sceptyk
17.08.02, 21:33
Drogi Kretynie,
Pozwolisz, ze ten list do Ciebie rozpoczne od anegdoty. A oto ona.
Do salonu, w ktorym bywa wiele osob, prowadzac dyskusje na rozne tematy,
wlazl, nieproszony, przybleda. Jak sie okazalo pozniej, byl to uciekinier z
domu wariatow. Pochodzil po salonie, troche podjadl, troche popil, chcial cos
zagadac, ale nie wiedzial o czym by tu i sfrustrowany wyproznil sie w kacie
salonu. Zostala kupa. Po czym szybko rozejrzal sie wokolo i widzac, ze goscie
w salonie postanowili zignorowac kupe, zrobil w drugim kacie nastepna. Po
czym sobie polazl, bo sie bal, ze go pielegniarze odnajda i z powrotem do
domu wariatow wezma.
Kupy jednak zostaly. Sprzataczka, ktora przyszla nastepnego dnia, kup nie
zauwazyla. Zgodnie z prawami przyrody kupy zaczely przysychac. Na nastepnym
spotkaniu goscie salonu juz nawet nie musieli udawac, ze kup tych nie widza,
bo faktycznie, jako ze w kolorze podlogi i przyschniete, przestaly denerwowac
bywalcow. Sprzataczka tez, spieszac sie z oczyszczeniem stolow, nie biegala
po katach, wiedzac, ze goscie salonu sa w wiekszosci kulturalni i wiedza,
gdzie sie potrzeby fizjologiczne zalatwia. I tak by zapewne trwalo.
Niestety, nasz przybleda postanowil wrocic. Wpadl na chwile do salonu,
rozejrzal sie, i szybko pogmeral noga w jednej ze swych kup, aby ja w ten
sposob (brzydki zapach) przypomniec gosciom salonu. Bywalcy znow to
zignorowali (no nie wypadalo reagowac), ale gdy sprzataczka przyszla tego
dnia by zrobic porzadki, poczula brzydki zapach i, wiedziona zmyslem
powonienia, odkryla w kacie rozbabrana kupe. Oburzona, szybko ja zgarnela na
smietniczke i wyniosla tam gdzie jej miejsce, czyli do toalety.
Przybleda, schowany za kotara, obserwowal to z wsciekloscia, zgrzytajac
zebami. Przeciez nie po to robil kupy w salonie, aby niezauwazone znalazly
sie one w toalecie. Nastepnego dnia, tuz przed przyjsciem gosci, znowu
wykonal ten sam manewr. Zakradl sie do salonu i noga, w zgrzebnych lapciach,
znowu rozgrzebal swa kupe, zrobiona przed paroma dniami. I znowuz goscie
udali, ze jej nie zauwazaja.
Rozwscieczylo to przyblede. Pobiegl szybko do komorki, w ktorej siedziala
sprzataczka i poskarzyl sie: ze tam w salonie sa ludzie (nazwal ich sitwa),
ktorzy moga mu nie pozwolic robic kup na podloge. Protestuje! Traf chcial, ze
kolo pokoiku sprzataczki przechodzil jeden z gosci, z grupy nazwanej sitwa.
Zadziwil sie slyszac skarge przybledy i szybko pobiegl do salonu, by
sprawdzic, czy jeszcze jakas kupa nie zostala. Faktycznie, kierujac sie
zmyslem powonienia, natychmiast na nia trafil. Wskazal ja zatem sprzataczce.
A ta, kupe wyrzucila.
Przybleda sie potwornie zezloscil. Kupy mialy byc po to, aby smierdzialo
gosciom salonu. A tu nagle kolejna kupa laduje w toalecie! I z geba do
sprzataczki. Co to jest, co za demokracja, przeciez kazdy ma prawo
smierdziec, ja sobie moge robic kupy gdzie chce, a jak sie innym nie
podobaja, to niech sobie nos zatkaja. Wolnosc dla smrodu! wykrzyknal na
koniec. I uciekl, bo zauwazyl, ze sie fornal zbliza, zeby mu wpierdol spuscic.
-----------------------------
A teraz dwa slowa ode mnie. Ja rozumiem, ze Cie opisy kopulacji pedalskiej
podniecaja. A jak jeszcze przedstawisz taka kopulacje z zakrystia w tle, to
doznajesz realnego orgazmu. I to jest pewna wartosc. Nie przecze. Racz jednak
zwazyc, ze sa to rzeczy na tyle prywatne, ze normalny, powtarzam NORMALNY,
czlowiek z tym sie nie obnosi. Jak na razie, bo swiat sie wszakze "rozwija".
To tyle na dzien dzisiejszy. Przyznam sie, ze mam pewne obawy, iz groza nam,
w salonie, nastepne kupy twego autorstwa. Ale mam nadzieje, ze sprzataczka
bedzie teraz uwazniejsza. I nie bedziesz mial sie w czym grzebac. Zawsze
jednak mozesz udac sie do toalety (lub do NIE) i tam swe, lub podobne, owoce
znalezc. Mozesz nawet nozka w nich pogmerac, w zgrzebnym lapciu.