Gość: Anna Żydówka
IP: *.nanarb01.mi.comcast.net
03.01.03, 19:19
Eksperymentowali na stoczni to mi przypomina rzady czerwonych chamow oni
Eksperymentowali przeszlo 50 lat w polsce i nie ma winnych...
Podejrzani o popełnienie przestępstwa byli prezesi Stoczni Szczecińskiej,
którzy za poręczeniem majątkowym opuścili już areszt, twierdzą, że... są
niewinni. Ich zdaniem, nie może być mowy o przestępstwie i celowej
niegospodarności, a jedynie eksperymencie ekonomicznym, który okazał się
nieudany.
Przed kilkoma miesiącami byłych członków zarządu Stoczni Szczecińskiej Porta
Holding na mocy decyzji poznańskiej prokuratury zatrzymali funkcjonariusze
Centralnego Biura Śledczego. Prokuratura początkowo zarzuciła im działanie na
szkodę kierowanej przez nich Stoczni Szczecińskiej i tzw. wyprowadzenie z
kasy ok. 35 mln zł. Po zbadaniu materiałów księgowych przez specjalnie
powołanych do tego celu biegłych wiadomo już, że strata, na jaką w wyniku
prawdopodobnej celowej niegospodarności byli członkowie zarządu narazili
stocznię, sięga co najmniej 70 mln zł.
Tymczasem podejrzani o popełnienie przestępstwa byli prezesi, którzy za
poręczeniem majątkowym opuścili już areszt, twierdzą, że... są niewinni. Ich
zdaniem, nie może być mowy o przestępstwie i celowej niegospodarności, a
jedynie o eksperymencie ekonomicznym, który okazał się nieudany. Ta linia
obrony spowoduje, że śledztwo w sprawie ewentualnej niegospodarności w
Stoczni Szczecińskiej i skierowanie do sądu aktu oskarżenia mogą znacznie się
opóźnić.
- Powołamy kolejnego biegłego, który zbada te wyjaśnienia i ustali, czy można
tu mówić o eksperymencie gospodarczym - tłumaczy prokurator Świtoński.
W świetle ujawnionych do tej pory faktów, o których informowaliśmy na
łamach "Naszego Dziennika", trudno jednak przypuszczać, by działania
podejmowane przez byłych zarządzających Stocznią Szczecińską, które
spowodowały wielomilionową stratą finansową i w efekcie upadek zakładu, były
tylko wynikiem - jak twierdzą podejrzani prezesi - eksperymentu.
Przypomnijmy bowiem, iż strata, jaką przynosiła Stocznia Szczecińska,
okazywała się jednocześnie - w przypadku wielu transakcji - zyskiem dla
spółki o nazwie Grupa Przemysłowa. A głównych jej udziałowców stanowili
właśnie byli członkowie zarządu Stoczni Szczecińskiej (sic!): Krzysztof
Piotrowski i czterech jego zastępców - Ryszard K., Grzegorz H., Zbigniew G.,
Andrzej Ż. Jedynym członkiem zarządu stoczni, który nie posiadał udziałów w
Grupie Przemysłowej, był Marek T. Jednak z racji pełnionej funkcji
wiceprezesa zarządu Stoczni Szczecińskiej najprawdopodobniej doskonale
wiedział o wszystkich działaniach gospodarczych.
Grupa Przemysłowa S.A. powstała w 1993 r. jako spółka z o.o., a założyli ją
byli prezesi holdingu. Już w 1993 r. - w ramach programu prywatyzacji -
spółka skupiająca przecież zarząd stoczni stała się jednym z jej udziałowców.
Co ciekawe, począwszy od 1993 r. aż do 2000 r.. spółka nie zatrudniała
żadnego pracownika na etacie, a jej adres pokrywał się z adresem stoczni. W
1998 r. Grupa (przekształcona w spółkę akcyjną) w zamian za kredyty zaczęła
skupywać akcje stoczni od banków, by wkrótce stać się większościowym
udziałowcem powstałej w 1999 r. Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A. W
tym czasie Grupa korzystała z wielu kredytów, także w obrębie holdingu. W
1998 r. pożyczyła 8 mln zł od Porty Patrol, należącej do holdingu, na zakup
akcji stoczni.
Jak udało nam się ustalić już wcześniej, co najmniej 7 z podejmowanych przez
byłych prezesów Stoczni Szczecińskiej operacji, które okazały się nadzwyczaj
korzystne, ale nie dla zarządzanego przez nich zakładu, a właśnie Grupy
Przemysłowej, w trakcie śledztwa zostało zakwestionowanych przez Prokuraturę
Apelacyjną w Poznaniu. Prowadzący śledztwo podważyli transakcje kupna-
sprzedaży akcji. Grupa Przemysłowa kupowała akcje spółek, a Stocznia
Szczecińska Porta Holding S.A. odkupywała je potem od niej po zawyżonej
cenie. Tak było m.in. z Portą Petrol, której akcje Grupa Przemysłowa kupiła
od banku i szybko z zyskiem sprzedała innej spółce holdingu, Porcie Eko Cynk.
Podobnie rzecz się miała z akcjami firmy Centromor, wchodzącej w skład
holdingu stoczniowego. Centromor miał 28 proc. akcji Stoczni Północnej. Grupa
Przemysłowa odkupiła od Centromoru ten pakiet za 6 mln zł. Następnie
odsprzedała go Porcie Holding już za 17 mln zł. Porta Holding zapłaciła więc
o 11 mln zł drożej niż Grupa Przemysłowa, a to, co było niegospodarnością w
stoczni, okazało się zyskiem dla udziałowców Grupy Przemysłowej.
Jak nieoficjalnie dowiedział się "Nasz Dziennik", podejrzenia Urzędu Kontroli
Skarbowej i prokuratury budzą wielomilionowe pożyczki udzielane przez zarząd
stoczni w latach 1999 i 2000 Grupie Przemysłowej, czyli w praktyce udzielane
samym sobie przez członków zarządu Stoczni Szczecińskiej.