witek.bis 18.05.09, 06:39 Guzikiewicz wzywa premiera Tuska, by "przeprosił tych, których o mało co nie pozabijał". Im dalej od 29 kwietnia, tym robi się ciekawiej. Jutro możemy usłyszeć, że jednak pozabijał, a potem pijany tańczył na ich grobach. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
rydzyk_smigly Krzyżówka Savanaroli z prostakiem cierpiącym 18.05.09, 07:31 na mania grandiosa, o gębie pełnej komunałów i z poczuciem misji, ot, prawie powiatowy Wałęsa z lat 89-90. Oglądałem jego i Karpiniuka z niesmakiem, pierwszy - wyszczekany, arogancki cham, drugi jakby po kursach WKP(b) w szkole misyjnej o.o.dominikanów. O Guzikiewiczu piszą: "Zaczyna krzyczeć dziennikarzowi przez telefon: - Agresja rodzi agresję! Jak premier zrezygnuje z debaty, to ma zagwarantowany strajk generalny w całej Polsce. Lato Tuska będzie gorące! Nie wiem, co to będzie. Bo tu nie chodzi o nas. Tu chodzi o Polskę! (..) - W szkole byłem wzorowym uczniem. Żadnych trój. Sam nie wiem, czemu w 1979 roku poszedłem do zawodówki przy Stoczni Gdańskiej. Wykształciłem się na stolarza. To tylko tak się mówi, bo stolarz w stoczni to też i elektryk, i monter, i ślusarz. W stanie wojennym pracowałem już na wydziale stolarskim W-5. Dużo młodzieży tam było. W 1982 roku zorganizowaliśmy jednodniowy strajk. W 200 osób okupowaliśmy bramę główną stoczni. Były zwolnienia. Mnie nie dotknęły, ale zostałem naznaczony jako zadymiarz. Stocznia oddelegowała mnie karnie na budowy osiedli dla stoczniowców i do wyrębu lasów, skąd pozyskiwano drewno do produkcji. Przez kilka lat przyjeżdżałem do stoczni i byłem wywożony na peryferie miasta do pracy. W tym czasie ukończyłem technikum dla pracujących. Mój drugi zawód to technik mechanik. Mama mnie zachęcała do studiowania, ale ja byłem krnąbrny. (....) - Pamiętali mnie z dawniejszych czasów - odpowiada. - W sierpniu 1988 roku moje pokolenie zorganizowało strajk sierpniowy. Wcale nie Wałęsa, wcale nie Borowczak, tylko my - młodzież. Potem ja już cały czas byłem wśród robotników. Jerzy Borowczak, jeden z inicjatorów strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku, pamięta Karola Guzikiewicza jedynie od końca lat 80. - Każdy buduje sobie swoją legendę - śmieje się Borowczak. - Budowanie domów dla stoczniowców i wyrąb lasu było wtedy superfuchą. Nie każdy mógł się załapać. Strajk w maju 1988 roku był ważny i ciężki. Ale ten sierpniowy, choć też wymagał odważnych, już tak ciężki nie był. Wtedy zauważyłem Karola po raz pierwszy. Niczym się nie wyróżniał. Malował transparenty, siedział na bramach jak inni. Od zawsze nadpobudliwy, impulsywny. Kazałem mu myśleć pięć minut, zanim coś wypalił. Wiceprzewodniczący stoczniowej "Solidarności" w swoim profilu na Naszej Klasie umieścił czarno-białe zdjęcie z podpisem "Zakończenie strajku w sierpniu 1988, który doprowadził do obalenia komuny. Jestem na zdjęciu z kwiatami w ręku. Byłem w komitecie strajkowym". (..) Stoczniowcy, którzy znają Karola Guzikiewicza od dawna, mówią, że po raz pierwszy założył kask i ruszył na czele robotników palić opony chyba tuż po ogłoszeniu upadłości stoczni w 1995 roku. Wcześniej, podczas protestów, pełnił funkcję zaopatrzeniowca. Ale po upadku zakładu reaktywował Komitet Obrony Stoczni, czyli nieformalną strukturę, w której działa anonimowo kilkudziesięciu członków. KOS działa do dziś, współorganizował ostatnią, kwietniową demonstrację w Warszawie. Wcześniej na terenie stoczni członkowie organizacji rozrzucili ulotki: "Nie jadąc do Warszawy, pomożesz w likwidacji stoczni, a odprawy takiej jak w Gdyni też nie dostaniesz. W razie blokowania lub utrudniania wyjazdu przez mistrzów lub kierowników prosimy o podawanie nazwisk pod numer telefonu 15-28, będziemy rozliczać odpowiednio tych, co chcą pomóc w likwidacji stoczni". (..) - On potrafiłby zniszczyć człowieka. Pikietować z ludźmi pod domem, stać z transparentami, rzucać petardy. Niepotrzebne nam to - mówi jeden z anonimowych stoczniowców. - Dawniej mógłby też doprowadzić do naszego zwolnienia. To było w czasach, gdy nie było prywatnego właściciela stoczni. Nowych prezesów z nadania politycznego wystarczyło tylko postraszyć petardami pod oknem, pokazać im kilka transparentów i "Solidarność" rządziła stocznią. To Gałęzewski z Guzikiewiczem zwalniali z pracy niewygodnych ludzi, decydowali, kto ma być mistrzem, kierownikiem i nie dopuszczali do zwolnienia swoich. "Solidarność" się wyrodziła. Było jak za komuny. Tylko zamiast pierwszego sekretarza mieliśmy pierwszego przewodniczącego. Prezesi chcieli mieć spokój społeczny, a w zamian za to pozwalali kierować polityką kadrową na terenie zakładu. Stocznia pokrywała koszty ich wyjazdów na wiece i demonstracje. Ale Ukraińcy się ich nie słuchają. (...) - Uroił sobie, że rządzi krajem - mówi jeden z anonimowych stoczniowców. - Żyje w oderwaniu od rzeczywistości, od załogi i jej problemów. Nie reprezentuje nas, stoczniowców. Nie ma już żadnych korzeni na żadnym wydziale. Nie wie, w jakiej stoczni pracuje. Kiedy ostatnio był na pochylni albo w warsztacie? Czy wie, jakie teraz statki budujemy? Jego działania nie mają najmniejszego wpływu na to, co będzie się działo ze stocznią, bo właściciel jest prywatny. Tu głównym wichrzycielem jest Andrzej Jaworski, były prezes stoczni z nadania PiS. Facet jest z zawodu etnologiem, nie miał nawet pojęcia, gdzie jest rufa, a gdzie dziób statku. Ukraińcy zwolnili go dyscyplinarnie, ale musieli przywrócić do pracy, bo jako radny sejmiku wojewódzkiego z ramienia PiS był chroniony. Teraz ma jakieś nieważne stanowisko, siedzi w tym samym budynku co Guzikiewicz i przekazuje polecenia od braci Kaczyńskich". wyborcza.pl/1,76842,6606638,Czlowiek_z_piany.html Odpowiedz Link Zgłoś
witek.bis Re: Krzyżówka Savanaroli z prostakiem cierpiącym 18.05.09, 07:39 - W szkole byłem wzorowym uczniem. Żadnych trój. Sam nie wiem, czemu w 1979 roku poszedłem do zawodówki przy Stoczni Gdańskiej. To ja wam podpowiem, Guzikiewicz. Gdybyście w szkole przysiedli fałdów i wyciągnęli się na te tróje, to pewnie trafilibyście do technikum. Odpowiedz Link Zgłoś
witek.bis Katorżnik Guzikiewicz 18.05.09, 07:42 "W 200 osób okupowaliśmy bramę główną stoczni. Były zwolnienia. Mnie nie dotknęły, ale zostałem naznaczony jako zadymiarz. Stocznia oddelegowała mnie karnie na budowy osiedli dla stoczniowców i do wyrębu lasów, skąd pozyskiwano drewno do produkcji. Przez kilka lat przyjeżdżałem do stoczni i byłem wywożony na peryferie miasta do pracy." "Każdy buduje sobie swoją legendę - śmieje się Borowczak. - Budowanie domów dla stoczniowców i wyrąb lasu było wtedy superfuchą. Nie każdy mógł się załapać." Odpowiedz Link Zgłoś
rydzyk_smigly Kaczy etos "IV RP". 18.05.09, 07:52 Jarosław zażera się z esbekiem pączkami, Guzikiewicz "karnie", jako naznaczony przez reżim "zadymiarz" oddelegowany do najlepszej fuchy w stoczni. Odpowiedz Link Zgłoś
prawieemeryt Panie drwalu „waleczny“. 18.05.09, 07:49 Tego guzika nie da się nigdzie przyszyć - on ma tylko jedna dziurę - w rozumie. Odpowiedz Link Zgłoś