Dodaj do ulubionych

Musierowicz a Undset

14.10.06, 17:04
w konkursie który był tu juz reklamowany, jest taki temat jak powyzszy.
ciekawa jestem, o co chodzi autorom tego tematu. moim skromnym zdaniem to
pisarstwo dwoch predkosci ze tak powiem. jakiekolwiek porównania moga sie
odbywać na zasadzie bardzo odległych skojarzeń. ktoś może mnie oświecić? nie
wykorzystam waszych pomysłow, obiecuje:)
Obserwuj wątek
    • baba67 Re: Musierowicz a Undset 14.10.06, 19:45
      Staroswieckie pojecie honoru.Krystyna niestety troche sie zestarzala,bo
      rozterki glownej bohaterki przestaly byc powszechnie zrozumiale.
      Jakie pohanbienie? Jaka kara Boza ?Za co ? Za to ze sie bzykala przed slubem ?
      Teraz kiedy polowa mlodych dziewczyn albo mieszka z chlopakiem, albo zamierza
      to zrobic to jakas egzotyka i stad trudno wczuc sie w swiat psychiczny bohaterki.
      U MM mamy Ignaca grzmiacego o nieslubnym dziecku i wstydzie.Ignac zostal
      przerysowany, to fakt, jednak jesli ktos czytal Frywolitki gdzie bylo o
      Krystynie to wie, ze MM bliski jest ten swiat sredniowiecza, kiedy to
      spoleczenstwo predzej wybaczylo mezczyznie zabojstwo, niz kobiecie ktora
      pofikala z przyszlym mezem.
      Mam swoja teoria na ten temat.Uporzadkowane zycie seksualne bylo w dobie
      kompletnego braku srodkow antykoncepcyjnych niezbednym warunkiem uporzadkowanego
      zycia spolecznego. Istnienie nieslubnych dzieci prowadzilo do krwawych wasni
      rodzinnych, a nawet wojen z sasiadami.
      Rozwiazlosc byla forpoczta duzo gorszych rzeczy. Zreszta Unset to pokazala.
      • meduza7 Re: Musierowicz a Undset 15.10.06, 19:53
        Ale to "staroświeckie" pojęcie honoru w niektórych środowiskach było uznawane
        bardzo dlugo, aż do współczesności. Przypomina mi się odcinek serialu "Droga"
        (bodajże) z Gołasem, kiedy to ojciec praktycznie całkowicie się wypiera
        ciężarnej córki, zaprzecza, jakoby w ogóle jakąś córkę miał. Akcja dzieje się w
        latach 70-tych. Podejrzewam, że po wsiach i małych miasteczkach po dziś dzień
        to podejście niewiele się zmieniło. A w dodatku Ignacy jest czlowiekiem nie
        tylko w starszym wieku, ale i psychicznie tkwiącym w zupełnie innej epoce, tj
        starożytnym Rzymie, z jego surową (przynajmniej teoretycznie) moralnością.
        Swoją drogą, I.B. z pewnością tęskni za władzą, jaką miał rzymski pater
        familias...
        • laura-gomez Re: Musierowicz a Undset 06.11.06, 14:12
          obie są katoliczkami, a ich książki są mądre, niosą za sobą przesłanie i mają
          charakter dydaktyczny
          • lacitadelle Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 11:03
            > obie są katoliczkami, a ich książki są mądre, niosą za sobą przesłanie i mają
            > charakter dydaktyczny

            no ja właśnie czytając Krystynę (przyznaję się bez bicia, dotarłam do połowy
            pierwszego tomu, a potem już tylko przerzucałam) doszłam do następującego
            przesłania:

            "zabranianie ludziom seksu prowadzi do tego, że staje się on najważniejszą
            kwestią życia (a przynajmniej książki) i prowadzi do wielu tragicznych
            konsekwencji".

            I tu zupełnie serio mówię, nie śmiejcie się ze mnie. Dziewczyna, która cały czas
            była wychowywana w ten sposób, że o seksie wiedziała tyle, że może go uprawiać
            jedynie po ślubie, daje się uwieść tak łatwo, że chyba łatwiej się nie da i to w
            dodatku pod okiem zakonnic, które miały niby czuwać nad jej cnotą. Co za absurd!
            Daję słowo, że ja - żyjąc w tych rozpustnych czasach i wiedząc, czym jest seks,
            o nieporównywalnie bardziej broniłam swojej cnoty. Może dlatego, że wiedziałam,
            że warto? A małżeństwo rodziców Krystyny? Kolejny przykład, jak można sobie
            zniszczyć szczęście małżeńskie z powodu chorego podejścia do spraw cielesnych. I
            w ogóle ta cała książka to jest dla mnie jakieś wielkie opętanie jednym tematem.
            Ja doszłam do momentu uwiedzenia Krystyny i byłam naprawdę już wręcz
            zniesmaczona i przygnębiona czytaniem tej książki. Brrr, takie zakłamanie, całe
            życie tych ludzi kręciło się wokół tego, czego nie mogą robić (i robią oczywiście).

            Stąd pytałam się wcześniej w innym wątku zupełnie poważnie, co Wam się w tych
            książkach podobało?
            • baba67 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 11:23
              Ja mialam podobne odczucia, ale to byla prawda czasu i taka oddala ja pisarka.
              Rzeczywiscie sex w sredniowieczu to byla chora obsesja podyktowana zabobonna
              wiara pelna strachu oraz sprawami dziedziczenia i pozycji materialnej w wogole.
              Jedno drugie podtrzymywalo i umacnialo.
              Nie przeczytalas calej Krystyny, wiec nie dotarlas do ostatnich stron, na
              ktorych pisarka podkresla ,ze ona wcale sie tak bardzo takim podejsciem nie
              zachwyca-znajdziemy to w reflesjach dojrzalej Krystyny i w jej snach.Pisarka
              miala wiele wyrozumialosci i wspolczucia dla swojej bohaterki, ktora pechowo ze
              swym niezaleznym charakterem trafila zupelnie nie w te epoke co trzeba.
              Ja bym nie nazwala Unset moralistka, tylko pisarka doskonale iddajaca ducha
              epoki i star prawde, ze nonkonformistom nie jest latwo nigdy i nigdzie.
              Oraz, ze ojca dzieciom powinno sie wybierac uzywajac przede wszystkim glowy,
              nie zas czego innego (chociaz chwilami nie jest to tez takie oczywiste).
              • lacitadelle Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 11:46
                Dzięki Baba za ten głos.

                Mnie jedna rzecz w tej książce wydaje się godna podziwu - właśnie to wierne
                oddanie pewnego klimatu. Jednak czytanie tej książki zbyt mnie przygnębia i
                dlatego nie widzę sensu w czytaniu. Jeszcze młoda jestem i naiwna, i takie
                klimaty mi nie po drodze - nie potrafię się zdystansować.

                I taka ogólna refleksja - czasem tak to jest z tymi ludźmi, że dużo jednak
                zależy od ich charakteru, a nie wewnętrznych zakazów, czy nakazów. Od liceum
                mieszkałam poza domem, nikt mnie nie pilnował, a pokus było wiele, a jednak
                wiedziałam, co jest dla mnie ważne i trzymałam się tego. Często widzę natomiast
                nadopiekuńczych rodziców, którzy starają się kontrolować nawet już dorosłe
                dzieci i ma to skutki odwrotne od zamierzonych. Nie wiem, czy to taka ogólna
                zasada typu: "zakazany owoc" czy po prostu akurat trafiam na takie przypadki.

                • lacitadelle Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 11:47
                  miało być "zewnętrznych zakazów" oczywiście :)
                  • anutek115 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 14:21
                    To jest ogólna zasada, moim zdaniem. Miałam (nadal mam nawet) bardzo bliska
                    przyjaciółkę, którą mama karała zabraniając oglądania TV. I ta przyjaciółka za
                    każdym razem, gdy przychodziła do mnie (a często to było), maniakalnie wgapiała
                    się w telewizor, bez względu na to, co aktualnie w nim migało, dosłownie jakby
                    chciała się "nachapac" na zapas. Ja, wychowywana w domu, gdzie telewizor stał,
                    ale nikt z niego bożka nie robił (a moim rodzicom do głowy by nie przyszło, że
                    zakaz oglądania go mógłby byc karą) patrzyłam na to w osłupieniu...
                    Przy seksie po prostu zakazów jest więcej, więc i ciekawośc silniejsza...
                    • onion68 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 16:34
                      Ogólnie masz rację, ale nie w odniesieniu do Krystyny. Tym, co sprawiło, że
                      Krystyna postąpiła wbrew prawom społeczeństwa, było zauroczenie i namiętność do
                      Erlenda. Trwające aż do śmierci zresztą. Krystyna całe życie żałowała swojej
                      utraconej niewinności, ale miłość była silniejsza od niej, mimo świadomości wad
                      Erledna zresztą. Gdyby jej postępowaniem kierowała zwykła przekora lub chęć
                      zakosztowania zakazanego owocu, jej pierwszy raz byłby z Szymonem - jej
                      pierwszym narzeczonym, nieprawdaż?
                      "Krystyna, córka Lawransa" jest moim zdaniem właśnie o tym - o skutkach
                      wystąpienia przeciw prawom ustalonym przez społeczność. Wtedy był to zakaz seksu
                      przedmałżeńskiego. Co sprawia, że się im przeciwstawiamy. Krystyna z Erlendem
                      już przez całe życie stali w jakiś sposób poza nawiasem, nawet gdy jakoś
                      uładzali swoje sprawy. Ponadto "Krystyna" jest wspaniałym oddaniem realiów
                      średniowiecznej Norwegii, łącznie ze sposobem myślenia ludzi. Rozpatrywanie jej
                      wg współczesnych kryteriów postępowania jest nieporozumieniem.
                      Tak jak porównywanie jej pisarstwa z pisarstwem Małgorzaty Musierowicz, mimo
                      całej mojej sympatii do MM.
                      Przepraszam za chaotyczność wypowiedzi, spieszyłam się.
                      • lacitadelle Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 16:59
                        > Ogólnie masz rację, ale nie w odniesieniu do Krystyny. Tym, co sprawiło, że
                        > Krystyna postąpiła wbrew prawom społeczeństwa, było zauroczenie i namiętność do
                        > Erlenda.

                        ten moment w książce jeszcze mnie nie ominął i pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić.

                        Moim zdaniem tym, co sprawiło, że Krystyna postąpiła wbrew prawom społeczeństwa,
                        była jej dziecinność, naiwność, lekkomyślność, nieodpowiedzialność,
                        nieuświadomienie itp., żeby nie powiedzieć zwyczajnie - głupota. Chyba we
                        wszystkich czasach i kulturach za głupie należy uznać uprawianie seksu z
                        niedawno poznanym facetem przez nieletnią, a w każdym razie niesamodzielną
                        kobietę, i jeszcze później myślenie z dumą, że to zaowocuje ciążą.

