homosovieticus
13.11.04, 10:19
Generał Jaruzelski, najwidoczniej, pragnie odejść - z tego łez padołu - nie
tylko w roli BOHATERA, ratującego 13 Grudnia 1981, umiłowaną Ojczyznę przed
wkroczeniem Czerwonej Armii. Najwyraźniej, w miarę upływu czasu, starzejacemu
się Generałowi odwagi nie przybywa i zamiast udać się do Canossy i Boga
prosić o wybaczenie, udał sie do redakcji "Trybuny", i tam, w rozmowie z
byłym zastępcą Urbana, usiłuje wystąpić w zupełnie innej roli, w roli OFIARY
KONIECZNYCH, racjonalnych mechanizmów, rządzenia Państwem.
Dotej NOWEJ roli , Generał, chyba po raz pierwszy w życiu, za suflera wziął
sobie Jarosława Kaczyńskiego.
Szare, generalskie komórki nieustannie pracują ,żeby nam przekazać PRAWDĘ o
tamtym okresie.
Jakież to szlachetne i jakie POŻYTECZNE, jednocześnie!
poniżej fragment rozmowy;
Barański :jednak padają mocne słowa. Właśnie „Rzeczpospolita" z 6-7
listopada br. cytuje Lecha Wałęsę, iż jest przekonany o zbrodniczym
charakterze decyzji z 13 grudnia 1981 roku. Podobnie ostro wypowiadał się w
tej kwestii Jarosław Kaczyński oraz niektórzy inni politycy. Jak na to
spojrzeć?
Jaruzelski: - No cóż - właśnie odtworzenie współcześnie Spotkania Trzech, to
znakomita okazja. Pozwoliłoby w rzeczowej, szczerej atmosferze, skonfrontować
i zaktualizować informacje i wiedzę, poglądy i oceny dotyczące ówczesnych
wielowymiarowych zagrożeń oraz okoliczności i faktów, jakie wprowadzenie
stanu wojennego poprzedziły. Można by w szczególności ustosunkować się
konkretnie do wspólnego komunikatu opublikowanego po zakończeniu Spotkania
Trzech. Jest w nim podsumowujące zdanie - „spotkanie uznano za pożyteczne i
przygotowawcze do dalszych konsultacji merytorycznych". Co się stało,
dlaczego do tych konsultacji nie doszło? Kto do nich dążył, a kto się od nich
uchylił? Jaki to miało wpływ na dalszy rozwój wydarzeń? W tym kontekście
przypomnieć należy naciski, opory, na jakie - ze strony radykalnych
kręgów „Solidarności" - napotykał Lech Wałęsa. Próbował manewrować. Niestety,
nie zawsze z powodzeniem. Rzutowało to na jego stanowisko, zajęte chociażby
na słynnym radomskim posiedzeniu 3 grudnia 1981 roku. Zresztą, i wtedy, i
wcześniej, i później padały różne słowa. Dlatego też o 13 grudnia należałoby
mówić z większym umiarem.
Z kolei Ksiądz Prymas niewątpliwie pamięta swe wysiłki, ażeby doprowadzić do
kompromisu, do powołania Rady Porozumienia Narodowego, jak też przestrogi
udzielane przedstawicielom kierownictwa „Solidarności" w rozmowach 5, 7 i 9
grudnia 1981 roku. Byłaby również okazja, ażeby przywołać relację złożoną 22
grudnia 1981 roku papieżowi Janowi Pawłowi II przez ówczesnego sekretarza
Episkopatu Polski, biskupa Bronisława Dąbrowskiego. Wreszcie, zastanowić się
wspólnie - dlaczego strona amerykańska, doskonale zorientowana co do
realności stanu wojennego - milczała? Lech Wałęsa, mający tak świetne układy,
autorytet za oceanem mógłby - jak sądzę - coś w tej sprawie wyjaśnić. Jest
mnóstwo innych okoliczności, przykładów i dowodów. W większości są
udokumentowane, opublikowane."
całość;
www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2004111013