Gość: Wprost
IP: *.ipt.aol.com
19.09.02, 10:36
Rentowy haracz
1000 zł każdy pracujący Polak płaci co roku na rencistów wyłudzających
świadczenia
Każdych dziesięciu pracujących Polaków utrzymuje cztery osoby, które albo są
na rencie, albo nie mogą lub nie chcą znaleźć pracy - to absolutny rekord
świata. Rencistów (3,3 mln) mamy w Polsce więcej niż bezrobotnych (3,1 mln).
Nie ma drugiego kraju na świecie, gdzie na wypłaty świadczeń wydaje się 4,8
proc. PKB - uznali eksperci OECD w raporcie poświęconym Polsce. - Jest
jeszcze gorzej. Nasze faktyczne wydatki na ten cel przekraczają 6 proc. PKB -
alarmuje prof. Stanisław Gomułka, ekonomista z London School of Economics.
Wydajemy na renty cztery razy więcej niż Czesi i Węgrzy! Na Węgrzech za
czasów Lajosa Bokrosa (ministra finansów w latach 1995-1996) fundusze na
zasiłki i renty ograniczono o dwie trzecie, w Polsce wydatki te wzrastają.
"Polska stała się chorym człowiekiem Europy - miliony ludzi wykorzystują
system świadczeń rentowych jako sposób na życie. O ile w czasach PRL ludzie
zajmowali niepotrzebne etaty, o tyle w III RP brak pracy maskuje się
świadczeniami rentowymi" - stwierdzają Emily S. Andrews i Tom Hoopergardner,
autorzy raportu przygotowanego dla Banku Światowego. - Renta to dla wielu
ludzi jedyny ratunek, jedyny sposób na życie - mówi prof. Danuta Graniewska z
Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.
Stypendium socjalne
31-letni Marian S. z Białogardu ma na utrzymaniu żonę i czwórkę dzieci.
- Rentę kupiłem za 1000 zł. Powiedziałem lekarzowi, że jak mi nie przyzna
renty, to będę musiał kraść - opowiada Marian S. - Wiem, że źle robię, ale
jak mam postąpić, gdy widzę, że dzięki rencie sześcioosobowa rodzina będzie
mogła po prostu przeżyć - mówi lekarz orzecznik z Zachodniopomorskiego. On i
wielu innych, którzy w większości przyznają renty za łapówki, fundują z
pieniędzy podatników stypendia socjalne. Oburzają się, słysząc, że to
złodziejstwo i oszustwo.
Na początku lat 90. renty otrzymywało 9 proc. dorosłej ludności Polski, pod
koniec lat 90. - już 15 proc. 2,5 mln rencistów pobiera świadczenia z ZUS,
800 tys. - z KRUS. Z danych IBnGR wynika, że w gminach o najwyższym
bezrobociu renta jest głównym źródłem utrzymania dla 45 proc. rodzin. Tak
jest m.in. w Białogardzie, Świdwinie, Karlinie, Drawsku Pomorskim, Połczynie
Zdroju, Bartoszycach czy Ełku. Renty otrzymuje tam około
30 proc. osób zdolnych do pracy, czyli dwa razy więcej niż w innych
regionach. Renta jest tam zasiłkiem socjalnym. Jest on zresztą przyznawany od
początku transformacji, zwłaszcza tam, gdzie bankrutowały państwowe
przedsiębiorstwa - w każdym z tysiąca zlikwidowanych w latach 1995-2001
zakładów przeciętnie 34 proc. załogi od razu kwalifikowano na rentę
inwalidzką. Renta pełni też funkcję zasiłku przedemerytalnego: prawie 45
proc. rencistów to osoby w wieku przedemerytalnym (50-65 lat).
Bezkarni oszuści
- Kupowanie rent wielu ludzi uważa za lekarstwo na bezrobocie i dowód
zaradności. Z kolei lekarze nie dostrzegają, że fikcyjne renty to większe
obciążenia podatkowe dla wszystkich - mówi dr Bogdan Wyżynkiewicz,
wicedyrektor IBnGR. Mamy o 30 proc. więcej rencistów (proporcjonalnie do
liczby zdolnych do pracy) niż w Czechach, na Słowacji czy Węgrzech, gdzie
wyłudzana jest co trzecia renta.
ZUS nie ma danych o wyłudzeniach rent nawet wtedy, gdy sprawa trafia do
prokuratury. Nie ma więc pojęcia o skali patologii. - Sprawa, która trafiła
do prokuratury w Zduńskiej Woli, pokazuje, że w systemie przyznawania rent
więcej jest patologii niż normalności. - Sprawa wyglądała jak zwykle
pomówienie lekarza orzecznika - opowiada prokurator Aleksandra Różańska. - Po
kilku miesiącach okazało się, że mamy do czynienia z wielką aferą korupcyjną,
w którą zamieszani są lekarze, pracownicy ZUS oraz osoby pobierające rentę -
łącznie około 200 osób.
Śledztwo w podobnej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Katowicach.
Lekarze tworzyli fikcyjną dokumentację, stwierdzając u zagrożonych
zwolnieniami górników schorzenia słuchu. Na tej podstawie opłacony lekarz
orzecznik wydawał zaświadczenie o niezdolności do pracy, a uczestniczący w
procederze pracownicy ZUS załatwiali jak najszybsze przyznanie świadczeń.
Górnicy płacili 4-20 tys. zł. Dotychczas zarzuty postawiono 105 osobom. -
Lekarze nie przyznają się do przyjmowania łapówek, chociaż górnicy ich
obciążają. Pikanterii tej sprawie dodaje fakt, że łapówki wręczali także ci
górnicy, którzy rzeczywiście kwalifikowali się do przyznania renty - mówi
Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Sześciu
lekarzom prokurator odebrał prawo do orzekania, ale to wyjątek, bo zwykle
sprawy są umarzane z braku dowodów. ZUS skierował 42 rencistów na ponowne
badania - połowie z nich odebrano świadczenia.
Łatwe renty
Przeciętna renta wypłacana przez ZUS wynosi około 850 zł, czyli więcej niż
płaca 30 proc. pracujących. Skoro rentę można tak łatwo zdobyć, wielu ludziom
nie opłaca się pracować. Najpierw rejestrują się jako bezrobotni, a kiedy
kończy im się zasiłek, załatwiają sobie rentę. Wielu rencistów pracuje potem
na czarno. - Po bankructwie zakładów im. Marchlewskiego w Łodzi symulowałem
chorobę nerek. Zrobiłem to niepotrzebnie, bo i tak musiałem dać lekarzowi
łapówkę. Teraz mam 842 zł renty, a na bazarze w Tuszynie pod Łodzią zarabiam
dodatkowo około 2 tys. zł miesięcznie - opowiada Ryszard C. z Pabianic.
W 1997 r. zmieniły się w Polsce przepisy dotyczące przyznawania rent. Kiedyś
określano "stopień inwalidztwa" i zaliczano chorych do odpowiedniej grupy
inwalidzkiej, teraz określa się, czy dana osoba jest zdolna do pracy.
Przyznane przed 1997 r. renty nie były praktycznie weryfikowane. - Efekt
poprzednich, niezwykle opiekuńczych przepisów jest taki, że nawet jeśli
biegły stwierdzi, iż renciście nic nie dolega i może pracować, to my i tak
nie możemy cofnąć świadczenia, jeśli było ono wypłacane przez 10 lat przed
zaostrzeniem przepisów - tłumaczy Danuta Borsuk-Zawadzka, z oddziału ZUS w
Koszalinie. Zaostrzenie przepisów wcale nie wpłynęło zresztą na liczbę
przyznawanych rent, wzrosły tylko łapówki - kiedyś wynosiły 500-2000 zł,
dzisiaj - 2000-10 000 zł.
Elektorat rencistów
Żadnej ekipie rządzącej po 1989 r. nie udało się ograniczyć patologii w
przyznawaniu rent, ale też umiarkowanie się starano. Za to każdy rząd
wymieniał rencistów jako obiekt najwyższej troski (obok emerytów), co wiązało
się z waloryzacją świadczeń - mechaniczną, bo korzystali zarówno oszuści, jak
i osoby rzeczywiście niezdolne do pracy. - Rząd powinien walczyć o pieniądze
bez sensu wydawane na renty, choćby z powodu zapaści finansów publicznych.
Ale raczej tego nie zrobi, bo renciści to olbrzymi elektorat - mówi prof.
Stanisław Gomułka. Efekt jest taki, że przez sześć miesięcy tego roku na
renty wydano 12 mld zł. Jeśli zważyć na to, że mniej więcej połowa rencistów
wyłudza świadczenia, każdy pracujący Polak płaci rocznie 1000 zł swoistego
haraczu rentowego.
- Rząd zapowiada wprowadzenie winiet dla kierowców. Z tego tytułu do budżetu
ma wpłynąć około 3 mld zł. Gdyby wydatki na renty obniżyć tylko o dwa punkty
procentowe, budżet zaoszczędziłby aż 14-15 mld zł. - oblicza prof. Stanisław
Gomułka.
Janina Blikowska
Renciści ZUS
1990 r. 2,16 mln
1994 r. 2,54 mln
1998 r. 2,70 mln
2001 r. 2,53 mln
Renciści KRUS
1999 r. 787,7 tys.
2000 r. 794,1 tys.
2001 r. 795,6 tys.
Podobno falszywa renta w Polsce kosztuje ok 4000PLN i wszyscy o tym wiedza.
Lekarze placza na bardzo niskie zarobki ale stac ich dziwnym sposobem na
luksusowe wille,drogie samochody i drogie wczasy za granica.