brebankowe
18.03.10, 15:07
5-6 lat studiowania prawa czy innej ekonomii, jakieś zagraniczne praktyki,
dobra znajomość angielskiego, oczywiście komputer to już nic ważnego bo nawet
babcia emerytka wie co to WORD czy EXEL.
No i zmierzamy do jakiejś korporacyjki w poszukiwaniu pracy.
CV, rozmowa, wizje, bonusy...Och jak przyjemnie....
Przyjęli do roboty, dali kilkanaście stówek i obiecali, że po stażu będzie super.
I faktycznie jest super!!! Do "łapki" co miesiąc wpada 5000zeta...
Jest na wakacje, spłatę studenckich długów...nawet można bez strachu kupić
porteczki i parę bluzek dobrej firmy, jest super.
Dali podwyżkę...6500!!! tak dobrze to nawet mój tata przed emeryturą nie
zarabiał!!
Kupiłem na raty autko:) a "Oni" jeszcze dali mi "kilometrówkę".
Składam na I ratę na mieszkanie:)
Po dwóch latach mam...20% - kupiłem.
Nawet dobrze się poukładało, szwajcary tylko chwilę były drogie.
Rata nie wysoka: 2000/mc, za autko 600, inne drobne spłaty drugie 600..
Ale korporacja się "spsiła"...podwyżki nie daje, do roboty gania, już robię po
12h/dobę - a im cały czas, kurna, źle.
Co się stało?
Cholera! coraz gorzej - szef się czepia, coś gadają o zwolnieniach...
Uff dobrze się skończyło:) - tylko pensja spadła do 5000:))
Ale jak żyć za 1500zetów na miesiąc?
Cholera stałem się niewolnikiem "korporacji!!!!
Zwolnić się nie mogę bo raty a "oni" to wiedzą...
Co robić?