johnny-kalesony
14.02.06, 12:29
Z czego może wynikać obecnie ochoczo wyrażana u nas nienawiść do liberaizmu? A
zwłaszacza do liberalnych rozwiązań gospodarczych?
Jakie pobudki kierują propagandystami marksistowskiej albo parafialnej lewicy,
które cyklicznie sięgają u nas po władzę?
Jak sądzę, mogą one mieć znacznie głębsze podłoże, niż moglibyśmy sądzić.
Sięgać mogą znacznie dalej niż do chciwej ambicji ubezwłasnowolnienia
obywateli ustrojem dalekim od psrawieliwego kapitalizmu, w którym każdy
otrzymuje tyle, na ile zdoła sobie zapracować.
Nienawiść do liberalizmu może wynikać również z naszego dziedzictwa
historycznego i modelu patriotyzmu, jaki został w ich toku wypracowany.
Nie trzeba chyba wykonywać wyczerpującej pracy dowodowej żeby przekonać
niechętnych do efektywności liberalnego kapitalizmu. Wszystkie kraje, które
przyjęły ten system są dzisiaj przodującymi w świecie pod względem bogactwa i
tempa rozwoju.
Dlaczego u nas liberalizm nie ma szans?
Powodem niechęci Polaków jest strach. Strach przed odniesieniem sukcesu.
Wychowani na modelu patriotyzmu, którego rdzeń, istotę stanowi figura
bohaterskiej porażki i dumne prezentowanie ran w oczekiwaniu na podziw i
współczucie świata, nie umiemy wygrywać. Co więcej - odniesienie zwycięstwa ma
dla nas odcień podejrzanego moralnie oszustwa. Nie lubimy tych, którzy
wygrywają i uwielbiamy poszukiwać dowodów popełnionych w czasie rywalizacji
wykroczeń.
Dlaczego brak nam genu zwycięstwa? Dlaczego nie mamy (albo sądzimy, że nie
mamy) determinacji i pasji narodów-zwycięzców, takich jak Anglicy albo Francuzi?
Oczywiście, jak wszyscy słusznie teraz podejrzewają, kult wzniosłej,
szlachetnej porażki zaszczepił nam romantyczny, mickiewiczowski patriotyzm
czasów rozbiorów. W wieku Mickiewicza, kiedy Francja i Anglia a później Prusy
i Stany Zjednoczone rozwijały swoje technologiczne i finansowe potęgi, my
koncentrowaliśmy się na poezji patriotycznej, leżeniu krzyżem i demonstrowaniu
światu ran "Chrystusa narodów".
Cóż - tego rodzaju strategia mogła być efetywna co najwyżej w czasach
średniowiecza ale w XIX wieku (a także i dzisiaj) najważniejsze były
prozaiczne, przyziemne i drobnomieszczańskie pieniądze.
Dlaczego więc nieustannie trwa u nas mierna, tandetna po cepeliowsku szopka
kiczowatego patriotyzmu rozbiorowego? Dlaczego, pomimo odzyskania
niepodległości nadal hołdujemy patriotyzmowi porażki, patriotyzmowi kultu
szlachetnej przegranej?
Czy nie czas nareszcie porzucić Mickiewicza i odwołać się do Kochanowskiego?
Czy nie czas sięgnąć dalej, wydobyć z zasobów historycznych teksty niosące
mentalność pozytywną, zrekonstruować pamięć czasów, kiedy byliśmy narodem
zwycięzców?
Dlaczego boimy się dokonać tej rewolucji? Dlaczego decydenci, inżynierowie
dusz, obawiają się Kochanowskiego i jego epoki?
Czyżby bali pianicznie odnaleźć Polaków o mentalności tak odmiennej od
obecnej, że aż obcej?
Pozdrawiam
Keep Rockin'