                        Zauroczenie też tam pewnie było, ale czy namiętność? Dla mnie ten opis brzmiał
                        tak, jakby jej było wszystko jedno (przynajmniej za tym pierwszym razem), ani ją
                        to ziębi ani grzeje, po prostu mu na to pozwala.

                        A co do Szymona, to trudno stwierdzić - on wobec niej postępował zupełnie
                        inaczej niż Erland, szanował ją tak, że nawet niczego nie próbował oprócz
                        przytulania się do łona. Wcale nie jestem pewna, czy gdyby ładnie poprosił, to
                        Krystyna w swejej naiwności i niewiedzy, też by mu nie pozwoliła. W końcu
                        przytulanie do łona było i na spotkanie z nim też poszła. W ogóle na początku
                        książki to z niej była taka bezwolna ciapa, jak Różyczka nie przymierzając :)
                        Choć twórczości MM i Undset też nie chcę porównywać.
                        • onion68 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 18:24
                          Mogę Ci poradzić tylko jedno - przeczytaj całą powieść. A potem jeszcze raz - za
                          kilka lat.
                          • verdana Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 18:34
                            Złośliwie będzie.
                            Niektóre wypowiedzi przypominają mi streszczenie ksiązki Londona uczynione
                            przez Nikodema Dyzmę (cytuję z pamięci" Byla to historia psa, którego
                            ukradziono, i Dyzma ze strony na stronę czekał, aż w sprawe wmiesza się
                            policja".)
                            "Krystyna" to książka o zauroczeniu niewłasciwym facetem, o miłosci silniejszej
                            od zdrowego rozsadku, a także o zwyczajnym, codziennym zyciu.
                            Tak naprawdę, to najmniej istotny jest fakt, ze Krystyna przespała się z
                            Erlendem. Uwazna lektura wskazuje na to, ze niemal wszyscy, łacznie z matka
                            Krystyny, o ile pamiętam, sypiali z narzeczonymi i nie-narzeczonymi przed
                            ślubem. Krystyna, owszem, miała wyrzuty sumienia, ale ostatecznie nikt jej za
                            to nie potepił - to nie byly jeszcze czasy potępiania przedślubnego seksu...
                            Krystyna raczej, po pewnym czasie zastanawia się, co popchnęło ją w ramiona
                            Erlenda, ma wyrzuty sumienia że skrzywdziła Szymona. Myśle, ze gdyby to był
                            Szymon, to i o zbyt wcześnie urodzonym synu nikt by się nawet nie zająknął.
                            No i rzeczywiscie - i Musierowicz i Undset pisza o zwyklym, codziennym zyciu.
                            Ale mimo wszystko. Książki MM, nawet te najlepsze, uwazam za bardzo dobre.
                            Jednak "Krystyna" to dla mnie arcydzieło.
                            • onion68 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 19:11
                              Niezupełnie się z Tobą zgadzam, Verdano. Owszem, matka Krystyny również
                              współżyła przed ślubem, ale nie została potępiona tylko dlatego, że nigdy nie
                              wyszło to na jaw. Nawet Lawrans dowiedział się o tym dopiero na łożu śmierci, i
                              było to dla niego wielkim szokiem, mimo że wiedział, że żona go w początkach
                              małżeństwa nie kochała. I przypomnij sobie upokorzenie Lawransa, kiedy stan
                              Krystyny wyszedł już na jaw (że huczne i bogate wesele urządził "nałożnicy").
                              Ludzie, tak jak i teraz, byli ludźmi i postępowali czasami wbrew przyjętym
                              zasadom. Ale ryzyko w porównaniu z czasami obecnymi było nieporównywalne i na
                              pewno te rzeczy nie miały miejsca dla sportu czy z ciekawości. Gdy już się
                              zdarzały, tuszowano po cichu, co się dało. A gdyby Erlend nie ożenił się z
                              Krystyną? Byłaby do końca życia wyrzutkiem społeczeństwa. Jego pierwsza
                              kochanka, nie pomnę teraz imienia, nie była przyjmowana w swojej sferze, a
                              nieślubne dzieci jej i Erlenda nie miały prawa do dziedziczenia i nie miały
                              szans na korzystne małżeństwo.
                              • laura-gomez Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 19:18
                                >Owszem, matka Krystyny również
                                >współżyła przed ślubem, ale nie została potępiona tylko dlatego, że nigdy nie
                                >wyszło to na jaw. Nawet Lawrans dowiedział się o tym dopiero na łożu śmierci, i
                                >było to dla niego wielkim szokiem, mimo że wiedział, że żona go w początkach
                                >małżeństwa nie kochała.
                                małe sprostowanie: Ragnfrida wyjawiła mężowi swoją tajemnicę po ślubie ich
                                córki, kiedy leżeli w łóżku; daleko było jeszcze wtedy Lavransowi do śmierci
                                • onion68 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 19:23
                                  Być może, dzięki za przypomnienie. Jestem kilka lat po ostatnim "czytaniu". Ale
                                  sprawdzę ;)
                            • onion68 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 19:16
                              I jeszcze - owszem, Krystyna bolała nad krzywdą wyrządzoną Szymonowi, ale nigdy
                              nie żałowała swego wyboru, Szymona traktowała zawsze jak brata.
                              Zgadzam się z Tobą natomiast w ocenie "Krystyny córki Lawransa" :)
                              • baba67 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 21:18
                                Krystyna doskonale zdawala sobie sprawe z tego jak spokojne i dostatnie byloby
                                jej zycie u boku Szymona i ze wlasnie dlatego wybral go dla niej Lawrans.
                                No i wlasnie dziwne sie wydaje ze nie zalowala swojego wyboru.90% kobiet by
                                zalowalo.
                                To byla kobieta ktora uschlaby w malzenstwie pozbawionym chemii.Nie musiala co
                                prawda wybierac tak fatalnie, bo Erlenda zaliczylabym do najwiekszych palantow w
                                literaturze swiatowej ustepujacym jedynie Oblonskiemu.
                                Niemniej poniosla konsekwencje swojego wyboru. W jakis sposob zyla pelniej przy
                                boku Erlenda bo wciaz musiala sprostac coraz to nowym wyzwaniom, przekraczac
                                coraz to nowe granice-stala sie silna kobieta znajaca wiele odcieni radosci i
                                smutku.
                                Przy Szymonie moglaby skapcaniec, nigdy w pelni nie poznac samej siebie, czuc,
                                ze cos ja w zyciu omija a nigdy w pelni nie dojrzec. To bylaby cena za spokoj i
                                bezchmurne szczescie-moze nie kazdy do takiego szczescia jest stworzony ?

                                A kwestia seksu przedmalzenskiego oceniana byla inaczej u mezczyzn niz u
                                kobiet-kobiety mialy byc nosicielkami czystosci i bez zarzutu-facetom latwiej
                                wybaczano ze sobie bzykneli na boku-to jest tez dzis niezrozumiale i szokujace.
                                • onion68 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 08:41
                                  Po to m.in. są książki - żebyśmy mogli poznać życie bardziej niż to jest możliwe
                                  dzięki osobistemu doświadczeniu, także życie minionych pokoleń. Powtórzę -
                                  ocenianie minionych zwyczajów z perspektywy współczesności nie ma sensu. Kiedyś
                                  nawet używanie noża i widelca było niemoralne, przynajmniej zwalczał to kościół
                                  kat. Tak było i już.
                                  Dlaczego zaraz największymi palantami mają być Erlend i Obłoński? Po prostu nie
                                  są to postaci jednowymiarowe. Mają wady i zalety, bardzo pospolite (w sensie
                                  powszechne) wady i zalety. Pełno takich na świecie. Co się dzieje, gdy autor
                                  zaczyna kreować czarno-biały świat - imo powstają "dzieła" na poziomie "m jak
                                  miłość" albo późnych nieudanych tomów jeżycjady na ten przykład.
                                  • uburama Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 10:32
                                    A co ma wspolnego palanciarstwo z jednowymiarowoscia-ja nie napisalam postacie
                                    papierowe, tylko palanci.
                                    Dla mnie to zespol cech charakteryzujacy facetow, od ktorych powaznie myslaca o
                                    zyciu z natury szlachetna kobieta(a za takie uwazam Krystyne i Dolly) powinna
                                    sie trzymac z daleka.
                                    Palant to nie znaczy czlowiek skladajacy sie z samych wad, nie wiem, gdzie
                                    podlapalas takie skojarzenie.
                                    Palant nie bylby palantem gdyby byl uczciwy, powiedzial sobie ze na ojca i meza
                                    sie nie nadaje i marnotrawil majatek bez wpedzania wlasnej rodziny w biede,
                                    uzywal zycia bez unieszczesliwiania zony itp, itd.
                                    • baba67 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 10:33
                                      Znowu mi sie rodzina nie wylogowala:-)
                                    • onion68 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 11:12
                                      Przepraszam, nie znam definicji słowa "palant", jeśli jest jakaś powszechnie
                                      obowiązująca. Dla mnie to osobnik nawet jeśli nie składający się z samych wad,
                                      to na pewno z zespołu cech dyskwalifikujących w życiu społecznym. To ktoś, kto
                                      zaciąga pożyczkę i jej nie oddaje. Mąż bijący żonę. Facet śpiący z kobietą i
                                      obwieszczający o tym potem wszem i wobec. I taka postać jest jednowymiarowa. Tak
                                      ja intuicyjnie odbieram to określenie. Według mnie ani Erlend, ani Obłoński do
                                      tej definicji nie przystają. Jeden był trochę niezaradny i niefrasobliwy, nie
                                      przystosowany do szarej egzystencji, trochę z głową w chmurach. Ale choćby to,
                                      że kochała go tak wspaniała kobieta jak Krystyna, świadczy, że palantem nie mógł
                                      być :) Obłoński zdradzał żonę, i cóż. Dla mnie to nie jest warunek
                                      wystarczający, aby kogoś tym mianem określić. Można też przecież powiedzieć, że
                                      to żona przestała spełniać jego oczekiwania jakiegoś rodzaju. Obaj byli na swój
                                      sposób czułymi mężami i dobrymi ojcami, dobrymi przyjaciółmi, itd.
                                      A z wadami to jest tak, że sami często nie mamy o nich pojęcia, dopóki nie wyjdą
                                      w praniu. Czy któryś mąż przy ołtarzu planuje przyszłe zdrady? A kto może z góry
                                      przewidzieć, że na 100% sprawdzi się w przyszłości jako mąż, ojciec, pracownik?
                                      A gdyby w życiu i literaturze wszyscy byli odpowiedzialni, zaradni, wierni,
                                      przewidywalni, ależ byłoby nuuuudno.
                                      • baba67 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 13:47

                                        Moze tak w druku wyszlo, ze na Ciebie naskoczylam, ale nie mialam takiej
                                        intencji, wiec przepraszam.
                                        Ja po prostu inaczej rozumiem to slowo-to wynika po prostu ze zwyczajow
                                        srodowiskowo-rodzinnych-u Ciebie sie inaczej to rozumie, u mnie inaczej i nie ma
                                        sie co spierac.Podalam swoja definicje i do niej przystaje, do Twojej
                                        rzeczywiscie nie przystaje.

                                        Pozostala nam ocena obu panow bez nalepek.
                                        Zabilas mnie stwierdzeniem, ze byli dobrymi, czulymi mezami i ojcami, poczulam
                                        jakbym czytala zupelnie inne wersje tych ksiazek niz Ty.
                                        Jeden i drugi mial cechy dyskwalifikujace w tych rolach. Krystyna kochala
                                        Erlenda bo najpierw byla zaslepiona chemia, potem byla dojrzala kobieta i
                                        traktowala go troche jak dziecko, miala z nim dzieci, byla od niego w rozny
                                        sposob uzalezniona psychicznie itp. Jednak najgorszemu wrogowi nie zycze takiego
                                        meza i ojca!
                                        Jeden i drugi mogli byc dobrymi przyjaciolmi,choc w przypadku Oblonskiego, w
                                        biedzie raczej nie. Erlend mial swoje poczucie honoru i stoi oczko wyzej.

                                        Erlend goruje nad Oblonskim jeszcze jedna cecha-jest swiadom swoich
                                        slabosci,zdaje sobie sprawe, jak wiele brakuje mu do idealu,nie probuje sie
                                        usprawiedliwiac.Prawde mowiac rzeczywiscie moglabym miec takiego czlowieka za
                                        przyjaciela, choc nie powierzylabym mu nawet trzech groszy,bo nie wiadomo co by
                                        sie z nimi stalo:-)
                                        Oblonski malo ze jest niewiele wartym czlowiekiem, to ma o sobie wspaniala
                                        opinie-wszystko jest w stanie usprawiedliwic jesli chodzi o relacje z zona jest
                                        po prostu zaklamany.I nie chodzi mi o te pierwsza zdrade, tylko o pozniejsza
                                        kochanke i trwonienie posagowego majatku zony m.in na nia(wiemy, ze z posagu
                                        malo cozistala-Dolly sie martwi o przyszlosc swoich dzieci).
                                        Nie wiem jak Ty mozesz takiego czlowieka nazywac dobrym mezem i ojcem, naprawde
                                        chcialabys zyc z takim czlowiekiem ?Wiesz, Hitler tez byl na swoj sposob dobrym
                                        czlowiekiem...psy lubil,...byl mily wobec znajomych kobiet...na swoj sposob na
                                        pewno.
                                        • onion68 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 16:19
                                          Nie ma sprawy :)
                                          Właśnie już po napisaniu postu stwierdziłam, że ty uważasz ich za palantów, ja
                                          nie, i cóż, każda pewnie pozostanie przy swoim. I zaczęłam się zastanawiać,
                                          którą z postaci literackich ja uważam za palanta, i na razie nie mogę żadnego
                                          zlokalizować. Nawet Ashley Wilkes mi nie pasuje ;)Może stąd ta wyrozumiałość, że
                                          mój osobisty małżonek sprawdza się w tej roli i nawet jest zaradny. Aczkolwiek
                                          nie bez wad, nie bez wad.
                                          Zgoda, Obłoński zdradzał i trwonił. Ale też w tych XIXwiecznych społeczeństwach
                                          było trochę przyjęte, że żony często nie były traktowane jako obiekty uniesień.
                                          Tych panowie szukali na zewnątrz, a te panie lekkich obyczajów przecież czymś
                                          trzeba było kupić - przeważnie były to dziewczęta z nizin, z biednych rodzin,
                                          ciężko harujące w ten sposób na chleb. Mówiąc, że Obłoński był dobrym mężem i
                                          ojcem miałam na myśli to, że był dla rodziny czuły, łagodny, że nie był
                                          brutalem. Nie sądzę też, że doprowadziłby rodzinę do jakiejś ruiny, w końcu nie
                                          zapominajmy, że piastował ciepłą posadkę w administracji. No, i tacy ludzie
                                          zawsze wypłyną, zawsze znajdzie się kolega, który poda takiemu rękę w potrzebie.
                                          Może Daria lubiła się zamartwiać? Co do usprawiedliwiania swoich postępków, to
                                          chyba wszyscy mamy do tego skłonność?
                                          Nie rozumiem, co takiego strasznego reprezentował Erlend jako mąż i ojciec. Był
                                          trochę lekkomyślny, ale przecież miał dobry kontakt z synami, a Krystynę również
                                          szczerze kochał do śmierci. Że mieli różne wzloty i upadki? Skok w bok z panią
                                          Sunnivą? Cóż, samo życie. Często wynikało to z nieporozumień, a i Krystyna nie
                                          była bez winy niejednokrotnie. Ona z kolei czasami bywała sekutnicą, nawet
                                          Lawrans musiał ją kiedyś skarcić za publicznie okazywaną mężowi opryskliwość.
                                          Nie sądzisz, że porównanie tych postaci z Adolfem Hitlerem jest zbyt daleko
                                          idące??
                                          Muszę sobie przypomnieć "Krystynę" :)
                                          • baba67 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 20:57
                                            No nie on niestety, strwonil caly posag zony, a wiatry zaczely wiac z innej
                                            strony i jakos cieplejszej posadki nie mogl znalezc...Daria byla swieta kobieta
                                            i jej niepokoj byl w pelni uzasadniony.Ja na jej miejscu polozylabym szlaban na
                                            kase i lozko-facet i tak zdradzal, wiec dlaczego ona miala cierpiec kolejne
                                            ciaze, porody i karmienia.

                                            Wiesz rzeczywiscie , jesli masz zaradnego meza, to trudno sobie wyobrazic, jak
                                            moze wygladac zycie kobiety z dziecmi co rok prorok i problemami finansowymi.
                                            Erlend przez glupote stracil duzy majatek,zdeklasowal swoj rod(pochodzil z
                                            arystokracji), przyszlosc jego dzieci nie wygladala tak, jak Krystyna sobie
                                            wymarzyla.Nie dziwie sie Krystynie, ze nie mogla mu tego wybaczyc.Przyznam, ze
                                            po perwsym czytaniu(16 lat, wiec prosze wybaczyc styl przemyslen) pomyslalam, ze
                                            to idiotka i ze dawanie tylka przed slubem nie poplaca. Przemyslen konsekwentnie
                                            sie trzymalam, co uchronilo mnie najprawdopodobniej przed malzentwem z
                                            Oblonskawym palantem.
                                            Asley natomiast w zadnym wypadku palantem nie byl.
                                            • onion68 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 22:03
                                              Błąd w rozumowaniu - teraz byś tak postąpiła, a nie wtedy, będąc kobietą w
                                              Rosji w XIX w. Bo taka a nie inna była pozycja prawna mężczyzny i kobiety w
                                              owym czasie.
                                            • onion68 Re: Musierowicz a Undset 09.11.06, 08:23
                                              Wczorajszy wieczór spędziłam kartkując "Annę Kareninę" i muszę przyznać, że
                                              miałaś rację co do Obłońskiego - trochę za dużo było tego trwonienia i tych
                                              dzieci. Co do dzieci - może małżonkowie Obłońscy powinni opracować inny sposób
                                              godzenia się ;) Ten biedak chyba miał po prostu zbyt wybujały temperament
                                              seksualny. Ale nadal twierdzę, że nie odstawał on od przeciętnej w tych czasach.
                                              A jaki los spotykał porządnych facetów - Karenina, Lewina (chodzi mi o to, że z
                                              początku Kitty wolała czarusia Wrońskiego, a jej późniejszy wybuch uczuć do
                                              Lewina niezbyt wiarygodny mi się wydaje) ;)
                                              • baba67 Re: Musierowicz a Undset 09.11.06, 08:45
                                                Nie zgodzilabym sie ze bylo to niemozliwe w tamtych czasach-Dolly miala duzy
                                                wplyw na to, na co ida jej posiadlosci posagowe-musiala sie zgodzic, zeby je
                                                sprzedac-ona sie godzila na wszystko co robil Oblonski, bo mu ufala, az doszlo
                                                do sytuacji bardzo krytycznej.
                                                Co do lozka-to wzgledy religijne wieksza role graly u Dolly niz obyczajowosc.
                                                Na przyklad jej siostra Natalia miala tylko 2 dzieci, bylo wiele rodzin z
                                                mniejsza iloscia dzieci-malzonkowie po prostu w imie dobra rodziny zaprzestawali
                                                fikaniny-im wiecej dzieci tym wiecej do podzialy czyli status rodu sie obniza.
                                                Takie decyzje tlumacza tolerancje dla domow publicznych-facet gdzies musial(w
                                                imie dobra rodziny :-)Oczywiscie Lwowa nie podejrzewam-niektorzy naprawde nie musza.
                                                • onion68 Re: Musierowicz a Undset 09.11.06, 09:00
                                                  Lwowa??
                                                  • baba67 Re: Musierowicz a Undset 09.11.06, 12:23
                                                    Chyba tak sie nazywal maz Natalii z domu Szczerbackiej.
                                                  • onion68 Re: Musierowicz a Undset 10.11.06, 08:25
                                                    A dlaczego akurat jego o to nie podejrzewasz?
                                                    W ogóle z tą ich biedą to dziwna sprawa - niby bieda, ale mają meble w salonie
                                                    wymieniać. A to chyba nie był taki mały wydatek w owym czasie, ani zakup
                                                    pierwszej potrzeby. Wtedy meble nie rozlatywały się tak szybko. Zresztą nie jest
                                                    nigdzie napisane, że to tylko Obłoński przyczynił się do tego obniżenia poziomu
                                                    życia. Może od początku nie mieli za wiele? Chociaż rozrywki jego na pewno nie
                                                    bez wpływu były.
                                                    Nie chodzi mi zresztą o to, że to taka z kościami pozytywna postać. Ja tylko nie
                                                    cierpię określania osób jednym słowem, przyklejania etykietek. Rzeczywistość
                                                    jest zazwyczaj nie taka nieskomplikowana.
                                                  • baba67 Re: Musierowicz a Undset 10.11.06, 09:32
                                                    ja na ogol tez nie przyklejam etykietek, ale Oblosnskiego wyjatkowo nie lubie.
                                                    Jakies tam zalety ma, jako konmpan do kielicha i polowania glownie.Moze
                                                    dlatego ze bardzo lubie Dolly nje moge myslec o nim inaczej jak o palancie.
                                                    Meble w salonie to byl element prestizu-oni musieli przyjmowac, bo na tym
                                                    opierala sie ich pozycja spoleczna, a co za tym idzie mozliwosci zarobkowe
                                                    Oblonskiego(mowimy o systemie gdzie nie ma mowy o jakichs kwalifikacjach do
                                                    posad rzadowych -wszystko opiera sie na pozycji spolecznej i znajomosciach-skad
                                                    my to znamy i skad to przyszlo do nas-chyba jasne).
                                                    Zeby wymienic meble Dolly chodzila w polatanej bieliznie robiac jakies groszowe
                                                    oszczednosci.
                                                    Faceci typu Lwowa, zakopani w ksiazkach na ogol burdeli nie odwiedzaja, bo wola
                                                    poczytac.No ale nie wiem na pewno. Zreszta w tamtych czasach wolalabym, zeby maz
                                                    chodzil na panienki niz urodzic 6 dzieci i skazywac je na drastyczne obnizenie
                                                    poziomu zycia.
                                                  • onion68 Re: Musierowicz a Undset 10.11.06, 09:37
                                                    I tu się zgadzamy :)
                            • lacitadelle Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 11:45
                              dzięki za wszystkie złośliwości - jak najbardziej zasłużone :)

                              cały czas podkreślam, że całej książki nie przeczytałam i wypowiadam się tylko o
                              tej części, którą udało mi się zgłębić. I potrzymuję swoje stanowisko, że
                              Krystyna pierwszy raz "oddała się" Erlandowi całkiem nieświadomie.

                              Może kiedyś ją przeczytam, chociaż wątpię, teraz na pewno nie, bo po prostu nie
                              widzę sensu w męczeniu się.

      • 1802l Re: Musierowicz a Undset 13.01.07, 22:24
        baba67 napisał:

        > Staroswieckie pojecie honoru.Krystyna niestety troche sie zestarzala,bo
        > rozterki glownej bohaterki przestaly byc powszechnie zrozumiale.
        > Jakie pohanbienie? Jaka kara Boza ?Za co ? Za to ze sie bzykala przed
        slubem ?
        >
        Undset podchodziła do tej sprawy powaznie. Uwiedzenie niewinnego dziewczęcia
        często u niej prowadzi do nieszczęścia. Polecam mało znaną powiastkę "Wiga-Ljot
        i Vigdis". Uff! Co prawda, tu idzie raczej o gwałt niz o uwiedzenie, ale i tak -
        jest i nieślubny syn (Vigdis nie zamierza poślubić ukochanego-gwałciciela),
        wychowany w nienawiści do ojca, końcowy pojedynek ojca z synem, zakończony
        smiercia ojca (synek przynosi matce głowę zabitego), odejście syna od matki,
        która pozostaje sama i zgorzkniała, wyznawszy synowi na pożegnanie, że nie
        przestała kochać Wigę-Ljota...
        No i jest jeszcze "Olaf, syna Auduna" - tu też przedślubna konsumpcja rzuca
        cień na małżeńskie życie...
        A co Erlenda ... Undset chyba wzorowała go na swoim mężu. A jak oglądałam
        kiedyś zdjęcie młodziutkiej Undset - no, wypisz-wymaluj - Krystyna!
    • onion68 Re: Musierowicz a Undset 07.11.06, 19:26
      Zgadzam się z Tobą, zdecydowanie wątek "Musierowicz a Siesicka" byłby bardziej
      na miejscu :)
      • laura-gomez Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 14:14
        skoro już tak sobie rozmawiamy o Krystynie.. wyznam, ze zawsze mi było żal
        Szymona Darre; on potrafiłby kochać krystynę tak naprawdę i dałby jej
        szczęście. jednak córka Lavransa wybrała Erlenda i:
        - doznała upokorzeń z powodu poczęcia nieślubnego dziecka
        - tak jak ktoś już wcześniej napisał ona i jej mąż przez całe życie byli w
        jakiś sposób poza nawiasem
        - żyła w biedzie przez tegoż męża
        - została przez niego zdradzona
        - przez jakiś czas mieszkała sama z dziećmi, bo pokłóciła się z Erlendem i ten
        ją zostawił; nawet kiedy zaszła w ciążę z ich ostatnim synem, nie chciał do
        niej wrócić, w efekcie krystyna została oskarżona o urodzenie dziecka swojego
        służącego i zabicie go
        - urodziła Erlendowi aż siedmioro dzieci (Szymon nie był taki płodny) ;)
        ulżyło mi, bo myślałam, że tylko ja nie lubię Erlenda syna Mikołaja
        myślę, że Undset chciała pokazac, iż przy wyborze męża i ojca dla swych dzieci
        nalezy kieorować sie głową, a nie niższą częścią ciała i że chemia między
        małżonkami wcale nie jest gwarancją szczęśliwego pożycia
        • verdana Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 14:26
          Krystyna sama na złość mężowi dała na imię temu dziecku "Erlend" - co było
          absolutnie niedopuszczalne, imię ojca mozna było nadać tylko po smierci tego
          ostatniego. O ile pamiętam dlatego m.in. Erlend nie wrócił. Ale gdy była
          oskarżona wspierał ją.
        • onion68 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 16:23
          Nie, no w biedzie to oni nie żyli.
          • laura-gomez Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 17:50
            ale stracili Husaby, bo Erlend brał udział w zamachu na króla, a co za tym
            idzie, synowie jego i Krystyny odziedziczyli mniejszy majątek. zresztą, jest
            wielokrotnie powtarzane, ze Erlend czuje się źle na Jorund, bo przywykł do
            lepszych warunków życia. jego rodzina była zamożniejsza od rodu Krystyny
            • onion68 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 17:53
              Ale biedą chyba tego nazwać nie można. Wówczas musiałabyś powiedzieć, że
              Krystyna pochodziła z biednej rodziny. Jej ród był niższy niż Erlenda i włości
              nie takie, ale Lawrans był znaczącym i zamożnych obywatelem w swoim okręgu.
          • monikate Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 18:03
            W tragicznej biedzie nie, ale Erlend przez swoją niefrasobliwość i głupotę
            wmieszał sie w spisek przeciwko królowi. Skonfiskowano mu za to jego majątek
            Husaby. Musiał zamieszkać z Krystyną i dziećmi w majątku jej ojca, cud boski,
            że tego im nie zabrali. W porównaniu z tym co było, ledwo przędli i nie mogli
            dać synom "na start".
            A w ogóle cudna dyskusja! Wszystko powiedziałyście, co i ja myślę.
            • onion68 Re: Musierowicz a Undset 08.11.06, 18:16
              Tak, tak, pamiętam. Ale to nie bieda, tylko obniżenie poziomu życia.
              Ja tam lubię Erlenda, ale ja lubię nawet księcia Bogusława z "Potopu".
              • anutek115 Re: Musierowicz a Undset 09.11.06, 11:44
                O! Ja też! Zawsze bardzo ogniście bronię księcia Bogusława (Ii księcia Janusza
                też) we wszelkich dyskusjach...
                Ale Erlenda nie lubię. I Obłońskiego też nie, chociaż nie palantem mi się wydaje
                (wedłóg moich kryteriów "palantowości") tylko, przepraszam za wyrażenie, "d... w
                korach".
                • zgred1967 Re: Musierowicz a Undset 09.11.06, 12:34
                  A możesz krótko podać, co masz na ich obronę?
                  A "kory", to co to jest?
                  • anutek115 Re: Musierowicz a Undset 09.11.06, 15:57
                    Moja babcia mówiła "d... w korach" na osobników, którzy chcieli dobrze, ale
                    jakoś tak im nie wychodziło, takich niuńków, co to "jak mi przykro, kochanie,
                    samo jakoś tak wyszło, to się już nie powtórzy", po czym powtarzało się
                    dokładnie, i jakiś czas później niuniek przylatywał z tym samym tekstem, no,
                    może z innym mediatorem. Jakoś nigdy nie zastanawiałam się, co oznaczają "kory"
                    w tym powiedzonku :-), przyjęłam je z dobrodziejstwem inwentarza.
                    A jeśli chodzi o obu książąt Radziwiłłów, to w sumie przemawia do mnie
                    argumentacja, jakiej użył książę Bogusław w rozmowie z Kmicicem (może nieco
                    brutalnymi wyrażona słowy) - ta, o całowaniu w rękę pana Piegłasiewicza z Psiej
                    Wólki, wybranego w wolnej elekcji. Jakoś tak łatwo mi zrozumiec wielmożę,
                    najpotężniejszego magnata na Litwie, który ma opory wobec takiej instytucji.
                    Rozumiem też, że wolałby byc samorządnym władcą kraju, którego władcą de facto
                    był. W którejś "Polityce" Stomma wspomina, jak odwiedzał kryptę, gdzie pochowany
                    jest książę Janusz i przewodnik, słysząc język polski odezwał się od razu tonem
                    obronnym: "To był wielki książę" i ja rozumiem jego litewski punkt widzenia
                    (chociaż, a może właśnie dlatego, że nie mam w rodzinie nikogo z Kresów, o
                    rodowitych Litwinach nie wspominając).
                    Może od razu dodam, że rozumiem też, z tych samych z grubsza powodów, i Bohdana
                    Chmielnickiego, i Mahdiego (by trzymac się tylko dzieł Sienkiewiecza). Taka
                    jestem nieprawomyślna :-). U ministra G. nie miałabym cienia szans...
                    • jottka oftopik 09.11.06, 17:03
                      sorry, ale jak przeczytałam o zrozumieniu dla mahdiego, to przypomniało mi sie,
                      jak to pewien sudańczyk omal sie nie popłakał ze wzruszenia, kiedy usłyszał, że
                      istotną postacią w jednym z dzieł polskiej klasyki dziecięcej jest mahdi - 'tak,
                      to był wielki człowiek, nie dziwię się, że zainteresował nawet pisarza z tak
                      odległego kraju, będę musiał to przeczytać!' ym, tego:)

                      szczęśliwie polskiego nie znał, a nie mam pojęcia, czy stasia i nel ktoś na
                      angielski przełożył, bo w tym narzeczu kwitła dyskusja, ale ufam, że zachwycony
                      naszym światłym krajem cudzoziemiec nie będzie miał jednak okazji do zapoznania
                      sie z tekstem:) no ale fakt faktem, dzięki sienkiewiczowi wyszłam na niebywale
                      światłą europejkę, która wie co to chartum, omdurman i mahdi:) i dlatego
                      musiałam wyjaśniać, skąd też to wiem, na co odparłam bezmyślnie, że to wiedza
                      pospolita wśród polskich dziatek, omamusiu
                      • anutek115 Re: oftopik 09.11.06, 17:10
                        Niestety, przetłumaczył. Tak więc, jeśli ten twój znajomy się uprze, to się bez
                        trudu dowie, jaką to wiedze na temat Mahdiego wynoszą ze szkół polskie dziatki :-).
                        • monikate Re: oftopik 09.11.06, 21:26
                          Ale nie ma sie czego bać, jottko! Niech se przeczyta, no i co? :)
                          A w ogóle szacunek dla baby67, umiałaś świetnie wyrazić to, co i ja myślę, ale
                          czego napisać nie potrafiłam.
                          • bunny.tsukino Re: oftopik 14.01.07, 11:07
                            A kto to ten Oblonski? Z Przyjemnością bym przeczytała, ale nie wiem, o co chodzi.
                            • onion68 Re: oftopik 14.01.07, 11:54
                              "Anna Karenina"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka