Gość: emul
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.08.04, 14:34
Fragmenty homilii wygłoszonej w niedzielę, 8 sierpnia 2004r., przez księdza
prałata Henryka Jankowskiego
Mechanizm działania jest cały czas ten sam. Obiektem ataku zawsze jest kapłan,
najlepiej taki, który jest znany, ma stanowisko w hierarchii Kościoła i
którego poglądy co do obecnej rzeczywistości są jasne i sprecyzowane. Taki
kapłan jest tradycjonalistą, "nie płynie" wraz z nurtem tzw. nowoczesności,
nie popiera libertyńskich pseudowolności, związków partnerskich, aborcji,
eutanazji. Tu, w Europie, nie jest zwolennikiem Unii bez Boga, wynarodowienia
swojej ojczyzny, nie popiera różnych konstytucji narzucających ludziom
materialistyczny stosunek do świata, mówi prawdę, i zło - niezależnie od tego,
czy jest żydowskie, amerykańskie, sowieckie, czy polskie - nazywa złem, a
dobro nazwie dobrem, czy się to podoba różnym antykościelnym, jak i kościelnym
"modernistom", czy też nie.
Teraz, "zgodnie z duchem czasu", te działania przyszły do nas. Po Stanach
Zjednoczonych, gdzie oskarżano o przestępstwa seksualne kardynała Josepha
Bernardina, Australii, gdzie oskarżano kardynała George'a Pella, Irlandii,
Niemczech i ostatnio rozdmuchiwanej głośno aferze w Austrii, przypuszcza się
frontalny atak na ostatni bastion katolicyzmu w Europie - na Polskę.
Zaczyna się od wymyślania niestworzonych bogactw duchowieństwa, podkreślaniu
instytucjonalizmu Kościoła, a kończy na wymyślaniu opowieści o zboczeniach,
orgiach i wszystkim, co najgorsze, a co pobudza umysły ludzkie. Bo musimy zdać
sobie sprawę, że atak ten jest najbardziej wyrafinowanym i perfidnym sposobem
działania, jaki można było wymyślić. Atakując duchowieństwo i jego moralność,
atakuje się umysły ludzi, podważając ostatnie autorytety, niszczy się ostatnie
bastiony wiary i jedyne miejsca, gdzie mówiło się, że "nie samym chlebem żyje
człowiek".
Nie przyniosło efektu oskarżanie o antysemityzm, ksenofobię, zbyt mało szkód
wyrządziło opisywanie wymyślonych bogactw, nie zniszczyło wikłanie w kolejne
rozgrywki polityczne i przypisywanie łatek tej czy innej partii. Postanowiono
uderzyć z tematem nośnym i łatwym do rozdmuchania, a trudnym do jakiejkolwiek
polemiki czy obrony. Dziennikarze jak sępy epatują się kolejnymi "sensacjami".
Skoro nie potwierdza się molestowanie, to może deprawowanie. Jeśli to się nie
uda, to może wymyśli się coś innego, nim jeszcze sprawą zajmie się sąd,
żurnaliści osądzają, przedstawiają jako winnego - w odróżnieniu od innych tego
typu spraw - z podaniem nazwiska, sprawowanego urzędu, fotografii i numeru
kołnierzyka. Jeśli same oskarżenia wydają się dziennikarzom mało "pikantne",
opatrują je odpowiednimi tytułami i podtytułami. W treści najczęściej jako
oczywiste przyjmują dostarczone przez anonimowych informatorów "fakty",
których prawdziwości nikt nawet nie raczy badać.
Jest to medialna supermanipulacja: przemilczanie niektórych faktów,
reinterpretacja i takie naświetlenie sprawy, aby osiągnąć z góry określony
cel, który w takim wypadku jest ważniejszy niż dociekanie prawdy. Tym celem
jest zdyskredytowanie w oczach wiernych jeśli nie całego Kościoła, to
przynajmniej duchownego, kapłana, który śmie mówić o wszystkim, co złe wokół,
i stoi na przeszkodzie do komunistycznego, unijnego czy też innego raju
wymyślanego, aby lepiej szedł "geszeft", aby można było budować kolejny mur w
Izraelu, aby "goja" był tylko wkładką maszynki do robienia pieniędzy! Wiemy aż
za dobrze, w czyich rękach są media i jak działa socjotechnika.
To wszystko aż nadto przypomina schemat procesów stalinowskich: to oskarżony
ma udowodnić, że jest niewinny! Oskarżyciele nie muszą się wysilać - wystarczy
samo oskarżenie: wszak pojęcie "molestowania" jest tak mętne, że można
podciągnąć pod nie wiele różnych uczynków. A jednocześnie jak łatwo oskarżyć i
jak nośne jest oskarżanie duchownego o czyny seksualne. I wiadomo, że tego
brudu nie da się zmyć nawet, gdy człowiek jest niewinny i nic złego nie
zrobił! Bo o to właśnie chodzi! Aby zasiać ziarno podejrzeń, a wiadomo, że na
zawsze zostanie! Informacje o rzekomej winie podaje się jako wiadomość dnia: w
gazetach na pierwszych stronach, w radiu i telewizji systematycznie co
godzinę, do znudzenia... Każdego dnia nowy artykuł, każdego dnia napisane od
nowa te same insynuacje. Przy czym niemal zawsze pada stwierdzenie, że władze
duchowne nie reagowały, a biskup nadużycia księdza utrzymywał w tajemnicy...
W sposób niejawny stawia się Kościół przed alternatywą: albo uznacie, że mamy
rację i poprzecie nas w sprawach 'tolerancji dla kochających inaczej' (a wtedy
zrezygnujecie z waszej nauki, zasad moralnych chrześcijaństwa, inaczej rzecz
biorąc - zdradzicie Chrystusa), albo będziemy was atakowali i niszczyli
waszych ludzi, zarzucając im to, co wy uważacie za niecne. Rozumując tylko po
ludzku, sytuacja jest bez wyjścia. Kościół jednak nie jest instytucją
wyłącznie ludzką. Wiemy zresztą, że możemy polegać na obietnicy Chrystusa
Pana: 'i bramy piekielne go nie przemogą'. Niestety, tę obietnicę znają też
duchy zła i wszelkiej maści masoni, libertyni i liberałowie. Wiedzą oni jednak
też, że choć ostatecznie Kościoła nie zniszczą, mogą do czasu szkodzić i liczą
na to. iż uda im się zaszkodzić wielu duszom".
Nie będę komentował, nie będę się tłumaczył i "udowadniał, że nie jestem
wielbłądem"! Nie będę przed kamerami, mikrofonami czy też dla kilku złotych
wierszówki dziennikarskiego pióra rozdmuchiwał ohydnych, wstrętnych kłamstw i
babrał się w pomyjach wylewanych na moją głowę! To poniżej mojej kapłańskiej i
osobistej godności! To nie ja muszę udowadniać, że jestem niewinny!
Jednocześnie nie chcę generalizować i obrażać tych dziennikarzy, którzy
postawili na uczciwość i rzetelność zawodową, ponad pogonią za sensacyjkami,
zyskiem i realizacją planu niszczenia autorytetu Kościoła. W ten sposób nikt
mi ust nie zamknie, bo milczenie to zgoda na niszczenie Polski! Ale będę mówił
o wartościach, o Bogu, o Ojczyźnie, o obronie honoru i godności, a nie będę
ustosunkowywał się do kłamliwych prasowych i medialnych zarzutów i nie będę
odnosił się do kolejnych paszkwili, bo wierzę głęboko w sprawiedliwość i
opiekę Tej, której zawierzyłem całe swe życie - Jasnogórskiej Pani, a której
poprzez wstawiennictwo św. Brygidy proszę o łaskę sił i wytrwałości w służbie
Bogu i Ojczyźnie!