Gość: płockier
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.09.03, 21:58
www1.gazeta.pl/plock/1,35681,1663968.html
++Chory, ale pracowity prezes PERN-u
Hubert Woźniak 09-09-2003, ostatnia aktualizacja 09-09-2003 19:52
Stanisław J. - jeden z liderów płockiego SLD - od roku nie stawia się w
prokuraturze, bo jest ciężko chory. Ale choroba nie przeszkadza mu kierować
jedną z najbogatszych firm w Polsce, Przedsiębiorstwem Eksploatacji
Rurociągów Naftowych "Przyjaźń".
Sprawa karna dotyczy Dromostu, byłej spółki gminy Płock. W 1999 roku, kiedy w
Płocku niepodzielnie rządził SLD, Dromost (prace drogowe i budowlane)
przeszedł w prywatne ręce. Decyzję o jego prywatyzacji podjął siedmioosobowy
zarząd miasta ze Stanisławem J. na czele, jako ówczesnym prezydentem Płocka.
Rok temu, jesienią ostrołęcka prokuratura uznała, że majątkiem Dromostu mogła
dysponować rada miasta, a nie zarząd. Biegły wyliczył, że płocka gmina
straciła na tej prywatyzacji 1,4 mln zł. Zarząd został oskarżony o
przekroczenie kompetencji.
Jednak akt oskarżenia udało się sformułować tylko wobec sześciu członków
władz miasta. Były prezydent Stanisław J. nie przyjechał wysłuchać zarzutów,
przysłał zwolnienie lekarskie, które do dziś nie pozwala mu stanąć przed
prokuratorem. Jednocześnie od ponad roku Stanisław J. prezesuje PERN-owi,
jednej z najbogatszych firm w kraju. Jej ubiegłoroczny zysk wyniósł 130 mln
zł. Zatrudnia 850 osób.
Prezesa można zobaczyć prawie w każdym numerze wewnątrzzakładowej gazetki jak
np. podpisuje kontrakt na budowę rurociągu ze wschodniej granicy do Płocka,
podejmuje ministra skarbu Piotra Czyżewskiego, szefa MSWiA Krzysztofa Janika,
bierze udział w Krajowej Konferencji Technicznej, spotyka się z kadrą
kierowniczą PERN-u albo z kobiecą częścią załogi z okazji 8 marca.
W biuletynie jest też zdjęcie uśmiechniętego J. , który podejmuje lekarzy z
warszawskiej kliniki kardiologicznej na ul. Szaserów. Lekarska wizyta miała
miejsce 13 grudnia 2002 - trzy miesiące po tym, jak prokuratura zaczęła
stawiać zarzuty kolegom J. z byłego zarządu Płocka. Jeden z lekarzy obecnych
na zdjęciu - prof. Jerzy Adamus - wystawił Stanisławowi J. opinię lekarską,
która wykluczyła jego udział w sprawie karnej.
- Czy istnieje schorzenie, które pozwala kierować przedsiębiorstwem
przynoszącym milionowe zyski, a nie pozwala iść na przesłuchanie do
prokuratury?
Prof. Jerzy Adamus: - Istnieje. Pacjent był leczony w naszej klinice w trybie
pilnym i jego schorzenie wyklucza udział w postępowaniu karnym. Ale zdarza
się, że wypuszczam pacjenta na przykład po zawale, z całym szeregiem zaleceń,
a on mnie nie słucha. To już nie moja wina.
- Co innego pracować, co innego być przesłuchiwanym - tłumaczy prezes J. -
Mnie i mojej rodziny niestety nie ominęły problemy z sercem i nadciśnieniem.
Lubię pracować, teraz w firmie zapadają historyczne decyzje i chcę w nich
uczestniczyć. Przychodząc do pracy, ryzykuję zdrowiem, ale staram się unikać
stresów, co surowo zalecił mi lekarz, wydając zwolnienie. Nie uciekam przed
odpowiedzialnością za prywatyzację Dromostu, ale uważam, że zarzuty w tej
sprawie są niesłuszne.
Szef prokuratury w Ostrołęce Andrzej Rycharski: - Rozpoczęliśmy procedurę
zmierzającą do sprawdzenia stanu zdrowia podejrzanego, ale ona jakiś czas
potrwa.
Zaskoczony sprawą jest szef rady nadzorczej PERN Jerzy Małyska. - Jeśli
prawdą jest to, co słyszę od "Gazety", to sytuacja jest co najmniej
niezrozumiała. Nie wiem, jak to skomentować.
Małyska przyznaje, że słyszał coś o sprawie karnej związanej z prywatyzacją
Dromostu. - Na pytanie o to poinformowano radę nadzorczą, że nie dotyczy ona
pana J. - mówi.
- Kiedy minister Kaczmarek powoływał mnie na stanowisko prezesa PERN,
wiedział, że toczy się postępowanie w sprawie Dromostu - zapewnia Stanisław J.
- Pomijając jednak sprawę karną, chciałbym wiedzieć, czy firmą kieruje
człowiek chory, czy zdrowy - dodaje Małyska.
Stanisław J. jest również aktywnym działaczem Sojuszu: członkiem mazowieckiej
rady wojewódzkiej, zarządu wojewódzkiego i członkiem rady krajowej SLD.
- Jest na wszystkich ważniejszych zebraniach - mówią o nim koledzy z SLD. -
Na pewno co najmniej poprawnie wypełnia statutowe obowiązki.
- Jeżeli to prawda co pan mówi, to zachowanie pana J. jest co najmniej
wątpliwe - komentuje krajowy rzecznik dyscypliny SLD Włodzimierz Nieporęt. -
Tym bardziej że rozprawa przed sądem może być oczyszczeniem z zarzutów, a nie
skazaniem. Na pewno sytuacja nie sprzyja publicznemu wizerunkowi pana J.++