Dodaj do ulubionych

Radary - czyli smierc

IP: *.gdynia.mm.pl 31.12.03, 17:46
W Ustroniu Morskim umierają na raka wojskowi, którzy pracowali przy
radarach. W Głobinie te stacje radarowe stoją naprzeciwko wsi
Ustronie Morskie, letniskowa miejscowość. W ciągu dwóch lat zmarło tu na
raka pięciu byłych wojskowych, którzy pracowali przy radarach, w dywizjonie
rakietowym. Wojsko żąda od wdów oświadczeń, jakoby śmierć ich mężów nie
miała związku ze służbą. Koledzy zmarłych, były dowódca i lekarz z tej
jednostki, zdecydowali się przerwać zmowę milczenia. Sami boją się o życie -
też byli narażeni na promieniowanie elektromagnetyczne. Zresztą wielu z
wojskowych, którzy pracowali, lub pracują przy radarze, dostrzega u siebie
niepokojące objawy. Niektórzy już chorują.

Mąż Elżbiety Soszyńskiej, Wojciech, odszedł w maju tego roku. Przyczyną
śmierci był nowotwór mózgu. To były przerzuty z płuc. W jednostce, w
Ustroniu, pracował od 1978 roku.

- Kiedy przeglądam jego książeczkę wojskową, widzę, że już w 1980 roku
zaczął skarżyć się na bóle głowy, na kłopoty z oczami, a przecież był w
wojsku badany. Wyniki były dobre. W szpitalu mąż powiedział, że zaskarży
wojsko, że badania były pobieżne, że radary miały wpływ na zdrowie.

Nie zdążył. Elżbieta nie chce sensacji, ale robi to dla męża. Kilka dni po
jego śmierci otrzymała z Wojskowej Komisji Lekarskiej w Kołobrzegu
orzeczenie, że śmierć Wojciecha Soszyńskiego nie pozostaje w związku ze
służbą wojskową. I dopisek, że przysługuje jej prawo odwołania od decyzji w
ciągu 14 dni.

- Byłam tuż po pogrzebie, nie miałam na nic siły, a co dopiero odwoływać się
od jakiejś bezsensownej decyzji - mówi Elżbieta.

Mąż Ewy Ginelli był w maju na pogrzebie Soszyńskiego. Na początku
października pochowano go niedaleko kolegi z jednostki. Zmarł na nowotwór
szpiku kostnego.

- Mąż pracował przy radarach przez dziesięć lat - mówi Ewa. - Kiedy w
trakcie choroby stawił się przed komisją, też dostał pismo, że choroba jest
bez związku ze służbą. Podkreślono to grubą kreską.

Na cmentarzu w Ustroniu leży jeszcze dwóch kolegów z jednostki - zmarli na
raka. Wdowy opowiadają o innych, którzy pracowali przy radarach,
wyprowadzili się z Ustronia i też zabił ich nowotwór. Kobiety chcą
ujawnienia prawdy i zadośćuczynienia moralnego. Bo wojsko nie złożyło im
nawet kondolencji.

- Dzwonią do mnie kobiety z całej Polski, których mężowie zmarli na
nowotwory, dzwonią mężczyźni po operacjach. Wszyscy pracowali przy radarach.
Niech ktoś o tym wreszcie usłyszy. Jesteśmy to winne mężom. Chociaż tyle. Bo
wojsko to instytucja, z którą żadna z nas nie ma siły walczyć - mówi
Elżbieta Soszyńska.

Świeciła w dłoni

Podpułkownik rezerwy Lechosław Grzywnowicz, były dowódca zmarłych
wojskowych, nie ma wątpliwości, że powodem zgonów było promieniowanie. - To
nienormalne, kiedy 40-letnie zdrowe chłopy nagle zaczynają umierać na raka -
mówi.

- Czy się boję? Każdy się boi. Na szkoleniach było po 5-6 jednostek w jednym
miejscu. Każda miała po trzy stacje radarowe. Jak wszystkie zaczęły
promieniować przez 12 godzin dziennie to wystawialiśmy rękę z jarzeniówką, a
ta świeciła w dłoni.

Chorąży sztabowy Radosław Jaroszewski (emeryt niezdolny do służby - jak
orzekła komisja) też się boi. Miał już podejrzenie raka mózgu.

- Wszyscy zmarli to koledzy, z którymi siedziałem na dyżurach - wspomina. -
Praca przy radarze przypomina siedzenie na talerzu mikrofalówki. Promieni
nie widać, nie słychać, a po latach umiera się na raka. Badania, które nam
robiono, to fikcja. Wszyscy byliśmy zdrowi. Tak jak Czesiu Gawliński, nasz
były dowódca. Odszedł ze służby, wyjechał do Stargardu i zmarł na tętniaka
mózgu.

Kapitan Andrzej Bańczewski, wykładowca w szkole wojskowej, przypomina o
kombinezonach mikrofalowych, w których nie dało się pracować i o tym, że
były tylko dwa na całą jednostkę.

- W wojsku wykonuje się rozkazy - mówi Bańczewski. - Nikt nikogo nie pyta,
co szkodzi, a co nie. W najgorszej sytuacji mog± być szeregowcy. Żołnierze,
którzy byli wystawiani w najgorsze miejsce naprzeciw stacji, która
promieniowała. To był punkt obserwacji wzrokowej.

Zgadza się z tym podpułkownik Grzywnowicz. - To nie jest tylko problem
Ustronia. Rotacja kadry i żołnierzy służby zasadniczej była duża. Ktoś
musiałby przeprowadzić badania na dziesi±tkach tysięcy ludzi i wyciągnąć
wnioski, ale w Polsce nikt się tym nie zajmuje.

Podpułkownik Andrzej Zych pracował w podobnej jednostce w Unieściu. Dziś
cierpi na czerniaka. Ma przerzuty do węzłów chłonnych, płuc i mózgu. Nie
godzi się na zdjęcie, ale udziela informacji.

Nikt w wojsku nie ostrzega o szkodliwości promieniowania, bo ludzie by
uciekli - mówi i dodaje, że każdy z pracowników powinien nosić miernik,
podobny do tych w poradniach rentgenowskich. Wtedy byłoby wiadomo, ile
promieniowania przyjęli i jaką profilaktykę zastosować.

- Poligony to była zbrodnia na żywych organizmach - kontynuuje Andrzej. -
Zgromadzić tyle dywizjonów, tyle radarów! Ale tak było oszczędniej. A
poligony w ZSRR... szkoda gadać.

Andrzej wspomina też o specjalnej jednostce, która przyjeżdżała robić
pomiary natężenia pola.

- Ludzie z tej jednostki nigdy nie zjawiali się na takich zgrupowaniach jak
poligony. Nigdy nie informowano nas o wynikach pomiarów, żeby nie było
paniki.

Jaroszewski i Bańczewski pamiętają te pomiary. - Zawsze nas uprzedzano, żeby
puszczać w kierunku ich aparatury szeroką wiązkę, wtedy nie ma dużego
natężenia. Kiedyś ktoś się pomylił i puścił wąskę - taką na jaką byliśmy
narażeni na co dzień - i sprzęt pomiarowy im się rozleciał. Stwierdzili, że
coś jest nie tak z ich sprzętem...

Głobino, wieś pod Słupskiem, około kilometra od wojskowej stacji. Mieszkańcy
wsi walkę z radarami rozpoczęli 20 lat temu. W latach 80. prosili, by wojsko
postawiło siatkę ochronną, ale ówczesny sekretarz partii nie palił się do
konfliktu z armią.

- U nas wciąż chorują - mówi sołtys, Zbigniew Gabriel. - Majewski umarł na
ziarnicę złośliwą, mąż Skwierawskiej na raka, u jej syna podejrzewali
białaczkę, syn Moskwy miał torbiel kości, Kuźna też zmarł na raka.

Na początku lat 90. na prośbę mieszkańców Przemysłowy Instytut
Telekomunikacji przeprowadził badania, które wykazały, że w Głobinie
występowało przekroczenie norm. Bezpieczna dla zdrowia gęstość fal wynosi
0,25 W/m2, a w Głobinie przekraczała 3,9 W/m2. W przypadku promieniowania
elektromagnetycznego są określone strefy ochronne. W pierwszej mogą
przebywać pracownicy obsługujący radary. W drugiej zabronione jest stawianie
budynków mieszkalnych. A wieś leży i w pierwszej, i w drugiej strefie.
Dlatego w 1996 roku mieszkańcy skierowali sprawę do sądu.

- Sąd oddalił powództwo - mówi Edwarda Skwierawska z Głobina. - Jeszcze
musieliśmy zapłacić po 200 złotych kosztów każdy. Wojsko nas wyśmiało, a
radary zostały. Podobno są teraz inaczej ustawione i nie szkodzą.

Skwierawska ma prawo być rozżalona. Jej mąż zmarł na raka, u syna
podejrzewano białaczkę, ona cierpi na mięśniaki macicy. Dziecko sąsiadki ma
guza móżdżku.

Promienie śmierci

Doktor Leszek Walkowiak, który ponad 20 lat był lekarzem dywizjonu
rakietowego w Ustroniu Morskim, uważa, że w stosunkowo niewielkiej populacji
jak Ustronie taka liczba zgonów na nowotwory jest niepokojącym zjawiskiem.

- Czy wojsko jest odpowiedzialne moralnie za śmierć tych ludzi? Na pewno
tak. Ci wojskowi przez pół roku byli narażeni na promieniowanie. Żeby jednak
pociągnąć wojsko do odpowiedzialności, trzeba przebadać dziesiątki tysięcy
ludzi, bo podobnych jednostek było w Polsce 200.

Szef służby zdrowia Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej pułkownik Bogdan
Chrapak zapewnił Kulisy, że pomiary w okolicach pracy urządzeń emitujących
mikrofale są prowadzone we wszystkich jednostkach. Przyznał jednak, że w
latach 1970-1985 stwierdzono dwukrotnie większą zachorowalność na nowotwory
wśród wojskowych pracujących przy mikr
Obserwuj wątek
    • Gość: Caban Re: Radary - czyli smierc cd. IP: *.gdynia.mm.pl 31.12.03, 17:49
      przy mikrofalach, niż się spodziewano.

      - Po roku 1990 nie kontynuowano analizy zachorowalności na nowotwory wśród
      kadry zawodowej Wojska Polskiego - oświadczył i dodał, że od tego czasu nie
      prowadzi się książek zdrowia pracowników zatrudnionych w zasięgu mikrofal.
      Wykonuje się tylko badania okresowe.

      W Niemczech powstał Związek Pomocy Poszkodowanym przez Radar. Tworzą go
      ludzie, którzy w latach 60. i 70. pracowali przy stacjach radarowych. 700 osób
      złożyło już pozew zbiorowy o odszkodowania. Walczą o powiązanie schorzeń, na
      które cierpią, z pełnioną służbą wojskową. Adwokaci występują o milionowe
      odszkodowania.
      • Gość: komorkaGSM GSM - smierc przy twoim uchu, abonencie IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 31.12.03, 19:28
        Ja mysle, ze trzeba teraz powiedziec cos o komorkach GSM.
        Kiedys to tez bedzie taki temat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka