Dodaj do ulubionych

MAFIA NAPADA I MORDUJE W GLIWICACH

IP: *.uninet.gliwice.pl 11.06.02, 11:37
ROZBÓJ STRAŻY I REKTORA POLITECHNIKI
Relacja ofiary bandyckiego napadu i usiłowania zabójstwa, Ryszarda
Matuszewskiego:

„W dniu 20 marca 2002 około godz. 23-ej wieczorem ubrani po cywilnemu bandyci w
liczbie 2 osób napadli mnie pod Politechniką Śląską w Gliwicach na ul.
Akademickiej, przy osławionym z mordowania i terroryzowania mniejszości
wyznaniowych Wydziale Górnictwa i Geologii. Byli ubrani na czarno jak GESTAPO.
Szedłem tam razem ze swoją znajomą, która też została napadnięta. Jak się
później okazało napastnicy byli strażą akademicką Politechniki Śląskiej
wykonującą polecenia rektora Bogusława Pochopienia tej tak zwanej uczelni
państwowej i na etatach policyjnych.
Nie przedstawili się, nie okazali żadnej legitymacji służbowej. Nie mieli
żadnych numerów służbowych. Zajechali cywilnym samochodem bez oznaczeń.
Zaatakowali bez żadnego ostrzeżenia!
Jeden z bandytów rzucił się na mnie, chwycił mnie za ramię i szarpnął. Wrzasnął
coś niezrozumiale, słabo słyszę bo we wcześniejszych pobiciach dokonanych przez
UOP częściowo straciłem słuch na lewe ucho i słabo widzę o zmierzchu. Wyrwałem
się napastnikowi i odskoczyłem, wtedy rzucili się na mnie z furią obaj bandyci.
Znajoma z którą szedłem zaczęła uciekać w drugą stronę, jeden zaczął ją gonić.
Z bramy rektoratu na ulicy Akademickiej wyskoczył 3-ci napastnik i rzucił się
do mnie.
Wyjąłem gaz i zacząłem się osłaniać gazem pieprzowym (słabo skutecznym) ale
oganiałem się przed tymi zbirami, którzy zaczęli mnie bić jakimiś ciężarkami na
łańcuchach lub pasach o dużym zasięgu. Dwa razy trafili mnie mocno w głowę.
Było pełno krwi. Zacząłem uciekać. Nie wiedziałem co się stało z koleżanką.
Metalowe kule rozbiły mi głowę i lało się dużo krwi, gazem się jakoś osłaniałem
i zacząłem przed tymi zbrodniarzami uciekać. Oni krzyczeli, „zajebiemy cię
skurwysynu”, „już nie żyjesz pizdo” i podobne strasznie wulgarne okrzyki. Po
ciele trafili mnie więcej razy, a taki bandycki sprzęt jaki używali bardzo
trudno jest ominąć lub się zasłonić, bo łańcuch się zawija. Uciekałem w stronę
miasta od ulicy Akademickiej czyli od miejsca napadu szukając taksówki aby mnie
zawiozła na Pogotowie bo byłem cały potwornie zlany krwią i traciłem
przytomność. Jacyś ludzie byli przerażeni tym wyjątkowo bestialskim napadem i
coś krzyczeli. Chyba chcieli spłoszyć zbrodniarzy.
Już myślałem, że uciekłem przed oprawcami, ale gdy byłem już koło dworca PKP,
koło Banku Śląskiego, blisko postoju taxi, zajechało kilka cywilnych samochodów
i wyskoczyła z nich cała banda około 10 zbrodniarzy. Usłyszałem „już nie żyjesz
chuju”, „teraz cię zajebiemy skurwielu” i zobaczyłem lufy pistoletów
maszynowych ubranych na czarno gestapowców.
Zobaczywszy lufy pistoletów maszynowych wymierzone we mnie podniosłem ręce do
góry i powiedziałem „poddaję się” myśląc, że to koniec mojego życia. Bandyci
ubrani na czarno niczym prawdziwe gestapo hitlerowskie jakie widziałem tylko na
filmach. Błyskawicznie mnie dopadli, kopali w jajka, uderzyli w twarz
kilkakrotnie i po nerkach. Tymi ciężkimi kulkami na łańcuchach dostałem kilka
razy, także w głowę. Jeden z bandytów był bardzo wściekły, krzyczał „koniec z
tobą”, „zabijemy cię”, „teraz cię wykończymy”, „nie wiesz co cię czeka”.
Podjechał też samochód cywilny z którego wysiadło dwóch policjantów, co
poznałem po stosownym umundurowaniu i biernie się przyglądało zajściu. Jeden z
nich nawet próbował uspokoić wściekłych oprawców odzianych w hitlerowska,
esesmańską czerń. Przechodzący ludzie krzyczeli w panice i uciekali.
Chwycili mnie i rzucili o ziemię, jeden chwycił mnie za palce lewej ręki i
zaczął wyłamywać. W końcu szarpnięciem połamał mi wskazujący palec lewej ręki.
W zasadzie wyrwał mi lewy wskaziciel, rozrywając palec i powodując otwarte
złamanie. Pytałem co ode mnie chcą, ale powiedzieli: „stul mordę himavanti, bo
będzie z tobą całkiem źle”. Znali więc dobrze moją przynależność wyznaniową!!!
Wrzucili mnie jak worek z kartoflami do cywilnego samochodu. Uderzyłem się przy
tym głową jeszcze o samochód. Leciało ze mnie dużo krwi, całe ubranie było
zakrwawione. Krew leciała z głowy i zalewała mi oczy, a także z połamanej
bestialsko ręki. Pokrwawione ubrania przechowuję jako dowody rzeczowe z tego
bandyckiego napadu.
W drugim samochodzie była towarzysząca mi koleżanka. W samochodzie usłyszałem,
że mam przejebane za całokształt i że teraz mnie definitywnie zapierdolą.
Usłyszałem, że mam się nie odzywać, bo czeka mnie Oświęcim. W radiowozie
usłyszałem jeszcze: „wybijemy Ci z głowy sektę himavanti”. Ciekawe, skąd ci
bandyci znali moją przynależność religijną. Rozumiem, że była to krwawa zemsta
za złożone wcześniej zawiadomienie o przestępstwie publicznego znieważania
naszego Kościoła w Auli Politechniki Śląskiej przez rektora i kler katolicki.
Jak się okazało, dowieziono nas do Komendy Policji nr 3 przy ulicy Akademickiej
w Gliwicach. Ciemniało mi w oczach i słaniałem się na nogach, czułem że zaraz
stracę przytomność. Sprawcy napadu popychali mnie i grozili dobiciem. Pojawił
się nawet jakiś milicjant chyba niepokalany, ale kazał się cywilnym kolegom
uspokoić trochę i wylegitymować zatrzymanych.
Na komendzie policji (chyba gestapo) dowiedziałem się, że policja chciała nas
tylko wylegitymować i że będę mieć sprawę o stawianie czynnego oporu
funkcjonariuszom i że sobie „zajebałem papiery”. Pokazywano mi jakieś plakaty i
kazano czytać i wziąć do ręki. Nie byłem w stanie czytać bo ciemniało mi w
oczach a krew zalewała oczy. Chyba cywilni bandyci potrzebowali jakiś odcisków
palców. Kartki były czarnobiałe albo ściemniało mi w oczach całkowicie. Nie
przesłuchiwano mnie w żadnej sprawie, nie sporządzono żadnego protokołu
zatrzymania, ci cywile bez żadnych mundurów policyjnych straszyli, że za czynny
napad na policjantów będę mieć problemy i że narobiłem sobie kłopotów.
Wylegitymowali mnie w tej komendzie, poszturchując ostro i grożąc. Wyraźnie
chyba obecność funkcjonariuszy ich temperowała. Z pytania jakiegoś policjanta
do tych bandytów mogłem tylko wywnioskować, że bandyci to rektorska straż
akademicka Politechniki Śląskiej mająca chyba swój pokój w tej komendzie
policji.
Ciekawe jak to jest, że musieli mnie legitymować, chociaż znali dobrze moją
przynależność religijną. Chyba to zrobili dlatego, że jakiś policjant im tak
kazał mówiąc: „tylko ich wylegitymujcie”. Prosiłem o pomoc medyczną i
zawiezienie na Pogotowie Ratunkowe bo z głowy i ręki lała się krew. Czułem też
silny ból w rozwalonej czaszce i w połamanej ręce, ale odmówiono mi udzielenia
pomocy lekarskiej. Czułem się słabo i traciłem przytomność.
Bandyci, którzy mnie napadli raczyli sobie żartować, niewątpliwie, bo za napad
na policjantów byłbym natychmiast aresztowany, a także za napaść na jakąś inną
osobę. Napastnicy na policyjnych etatach grożą zemstą za to, że to niby ich
napadnięto. Jak już padałem od zamroczenia uderzeniami i upływem krwi bandyci
kpili sobie, że musiałem się kleju nawąchać. A na żądanie doprowadzenia do
lekarza pytali czy może nie lepiej byłoby od razu do grabarza. Nie wiedziałem
czy mnie dobiją, czy wyjdę z tego żywym.
ANONIMOWI strażnicy akademickiej Politechniki Śląskiej kazali mi się w końcu
wynosić, jak się zorientowali, że zaraz mogę całkiem stracić przytomność.
Chciałem dostać ich numery służbowe, ale się dowiedziałem, że „jak mi jeszcze
mało to mogą mi skopać chuja”. I powiedzieli, że „mam się cieszyć że jeszcze
żyję, bo sekty trzeba zapierdolić, a Polska to kraj dla katolików, a nie dla
chujów”. Nie mogłem wyjść z Komendy Policji o własnych siłach, więc kazali
mojej znajomej aby mnie zabrała i wytransportowała z tej komendy bo inaczej
będzie źle. Znajoma jakoś z
Obserwuj wątek
    • Gość: snajper Re: MAFIA NAPADA I MORDUJE W GLIWICACH IP: 2.4.STABLE* / 10.1.1.* 11.06.02, 14:35
      Gość portalu: Gosia napisał(a):

