Dodaj do ulubionych

Trzeba walczyć pięknymi słowami!

16.10.04, 15:24
Wyjdzie stu robotników,

Oborzą miasta grunt,

Wyrzucą łokieć - funt.

Klatki pełne wróblików

Otworzą - i przed tłuszczą

Ptaszki na wolność puszczą...

Muzyka nieustanna:

Wolność! Wolność! - Hosanna!

Święci staną w katedrze

Trzej... i zawezwą Ducha,

Lud księgi praw rozedrze,

Próchno kart porozdmucha;

Weźmie stare sztandary,

Wyprowadzi jak mary

Za kościół - na mogiły,

Zapali, by świeciły

Światu dawnymi dzieły,

Błysnęły - i spłonęły.

Bije godzinna ranna,

Mary znikły: Hosanna!

Obserwuj wątek
    • nowy.oszolom.z.radja.maryja PROROCTWO 16.10.04, 15:26

      Kiedy róża stanie złączona z kamieniem,

      A nad niemi się dąb zakołysze:

      Cała emigracja zagore płomieniem

      I o paszport do Boga napisze.



      I wstanie jako człowiek i mocarze zatrwoży,

      I wywróci oddechem bezbożne;

      Sam Pan Bóg wyda paszport, Chrystus słońce położy,

      A Duch-piorun nam da podorożnę.



      I szable się zapalą, zasłonecznią się znaki,

      Serca wszystkie jak lampy zagorą,

      Jak miesiące zabłyszczą nasze biedne chodaki,

      Jak w pioruny nas łachmany ubiorą.



      I polecą zwiastować w Polszcze niebieskie ptaki,

      Że idziemy jak chłopki z kijami:

      A żelazni rycerze i brązowe rumaki,

      Nim zobaczą - już pierzchną przed nami.



      Prędzejże, Panie Boże, Twym ognistym ramieniem

      Łam, a przemoż cielesne opory!

      Niechaj róża zakwitnie połączona z kamieniem,

      Niech dąb Bogiem zabłyśnie spod kory!



      Bo nie prędzej to będzie, aż się to wszystko stanie,

      Co w poety ogniło się słowie,

      Aż z duchów będzie chmura, a w tej chmurze błyskanie,

      A w błyskaniu jak Chrystusy wodzowie.
    • nowy.oszolom.z.radja.maryja POGRZEB KAPITANA MEYZNERA 16.10.04, 15:49

      1

      Wzięliśmy biedną trumnę ze szpitalu,

      Do żebrackiego mieli rzucić dołu;

      Ani łzy jednej matczynego żalu,

      Ani grobowca nad garstką popiołu!

      Wczora był pełny młodości i siły -

      Jutro nie będzie nawet - i mogiły.

      2

      Gdyby przynajmniéj przy rycerskiej śpiewce

      Karabin jemu pod głowę żołnierski!

      Ten sam karabin, w którym na panewce

      Kurzy się jeszcze wystrzał belwederski,

      Gdyby miecz w sercu lub śmiertelna kula -

      Lecz nie! - szpitalne łoże i koszula!

      3

      Czy on pomyślał - téj nocy błękitów,

      Gdy Polska cała w twardéj zbroi szczękła,

      Gdy leżał smętny w trumnie Karmelitów,

      A trumna w chwili zmartwychwstalnej pękła.

      Gdy swój karabin przyciskał do łona -

      Czy on pomyślał wtenczas, że tak skona?!

      4

      Dziś przyszedł chciwy jałmużny odźwierny

      I przyszły wiedmy, które trupów strzegą,

      I otworzyli nam dom miłosierny,

      I rzekli: "Brata poznajcie waszego!

      Czy ten sam, który wczora się po świecie

      Kołatał z wami? - Czy go poznajecie?"

      5

      I płachtę z głowy mu szpitalną zdjęto,

      Nożem pośmiertnych rzeźników czerwoną;

      Źrennicę trzymał na blask odemkniętą,

      Ale od braci miał twarz odwróconą;

      Więceśmy rzekli wiedmom, by zawarły

      Trumnę, bo to jest nasz brat - ten umarły.

      6

      I przeraziła nas wszystkich ta nędza,

      A jeden z młodszych spytał: "Gdzież go złożą?"

      Odpowiedziała mu szpitalna jędza:

      "W święconej ziemi, gdzie przez miłość bożą

      Kładziemy poczet nasz umarłych tłumny,

      W jeden ogromny dół - na trumnach trumny".

      7

      Więc ów młodzieniec, męki czując szczere,

      Wydobył złoty jeden pieniądz drobny

      I rzekł: "Zaśpiewać nad nim Miserere,

      Niechaj ogródek ma i krzyż osobny..."

      Zamilkł: a myśmy pochylili głowy,

      Łzy i grosz sypiąc na talerz cynowy.

      8

      Niech ma ogródek - i niech się przed Panem

      Pochwali tym, co krzyż na grobie gada:

      Że był w dziewiątym pułku kapitanem,

      Że go słuchała rycerzy gromada,

      A dziś ojczyźnie jest niczym niedłużny,

      Chociaż osobny ma kurhan - z jałmużny.

      9

      Ale Ty, Boże! który z wysokości

      Strzały twe rzucasz na kraju obrońcę,

      Błagamy Ciebie przez tę garstkę kości,

      Zapal przynajmniej na śmierć naszą - słońce!

      Niechaj dzień wyjdzie z jasnéj niebios bramy,

      Niechaj nas przecie widzą - gdy konamy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka