gyubal_wahazar
26.01.11, 18:15
================== ZA DŁUGIE ! ========= NIE CZYTAĆ !! =============
Słonko stało już wysoko, a jego promyki raźno dokazywały przez okna naszej klasy. Kwiecień mijał leniwie, choć dwie trójki na tle czterech goli z Przysposobienia obronnego, nie nastrajały zbyt jaskrawo. Prócz mojego, w 2-giej F, wystąpiły jeszcze trzy podobne przypadki.
Dziwnym zrządzeniem losu, cała czwórka ich właścicieli, na prawie każdej przerwie, krzewiła wśród młodzieży naszego technikum znajomość tajemnej sztuki czytania ilościówek i rzucania lavinthali, słowem – brydża. Nie inna była i ta przerwa. W skupieniu kończyliśmy właśnie robra, gdy w pewnej chwili, z niejakim napięciem w głosie zaczął Pindor :
- Kurwa, panowie nie jest dobrze
- A coś bliżej ?
- Co bliżej ?! Garecki - xuj radziecki nas uwali i trzeba będzie z jakimiś kubusiami zimować
Nikt nie koił lęków Pindora lepiej niż Okuń :
- Przełóż, nie pierdol
Wątek co prawda powrócił po chwili, lecz po pobieżnej analizie, zgodnie doszliśmy do wniosku, że z wachlarza możliwych strategii, najlepiej rokującą jest ‘czas leczy rany’ i skupiliśmy się na istotniejszych wyzwaniach.
Wybór którego dokonaliśmy, słuszności swej dowiódł już na najblizszej lekcji. Darzony przez nas osobliwym sentymentem Garecki, jak zwykle najpierw dobre 10 minut próbował wypalić wzrokiem dziurę w dzienniku, po czym w końcu dziarsko zakrzyknął :
- Knur, Okuń, Pindor i Trzmiel ! No i co ? Zimujemy ? Hehehe. Wolało się cały rok w karty rżnąć zamiast uczyć. Bo po co ?! Niech się frajerzy uczą. No to teraz będzie rok więcej na granie. Cieszycie się ?
- ...
- Knur ! Cieszysz się ?!
- Wedle rozkazu
- Czyli cieszysz się, tak czy nie ?!
- A kto by się nie cieszył, na następny rok z panem sorem ?
- Kto by się nie cieszył, powiadasz ... Ja bym się nie cieszył, Knur, ja ! Bo już mam dość, takich śmierdzących leni jak Wy ! Ale dam Wam ostatnią szansę. Za 2 tygodnie jest turniej drużyn sanitarnych. Jedna z trzech drużyn mi sie rozchorowała, więc Wy ją zastąpicie. Od czterech lat wygrywamy te zawody, tylko w ostatnim roku, chłopak poślizgnął się na jakimś gównie i byliśmy drudzy. Po lekcji, z zaplecza weźmiecie maski gazowe. W piątek jest turniej.
Obdarzyliśmy się we czwórkę pełnymi łagodnej melancholii spojrzeniami, zaś reszta klasy desperacko walczyła z gwałtowną akcją swoich przepon.
W piątek o 8-mej zjawiliśmy się na miejscu startu, by się dowiedzieć, że turniej rusza o 11-tej.
Bez słowa, na znak żałoby przywdzialiśmy maski p-gaz i w milczeniu, gęsiego, skierowaliśmy swe kroki do słynącej z może niezbyt szerokiego wachlarza, ale za to przyjaznych młodzieży licealnej cen nektarów - pobliskiej Pasieki (uwaga dla młodszego pokolenia – kiedyś najpodlejsza speluna na Krakowskim).
Nie było 13-tej, wobec czego, dojmującą pustkę chwil wyczekiwania, wypełniliśmy sobie rozwiązywaniem znalezionej przez Pindora w toalecie krzyżówki (kolejna uwaga dla krasnali – rolka papieru toaletowego była wtedy w zwykłym domu oznaką dobrobytu, a w porywach nawet przepychu, co powodowało, że znalezienie jej w dowolnej knajpie kalibrem cudu dorównywało temu z morzem martwym).
Znałem twardość Pindora, więc nie ulegało dla mnie kwestii, że od chwili udania się do toalety, maski nawet nie tknął, ale już kwestia ewentualnego zdjęcia plecaczka p-poż, pozostawała otwarta. By ją domknąć, postanowiłem zmierzyć się z problemem empirycznie. Po chwili, okazało się jednak, że Pindor pozbawił męski szalet prasy toaletowej, co zaowocowało koniecznością udania się przeze mnie do damskiej.
Co ciekawe, okazało się, że troska kierownictwa Pasieki o klientelę zaszła tak daleko, że o ile w męskiej Pindor znalazł jedynie kawałek Trybuny Ludu, to już w damskiej odnalazłem ledwie tygodniowy numer Przyjaciółki, a nawet szczątki znacznie przyjaźniejszej w kontakcie intymnym, choć mniej ze względu na pokrywający ją lakier wydajnej - Kobiety i Życie.
Po chwili, zatopiłem się w lekturze, zapominając przy tym, że podczas oddychania, rura maski wprawia wydychane powietrze w turbulencje nadając im dość niecodzienne efekty akustyczne. Dotarło to do mnie, dopiero w chwili opuszczania zacisznej komnaty, kiedy to przez okrągłe szkiełka maski, dostrzegłem mieszaninę zaciekawienia, paniki i konsternacji, w oczach energicznie spiętrzającej przed lustrem swe aktywa, damy.
Co do eksperymentu z niezdejmowaniem plecaczka, uzupełnić należy, że początkową szamotaninę zwieńczyłem w końcu spektakularnym sukcesem.Po chwili, wróciłem do drużyny, dowiadując się, że w międzyczasie Pindor – który do Pasieki pielgrzymował od końca podstawówki - po starej znajomości wynegocjował dla nas u pani Zosi, herbatki z prądem.
W poczuciu zasłużonego odpoczynku, kontemplowaliśmy uroki budzącej się za oknem do życia przyrody, Trzmiel zaś z Okuniem sprawdzali w książce jak odróżniać jednego trepa od drugiego, by uniknąć faux pas gorszącego bardziej niż ślizg na gównie sprzed roku. W końcu :
- No, szable do boju, lance w dłoń, Gareckiego goń, goń, goń ! – zakomenderował Trzmiel i rozstając się z nastrojem ogólnego rozanielenia, ruszyliśmy na spotkanie przeznaczeniu.
CDN bo się nie mieści, ścierwo