Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
28.06.02, 15:08
Dyrektor jednego z francuskich liceów katolickich (!) zapomniał w jednej z sal
zdjąć przed egzaminem maturalnym krzyża. Od razu zaprotestowały stowarzyszenia
rodziców i nauczycieli. Kto by pomyślał, że w światłej i wolnomyślnej Francji
zdarzy się taki przejaw nietolerancji!
Wrogość wielu Francuzów wobec chrześcijaństwa nasuwa po raz kolejny wątpliwości
w kontekście "integracji". I choć część katolickich zwolenników łączenia się z
Unią argumentuje, że Polacy powinni iść śmiało do Europy, by ją nawracać, to
odwołując się do powyższego przykładu, można zadać pytanie: jak polski katolik
powinien zachować się w tej konkretnej sytuacji? Możliwość pierwsza:
prowadzić "dialog" z oburzonymi przedstawicielami stowarzyszeń (o ile będą
chcieli w ogóle z nim gadać, oświeceni raczej nie chcą dyskutować z
ciemnogrodem; zresztą prawo jest po ich stronie). Co może być efektem
takiego "dialogu"? Powiedzmy sobie szczerze - nic. Co najwyżej nawrzucają mu od
fundamentalistów, antysemitów i inkwizytorów. Druga możliwość dotyczy głównie
ludzi o mentalności katolewicowej; takie osoby nie będą sprzeciwiały się
zdejmowaniu krzyży, uzasadniając to koniecznością niezadrażniania i
niepogarszania już istniejącego konfliktu. Wiadomo "dialog" może zostać
zerwany, a w oczach niektórych możliwość dialogowania jest ważniejsza od
nauczania Chrystusa. Krótko: zaczną sami ulegać tamtej mentalności, nawracając
się na "europejskość".
Jak widać, wejście do Unii nic tu praktycznie nie daje. Indywidualnie można
przecież próbować nawracać już teraz. "Integracja" pogarsza tylko sytuację ze
względu na większe uzależnienie od prawa i mentalności unijnej.