      ) ROZBÓJ STRAŻY I REKTORA POLITECHNIKI
      ) Relacja ofiary bandyckiego napadu i usiłowania zabójstwa, Ryszarda
      ) Matuszewskiego:
      )
      ) „W dniu 20 marca 2002 około godz. 23-ej wieczorem ubrani po cywilnemu bandyci w
      ) liczbie 2 osób napadli mnie pod Politechniką Śląską w Gliwicach na ul.
      ) Akademickiej, przy osławionym z mordowania

      A kogóż tam zamordowano ?Bo ja wiem tylko o zamordowanym poczuciu bezkarności
      sekciarzy.

      ) i terroryzowania mniejszości
      ) wyznaniowych Wydziale Górnictwa i Geologii. Byli ubrani na czarno jak GESTAPO.

      A także jak kominiarze, czy żałobnicy.

      ) Szedłem tam razem ze swoją znajomą, która też została napadnięta. Jak się
      ) później okazało napastnicy byli strażą akademicką Politechniki Śląskiej
      ) wykonującą polecenia rektora Bogusława Pochopienia tej tak zwanej uczelni
      ) państwowej i na etatach policyjnych.
      ) Nie przedstawili się, nie okazali żadnej legitymacji służbowej. Nie mieli
      ) żadnych numerów służbowych. Zajechali cywilnym samochodem bez oznaczeń.
      ) Zaatakowali bez żadnego ostrzeżenia!
      ) Jeden z bandytów rzucił się na mnie, chwycił mnie za ramię i szarpnął. Wrzasnął
      ) coś niezrozumiale, słabo słyszę bo we wcześniejszych pobiciach dokonanych przez
      ) UOP częściowo straciłem słuch na lewe ucho i słabo widzę o zmierzchu. Wyrwałem
      ) się napastnikowi i odskoczyłem, wtedy rzucili się na mnie z furią obaj bandyci.
      ) Znajoma z którą szedłem zaczęła uciekać w drugą stronę, jeden zaczął ją gonić.
      ) Z bramy rektoratu na ulicy Akademickiej wyskoczył 3-ci napastnik i rzucił się
      ) do mnie.
      ) Wyjąłem gaz i zacząłem się osłaniać gazem pieprzowym (słabo skutecznym) ale
      ) oganiałem się przed tymi zbirami, którzy zaczęli mnie bić jakimiś ciężarkami na
      ) łańcuchach lub pasach o dużym zasięgu.

      Halabardy też mieli ? A katapulty ?

      ) Dwa razy trafili mnie mocno w głowę.
      ) Było pełno krwi. Zacząłem uciekać. Nie wiedziałem co się stało z koleżanką.
      ) Metalowe kule rozbiły mi głowę i lało się dużo krwi, gazem się jakoś osłaniałem
      ) i zacząłem przed tymi zbrodniarzami uciekać. Oni krzyczeli, „zajebiemy cię
      ) skurwysynu”, „już nie żyjesz pizdo” i podobne strasznie wulgarne okrzyki. Po
      ) ciele trafili mnie więcej razy, a taki bandycki sprzęt jaki używali bardzo
      ) trudno jest ominąć lub się zasłonić, bo łańcuch się zawija. Uciekałem w stronę
      ) miasta od ulicy Akademickiej czyli od miejsca napadu szukając taksówki aby mnie
      ) zawiozła na Pogotowie bo byłem cały potwornie zlany krwią i traciłem
      ) przytomność. Jacyś ludzie byli przerażeni tym wyjątkowo bestialskim napadem i
      ) coś krzyczeli. Chyba chcieli spłoszyć zbrodniarzy.
      ) Już myślałem, że uciekłem przed oprawcami, ale gdy byłem już koło dworca PKP,
      ) koło Banku Śląskiego, blisko postoju taxi, zajechało kilka cywilnych samochodów
      ) i wyskoczyła z nich cała banda około 10 zbrodniarzy. Usłyszałem „już nie żyjesz
      ) chuju”, „teraz cię zajebiemy skurwielu” i zobaczyłem lufy pistoletów
      ) maszynowych ubranych na czarno gestapowców.

      Oooo, to już nie wyglądali JAK, to już BYLI gestapowcy. A wehikuł czasu też
      widziałeś ?

      ) Zobaczywszy lufy pistoletów maszynowych wymierzone we mnie podniosłem ręce do
      ) góry i powiedziałem „poddaję się” myśląc, że to koniec mojego życia. Bandyci
      ) ubrani na czarno niczym prawdziwe gestapo hitlerowskie jakie widziałem tylko na
      ) filmach. Błyskawicznie mnie dopadli, kopali w jajka, uderzyli w twarz
      ) kilkakrotnie i po nerkach. Tymi ciężkimi kulkami na łańcuchach dostałem kilka
      ) razy, także w głowę. Jeden z bandytów był bardzo wściekły, krzyczał „koniec z
      ) tobą”, „zabijemy cię”, „teraz cię wykończymy”, nie wiesz co cię czeka”.
      ) Podjechał też samochód cywilny z którego wysiadło dwóch policjantów, co
      ) poznałem po stosownym umundurowaniu i biernie się przyglądało zajściu. Jeden z
      ) nich nawet próbował uspokoić wściekłych oprawców odzianych w hitlerowska,
      ) esesmańską czerń. Przechodzący ludzie krzyczeli w panice i uciekali.
      ) Chwycili mnie i rzucili o ziemię, jeden chwycił mnie za palce lewej ręki i
      ) zaczął wyłamywać. W końcu szarpnięciem połamał mi wskazujący palec lewej ręki.
      ) W zasadzie wyrwał mi lewy wskaziciel, rozrywając palec i powodując otwarte
      ) złamanie. Pytałem co ode mnie chcą, ale powiedzieli: „stul mordę himavanti, bo
      ) będzie z tobą całkiem źle”. Znali więc dobrze moją przynależność wyznaniową!!!

      Próbowali zabić, próbowali i ciągle im się nie udawało. Partacze z nich !!! Ja
      bym ich zwolnił.

      ) Wrzucili mnie jak worek z kartoflami do cywilnego samochodu. Uderzyłem się przy
      ) tym głową jeszcze o samochód. Leciało ze mnie dużo krwi, całe ubranie było
      ) zakrwawione. Krew leciała z głowy i zalewała mi oczy, a także z połamanej
      ) bestialsko ręki. Pokrwawione ubrania przechowuję jako dowody rzeczowe z tego
      ) bandyckiego napadu.
      ) W drugim samochodzie była towarzysząca mi koleżanka. W samochodzie usłyszałem,
      ) że mam przejebane za całokształt i że teraz mnie definitywnie zapierdolą.
      ) Usłyszałem, że mam się nie odzywać, bo czeka mnie Oświęcim.

      Muzeum ?

      ) W radiowozie

      Pisałeś, iż był to cywilny samochód.

      ) usłyszałem jeszcze: „wybijemy Ci z głowy sektę himavanti”. Ciekawe, skąd ci
      ) bandyci znali moją przynależność religijną. Rozumiem, że była to krwawa zemsta
      ) za złożone wcześniej zawiadomienie o przestępstwie publicznego znieważania
      ) naszego Kościoła w Auli Politechniki Śląskiej przez rektora i kler katolicki.

      Forumowicze, bójcie się !!! Tyle razy znieważaliście KK... Co też WAM
      przygotowują gestapowskie bojówki proboszcza ?????

      ) Jak się okazało, dowieziono nas do Komendy Policji nr 3 przy ulicy Akademickiej
      ) w Gliwicach. Ciemniało mi w oczach i słaniałem się na nogach, czułem że zaraz
      ) stracę przytomność. Sprawcy napadu popychali mnie i grozili dobiciem. Pojawił
      ) się nawet jakiś milicjant chyba niepokalany, ale kazał się cywilnym kolegom
      ) uspokoić trochę i wylegitymować zatrzymanych.
      ) Na komendzie policji (chyba gestapo) dowiedziałem się, że policja chciała nas
      ) tylko wylegitymować i że będę mieć sprawę o stawianie czynnego oporu
      ) funkcjonariuszom i że sobie „zajebałem papiery”. Pokazywano mi jakieś plakaty i
      ) kazano czytać i wziąć do ręki. Nie byłem w stanie czytać bo ciemniało mi w
      ) oczach a krew zalewała oczy. Chyba cywilni bandyci potrzebowali jakiś odcisków
      ) palców. Kartki były czarnobiałe albo ściemniało mi w oczach całkowicie. Nie
      ) przesłuchiwano mnie w żadnej sprawie, nie sporządzono żadnego protokołu
      ) zatrzymania, ci cywile bez żadnych mundurów policyjnych straszyli, że za czynny
      ) napad na policjantów będę mieć problemy i że narobiłem sobie kłopotów.
      ) Wylegitymowali mnie w tej komendzie, poszturchując ostro i grożąc. Wyraźnie
      ) chyba obecność funkcjonariuszy ich temperowała. Z pytania jakiegoś policjanta
      ) do tych bandytów mogłem tylko wywnioskować, że bandyci to rektorska straż
      ) akademicka Politechniki Śląskiej mająca chyba swój pokój w tej komendzie
      ) policji.
      ) Ciekawe jak to jest, że musieli mnie legitymować, chociaż znali dobrze moją
      ) przynależność religijną. Chyba to zrobili dlatego, że jakiś policjant im tak
      ) kazał mówiąc: „tylko ich wylegitymujcie”. Prosiłem o pomoc medyczną i
      ) zawiezienie na Pogotowie Ratunkowe bo z głowy i ręki lała się krew. Czułem też
      ) silny ból w rozwalonej czaszce i w połamanej ręce, ale odmówiono mi udzielenia
      ) pomocy lekarskiej. Czułem się słabo i traciłem przytomność.
      ) Bandyci, którzy mnie napadli raczyli sobie żartować, niewątpliwie, bo za napad
      ) na policjantów byłbym natychmiast aresztowany, a także za napaść na jakąś inną
      ) osobę. Napastnicy na policyjnych etatach grożą zemstą za to, że to niby ich
      ) napadnięto. Jak już padałem od zamroczenia uderzeniami i upływem krwi bandyci
      ) kpili sobi
    • Gość: gaduła Re: Gdzie MAFIA NAPADA I MORDUJE ? IP: *.IOd.krakow.pl 11.06.02, 14:38
      widzę że brakuje mocnych wrażeń bo w kółko piszesz to samo,
      daj sobie luz !
      • Gość: Ed Re: MAFIA NAPADA I MORDUJE - i co jeszcze ? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 11.06.02, 14:47
        Trudno się dziwić, skoro sam pisze "straciłem słuch na lewe ucho i słabo widzę
        o zmierzchu". Po ostatnich ekscesach, gdzie z rozwaloną głową tak uciekał, że
        musieli gonić go samochodami przez całe miasto, też coś niecoś chyba się
        udzieliło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka