to by było gdyby musiała chodzić na tę zupę dla biednych.
    • taodmickiewicza Re: Druga żona Konrada B. 30.12.17, 23:16
      Niestety, ale sympatia dla Kreski i Maćka rozpłynęło się na kilka dobrych lat; na ich miejsce wskoczyła Gabriela, uwielbiana przez wszystkich, więc przez Aurelię także. Swojej pierwszej córki nie nazwała "Janeczką", dopiero druga doczekała się tego zaszczytu. Pierwsza musiała być Gabrysią i koniec! Tak więc, skoro Aurelia jest nauczycielką w gimnazjum, a teraz likwidują te placówki, po stracie pracy zostanie architektem? Wiadomo, najpierw za wzór musi być święta poznańska, może potem ewentualnie jakaś Kreska, której Aurelia zawdzięcza, hm, całkiem sporo :)
      • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 30.12.17, 23:32
        Zawsze uważałam, że to straszne świństwo, że Aurelia pierwszą córkę nazwała Gabrysią bo jakoś nie pamiętam, żeby Gabson się specjalnie przejmował martyrologią samotnego dziecka. Przejęła się li i tylko Kreska i Milicja.
        • taodmickiewicza Re: Druga żona Konrada B. 30.12.17, 23:47
          Gabrysia jakoś przemykała, ale tylko jako dodatek. Pewnie promieniowała blaskiem męczeństwa, więc Aurelia została nim porażona. Stąd tajemnica imienia.
          A na serio, to jest okropne świństwo. Ona nie robi praktycznie nic ( o przepraszam! dzielnie chowa twarz w chusteczkę i śmieje się za marchewką), a tylko zbiera laury. Nigdy nie zapomnę sceny z "Imienin" (?) jak Nutria wraca po ponad roku do domu, a stęsknieni rodzice dra się... "Gaba! Gaba!", której nie było dwa dni.
          • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 01:01
            akurat tę scenę rozumiem o tyle, że sama wychowywałam się w rodzinie wielopokoleniowej. Jak w domu nie było matki, dziadka (z którym byłam zaprzyjaźniona od pierwszego słowa, a legenda głosi że i wcześniej), ojczyma czy kogokolwiek to dom był kompletny. Ale nie daj boże, żeby na dłużej wyszła bądź wyjechała moja babcia. Mój dom stawał się cmentarną kryptą. Ona jakoś tak meblowała - w pozytywnym sensie - nasze relacje.
            Natomiast tej zdrady Aurelii, która wcześniej rozpaczała nad zdradą, że w afekcie pocałowała Maćka, jakoś nie mogę przeboleć. No i jej sfiranienia (zfiranienia?).
            • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 09:23
              Zuzu, tak serio... Wyobrażasz sobie, że jednej z córek nie widzisz ROK, drugiej trzy dni i po wspólnym ich powrocie WSZYSCY w domu rzucają się witać tą, której nie było pół tygodnia, tylko kompletnie przypadkowy kumpel odnotowuje, że DWIE wróciły?! :O?!Wyobrażasz sobie sytuację, że np Twoja mama wyjechała na rok na drugi koniec świata, babcia pojechała po nią na dworzec a po ich powrocie masz w zadku mamę a lecisz obcałowywać babcię?! No, chyba jednak nie... I o ile rozumiem małego Ignasia, któremu Mama była "jego światem" a nie prawie obca ciotka, o tyle stary grępoła Ignac? JEDYNYM, który w ogóle wita Natalię jest przypadkowy Bernard - choć ogólnie go nie znoszę i wszystko co najgorsze o nim myślę - za ta jedna scenę pozwalam mu żyć...
              • marutax Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 10:04
                vi_san napisała:

                >Zuzu, tak serio... Wyobrażasz sobie, że jednej z córek nie widzisz ROK, drugiej
                > trzy dni i po wspólnym ich powrocie WSZYSCY w domu rzucają się witać tą, które
                > j nie było pół tygodnia, tylko kompletnie przypadkowy kumpel odnotowuje, że DWI
                > E wróciły?! :O?!Wyobrażasz sobie sytuację, że np Twoja mama wyjechała na rok na
                > drugi koniec świata, babcia pojechała po nią na dworzec a po ich powrocie masz
                > w zadku mamę a lecisz obcałowywać babcię?! No, chyba jednak nie... I o ile roz
                > umiem małego Ignasia, któremu Mama była "jego światem" a nie prawie obca ciotka
                > , o tyle stary grępoła Ignac? JEDYNYM, który w ogóle wita Natalię jest przypadk
                > owy Bernard - choć ogólnie go nie znoszę i wszystko co najgorsze o nim myślę -
                > za ta jedna scenę pozwalam mu żyć...

                Bez przesady. Na peronie Mila woła Gabę, Ignac - Natalię. Gaba wysiada pierwsza i pierwsza styka się z rodzicami, podczas gdy Bernard zagarnia Natalię, nie dlatego, że nikt inny się nią nie interesował, ale dlatego, że pierwszy się do niej dopchał. Potem wszyscy witają Natalię, podczas gdy Gaba na uboczu rozmawia z Pyzą. Owszem, to bez Gaby "dom jest taki pusty" i to ona ma nigdy nie wyjeżdżać, ale to może być właśnie konsekwencja innych ról w rodzinie. Gaba angażuje się w życie rodzinne, więc po trzydniowej nieobecności wszyscy za nią tęsknią, zwłaszcza, że jeszcze nie zdążyli tej nieobecności oswoić. Natalia egzystuje na uboczu, w swoim własnym świecie, a przez rok wypadła już trochę z rodzinnego życia. Owszem, pokazuje to, że Nutria jest tą mniej cenioną i ważną córką, ale w żadnym razie nie jest to sytuacja typu "wszyscy obściskują Gabę, a o Natalii zapomnieli".

                "Otwarły się drzwi wagonu, Ignacy Grzegorz wrzasnął: - Mama!!! i wyrwał się wszystkim
                trzymającym go rękom, by pognać przed siebie, ku widniejącej na schodach wysokiej, zgrabnej
                sylwetce w dżinsach. Zaraz za jasną głową mamy powiewały rude jak marchewka loki ciotki Natalii.
                - Gaba! Gaba! - zakrzyknęła tęsknie babcia, a w tym samym momencie dziadek wzniósł okrzyk identyczny w tonacji i natężeniu:
                - Nutria! Nutria!

                Pyza zastanowiła się przez chwilę, jak też rodzinne przezwisko ciotki Natalii może być
                odbierane przez postronnych - ale zaraz i ona rzuciła się ku drzwiom wagonu. Grzegorz już uwalniał mamę od bagażu, a Ignaś już wisiał na jej szyi. Natomiast Natalia, ledwie zszedłszy ze stopni wagonu, znalazła się niespodziewanie w gorących i szczerych objęciach Bernarda, który dobiegł do niej jako pierwszy i obecnie korzystał z przysługującej mu okazji do wycałowania jej piegowatych policzków.(...)
                - Ciepłe? - powtórzyła mama z roztargnieniem, bo już ją ściskały Pyza i Laura. - Boże drogi,
                dzieci, jak ja się za wami stęskniłam.
                - Nie było cię tak długo! - z wyrzutem rzekł dziadek; przechodząc mimo.
                - Tak, całe trzy doby! - dodała babcia. - Gabrysiu, dom bez ciebie jest okropnie pusty.
                - Okropnie, Gabuniu - przytwierdził dziadek, kiwając głową, otoczoną wianuszkiem kędziorków, z których niektóre były jeszcze rudawe. Jego pociągła twarz, w której dominowały linie pionowe, ułożyła się w wyraz pretensji. - Postaraj się już nigdy nie wyjeżdżać, dobrze? Witaj, witaj moja Nutrio kochana!
                - Robiłam, co się dało - wytłumaczyła się Pyza w odpowiedzi na spojrzenie mamy, podczas gdy
                dziadkowie już byli w epicentrum wydarzeń i obcałowywali Natalię. - Przez cały czas ktoś był w domu z dziadkami. Ale wiesz, jak to jest...
                - Wiem - powiedziała mama, śmiejąc się do niej całą swoją miłą, okrągłą i piegowatą buzią. -
                Bo zawsze tak samo się czuję, jak ty wyjeżdżasz...
                (...)
                Dziadkowie wciąż się cieszyli swoją, odzyskaną po tylu miesiącach, trzecią wedle starszeństwa córką; co ciekawe, jej nie czynili żadnych wymówek z powodu tak długiej nieobecności. Wyrażali tylko zadowolenie, że zdążyła w sam raz na imieniny Grzegorza. (Według kalendarza miały one miejsce wczoraj, lecz uroczystość przesunięto na dziś, specjalnie z okazji powrotu podróżniczki.)
                (...)
                Dotarła wreszcie do Pyzy i ucałowała ją serdecznie, wspinając się na palce."

                Swoją drogą, Gaba pojechała po Natalię do Warszawy, odebrać ją z lotniska. Czemu nie było jej przez trzy doby?
                • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 11:21
                  Vi_san, pojęcia nie mam jak byłoby z córkami, gdyż mam tylko jedną i na tyle małą, że jeśli rozstajemy się na parę dni to dlatego, że ja muszę gdzieś wyjechać. Zatem problem jak dla mnie abstrakcyjny.
                  Natomiast w sytuacji, którą opisałaś - tak, lecę witać babcię najpierw a nie matkę. I wcale to nie świadczy o tym, że kogoś mniej albo bardziej kochałam. Świadczy to tylko o tym, że za babcią bardziej się stęskniłam przez dobę niż za matką przez miesiąc (rok nigdy nie byłyśmy rozdzielone, ale miesiąc zdarzało się). Natomiast jako podlotek wolałam jeździć na wakacje z matką niż z babcią. A wcześniej odwrotnie. Nie ma reguł i być może MM w swoim otoczeniu ma podobną relację i ją opisała i być może nie kryje się za tym żadna patologia. Tak jak w mojej rodzinie się nie kryła. O.
                • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 11:37
                  Ty wyczytujesz, że słodka Gabuchna i stosunki w tej rodzinie są ok. I dobrze. A ja widzę w tej scenie, że w sumie de facto wszyscy w rodzinie Nutrię mają w zadzie, bo za Gabunią po trzech dniach rozwolnienia psychicznego dostali. I, podkreślam: IGS - rozumiem, maluch itd. Ale Milicja? Serio? Po ROKU nie widzenia jednej córki i trzydniowym rozstaniu z drugą wycie dramatyczne na peronie "GABA!"? Po czym rozdrabnianie, jaki to dom bez Gabuchny pust, jak to ma nie wyjeżdżać... A, no, Nutria też przyjechała? Fajnie, cześć, Nutria. Dawno cię nie było. ale wiesz, Gabuniu....
                  Sorry, ale cała ta scena jest obrzydliwa i paskudna. Tak samo jak i później, już w dommu. Nutria wraca PO ROKU. I co? czy pada choć JEDNO pytanie jak jej tam na Cyprze było, z kim pracowała, co widziała? Ależ skąd, "tron" dla Gregorio de Callarepa uszykowany, a Nutria? Niech się cieszy, że na dworcu jej przez zapomnienie nie zostawili... Wredna, paskudna, toksyczna mafia! Dziwię się, że Nutria z tego Cypru w ogóle do nich wróciła i NIE DZIWIĘ się, że od zamążpójścia w sumie kontakty ma sporadyczne i powierzchowne. Też bym innych nie chciała.
                  • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 11:57
                    No, dobra, ja rozumiem, że dyskusja ma swoje prawa, ale dlaczego wkładasz mi w usta słowa, których nie powiedziałam? A poza tym wydaje mi się, że zbyt emocjonalnie podchodzisz do tego akurat fragmentu. No dobra, Milicja się wyrwała ze spazmatycznym "Gaba!", ale serio są takie osoby, które mimo że się kocha mogą wyjechać na wieczność i ich nieobecności się nie odczuwa, a są osoby, które spóźnią się godzinę i już dom jest martwy.
                    • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 12:16
                      Ale, Zuzu, chyba coś ci się pomyliło? Bo ja akurat odpisałam do Marutax, nie do ciebie...
                      I nie zgodzę się, ze są osoby, które mimo, że się kocha mogą wybyć na wieczność i się tego nie odczuje. Chyba, że się je "kocha z zasady", bo to rodzina, a nie kocha sercem. A z przytoczonego przez Marutax fragmentu widać wyraźnie, że Nutrii w tym domu nie kocha chyba nikt, ot, jest, to jest, nie ma to nie ma.
                      I tak, możliwe, że mam do tej sytuacji nieco zbyt emocjonalny stosunek. Ale po pierwszej [moim zdaniem] zdecydowanie szkodliwej Pulpecji nastąpiło całkiem znośne "Dziecko piątku" - nie ulubione, ale do przeczytania jednak, to potem w [między innymi] tej właśnie sytuacji MM pokazała dokładnie jak paskudną, wredną i fałszywą bandą stanowią słodcy jak śpiączka cukrzycowa Borejkowie, gdy im się przypatrzeć z bliska. I już wiedziałam, że Jeżycjady nie ma. Tej krzepiącej, fajnej, serdecznej. Że już będzie tylko złośliwie, wstrętnie i "my ponad wszystkim". :( Tak, nie lubi się własnych rozczarowań.
                      • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 12:34
                        A, to przepraszam :) Faktycznie, źle odczytałam, kto komu odpowiada. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że jednocześnie tłumaczyłam jednemu znajomemu w dyskusji, że są ludzie, których zalet się nie wywleka. Chodziło o niemiecką głowę państwa z wąsikiem chaplina.
                        • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 12:47
                          :) Ech... Kiedyś były z boku takie "kreseczki" - linie ułatwiały ogarnięcie kto komu i na co. :D
                          • przymrozki Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 13:02
                            Myślę, że gdyby nam wciskano Borejków jako rodziny z jednorożców i waty cukrowej, jakby nie biło od nich "rodzinne ciepełko" i inne sentymentalne bzdury, to na tę scenę patrzylibyśmy inaczej. Ot, rodzina, w której uczucia między córkami rozłożone są nierówno. Zdarza się, niestety. A zobaczcie, że Natalii to wcale nie przeszkadza, ona lubi być w cieniu i mieć święty spokój. I to przecież nie jest tak, że ona tylko traci. Zobaczcie, o ile więcej ma wolności od obowiązków w domu, o ile więcej wolności w ogóle.
                            • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 13:17
                              problem w tym, że jednak rodzinę B. opisuje się nam jako wzór cnót wszelakich ociekających ciepełkiem, dzielnością, przygarniający zagubione psy, koty i dzieci oraz co tam jeszcze. A skoro tak - to sorry, ale ich "wzorowatość" o kant d... Dzielnej grzywki potłuc!
                              I owszem, Natalia sobie funkcjonuje w tym układzie gorzej lub lepiej. Musi lepiej, bo nie ma wyboru. Bo gdyby MM napisała, że Nutria na tej stypie imieninowej Kalarepy siedziała w kącie osowiała i zapomniana - to musiałaby napisać, że jej cudowaśni państwo B. z przyległościami mają po prostu w nosie kogoś, kto przynajmniej formalnie biorąc powinien im być bliski i ważny. I nie, nie wierze, że po ROKU nieobecności i roku na Cyprze KTOKOLWIEK zdrowy psychicznie nie chciał podzielić się z bliskimi wrażeniami, zdjęciami, wspomnieniami itp. Chyba, że WIEDZIAŁ [ów ktoś], że jego zdjęcia i wspomnienia i tak nikogo nie obejdą, bo imieniny Kalarepy są ważniejsze...
                    • dakota77 Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 14:32
                      zuzudanslemetro napisała:

                      serio są takie osoby, które mimo że się kocha mogą wyj
                      > echać na wieczność i ich nieobecności się nie odczuwa, a są osoby, które spóźni
                      > ą się godzinę i już dom jest martwy.

                      Kompletnie do mnie nie przemawia taka wersja rodzinnych relacji. Kocha się kogos, ale nie odczuwa jego długiej nieobecności? Dziwna milosc.
                  • marutax Re: Druga żona Konrada B. 31.12.17, 13:19
                    vi_san napisała:

                    > Ty wyczytujesz, że słodka Gabuchna i stosunki w tej rodzinie są ok. I dobrze. A
                    > ja widzę w tej scenie, że w sumie de facto wszyscy w rodzinie Nutrię mają w za
                    > dzie, bo za Gabunią po trzech dniach rozwolnienia psychicznego dostali.

                    Dlaczego "mają w zadzie"? Witają ją, to ona jest w epicentrum wydarzeń na peronie, rodzice cieszą się jej obecnością. Owszem, nie robią jej wyrzutów z powodu nieobecności, podczas gdy płaczą nad pustym bez Gaby domem, ale o możliwych powodach tego zachowania napisałam już wyżej.

                    > : IGS - rozumiem, maluch itd. Ale Milicja? Serio? Po ROKU nie widzenia je
                    > dnej córki i trzydniowym rozstaniu z drugą wycie dramatyczne na peronie "GABA!"
                    > ? Po czym rozdrabnianie, jaki to dom bez Gabuchny pust, jak to ma nie wyjeżdżać

                    Dlaczego "dramatyczne wycie"? Mila widzi Gabę, która wychodzi pierwsza i to ją woła, choćby po to, by zwrócić jej uwagę. Tyle że "tęsknie".

                    > ... A, no, Nutria też przyjechała? Fajnie, cześć, Nutria. Dawno cię nie było. a
                    > le wiesz, Gabuniu....

                    Rodzice witają Gabę, bo Bernard zagarnął Natalię. Po chwili Gaba odchodzi na bok, do Pyzy i Laury, wszyscy inni (jest tam też Ida i Patrycja z rodzinami) witają Natalię.

                    > Sorry, ale cała ta scena jest obrzydliwa i paskudna. Tak samo jak i później, ju
                    > ż w dommu. Nutria wraca PO ROKU. I co? czy pada choć JEDNO pytanie jak jej tam
                    > na Cyprze było, z kim pracowała, co widziała? Ależ skąd, "tron" dla Gregorio de
                    > Callarepa uszykowany, a Nutria? Niech się cieszy, że na dworcu jej przez zapom
                    > nienie nie zostawili...

                    Uroczystość ma być potrójna - na imieniny i z okazji powrotu Natalii:
                    "Grzegorz Stryba i jego syn Ignacy Grzegorz, (...) mieli dziś zostać uhonorowani na równi z
                    Nutrią
                    , toteż dla potrójnego splendoru wydobyto ze skarbca rodzinnego reprezentacyjny serwis w niebieskie kwiatuszki"
                    O Cypr pyta Róża już na dworcu, nie wiemy, czy rozmowa miała ciąg dalszy w czasie powrotu do domu. Tam wszyscy zajmują się przygotowaniami do uroczystości, ale:
                    "W kącie obok kanapki ciocia Natalia - już po rozdaniu rodzinie cypryjskich prezentów, już po kąpieli, myciu głowy i przebraniu się w wytworną szmaragdową sukienkę z dekoltem (...) W fotelu obok siedział dziadek Ignacy z nogą założoną na nogę, wpatrywał się w świeżo odzyskaną członkinię załogi i słuchał jej relacji z podróży Boeingiem nad Morzem Śródziemnym, Turcją i Ukrainą."

                    Potem relacji nie ma, bo pojawia się info o dzieciach, a w chwilę później wpada Filip.
                    "Pyza, oszołomiona podwójną nowiną, w całym tym hałasie zdołała zdobyć się na refleksję, że nigdy już chyba nie usłyszą pełnej relacji z pobytu ciotki Natalii na Cyprze. Cokolwiek Nutria miała ciekawego do powiedzenia, nie mogło się równać z nowinami prokreacyjnymi."
                    - i to akurat mało sympatyczne, ale czy takie dziwne? Ja wolałabym relację z Cypru, jednak prodzietna rodzina Borejków ma inne priorytety i nie ma to związku z osobą Natalii.

                    Nie uważam też, że relacje w rodzinie Borejków są ok, jednak akurat ta scena nie daje podstaw do wniosków typu "nikt nie dba o Natalię". Można co najwyżej dowodzić, że rodzinka jest niezdrowo uzależniona od Gabrysi.
                    • piotr7777 Re: Druga żona Konrada B. 01.01.18, 13:12
                      No cóż, kolejny wątek, który oddalił się od źródła.

                      Ale skoro już wywiązała sie dyskusja na temat sceny powitania, to faktycznie interpretacja vi san jest niesprawiedliwa.
                      A fakty są takie, że
                      1. Gabrielę wita tylko jej najbliższa rodzina, tj, mąż i dzieci. Rodzice czynią wyrzuty z powodu dłuższej nieobecności starszej córce niejako przy okazji idąc wyściskać młodszą.
                      2. Gdyby nie obecność Bernarda Ignacy i Mila witaliby pewnie Natalię a uwagi na temat znaczenia Gabrieli dla ich samopoczucia pewnie padłyby później.
                      3. Natalia jednak dużo opowiada o pobycie na cyprze i jest słuchana - M. M. nie cytuje tych opowieści zapewne z tych samych powodów, dla których nie przytacza wykładu inżyniera Żaka o deuterze
                      4. Można kochać tak samo członków rodziny, z którymi się mieszka i tych, których sie widzi na co dzień, i tych którzy mieszkają oddzielnie a widuje się ich rzadziej, ale mimo wszystko nieobecność tych pierwszych jest bardziej odczuwalna (tak, wiem, Natalia wtedy jeszcze mieszka u rodziców, ale zarówno z jej jak i ich punktu widzenia jest to stan tymczasowy a nie jak w wypadku Gabrieli docelowy)
                      To co mnie osobiście wydaje się przykre tej scenie to spojrzenie jakim Gabriela obdarza starszą córkę w reakcji na żale dziadków i tłumaczenie się tejże córki. Ta akurat kwestia (podobnie jak późniejsze poczucie odpowiedzialności Pyzy za harmonię i spokój w rodzinie) akurat jest jakoś toksyczne. Zwłaszcza, że wobec młodszej córki takich wymagań (ani w ogóle żadnych) nikt nie ma.
                      • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 01.01.18, 21:42
                        Fakty są takie:
                        1. Na peronie to mamunia Gaby dramatycznie drze się "Gaba! Gaba!". Nie IGS ani mąż wspomnianej. Rodzice czynią starszej wyrzuty nawet nie usiłując się do młodszej zbliżyć.
                        2. To wyłącznie twoja interpretacja nie mająca żadnego poparcia w tekście. Równie prawdopodobne [jak nie bardziej], że nawet gdyby Bernarda nie było scena powitania wyglądałaby DOKŁADNIE tak samo - Nutrię zauważyłby może Józinek... A może i to nie...
                        3. Przytocz mi, proszę dwie sceny w których KTOKOLWIEK jakkolwiek się interesuje Nutrią i jej pobytami gdziekolwiek, a już zwłaszcza ROCZNYM pobytem na Cyprze? Jakoś mimo iż MM nie przytoczyła wykładu Żaczka - nie ma wątpliwości, ze jego wykład był przejrzysty, klarowny i zainteresował młodych ludzi, którzy go słuchali. Tu nie ma ANI SŁOWA, by kogokolwiek zainteresowało gdzie i co Nutria robiła. Jeśli odbierasz to inaczej - proszę, przytocz ze dwie, trzy sceny, świadczące na "twoją korzyść". Ale nie na zasadzie "mogła mówić i może jej słuchano tylko MM o tym nie pisze" - bo to dokładnie taki sam argument w druga stronę.
                        4. Nie masz racji: a/. Nutri naówczas jeszcze mieszka w domu rodziców, b/. rodzice nic nie wiedzą o potencjalnych planach wyprowadzki. A więc to nie tak, ze "dla nich to stan tymczasowy". Nieobecności Nutrii po prostu przez ten rok nikt w sumie nie odnotował - a Gabuchna, och całe trzy dni i dramat! Sorry, ale jak dla mnie świadczy to tylko o głębokim "wdupiemaniu" młodszej córki i chorym uzależnieniu od starszej.
                        • ciotka_scholastyka Re: Druga żona Konrada B. 01.01.18, 22:05
                          Zgadzam się z Visanną. Nie zawsze się z nią zgadzam, często uważam, że mocno przesadza ;) Ale w tym wypadku ma rację. Oczywiście ta scena jest po prostu źle, bezmyślnie napisana, ale wynika z niej, że Nutria została kompletnie, totalnie olana, okrutnie wręcz zignorowana. Tak samo zresztą jak przy tych nowinach prokreacyjnych, co już jest celowym zabiegiem autorki, bo sama komentuje: "Cokolwiek Nutria miała ciekawego do powiedzenia, nie mogło się równać z nowinami prokreacyjnymi" - toż to jest po prostu podłe!
                          • przymrozki Re: Druga żona Konrada B. 01.01.18, 22:17
                            No na pewno jest tak, że ze sceny na dworcu wynika, że Borejkowie, jako rodzina, nie nadają się na obrazek wzorcowej rodziny.

                            Natomiast nie jest bez znaczenia, że z "Imienin" wynika, że Ignacy i Mila wobec Natalii zachowali się tak, jak zachowują się rodzice wobec trzydziestoletniej córki, która wróciła po dłuższej nieobecności. Przesunięto rodzinną imprezę, by Natalia mogła w niej uczestniczyć, wysłuchano jej opowieści i, ogólnie, cieszono się, że jest. Nie poskąpiono jej niczego, czego można się od rodziców spodziewać.
                            To, czego Nutria nie dostąpiła, a Gaba tak, to jest może wyraz większej miłości, ale akurat ten jej typ, którego nie warto zazdrościć. To nie jest tak do końca normalne, że czterdziestoletnia mężatka, matka trójki dzieci, słyszy od rodziców, że ma nie wyjeżdżać, nawet na trzy dni. Żadnych wakacji, żadnych konferencji naukowych, ma siedzieć z dziećmi w domu i bawić mamę i tatę.
                            Jest to tym bardziej niezdrowe, że, jak wiemy, Ignacy i Mila nie mają problemu z radosnym wyjechaniem sobie na dwutygodniowe wakacje nawet wtedy, gdy Gabrysia ich, obiektywnie na rzecz patrząc, potrzebuje (ma pięciomiesięczne dziecko, nastolatkę z ospą i dziesięciolatkę, która kradnie, a na dodatek chorobę uniemożliwiającą chodzenie).
                            • ciotka_scholastyka Re: Druga żona Konrada B. 01.01.18, 22:34
                              > Przesunięto rodzinną imprezę, by Natalia mogła w niej uczestniczyć, wysłuchano jej opowieści

                              Ejże.

                              "ciocia Natalia - już po rozdaniu rodzinie cypryjskich prezentów, już po kąpieli, myciu głowy i przebraniu się w wytworną szmaragdową sukienkę z dekoltem (...) W fotelu obok siedział dziadek Ignacy z nogą założoną na nogę, wpatrywał się w świeżo odzyskaną członkinię załogi i słuchał jej relacji z podróży Boeingiem nad Morzem Śródziemnym, Turcją i Ukrainą."

                              Relacji z podróży Boeingiem. Podróży powrotnej do domu.

                              "nigdy już chyba nie usłyszą pełnej relacji z pobytu ciotki Natalii na Cyprze. Cokolwiek Nutria miała ciekawego do powiedzenia, nie mogło się równać z nowinami prokreacyjnymi."

