Gość: Oburzony
IP: 5.5R* / 212.253.2.*
19.07.04, 19:50
28 maja 1993 r. Sejm przegłosował wotum nieufności dla rządu Hanny
Suchockiej, w którym Rokita był szefem Urzędu Rady Ministrów, a podobno i
szarą eminencją. Wydarzenie to przeszło do historii za sprawą posła Zbigniewa
Dyki, który w chwili głosowania utknął w kiblu; tego jednego głosu zabrakło
rządowi. Następnego dnia prezydent Wałęsa rozwiązał parlament. Nowe wybory
zapowiedziano na wrzesień 1993 r. I oto mamy dziś Polskę bez parlamentu, rząd
bez parlamentarnej legitymacji ? ubolewał Adam Michnik (?Gazeta Wyborcza? nr
130/93).
28 lipca 1993 r. ten upadły rząd podpisał konkordat z Watykanem ? wielkiej
wagi umowę międzynarodową określającą stosunki między państwem a Kościołem
kat. i dotyczącą ważnych spraw osobistych milionów ludzi, np. religii w
szkole czy ślubów. Kon-kordat przesądzał sprawy, które powinna rozstrzygnąć
dopiero nowa konstytucja.
Negocjowano go w tajemnicy przed opinią publiczną, podpisano zaś bez debaty w
Sejmie i bez żadnej szerszej dyskusji społecznej. W pośpiechu, byle tylko
stworzyć fakty dokonane, zanim dojdzie do władzy ekipa mniej pobożna. Sondaże
wskazywały bowiem, że wybory wygrać może lewica, wtedy zdecydowanie
antyklerykalna ? co też się stało.
Dlaczego z konkordatem nie zaczekano do uchwalenia nowej konstytucji czy
choćby powołania nowego Sejmu i rządu? ? pytała ?GW? z 17 sierpnia 1993 r.
negocjatora strony kościelnej, bepe Orszulika. Odkładanie podpisania go aż do
wybrania nowego parlamentu oznaczałoby niepoważne traktowanie Stolicy
Apostolskiej ? objaśnił zręcznie biskup.
O ile mocniejszy był demokratyczny mandat Belki teraz w Brukseli niż
Suchockiej 11 lat temu. On miał ? realną, jak się okazało ? szansę na wotum
zaufania, czyli przekształcenie rządu prowizorycznego w pełnoprawny, ona zaś
tę szansę straciła. On, podpisawszy traktat, przywiózł go Sejmowi, który
zaraz może zacząć debatę nad ratyfikacją (a będzie i referendum), ona
wykorzystała moment, kiedy Sejmu w ogóle nie było. Wywołała zresztą w ten
sposób polityczną wojnę o konkordat, która trwała aż do jego ratyfikacji 8
stycznia 1998 r.
Paru znanych prawników, np. Marek Gromelski, wprost zarzuciło Suchockiej
przekroczenie kompetencji. Nie było jednak wtedy polityków tak zażartych, jak
dziś Giertych, i nikt nie próbował zaciągnąć premierzycy przed Trybunał
Stanu.
No i wreszcie najważniejsza różnica: eurokonstytucja odpowiada długofalowym
interesom Polski, a konkordat ? wprost przeciwnie.
* **
Jakoś nie słychać było wtedy, żeby protoplaści dzisiejszej opozycji ?
Kaczory, ZChN-owcy (dziś w większości w PiSuarze), Tusk z liberałami,
ludowcy ? ubolewali nad skandalicznym wybrykiem parafianki Suchockiej.
Pozujący dziś na wielkiego demokratę Rokita uznał podpisanie konkordatu za
wielki sukces. Był pewny, że ?jego? rząd ma moralne i polityczne prawo do
zawarcia tej umowy; że można nakładać takie zobowiązania na państwo, nie
pytając o zdanie społeczeństwa.
Kto milczał wtedy, niech zamknie gębę teraz.
www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=3993