Gość: ziutek
IP: *.chello.pl
03.08.07, 20:24
W poniedziałek ukazał się w dzienniku felieton Krzysztofa Stanowskiego
pt. "Uwaga, zły pies", w którym autor wytknął niedociągnięcia marketingowe KP
Legia. Jeszcze tego samego dnia w odpowiedzi klub wydał oświadczenie
pt. "Pies nie taki zły", w którym wszedł w polemikę z autorem tekstu. Dziś
otrzymaliśmy od redaktora Stanowskiego odpowiedź na pismo klubu, z prośbą o
jej publikację. Poniżej prezentujemy jej treść:
Uwaga, zły pies 2
"Treści w nim zawarte w tendencyjny sposób dyskredytują wysiłki Klubu
związane z promowaniem aktywnego kibicowania, a także w rażąco
niesprawiedliwy sposób traktują o działaniach Klubu w sferze marketingu i
promocji Legii"
Ha, to o tekście z przed tygodnia z "Dziennika"! Miło, gdy artykuł nie
przechodzi bez echa. Anonimy (bo oświadczonka nikt nie podpisał) z reguły
powinno się wyrzucać do kosza, ale ten akurat jest dla mnie gratką wyjątkową –
treść jego jest tak durna, że rywal (wnioskuję, że pracownik Legii w randze
wyższej niż piłkarz) sam położył się na ziemi i poprosił o soczystego
kopniaka. Bicie słabszego może nie jest zajęciem chwalebnym, ale z braku
godniejszych rywali, można to potraktować jako sympatyczny sparing.
Dla niezorientowanych – spór dotyczy tego, czy działacze Legii (ci, którzy na
mecz otwarcia sprowadzili 7145 osób) to królowie marketingu, czy też w tej
dziedzinie niedojdy. Zostawmy na chwilę fakt, iż sam ton oświadczenia Legii
jasno wskazuje, że mamy do czynienia z PR-owskimi amatorami, bo zawodowcy
zaprosiliby niesfornego i niedoinformowanego dziennikarza do gabinetu, a
potem w miłej atmosferze przedstawili swoje imponujące osiągnięcia, zamiast
klecić pismo sprowadzające się do tego, że ów dziennikarz jest głupkiem. To
akurat szczegół, bo nie forma przedstawienia racji jest najważniejsza.
No to czytam w oświadczeniu, że karnetów sprzedało się mało, bo Legia została
wyrzucona z europejskich pucharów. Hejże, to Lech (13 tysięcy abonamentów) w
ogóle w nich grał? Dalej zostaję przyskrzyniony argumentem, że wbrew temu co
napisałem sprzedaż karnetów była reklamowana poprzez plakaty. Węszę, węszę i
słyszę, że jeden wisiał na drzwiach w klubie. Więcej nie widziano.
Wtajemniczona osoba oszacowała nakład plakatów na nie przekraczający
dziesięciu sztuk. Czyli prawdziwe białe kruki. No to jak, panowie z Legii,
rozmawiamy poważnie czy urządzamy kabaret?
Bo żartem jest pisanie w oświadczeniu, że Legia ma w pełni wyposażony sklep z
pamiątkami. Ja w lepszym kupuję pomidory i kapustę. Poza tym – to jednak na
Łazienkowskiej da się kupić coś poza narkotykami?
A argument, że wkrótce ruszy telewizja klubowa? Brawo panowie, sprzedawca
kuchenek potrzebował mniej czasu by ją uruchomić niż medialny potentat. Ale
przy okazji powiedzcie – ilu dziennikarzy zostało zatrudnionych przy
projekcie, kto jest szefem, gdzie mieści się redakcja, jakim sprzętem może
się pochwalić, kiedy poznamy ramówkę? I najważniejsze – kiedy start? Bo
rozumiem, że odpowiedź na te pytania to zwykła formalność... A jak już tak
strzelacie nowościami, to jak z tą sprzedażą biletów przez internet? Rusza w
sierpniu? Jednak nie? Skoro – jak piszecie – wszystko jest gotowe, to na co
czekać?
Zamiast wydawać oświadczenia sto razy dziennie (swoją drogą, że Legia ciągle
oświadcza, dlaczego się z kimś nie może dogadać, zamiast w końcu oświadczyć,
że może?), ustawcie się w kolejce po bilet, do jednej z dwóch otwartych kas.
Godzina? Trzy? Nie udało się kupić, bo system się zawiesił? Biletów nie
będzie, bo się papier do drukarki wciął? Stańcie w przerwie w kolejce po
kiełbaski. Co, nie udało się wrócić przed 60 minutą? Kupcie koszulkę
pięcioletniemu synkowi. Nie ma, nie produkują takich małych? Może pościel?
Też nie? Idźcie do kiosku, poczytajcie co się pisze. Że na Legię warto
przychodzić, że jest magicznie, że to duma miasta? Nie, jednak tylko to, że
mordercy i narkomani? Że omijać stadion należy naprawdę szerokim łukiem?
Można tak wymieniać i wymieniać.
Nie jestem wrogiem ITI, ale niestety, drodzy panowie, fakty są takie, że dziś
Legia ludzi odpycha, zamiast przyciągać. I większości warszawiaków jest
kompletnie obojętna, co stanowi najdobitniejsze podsumowanie waszej
marketingowej maestrii. I nie odpowiadajcie, że coś tam gdzieś było – ja
mówię o prawdziwym promowaniu klubu, a wy o pokątnym puszczaniu bąków.
Ale oddaję wam głos jeszcze raz. "Mimo tego krzywdzącego Klub materiału mamy
nadzieję, że już w najbliższym czasie pan Krzysztof zdobędzie się na
publikację, która w rzetelny sposób przedstawi codzienną działalność KP Legia
Warszawa". No to przedstawiam – beznadzieja, weźcie się do roboty.
Krzysztof Stanowski