alkud
06.02.05, 16:48
Przyjmijmy takie teoretyczne założenie, że peerelowska SB nie była głupsza od
Stasi czy holenderskiego kontrwywiadu, który, jak niedawno się okazało, sam u
siebie założył partię komunistyczną, kreując swojego agenta na
nieprzejednanego bojownika i wielki autorytet w światku eurokomuchów.
Przyjmijmy, że któryś z historycznych przywódców "Solidarności"
(optymistycznie załóżmy - tylko jeden) okaże się umieszczoną tam przez ubecję
wtyką. Ja powiem na to: taka wiedza wyjaśniłaby nam przyczyny wielu fatalnych
w skutkach błędów i zaniechań, jakie popełniła po 1989 roku nowa władza.
Zwłaszcza w połączeniu z podejrzeniem, że kopie palonych dokumentów SB zdążyły
wywędrować za granicę. A teraz słucham szanownych interlokutorów: a wy, co
proponujecie? Co mamy z taką wiedzą zrobić, kiedy wreszcie wyjdzie na jaw, a
przecież wiecie, że wyjdzie, nie za sprawą Bendera czy Giertycha, tylko po
prostu dlatego, że raz uruchomionej lustracji powstrzymać już nie jesteście w
stanie. No co? Odmówić przyjęcia do wiadomości? Nadal komuś takiemu podawać
rękę? A może jeszcze stawiać pomniki? Krzyknąć, że nie ten zhańbiony, kto się
zhańbił, tylko cała "Solidarność", cały naród zgoła? Jak z odpowiedzialnością
za Peerel - wszyscy winni, wszyscy kapowali, a tylko niektórzy z kapusiów
działali przy tym w podziemiu?
Tego nie twierdzą. Nic nie mają na ten temat do powiedzenia. Tylko rwą szaty,
serce krwawią, duszę krwawią, od dziewiątej do siedemnastej z przerwą na
lancz. Właśnie dlatego pozwalam sobie zbywać ich takimi słowami jak "zgiełk"
czy "jazgot".
I powtarzam za Dobrą Księgą: poznamy prawdę, a prawda nas wyzwoli.
Rafal Ziemkiewicz,
za Rzeczpospolita
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050205/plus_minus_a_17.html