shanti
12.10.04, 00:36
Zapomniane rodowody
Z tego, ze tzw. okres stalinizmu (czyli lata 1944-1956) był najbardziej
antypolskim okresem w dziejach PRL-u, wiekszość Polakow zdaje sobie sprawę.
Sporo naszych rodaków słusznie kojarzy te lata z dominacją w aparacie władzy
komunistów pochodzenia żydowskiego. Niewielu jednak wie o tym, iż znaczna
część elity politycznej i kulturalnej Trzeciej Rzeczypospolitej wywodzi się z
rodzin ówczesnych władców Polski. Warto sobie uświadomić skalę tego zjawiska.
Kontynuatorzy z SLD.
Wielu potomków bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj
szeregi SLD. Najlepszym tego przykladem jest (formalnie do ubiegłego piątku)
premier Włodzimierz Cimoszewicz, którego ojciec, Marian, był oficerem
Informacji Wojskowej. W 1951 roku na jego rozkaz aresztowano komendanta
Wojskowej Akademii Technicznej oraz kilkunastu oficerów pracujacych na tej
uczelni, którzy wcześniej byli w Armii Krajowej.
Inny czołowy polityk lewicy, były wicepremier i wicemarszałek Sejmu (ostatnio
ponownie wybrany do Sejmu) Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego
działacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę
nazywał się Aron Berman, w roku 1944 był założycielem i pierwszym redaktorem
naczelnym "Życia Warszawy", a w latach 1951-1967 - zastępcą redaktora
naczelnego "Trybuny Ludu".
Zwiazkami rodzinnymi z prominentami tamtego okresu moga sie pochwalić także
inni działacze SLD, np. poseł Longin Pastusiak, który jest zięciem I
sekretarza KC PZPR z roku 1956, Edwarda Ochaba. Z kolei jeden z
czytelników "Głosu" w liście do redakcji opublikowanym w numerze z 21-23
marca br. napisał, że ojciec innego polityka lewicy, posła SLD ostatniej
kadencji - Janusza Zemke, był od roku 1945 szefem UB w Wąbrzeźnie
(województwo toruńskie). Poseł Zemke jak dotąd nie zaprzeczył tej informacji.
Wszyscy ludzie prezydenta
O działalność w Urzędzie Bezpieczeństwa niektóre emigracyjne gazety oskarżaly
także ojca prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, twierdząc, że nosił on
wówczas nazwisko Stolzman. Ale nawet, gdyby nie było to prawdą, faktem jest,
że w swojej Kancelarii Kwaśniewski zatrudnił ludzi pochodzących z
komunistycznych rodzin.
O byłej szefowej Kancelarii, posłance SLD, Danucie Waniek, wiemy, iż
wychowała się w lewicowym domu we Włocławku. Ojciec kierował zakładem
produkcyjnym, matka związana była z handlem. Oboje byli w PZPR (L. Zalewska,
Śpiewaczka prezydenta, "Życie" z 2-3 listopada 1996 r.).
Inny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, szef Biura Bezpieczeństwa
Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec był
wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego "Siarkopol", matka -
prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, "Życie" z 26-27
października 1996 r.).
W prezydenckiej Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji
na łamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfeld, który
w tekście pt. Być Żydem w Polsce pisał: Moi rodzice po to, by nie być obcymi
wymyślili, że będą budować komunizm, to była właśnie ideologia, która kazała
wierzyć, że ludzie są sobie równi, bez względu na kolor skóry, religię i
status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojną, ocalili życie w sowieckiej
Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejąc, że słowo komunista będzie się
właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami ("Najwyższy Czas!" z 12 marca 1994 r.).
Od UB do UW
Ale nie tylko w pobliżu SLD i prezydenta Kwaśniewskiego znaleźli się
potomkowie "zasłużonych" komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło swoje
miejsce w Unii Wolności, gdzie prym wiodą działacze, którzy partyjne
legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta - Bronisław Geremek i Jacek
Kuroń.
W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan Lityński, którego
rodzice byli komunistami jeszcze przed wojną; ojciec zmarł w 1947 roku. (...)
Lityński najwcześniej wkroczył do historii. Jako sześciolatek na manifestacji
22 lipca 1952 roku podbiegł do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (A. Bikont,
Siedmiu spośród wybranych, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 5 listopada 1993 r.).
Inni prominentni członkowie UW posiadają podobne związki rodzinne: prezydent
Warszawy Marcin Święcicki jest zięciem PRL-owskiego wicepremiera, członka KC
PZPR w latach 1948-1981, Eugeniusza Szyra, zaś czołowy udecki ekonomista
Waldemar Kuczyński przyznał się do tego, iż jego teściem był Stefan
Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956.
Zatrudniona przez Święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-
Centrum, żona posła UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córką przedwojennej
działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie
Bezpieczeństwa w Łodzi.
Burmistrzem warszawskiego Śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan Rutkiewicz,
syn Wincentego, działacza komunistycznego, który zginął w czasie wojny, i
Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka
Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za mąż za Artura Starewicza, który w latach
1949-1953 był kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie
sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.
"Sami swoi" w MSZ
Również wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw
Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96
wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego ojciec, Adam,
pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968, w dyplomacji.
Meller jest obecnie ambasadorem Polski w Paryżu.
Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn
Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w
Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Natomiast stanowisko
dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna
Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego
szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze
przed wojną nosił nazwisko Izaak Medres.
Stanowiąca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to również
strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest Aleksander
Smolar, członek władz Unii Wolności, syn Grzegorza, który do roku 1968 był
redaktorem naczelnym "Fołks-Sztyme", organu popieranego przez władze PRL
Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w
KC PZPR. Sekretarzem Fundacji był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec,
Leon, był w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961
sprawował kontrolę nad "sojuszniczym" Stronnictwem Demokratycznym.
Korzenie Ruchu Stu
Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na prawicy.
Poseł z ramienia Akcji Wyborczej "Solidarność", prezes liberalnego Ruchu Stu,
Czesław Bielecki, tak mówił o swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie
zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był
dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiątych.
Wyleciał z tego stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy
Gomułka "zwijał" Październik. Matka była urzędniczką w Głównym Urzędzie
Statystycznym, zajmowała się demografią. Rodzice komunizowali jeszcze przed
wojną (E. Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).
Towarzystwo z "Wyborczej"
Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie
stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety jest
przecież Adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i
autorki zakłamanych podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat
ubeckiego "sędziego", Stefana Michnika. Redaktora naczelnego "Gazety
Wyborczej" wspiera jego zastępczyni, Helena Łuczywo, córka innego KPP-owca, a
po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR, Ferdynanda Chabera.