niepoprawny1
02.06.05, 21:31
W mojej homofobii, czyli strachu przed homopropagandą utwierdziła mnie pani
psycholog Milska-Wrzosińska w artykułach do "Gazety Wyborczej", sprzed 2-3 lat.
Wybitnie inteligentna osoba, świetnie rozprawiała się z modnymi homoargunetami.
Homofobia nie ma nic wspólnego z prześladowaniem homoseksualistów.
Poza tym homoseksualista nie zawsze żyje tak bo musi, ale dlatego, że taka moda,
często też ucieczka przed rzeczywistością, wygoda i.t.d.
Milska-Wrzosińska skłania się raczej do prób pomagania tym, którym jeszcze można
pomóc. Chociaż oczywiście nie wszystkich da się odwieść, bo są nieuleczalne
przypadki. Nie można jednak zakładać, że wszystko jest zdeterminowane
genetycznie. Duże znaczenie ma też środowisko, nawyki, mody.
Poza tym homosie wychodzą na ulice nie tylko, żeby propagować homoseksualizm,
oni chcą też stworzyć nowy model stosunków społecznych, a ja tego nie chcę. Nie
chcę, żeby moje dzieci w przyszłości uległy takim skłonnościom. Dlatego popieram
w tej sprawie Kaczyńskiego, ale kwalifikacja zakazu powinna być inna- nie, w
obawie o porządek publiczny, lecz wprost - ze "względów kulturowych i
obyczajowych" - taki przepis jest w Prawie o zgromadzeniach.