                              Czyli NIE wysłuchano jej opowieści o pobycie na Cyprze, bo ważniejsze było to, że będą dwa nowe wnuczątka. CBDO.

                              Rodzina absolutnie nie zachowała się tak, "jak zachowują się rodzice wobec trzydziestoletniej córki, która wróciła po dłuższej nieobecności."
                              • przymrozki Re: Druga żona Konrada B. 01.01.18, 22:39
                                Może coś źle pamiętam, ale czy nie było opisanej sceny, w której większość rodziny podaje do stołu i szaleje z przygotowaniami, a Natalia opowiada tacie (i być może grupce zainteresowanych) o Cyprze? Jeszcze przed nowinami Idy i Pulpy?
                                • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 01:13
                                  Nie, Nutria nie zdołała nikomu opowiedzieć o Cyprze. Sądzę, że z tego względu, że nie miało to zasadniczo znaczenia dla fabuły. Ale wziąwszy pod uwagę ten fakt, można było spokojnie napisać, że podczas gdy jej siostry i matka szykowały wytworną kolację, tatunio wysłuchał jej obszernej relacji z pobytu na Cyprze. Nikomu nic by od tego się nie stało. Natomiast nowiny prokreacyjne niestety mają to do siebie, że zawsze zepchną z piedestału najciekawszą rzecz. We wczesnej ciąży zawsze na różnych przyjęciach i imprezach prosiłam wtajemniczonych, żeby nic nikomu nie mówili, bo nie chciałam stawać się bohaterką imprezy kiedy komu innemu przypadał ten zaszczyt. No i ile razy zostałam przypucowana tłumaczyłam zebranym, że nie moja płodność jest głównym wydarzeniem wieczoru tylko wernisaż wystawy kogoś tam, imieniny kogoś innego, stulecie kogoś jeszcze innego, promocja książki, czy co tam jeszcze.
                                  Scena powitania na peronie dlatego może tak Vi_san wkurzać, że sama w sobie byłaby zupełnie neutralna gdyby nie stawiano nam rodziny B za wzór cnót wszelakich.
                                  Zgadzam się z Piotrem, że to świństwo wychowywać córkę, w tym wypadku Pyzę, dla rodziny a nie dla świata. Dzieci zawsze się rodzi dla świata a nie dla siebie i warto o tym pamiętać nawet jak się jest słoneczkiem Jeżyc.
                              • potworia Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 16:27
                                Po rocznym pobycie w Stanach szczerze nienawidziłam tego przymusu opowiadania "jak było". Szczerze mówiąc przez pierwsze tygodnie po powrocie czułam się ją duch i miałam irracjonalny żal do wszystkiego i wszystkich. Bo jestem TU, a. nie TAM i że nie zobaczę już Central Parku w jesiennej odsłonie.
                                Potrzeba opowiadania po tak długim czasie przychodzi dużo później. Na miejscu Nutrii czułabym wdzięczość, że nikt mnie nęka i że nie muszę zgrywać bohaterki dnia.
                                Tyle, że autorka nie daje nam szansy, by wejrzeć w Nutriową głowę. Szkoda, bo Natalia wygląda na ciekawą osobę i jest w ciekawym momencie życia
                                • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 16:56
                                  Ty miałaś tak. A kto inny może mieć inaczej. Poza tym nie chodzi o trwający TYGODNIE przymus opowiadania! U licha, Nutria DOPIERO CO wróciła! Po roku. I w sumie CAŁA ta upiorna rodzina ma to w odwłoku, bo dramatem jest fakt, iż Gabuchny nie było trzy dni, poza tym ma Gabucha więcej nie wyjeżdżać, a jak już w domu siada i mogłaby opowiedzieć "z grubsza", chociaż o najfajniejszych punktach swojego pobytu - to wszystko przestaje się liczyć, bo siostrunie MUSZĄ wyskoczyć z info o tym, że się zapłodnić dały... No doprawdy...
                                  Rozumiem, że wypytywanie mogło być dla ciebie męczące. Ale serio: wyobrażasz sobie, że wracasz z tych Stanów, a rodzice na dworcu tęsknie szlochają bo twojej siostry dwa dni nie widzieli, ciebie w sumie nie dostrzegając? Wyobrażasz sobie, że w domu [przypomnę: wracasz po rocznej nieobecności!!!] święto jest z okazji imienin dwóch domowników, w sumie udaje ci się do tatusia wspomnieć o tym Central Parku w jesiennej odsłonie, ale w tym momencie siostra rzuca info, że będzie dzidzia i twój Central Park możesz sobie wywiesić na płocie, bo i tak nikogo ne interesuje... No, mam takie wrażenie, że w sumie gdyby Nutria bez ostentacji, dyskretnie wyszła z pokoju, przebrała się z wytwornej kiecki w dżinsy i koszulkę i wyszła z domu - to NIKT, z tego "cukierkowego" klanu by tego po prostu nie zauważył. Zapewne przez najbliższe dwa tygodnie. Do dwóch miesięcy nawet. :(
                                  I nie wierzę, że w takiej sytuacji nie poczułabyś się mocno niefajnie...
                                  • dakota77 Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 17:18
                                    Otoz to. Tu nie rzecz w tym, na ile Nutria ma ochote ma opowiadac o swoich przygodach na Cyprze. Niektorzy lubia opowiadac na swiezo, inni musza poukladac wrazenia itp. Rzecz w tym, ze czy Natalia chce czy nie, nikt nie jest zainteresowany, jak jej tam bylo, jak sobie radzila... Zwlaszcza ze mowa o poetycznej niedojdzie, ktora nagle z woli autorki wyjechala na rok za granice pracowac w branzy dla ludzi przebojowych i zorganizowanych. Mnie by bylo przykro na jej miejscu.

                                    A przejmowanie glownej roli na cudzej imprezie przez podzielenie sie akurat w tym momencie wiadomoscia o ciazy tez nie jest specjalne taktowne.
                                  • potworia Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 17:20
                                    Ależ ja nie dlatego piszę, że miałam TAK, że płonę chęcią zwierzeń, tylko żeby własnym przykładem wykazać, że nie każdy ma ochotę, powracając po rocznej nieobecności zostać z marszu królową balu. Nie wiadomo więc, czy osoba pokroju Nutrii była szczególnie pokrzywdzona takim a nie innym przebiegiem wieczoru.
                                    Co mnie razi w Imieninach (a uważam, że to po McD najgorsza książka w cyklu, więc razi mnie wszystko) to, że ten cypryjski rok nie ma żadnego, ale to żadnego wpływu na fabułę i postać.Zupelnie jakby Nutria przespała ten rok w pawlaczu, a w rodzinie zapanowała zmowa milczenia wokół tego wyczynu.
                                    • dakota77 Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 17:39
                                      No ale ja rozumiem, ze wlasnie nie mialas checi zwierzen :) I ze moze Nutria tez nie miala. Ale to nie usprawiedliwia rodziny, ze nie probowala sie zainteresowac, jak tam Natalii bylo, jak obie radzila. A jak autorka sadzila, ze moze Natalia nie ma sily na opowiesci, mogla to zaznaczyc ;-)

                                      A co do NYC, wiem, co potrafi zrobic z czlowiekiem. Ja mialam tak, ze wcale niekoniecznie skrecalo mnie z tesknoty na mysl o slynnych czy pieknych miejscach. Wystraczyla mysl o zwyklej ulicy- charakterystyczna wilgotnosc powietrza, dzwiek klaksonow, zapach z bud ulicnzych- i juz bylam chora z teksnoty. Co ciekawe, choc miasto wciaz kocham i zawsze bedzie w jakims sensow domem, nie ciagnie mnie juz teraz tam tak jak kiedys. Mecza mnie wielkie, zatloczone miasta i marzy mi sie uczieczka do malego miasteczka w gorach, a nie przeprowadzka do NYC :)
                                      • potworia Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 18:28
                                        Weź, bo się popłaczę. Nie mówię o zamieszkaniu, bo też mam ogólnożyciowy zwrot ku wsi, ale jeszcze jeden taki rok, co ja mówię, miesiąc, nawet w tym samym ciemnawym półpokoju nad meksykańską knajpką.
                                    • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 18:21
                                      Zgodzę się, ze NIE WIADOMO czy Nutria chciałaby raz zostać królową balu. Ale za to wiadomo, że nikogo z rodziny chęci Nutrii nie interesowały. Bo imieniny Kalarepy ważniejsze, mimo, że Kalarepa ma w tym domu prawa mieszalnika do sałaty. Być może Nutria nie płonęła chęcią zwierzeń. Ale i tak, choćby nawet dusiły ją słowa nikt by jej nie słuchał. Bo wszak zapłodnienie jej dwóch sióstr ważniejsze niż jakiś tam rok z daleka od rodziny. Być może Nutria bez specjalnych problemów wróciłaby do domu sama. ale wówczas Milicenta de Kostuchowicz nie miałaby pretekstu do miotania się po peronie z żałobnym wyciem "GABA!"... Wszystko być może. Ale opisane jest to tak, że na miejscu Nutrii wolałabym dyskretnie i bez cienia demonstracji zabrać mój spakowany plecak, przebrać się z wytwornej kreacji w dżinsy i koszulkę i pomaszerować do biura podróży - by udać się jako rezydentka do Hiszpanii na ten przykład. I zapewne kochający tatunio gdzieś w środku lata zapytałby znad Seneki "A gdzie to Nutria? Poszła po mleko?", Milicja ze słodką ironią skwitowałaby "Tak właśnie przypuszczałam", Gaba za dzielną grzywką zaszlochała "To moja wina...",a Idusia dławiąc się pierogiem wrzasnęła "Ha! Wiedziałam!"... Po czym Laura, Róża, Mila i Żaba oznajmiłyby równocześnie, że są w ciąży [wszystkie w bliźniaczych!] i kwestia Nutrii i jej nieco przydługiej nieobecności przestałaby kogokolwiek zajmować...
                                      • dakota77 Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 18:25
                                        I jak to juz pisalysmy tysiac razy- wszystko byloby inaczej, gdybysmy co chwile nie czytaly, jak cudowna, zzyta rodzina jest klan Borejkow. Gsyby nie te zapewnienia, widzielisbysmy normalna, nie zawsze postepujaca jak trzeba rodzine.
                        • marzenna114 Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 15:12
                          vi_san napisała:

                          > 3. Przytocz mi, proszę dwie sceny w których KTOKOLWIEK jakkolwiek się interesuj
                          > e Nutrią i jej pobytami gdziekolwiek, a już zwłaszcza ROCZNYM pobytem na Cyprze
                          > Tu nie ma ANI SŁOWA, by kogokolwiek zainteresowało gdzie i co Nutria robi
                          > ła. Jeśli odbierasz to inaczej - proszę, przytocz ze dwie, trzy sceny, świadczą
                          > ce na "twoją korzyść".
                          Według mnie o tym, że Nutria opowiadała o tym co się działo na Cyprze świadczy refleksja Pyzy, że nigdy nie usłyszą pełnej relacji z wyjazdu ciotki. Dla mnie jest to równoznaczne z tym, że usłyszeli relację częściową. Być może potem została przerwana przez nowiny prokreacyjne. Uważam, że nowiny prokreacyjne dla dziadków mogą być ciekawsze niż Cypr na którym nigdy nie byli. Ja lubię słuchać relacji z podróży, ale tylko kiedy ktoś bardzo ciekawie opowiada. Czasem ktoś nie potrafi i wtedy nie słucham - automatycznie wyłączam uwagę. Może Nutria przynudzała :).
                          Ja bym się cieszyła na miejscu Natalii, że czekają na mnie z imprezą rodzinną - podwójnymi imieninami, gdybym po długiej nieobecności wracała do domu. Zresztą Natalia na imprezie wyglądała na zadowoloną (chyba siedziała przytulona do starszej siostry).
                          Generalnie zgadzam się z Marutax i nie uważam żeby Nutria była jakoś szczególnie zaniedbana przez rodzinę przy powitaniach. Ale jak widać każdy z tekstu odczytuje co innego.
                          • bupu Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 17:06
                            marzenna114 napisał(a):

                            > Według mnie o tym, że Nutria opowiadała o tym co się działo na Cyprze świadczy
                            > refleksja Pyzy, że nigdy nie usłyszą pełnej relacji z wyjazdu ciotki. Dla mnie
                            > jest to równoznaczne z tym, że usłyszeli relację częściową. Być może potem zost
                            > ała przerwana przez nowiny prokreacyjne. Uważam, że nowiny prokreacyjne dla dzi
                            > adków mogą być ciekawsze niż Cypr na którym nigdy nie byli.

                            Przecie Ignac jest filologiem klasycznym, podobno w antyku rozkochanym na umór. Toż on powinien, zawisłszy wzrokiem na ustach Nutrii, domagać się pełnej relacji z Cypru, i to wielkim głosem. Przecież Cypr, miejsce narodzin Afrodyty, wyspa na której gdzie nie spluniesz w starożytny zabytek trafiasz! Miłośnik antyku powinien wyć ze szczęścia!
                            • marzenna114 Re: Druga żona Konrada B. 08.01.18, 09:49
                              bupu napisała:

                              > Przecie Ignac jest filologiem klasycznym, podobno w antyku rozkochanym na umór.
                              > Toż on powinien, zawisłszy wzrokiem na ustach Nutrii, domagać się pełnej relac
                              > ji z Cypru, i to wielkim głosem.
                              No ale przecież u nich rządzi Mila, a jej pewnie Cypr nie obchodzi. Woli słuchać o przyszłych wnukach. Więc Ignac został zakrzyczany. Poza tym właśnie Ignacowi coś tam Nutria opowiadała.
                      • ciotka_scholastyka Re: Druga żona Konrada B. 01.01.18, 22:22
                        piotr7777 napisał:


                        > To co mnie osobiście wydaje się przykre tej scenie to spojrzenie jakim Gabriel
                        > a obdarza starszą córkę w reakcji na żale dziadków i tłumaczenie się tejże cór
                        > ki. Ta akurat kwestia (podobnie jak późniejsze poczucie odpowiedzialności Pyzy
                        > za harmonię i spokój w rodzinie) akurat jest jakoś toksyczne. Zwłaszcza, że wob
                        > ec młodszej córki takich wymagań (ani w ogóle żadnych) nikt nie ma.

