kataryna.kataryna
16.03.06, 23:01
Zdaje się, że wojna o sprawę nieinwigilacji dziennikarzy Rzepy ma ciekawy
odprysk. Oto komentarz Bertolda Kittela do artykułu jaki w jego i Anny
Marszałek obronie opublikowała Gazeta, przy okazji donosząc, że informatorem
Marszałek i Kittela był Polaczek. Mówi Kittel:
"Mam wątpliwości co do tej publikacji „Gazety”. Autorzy tekstu próbowali
wcześniej w tej samej sprawie przygotować publikację przeciwko nam. Teraz,
gdy jest wola, by do tematu wrócić, w „Gazecie” nagle pojawia się tekst z
dorobioną legendą, że to dla naszego dobra. W 1999 i 2000 roku w Katowicach
panował patologiczny układ, który paraliżował miasto. Czy polowanie na ludzi,
którzy pomogli nam, „Newsweekowi” i kilku innym gazetom przerwać zmowę
milczenia, to właściwy temat dla dziennikarzy? Nie mogę przyjąć tłumaczeń, że
zrobili to, by nam pomóc – łamiąc przy okazji zasady zawodu
dziennikarskiego. „Gazeta” od jakiegoś czasu zajmuje się sprawą
Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Jej dziennikarze są oskarżani
o korzystanie z nieetycznych materiałów, na przykład z tzw. czarnego PR. I
co: mamy teraz pokazywać, jakie mieli źródła informacji? To przecież nie do
przyjęcia. Dlatego mnie ta sprawa bulwersuje."
No i proszę, jest korzyść z odgrzania sprawy sprzed pięciu lat. Przy okazji
awantury zaczynają być wyciągane ciekawe sprawy.