rickky
03.05.11, 16:09
PiSiaki swojego czasu uknuły na forum pojęcie "leminga", które wg nich oznaczać miało mało rozgarniętego zwolennika PO, który wszystkie przekazy pochodzące od popieranej partii przyjmują w ciemno, bez jakiegokolwiek krytycznego osądu. Miało ono być prześmiewczą antytezą w stosunku do zawsze "myślącego" zwolennika PiS.
Nie zauważyli jednak owi "myślący" PiSiacy, jak łatwo i bez żadnego zastanowienia wpadli we własne sidła, i gładko połknęli pewien przekaz, który powinien ich bić po oczach już przed samym spojrzeniem nań.
Chodzi mianowicie o ów "cud" czy "cuda" Tuska.
Wygląda na to, że oni jako jedyni, uwierzyli, nie tyle w to, co premier powiedział w orędziu, ile w to, co sobie dopowiedzieli sami.
O ile pamiętam, Tusk w swoim orędziu wyraził się mniej więcej w sposób, iż "Polska zasługuje na "cud", niż obiecywał, że "cud" się na pewno stanie. Wygląda na to, że "lemingi" zrozumiały słowa premiera należycie, natomiast wytrawne politycznie wygi z PiSu, rzeczywiście popadły w irracjonalizm.
Stąd ten szeroko okazywany zawód, że obiecanego (tylko w ich umysłach) "cudu" nie ma.
I "cudem" tym podpierają się we wszystkich swoich dyskusjach. Skoro premier powiedzial coś o "cudzie" to "cud" ów ma się stać!
Tu i teraz!!!
Trudno o lepszy przykład lemingostwa.
A wystarczyło tylko trochę rozsądniej pomyśleć.
Jak się jednak bezkrytycznie łyka wszystko, co powie Jarosław, to myślenie takie wchodzi w nawyk.