                        A tutaj, Piotrze, poruszyłeś bardzo ważną kwestię i tutaj masz rację stuprocentową.
                        • przymrozki Re: Druga żona Konrada B. 01.01.18, 22:24
                          Gaba robi Pyzie to, co jej rodzice robią jej. Prawdopodobnie bez złej woli, a ze szczerego przekonania, że tak wygląda prawidłowa relacja między matką a pierworodnym dzieckiem.
                          • haszyszymora Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 09:30
                            Wiecie, co mi przyszło do głowy? Że to może być ten jedyny moment serii, gdy działa legendarna więź między Nutrią a Pyzą. W czasie nowin prokreacyjnych Pyza zaczyna swoje wtfne rozważania o Natalii i braku dzidziusiów - IMHO mogła po prostu zauważyć jakieś przygaśnięcie ciotki, ale ponieważ jest tylko Pyzą, nie powiązała tego z olewką rodziny i zinterpretowała po swojemu.

                            A w ogóle w scenie z nowinami - "Co tam Cypr, słuchajcie, ja jestem w ciąży! Spadaj, to ja jestem w ciąży!" - widać jakąś szaloną rywalizację o uwagę rodziców, co by było całkiem zrozumiałe na etapie dziecięcym/nastoletnim, ale w grupie dojrzałych kobiet jakoś dziwi.
                            • pi.asia Marek i Laura 02.01.18, 12:39
                              Pod wpływem dyskusji o "Imieninach" odświeżyłam sobie dyskutowaną scenę. I znalazłam takie zdanie:

                              Wuj Marek, jakkolwiek nieco senny po dyżurze nocnym, starał się nie zapaść w sen przy stole, zjadał tylko posłusznie to, co mu nakładała na talerz siedząca obok siostrzenica Laura.

                              Z lekka mnie zdumiała ta scena. Laura ma lat chyba 13 (poprawcie, jeśli się mylę).
                              To otaczanie wuja Marka macierzyńską opieką jest może i wiarygodne, i słodkie, ale w kontekście innych jej zachowań wobec mężczyzn sporo od niej starszych - jakieś takie dwuznaczne. Mała Laura kokietowała, manipulowała i za wszelką cenę starała się grać pierwsze skrzypce. Starsza Laura matkuje wybranym mężczyznom, a innym układa życie (poinformowanie Filipa o powrocie Natalii). Wyraźnie chce mieć nad nimi władzę i mieć ich pod ręką. Po co?
          • taodmickiewicza Re: Druga żona Konrada B. 02.01.18, 23:21
            Ale się dyskusja rozwinęła, tylko faktycznie, odchodzi od tematu. Może lepiej założyć osobny wątek, czy sprawa powrotu Nutrii została już przegadana? :)
            • pi.asia Re: Druga żona Konrada B. 03.01.18, 09:31
              taodmickiewicza napisał(a):

              > Ale się dyskusja rozwinęła, tylko faktycznie, odchodzi od tematu. Może lepiej z
              > ałożyć osobny wątek, czy sprawa powrotu Nutrii została już przegadana? :)


              Dyskusja już dawno odeszła od tematu, który brzmiał, przypomnę: Druga żona Konrada B.
              Zdarza się to często, praktycznie zawsze, że wątki ewoluują w przedziwne strony, i w tym cały urok tego forum. A gdybyśmy przy każdej zmianie tematu zakładali osobny wątek, to powstawałyby one z częstotliwością kilkunastu dziennie.
              Poza tym fajnie jest obserwować, jakimi meandrami chodzą ludzkie skojarzenia :)
            • dakota77 Re: Druga żona Konrada B. 03.01.18, 12:31
              To forum offtopami stoi i nikt tu nie postuluje, zeby ich zakazac. Meandrowanie w dyskusji jest w jakims stopniu naturalne. A dyskusja o zawlaszczaniu watkow przez purnonsens toczy sie w watku Noelka i nie ma co mnozyc bytow i przenosic jej do kolejnych watkow- a twoj post traktuje jako odprysk tamtej dyskusji,
              • piotr7777 Re: Druga żona Konrada B. 03.01.18, 20:28
                Co do tematu wątku to odpowiedź może być jedna - autorka poszła na łatwiznę i wszystkie nastoletnie pary z drugiego planu połączyła w małżeństwa. Fakt, niewiele osób poślubia miłości z okresu nastoletniego, ale na potrzeby fabuły można przymknąć na to oko. Tak samo jak pójściem na łatwiznę jest powrót do postaci pani Sznytek w Żabie, Owszem, mogła mieć w 1988 r. jakieś 38 lat, w tym układzie w 2004 ma 54 i jeszcze uczy , może też nie pamiętać, że sławny mąż jej młodszej koleżanki to jej dawny podopieczny z koloni letnich, ale i tak wyciąganie z lamusa tej postaci niczemu nie służy, poza tym, że realna pani Sznytek z Brulionu została sprowadzona do roli postaci karykaturalnej. Bo już ewolucja Pieroga - na etapie Kwiatu kalafiora nauczyciela wymagającego, surowego i sztywnego, ale na pewno oddanego swojej pracy i sprawiedliwego w ocenach w jakiegoś tępego szkolnego satrapę ma jakąś myśl przewodnią, choć i tak uważam, że duma Pieroga z faktu, że w jego własnej klasie najwięcej ocen niedostatecznych jest z jego przedmiotu (a wcześniej był dumny z Hajduka i z całą pewnością wspierał jego pasję) to już krok za daleko. Tym bardziej, że Pieróg właściwie nie uczy - zadaje nieprzerobiony materiał do domu i dyktuje nie tłumacząc. Jak na nauczyciela z długoletnim stażem to przesada.
                O.k., ja też odbiegłem od tematu. Zapytam więc z ciekawości - czy w Dziecku piątku są jakiekolwiek fragmenty świadczące o tym, że Konrad kiedykolwiek interesował Aurelię jako chłopak a nie tylko przypadkowy towarzysz spontanicznych wakacji.
                • potworia Re: Druga żona Konrada B. 03.01.18, 20:40
                  Moim zdaniem w DP nie ma śladu takiego zainteresowania, ani żadnych przesłanek, że oni się kiedyś może pojawić. Aurelia jest od Kozia nie tylko starsza, bardziej doświadczona i dojrzalsza, ale i zbyt niezależna, by dać się sprowadzić do roli fanki, muzy czy wszechwyrozumiałej "żony artysty".
                  A przy okazji, to kim ostatecznie został Konrad? Scenografem, jak uważa Żaba, czy reżyserem, jak twierdzi pani Sznytek?
                  • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 10:04
                    "Moim zdaniem w DP nie ma śladu takiego zainteresowania, ani żadnych przesłanek, że oni się kiedyś może pojawić" - dokładnie! Jakoś czytając DP zupełnie nie miałam wrażenia, że Konrad i Aurelia mogą zostać parą... Parą kumpli - to tak. Przyjaciół - do grobowej deski. Ale nie parą w kontekście związku! Już nie chodzi o jakąś "mityczną" chemię, bo to coś na tyle ulotnego i osobistego, że ONI [bohaterowie] mogli odczuwać rzecz inaczej niż czytelnik [ja]. Ale w książce nie ma zainteresowania Aurelii Koziem. Jako już nawet nie mężczyzną, ale nawet jako partnerem! Bawi ją jego "teatralność", może trochę imponuje jej jego wiedza i techniczne umiejętności robienia i "operowania" lalkami [Zuzu, błagam, nie bij za niewłaściwe określenia!!! ;) ], ale wyczytałam tam ani śladu zainteresowania z jej strony... Z jego strony zresztą też. Może i mu się Aurelia podoba, no, nie szpetna jakoś, może i sympatia jakaś się pojawia, ale na pewno nie zainteresowanie w rodzaju "damsko - męskiego", które może zaowocować w przyszłości związkiem...
                    Wydaje mi się, że jednak został scenografem... Ale głowy nie dam.
                    • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 10:43
                      Vi_san, jak najbardziej można operować lalkami :) Można nimi ruszać, animować, ożywiać, majdrować, majstrować, co chcesz. Byle tylko lalkami w odniesieniu ogólnym do lalki teatralnej, a nie kukiełkami, gdzie z opisu wyraźnie wynika, że to marionetki. W dodatku pewnie czeskie (czeska marionetka to trochę co innego niż klasyczna), ale tego już się nie czepiam.
                      Mnie jeszcze jedno dziwi w tym związku Aurelii z Koziem: dlaczego Aurelia została polonistką? Nic nigdy nie wskazywało na takie zainteresowania ani skłonności. Mogła zostać spokojnie aktorką (dryg miała już od dzieciństwa), interesowała się sztuką ogólnie więc mogła zostać teatrologiem, kulturoznawcą, historykiem sztuki, animatorem kultury. Nie! Autorka wepchnęła ją do gimnazjum w charakterze polonistki, która prowadzi kółko teatralne. Nie, żeby było coś w tym złego, bo nie ma nic. Ale naprawdę ta Żaba mogła chodzić do dowolnego DK na zajęcia prowadzone przez Aurelię i tam poznać Piotrka i fabuła by nie ucierpiała. Pod samochód wpaść można idąc po chleb, nie trzeba w tym celu chodzić do gimnazjum.
                      • vi_san Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 11:03
                        Ufff... Już się bałam, że coś mogłam pokitłasić... ;) Pamiętam bowiem dyskusję właśnie nad lalkami/marionetkami/kukłami/ kukiełkami, ale obawiam się, że pamiętam piąte przez dziesiąta, sama nie mam nic wspólnego z teatrem [poza tym, że czasem chodzę jako widz i uwielbiam Mirosława Bakę], temu wolałam uprzedzić z góry że profan i w razie czego proszę o sprostowanie a nie bicie po głowie. :D
                        Aureli - polonistki tez nie rozumiem i nie "kupuję". ZWŁASZCZA w gimnazjum! Nie, żeby w polonistach było coś złego, ale nie ta osoba! Aurelia mogłaby zostać w jakimś zawodzie artystycznym [fotograf, architekt [przyjaźń z Ogorzałkami], złotnik - jubiler - ale nie taki co w Aparcie sprzedaje, a raczej taki, co tworzy pojedyncze, niepowtarzalne egzemplarze biżuterii dla gwiazd], mogła zostać kimś w "teorii szeroko pojętej kultury" [zawody, które ty wymieniłaś], a jeśli już nauczycielką i to koniecznie polskiego to albo w podstawówce [wrażliwość na krzywdę małych dzieci - przez wspomnienia własne], albo odwrotnie, w liceum, żeby mieć do czynienia z dorosłymi ludźmi i ich umysły otwierać. I w pełni popieram, Żaba mogłaby chodzić do dowolnego ośrodka na zajęcia prowadzone przez nią, tamże poznać Piotra [a nawet obu braci Ż.] i fabuła nie tylko by nie ucierpiała, ale mogłaby być znacznie sensowniejsza. :D
                        • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 11:34
                          I my byśmy się nie czepiali, że te biedne jeżycjadowe dzieci nigdzie nie chodzą poza szkołą.
                    • reveiled Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 12:03
                      Moze to - jak ktos juz sugerowal - pojscie na latwizne, tzn. nie trzeba wymyslac za kogo Aurelia mogla wyjsc, ale moze to tez mentalnosc pokolenia pani MM... Moja mama tez uwazala, ze kazdy kolega z ktorym rozmawiam to duza szansa na zwiazek, a kazdy zwiazek to duza szansa na malzenstwo...
                      • potworia Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 15:54
                        O Boru z Borowiną, moja babcia ma to samo! I równie konsekwentnie odmawia przyjęcia do wiadomości, co łączy moją kuzynkę z jej wieloletnią partnerką. Z niezmordowaną determinacją mówi: "ta Kasi koleżanka":-)
                • zuzudanslemetro Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 09:21
                  No właśnie ja nie wiem, jak to się stało do końca, że Aurelia związała się z Konradem. Przez całą książkę wydaje mi się, że Aurelii jest dość wszystko jedno i że bawi ją rywalizacja samców o jej względy. Owszem, bardziej docenia Kozia jako tego wrażliwszego i z większą wiedzą niż Arturka, który trąbi o sobie jak trąba jerychońska. Ale w gruncie rzeczy oni obaj są tacy sami - obaj zapatrzeni w siebie i egotyczni. I nagle bach! Mamy parę z Aurelki i Kozia.
    • haszyszymora Re: Druga żona Konrada B. 04.01.18, 21:28
      No to wracając do tematu: nie wiem, co się dzieje po Kalamburce. W każdym razie pamiętam, że Aurelia nie zawsze była dziarska i wesoła - opis, który podajesz, pasuje i do małej Aurelii we własnym domu. I w ogóle w sytuacjach stresowych/depresyjnych, bo młoda zamknęła się też całkowicie, gdy nakrzyczała na nią Kreska oraz po śmierci matki, w domu niechętnej macochy. Małżeństwo Bitnerów mus się układać doskonale.
      • reveiled Re: Druga żona Konrada B. 05.01.18, 11:59
        Malzenstwo Bitnerow nie wyglada na dobrane, ale w tym wypadku sytuacja stresowa to chyba praca - moze nie sama praca z mlodzieza, chociaz to tez calkiem mozliwe, ale na pewno uklady z dyrekcja, p. Sznytek, itp

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka