Gość: Rob
IP: 209.234.157.*
26.04.03, 18:44
Zgwałcona na czarno
Rychlej popatrzysz na księżą oborę, niźli księdza
spotka sprawiedliwość
Sprawa jest znana z łamów kilku gazet. Zajmujemy się
nią jednak dlatego, że pewne istotne aspekty umknęły
odważnym – wypada specjalnie podkreślić – kolegom
dziennikarzom i ich szefom. Trzeba przecież mieć w
Pomrocznej dużo odwagi, aby opisać sprawę księdza
podejrzanego o brutalny gwałt na kilkunastoletniej
uczennicy podstawówki.
Wedle oskarżenia prokuratorskiego i zeznań świadków,
ksiądz zboczeniec zaatakował dziecko po zakończonej
lekcji religii. Ksiądz Marek R., obecnie
czterdziestolatek, znany jest w kilku parafiach jako
ubawowy chłop nie wylewający za kołnierz. Był
katechetą podstawówki w Mirosławcu w
Zachodniopomorskiem.
Dopiero po półtora roku krzywda Ani wyszła na jaw:
znerwicowana dziewczynka wyznała tajemnicę matce. I
wtedy dla rodziny S. zaczęło się piekło. Teraz jest
spokojnie, ale czas rozprawy w sądzie w Wałczu to
kolejne upokorzenia.
Zanim sprawa trafiła do prokuratury w Wałczu i
następnie na wokandę miejscowego Sądu Rejonowego,
środowisko sąsiedzkie w "wojskowym" niegdyś Wałczu nie
szczędziło szykan pokrzywdzonym. W trakcie procesu
państwo S. z córką wyprowadzili się poza województwo
zachodniopomorskie. Nie jest zachętą do wnioskowania
przez poszkodowane o ściganie gwałcicieli, kiedy
ofiara wraz z rodziną musi się wynosić ze swojego
miasta, nie zaś gwałciciel. Przy zamianie mieszkania
pomógł im Terenowy Komitet Obrony Praw Dziecka ze
Szczecina.
Ryszarda Radke, przewodniczącego komitetu, sąd
dopuścił do monitorowania procesu, który trwa już
(kolejne) półtora roku. Łącznie trzy lata stresu.
Rozprawę utajniono na wniosek matki pokrzywdzonego
dziecka. – Pani S. występuje na procesie jako
oskarżyciel posiłkowy. Utajnienie szczegółów –
oczywiste ze względu na dobro dziewczynki – nie może
oznaczać ochrony domniemanego sprawcy. Przy
całkowitym, jak się zdaje, lekceważeniu nie tylko
praw, ale i psychiki nastoletniej dziewczynki. Zdaniem
obserwatorów procesu – tak właśnie się dzieje.
Pani Wiesława S. powiedziała "NIE": – W najmniejszym
stopniu nie kwestionuję ani dobrej woli sądu, ani jego
niezawisłości. Mam tylko ogromy żal do prokuratury.
Oskarżyciel na siedemnastu rozprawach nie zadał ani
jednego pytania świadkom obrony. Myślałam początkowo,
że tak musi być, ale w końcu się zbuntowałam i to ja
podważałam pytaniami wiarygodność świadków niewinności
księdza (m.in. przedstawicieli Kurii Koszalińsko-
Kołobrzeskiej – przyp. W.J.). Nie zdzierżyłam, gdy
moja córka była poddawana bezpardonowej "obróbce"
przez pełnomocników oskarżonego księdza Marka.
Szczegółów, zwłaszcza pytań, które zadawano córce –
ujawnić nie mogę, obowiązuje mnie klauzula tajności
rozprawy. Pytania do dziecka to jedno poniżenie.
Mamy pytanie: dlaczego w procesie nie bierze przez
cały czas udziału psycholog?
Ostatnio, na 18. rozprawie oskarżyciel publiczny
wystąpił z wnioskiem o... badania poszkodowanej przez
lekarza ginekologa. Choć takie były już przeprowadzane
na wniosek sądu.
Była już badana przez biegłego psychologa, który w
opinii podkreślił, że dziewczynka nie wykazuje żadnych
skłonności do konfabulacji.
Ryszard Radke z Komitetu Obrony Praw Dziecka: –
Obserwując proces mam podstawy twierdzić, że w jego
toku przede wszystkim przestrzega się praw należnych
oskarżonemu, zaś prawa poszkodowanej są wyraźnie na
drugim planie. Uważam to za niedopuszczalne. Komitet
Obrony Praw Dziecka wystosował skargę do ministra
sprawiedliwości – prokuratora generalnego Grzegorza
Kurczuka.
Autor : Wojciech Jurczak