Dodaj do ulubionych

To kto jest w końcu tym "Delegatem"?

30.08.06, 23:37
Paradowska "Dziennika", czyli Michalski, oskarżała dzisiaj Racławickiego z
typową dla niej wehemencją, że Rzepa zniszczyła człowieka. Tylko nie wyznała,
kogo?
Obserwuj wątek
    • gat45 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:42
      wartburg4 napisał:

      > Paradowska "Dziennika", czyli Michalski, oskarżała dzisiaj Racławickiego z
      > typową dla niej wehemencją, że Rzepa zniszczyła człowieka. Tylko nie wyznała,
      > kogo?

      Kto oskarzal ? Paradowska czy Michalski ? Czasowniki w rodzaju zenskim, wiec
      chyba Paradowska ? Ale "Paradowska czyli Michalski" ? Co to znaczy ?
      Dzisiaj mam dzien uscisialania. Dosc przyblizen i "dzorozumiewan" jak mowi
      pewna radiostacja, ktorej nie lubie
      • wartburg4 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:45
        Paradowska była żartem z Michalskiego. Ale chodziło o niego.
    • mmikki Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:42
      zniszczony przez Rzepę leży w szpitalu
      karetka zabrała go wprost z imienin (kolejnych, na których balował dzień po dniu)
      cukrzykom - powtarzam to do znudzenia - nie wolno tyle pić
      • wartburg4 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:46
        mmikki napisał:

        > zniszczony przez Rzepę leży w szpitalu

        ale kto?????
        • gat45 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:48
          wartburg4 napisał:

          > mmikki napisał:
          >
          > > zniszczony przez Rzepę leży w szpitalu
          >
          > ale kto?????


          No wlasnie.
    • irasiad2 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:50
      ....."Tuż przed świętem 31 sierpnia prałat Henryk Jankowski i Anna
      Walentynowicz mają otrzymać z Instytutu Pamięci Narodowej kilkanaście nazwisk
      agentów, których SB ulokowała we władzach pierwszej "Solidarności". Zamierzają
      te informacje ujawnić. - Trzeba poznawać prawdę, nawet jeśli są to sprawy
      bolesne, a niekiedy nawet niewiarygodne - mówi Śniadek".

      :)))
      • wartburg4 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:57
        a więc Jankowski!!!!!!!!!
        • gat45 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:59
          wartburg4 napisał:

          > a więc Jankowski!!!!!!!!!


          Nic, ludzie, nie rozumiecie. Przeciez golym i nieuzbrojonym okiem widac, ze to
          Gunter Grass z nieboszczykiem w. Brantem
        • don.wesoly Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 30.08.06, 23:59
          jakby jankowski byl delegatem
          to wyborcza juz by dawno piala z zachwytu
          • wartburg4 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 31.08.06, 00:12
            Z pyskówki, do jakiej doszlo dzisiaj w TVN 24 wynikało, że obydwie strony -
            Michalski i Racławicki - dobrze wiedzą, o kogo chodzi. Michalski powiedział
            coś w rodzaju "Teraz wasza ofiara leży w szpitalu. Zniszczyliście czlowieka".

            Nie skojarzyłem, że chodziło o Jankowskiego.

            GW wcale nie musiała tego wiedzieć.
    • irasiad2 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 31.08.06, 00:07
      fakty.interia.pl/news?inf=754068
    • wartburg4 Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 31.08.06, 11:57
      czy Jankowski już się wypowiedział?
    • malgos22 Kuroń 31.08.06, 12:00
      jezeli był w delegacji, to może się okazać że to Kuroń
      • wartburg4 Re: Kuroń 31.08.06, 12:53
        malgos22 napisała:

        > jezeli był w delegacji, to może się okazać że to Kuroń

        Prałat go kryje?
        • trydzyk Re: Kuroń 31.08.06, 12:54
          Jesli pralat kogos kryje lub kryl, to predzej ministrantow :D

          F.
          • pies_na_czarnych K.K. 31.08.06, 14:37
            K.K.
            Po kiego nam pojedyncze nazwiska. Ta cala czarna mafia to przeciez jedno!
    • ypsilon.ypsi Re: To kto jest w końcu tym "Delegatem"? 31.08.06, 14:54
      Afera z delegatem przycichła jak prawie wszystkie afery w Polsce, ciemnemu
      ludowi podrzuca się coraz to nowe newsy a stare odchodzą niewyjasnione w niepamięć.
    • goldenwomen juz teraz wiesz? 31.08.06, 16:08

      głaskanie jeża na pdst. " Fakty i mity"

      Delegat Brygidy


      Zaraz mnie chyba szlag trafi, kur...a strzeli i diabli wezmą! – takimi słowami
      skomentował Jonasz „sensacyjne” doniesienia „Rzeczpospolitej” dotyczące agenta
      SB o kryptonimie „Delegat”.



      Irytacji naczelnego nie należy się dziwić ani trochę. Przecież o „Delegacie”
      (rozszyfrowując, kto kryje się pod tym pseudonimem) pisaliśmy dwa lata temu w
      tekście „Agent Libella” („FiM” 34/2004).
      Ale przecież to już nie pierwszy raz, kiedy dziennik „Rzeczpospolita”
      najbezczelniej w świecie kradnie nam owoce dziennikarskiego śledztwa, podając
      je jako własne hity. Podejrzewam, że dzieje się to tak: jest jakiś specjalny
      redaktor IKS w „Rzepie”, który w zakresie obowiązków ma czytanie „Faktów i
      Mitów” od deski do deski – przynajmniej gość się nie nudzi. Wynikiem lektury
      jest zakreślanie flamastrem artykułów z „FiM”, które da się podpieprzyć.
      Oczywiście, trzeba tu zastosować jakiś margines bezpieczeństwa, aby draństwo
      nie było zbyt widoczne. Ów margines „przyzwoitości” w przypadku „Rzepy” wynosi
      mniej więcej dwa lata.
      Po tym okresie karencji, gdy jest np. posucha i nic (poza kręgami w zbożu) się
      nie dzieje, naczelny „Rzeczpospolitej” wzywa IKSA i pyta: – No cóżeś tam,
      kochanieńki, na dzisiaj ukradł od Kotlińskiego?
      – A to... i to. No może jeszcze to...
      – Brawo! Premia i podwyżka.



      --------------------------------------------------------------------------------


      Tak mniej więcej było z artykułem o biskupie Paetzu. Wiele tygodni trwało
      żmudne, dziennikarskie śledztwo „FiM”, które zaowocowało demaskatorskim
      artykułem o seksualnych dewiacjach zboczonego kapłana. Musieliśmy przekonywać
      świadków, żeby na wszelki wypadek podpisali nam oświadczenia, nagraliśmy ich
      zeznania na kasetę itd. A po publikacji – nic. Cisza. Co prawda biskup rozważał
      możliwość wytoczenia nam procesu na zasadzie „przecież nie byli materacami”,
      ale poradzono mu, aby dla własnego dobra siedział cicho. Więc siedział! Do
      czasu aż IKS nie przeprowadził swojego z kolei redaktorskiego śledztwa
      polegającego na lekturze naszej gazety. Publikacja w „Rzepie” (kopia naszych
      ustaleń) okazała się dziennikarskim hitem sezonu, a IKS dostał za nią nagrodę
      dziennikarską roku! I tylko „Tygodnik Powszechny” nieśmiało przebąkiwał, że ta
      cała bomba to plagiat.
      Teraz mamy kolejny hit „Rzeczpospolitej”, czyli „Delegata”. Tymczasem
      przypomnijmy: w lecie 2004 roku napisaliśmy, że w najwyższych
      kręgach „Solidarności” działał głęboko zakonspirowany agent SB – ksiądz – o
      kryptonimie „Libella”. On to właśnie został podstawiony przez bezpiekę, gdy w
      roku 1980 gdańscy stoczniowcy coraz głośniej domagali się osobistego kapłana,
      który mógłby odprawiać na terenie stoczni nabożeństwa, być spowiednikiem i
      aniołem stróżem. „Libella” nadawał się w sam raz, bo stocznia leżała
      przypadkowo akurat w granicach jego parafii. Był przeto kandydatem wymarzonym –
      poza podejrzeniami.
      Libella „odprawiał” więc, spowiadał, doradzał (to, co mu SB kazała doradzać) i
      pozyskiwał coraz większe zaufanie Wałęsy i jego otoczenia. W wolnych chwilach
      pisał sążniste raporty z pracy operacyjnej, które były przez szefów SB tak
      wysoko cenione, że postanowili dla bezpieczeństwa zakamuflować swojego
      arcycennego człowieka jeszcze bardziej. Wówczas to zmieniono jego operacyjny
      kryptonim. Umarł „Libella” – narodził się „Delegat”. Nowe pseudo znali już
      tylko najwyżsi rangą oficerowie służb specjalnych (kilka osób) – w tym pewien
      pułkownik, nasz informator.
      W artykule sprzed dwóch lat rozszyfrowaliśmy obie ksywy esbeckiej wtyki w „S” i
      napisaliśmy, że ponad wszelką wątpliwość chodzi o księdza Henryka Jankowskiego,
      wielkiego patriotę i kombatanta, obrońcę polskości i seksu z młodymi chłopcami.
      Po naszej publikacji zawrzało, ale o dziwo – tylko w Gdańsku. Prałat ani nie
      zaprzeczał, ani nie dementował. Przeciwnie, siedział jak mysz pod miotłą, więc
      hałas po jakimś czasie ucichł. Podobnie zresztą było, gdy opisaliśmy grzeszną
      miłość księdza Jankowskiego do Kajtusia. Nie inaczej sprawy się miały z
      publikacją w „FiM” opisującą nielegalne przywłaszczenie sobie przez prałata
      pewnego gdańskiego mieszkania. Scenariusz identyczny: burza, hałas w
      Trójmieście... brak reakcji Jankowskiego i... znów cisza.



      --------------------------------------------------------------------------------


      Dziennikarze „Rzepy”, dumni ze „swojego” osiągnięcia, oświadczyli w świetle
      kamer, że na 90 procent wiedzą, kim był „Delegat”... Jesteśmy zawiedzeni.
      Czyżby redaktorzy aż w dziesięciu procentach nie mieli do nas zaufania?!
      Dla Czytelników „FiM” mamy jednak nową gratkę. Oto rodzi się pytanie: jak to
      się stało, że sprawa „Delegata” nie wybuchła z wielką siłą dwa lata temu, tylko
      dopiero teraz? Wiemy i powiemy. Istnieje żelazna zasada wszystkich służb
      specjalnych na całym świecie, która polega na tym, że nie dekonspiruje się
      agentów... nawet po latach i nawet tych już nieczynnych. Zasadę tę złamał
      właśnie Jankowski, ogłaszając bezczelnie z miną niewiniątka, że wkrótce ujawni
      listę gdańskich informatorów SB (wszystkich z wyjątkiem siebie!). Złamał
      niepisane prawo omerty, więc „pewni ludzie” dobrali mu się do skóry,
      przypominając „Rzepie” artykuł „Faktów i Mitów”. Ot i całe kulisy najnowszej
      sensacji, której na imię „Delegat”.



      MAREK SZENBORN




      Wstecz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka