hkreuz
31.01.03, 10:32
Jerzy Przystawa
„ONI”
(komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 30 stycznia 2003)
Najnowszy numer tygodnika „Polityka” (Polityka nr 5 z 1 lutego 2003) zawiera
artykuł Jacka Żakowskiego zatytułowany: „Kryzys elit – Afera towarzystwa”.
Zaczyna się on tak: „Największą przeszkodą w modernizacji nie są małorolni,
lecz polskie elity. III Rzeczypospolita wyczerpała możliwości samonaprawy.
Czas zacząć myśleć o IV Rzeczypospolitej. Taki jest dziś dominujący ton
publicystyki.” Dokładnie w tym samym duchu wypowiada się Jerzy Urban w
najnowszym „Nie”. Postuluje tam konieczność zerwania z III RP poprzez
radykalną zmianę konstytucji, gdyż tak jak jest do tej pory dalej rządzić się
nie da. Socjolog, profesor Jadwiga Staniszkis twierdzi, że państwo polskie
utraciło sterowność, że dzisiaj już praktycznie nikt nim nie rządzi.
Dyrektor Instytutu Socjologii w Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, profesor
Andrzej Zybertowicz, wysuwa „Pakiet dla Polski”. Pierwszym i nadrzędnym
punktem tego „Pakietu” jest konieczność zmiany systemu wyborczego i
wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu. W
kolejnych tekstach i wystąpieniach taki sam postulat zgłasza inny wybitny
polski socjolog i politolog, profesor Antoni Kamiński z Instytutu Problemów
Politycznych PAN. Jego zdaniem bez wprowadzenia JOW nie mamy szansy na silne,
rządne państwo. Ten sam postulat wysuwa światowej sławy specjalista teorii
zarządzania, profesor Witold Kieżun. Kilka tygodni temu „Pakiet dla Polski”
przedstawił w tygodniku „Wprost” Jan Nowak-Jeziorański. I w jego „pakiecie”,
chociaż nieco innym niż zgłaszanym przez prof. Zybertowicza, pierwsze miejsce
zajmuje postulat JOW. Z dalekiej Kanady docierają do nas, publikowane w
Ameryce teksty Stanisława Tymińskiego, który wykazuje w nich potrzebę i
konieczność wprowadzenia w Polsce JOW. Parę lat temu, postulat JOW zgłaszali,
niezależnie od siebie, Jerzy Giedroyc i Gustaw Herling-Grudziński. W ubiegłym
tygodniu dotarła do nas wiadomość, że postulat JOW dla Niemiec zgłosił
prezydent potężnej centrali przemysłu niemieckiego, Bundesverband der
Deutschen Industrie, dr Michael Rogowski, który podniósł ekonomiczną
niezbędność JOW.
Postulat JOW, który Ruch Obywatelski na rzecz JOW wysuwa od lat, jest jedynym
dzisiaj konkretnym postulatem ustrojowym, którego wprowadzenie nic nie
kosztuje, natomiast całkowicie odmieniłoby nasze życie publiczne i państwowe,
dokonałoby zasadniczej zmiany elit rządzących państwem. Z dnia na dzień widzi
to coraz więcej Polaków, ze wszystkich stron ideologicznego i politycznego
spektrum. Jednakże, kiedy o tym mówimy, najczęściej pojawia się
argument: „tak, masz rację, wprowadzenie JOW naprawiłoby nasze państwo,
zgadzam się z tobą całkowicie. Ale jest to postulat nierealny, ponieważ ONI
nigdy się na to nie zgodzą. A bez ich zgody na jego wprowadzenie nie ma
szans.” Niedawno taki sam argument usłyszeliśmy w rozmowie z pewnym wybitnym
Hierarchą Kościoła Katolickiego w Polsce: macie rację, ale ONI się na to
nigdy nie zgodzą.
W latach 80-tych, w tzw. drugim obiegu wydawniczym, furorę robiła książka
Teresy Torańskiej „Oni”. Autorka przeprowadziła wywiady z szeregiem czołowych
polityków komunistycznych, głównie z okresu stalinowskiego. Wtedy wszyscy
wiedzieliśmy i rozumieliśmy kim byli ONI: przedstawiciele narzuconej nam
przemocą sowieckiej władzy, namiestnicy i wykonawcy poleceń Kremla. ONI
stanowili realną, ponurą siłę, trzeba było ich się bać i z nimi się liczyć,
ponieważ za nimi stały nie tylko Służba Bezpieczeństwa, Milicja i ORMO, nie
tylko Ludowe Wojsko Polskie, na którym nie wiadomo do jakiego stopnia można
było polegać, ale przede wszystkim potworna siła atomowego mocarstwa,
posiadająca pod bronią 5 milionów sołdatów, KGB, GRU, czołgi, rakiety etc.
etc.
W maju 1983 przyjechał do Polski redaktor naczelny największej amerykańskiej
gazety „New York Times” Abraham Rosenthal. Trafił akurat na wielkie
wydarzenie, na pogrzeb zamordowanego przez SB, warszawskiego licealistę,
świeżo upieczonego maturzystę, Grzesia Przemyka. Wrażenia z podróży
przedstawił w pięknym reportażu zatytułowanym „The Trees of Warsaw”,
opublikowanym 7 sierpnia 1983 w „The New York Times Magazine”. Rozmawiał z
Polakami ze wszystkich kręgów społecznych, z dziennikarzami, politykami,
robotnikami, intelektualistami, taksówkarzami. Także z Mieczysławem Rakowskim
i Lechem Wałęsą. Zdumiało go i uderzyło jakieś niezrozumiałe, potężne
natężenie nadziei na odmianę polskiego losu. Wszyscy mówili: wiemy, że
Sowieci, że czołgi, że rakiety, ale trzeba mieć nadzieję. Rosenthal
napisał: „Pamiętam, jak sobie myślałem – nadzieja, nadzieja, ci Polacy oni
wciąż w kółko powtarzają to samo: nadzieja. Młodzi ludzie na ulicy i na
cmentarzu, Wałęsa, dziennikarz wyrzucony z telewizji, młoda kobieta, która
brała ślub w więzieniu – wszyscy nie tylko mieli nadzieję, ale właściwie całe
ich życie ześrodkowało się wokół nadziei, zakorzeniło się w niej.” Artykuł
zakończył tak: „Poruszyło mnie i uderzyło zrozumienie siły i przekonywującej
mocy tej nadziei – nadziei, że odmienią się serca Sowietów, nadziei na cud,
nadziei pokładanej w sobie, którą trudno wyrazić i określić. Może nie w
sposób dramatyczny, ale po prostu otworzyło mi to trochę oczy, pozwoliło
widzieć odrobinkę jaśniej. Jestem nadal politycznym realistą i nie wierzę,
żeby posiadanie tylko jednego elementu siły – nadziei – było w stanie pokonać
wszystkie przeszkody. Polska nadzieja istnieje. Istnieje też Armia Czerwona.
Wierzę jednak, że pobudzeni siłą tej nadziei Polacy jakoś, pewnego dnia,
powstaną znowu. Przekonany jestem, że zostaną znowu pokonani. Ale wierzę, że
wtedy wstaną i pomaszerują znowu.”
Dzisiaj każdy z nas może ocenić trafność tych opinii, napisanych 20 lat temu
przez doświadczonego, sceptycznego amerykańskiego Żyda. Gdzie jest dzisiaj
Armia Czerwona, gdzie są Sowieci, czołgi i rakiety, KGB i GRU? Gdzie są ONI,
których władzę podtrzymywały i gwarantowały armie i rakiety?
Kim są dzisiaj ONI, ci którzy odbierają nadzieję Polakom, że można cokolwiek
w naszym kraju zmienić? Kogo dzisiaj mamy się bać i dlaczego? Kto i co stoi
za zgrają pieczeniarzy i szalbierzy, którzy korzystając z naszych wad, z
naszej niewiedzy, naszej nieznajomości mechanizmów wyborczych, naszej
ignorancji w dziedzinie finansów międzynarodowych, giełd, rynków itd. itp.,
prawem kaduka zawłaszczyli nasz kraj i łupią nas ze skóry bez miłosierdzia?
Kim jest to „towarzystwo”, o którym półsłówkami rozmawiają Rywin z
Michnikiem? Parę dni temu przysłuchiwałem się uczonym dysputom w telewizji
Puls: czy Polską rządzi towarzystwo? I cóż to za „towarzystwo”, którego mamy
się bać, i które godzi się tylko na przekręty, na drenowanie publicznych
pieniędzy, na złodziejskie „prywatyzacje”, na tuszowanie wszelkich afer?
To „towarzystwo” w walce o łupy strzela do siebie. Któż bowiem zabił prezesa
Najwyższej Izby Kontroli, profesora Waleriana Pańkę, kto zastrzelił
komendanta głównego Policji, generała Papałę? Kto zamordował ministra Jacka
Dębskiego? Kim jest Przywieczerski, o którym rozmawiają Michnik z Rywinem,
nie bardzo nawet wiedząc czy już siedzi czy jeszcze siedzi? Nawet tego nie
wiedzą o facecie, który sponsorował grubymi milionami Jacka Kuronia i jego
Unię? Co mówi Rywin Michnikowi o największym bohaterze polskiego biznesu,
druga pozycja na liście najbogatszych Polaków, Zygmuncie Solorzu? „Bandyta i
złodziej, który ci wsadzi zardzewiały nóż w plecy”? Ale ty, Adaś, nie, ty
jesteś w porządku, ty nie zawiedziesz przyjaciela, ty jesteś facet rzetelny,
u ciebie