ijaw
24.12.04, 10:10
Jeszcze kilka godzin do pierwszej gwiazdki, w większości domów wytwornie
poubierane choinki czekają na pełną iluminację. Czy chcę psuć komuś humor
poniższą lekturą? Nie. Zapalając światełka na choince proszę o odrobinę refleksji.
Oto tekst z dzisiejszych wiadomości:
"Boże Narodzenie "Made in China"
Święty Mikołaj nie zaprzęga swych reniferów w Laponii, ale na południu Chin w
delcie rzeki Perłowej. Tam w temperaturze ponad 30 stopni ładuje on rok w rok
na sanie prezenty i ozdoby choinkowe. Są wyrabiane w pocie i znoju przez 1,5
mln Chińczyków
W delcie Boże Narodzenie trwa okrągły rok. Planowane jest poprzedniego
grudnia, produkcja zaczyna się w lutym. Szczyt sezonu przypada na lato. W
sierpniu temperatura w fabryczkach bez klimatyzacji dochodzi do 40 stopni.
Robotnice omdlewają w oparach kleju i pyłu.
W Shenzhen mieści się Dapeng Christmas Toy Factory. Tu w okresie szczytu
pracuje się po 16 godzin dziennie, a płaca wynosi nieco ponad 60 dolarów
miesięcznie. Na wszelki wypadek szef zamyka robotników w noclegowni i chowa
klucz. Robi to, mimo że w 1993 r. taka zamknięta noclegownia spłonęła wraz z
mieszkańcami.
To, co w grudniu zawiśnie na drzewku, ogląda się już w maju w halach targowych
w Kantonie, gdzie można utknąć w lesie sztucznych drzewek obwieszonych
bombkami i migającymi światełkami. Przebojem roku są drzewka z włókna
szklanego, migające gwiazdki i ręcznie malowane bombki-olbrzymy.
400 tys. choinek
W delcie przyjmą każde zamówienie. Sto dodatkowych sztucznych choinek w kilka
dni? Nie ma sprawy! Tylko w jednym z miast delty, w Shenzhen, i tylko w jednej
z tamtejszych 300 fabryk wyrobów bożonarodzeniowych - Shenzhen SG Handicraft -
wytwarzanych jest 400 tys. sztucznych choinek rocznie.
Boże Narodzenie "Made in China" będą mieli ci z nas, którzy pojechali na
zakupy do wielkich sieci handlowych. Z delty są lalki i misie dla naszych
dzieci. Chiny sprzedają dziś światu zabawki za 5,4 mld dol. To dwie trzecie
światowego eksportu. Samych drzewek i ozdób na choinkę poszło w świat w 2003
roku za 1,6 mld dol., z czego połowa na rynek amerykański. Z Chin są ogromne
sztuczne choinki przed Białym Domem.
Śmierć z przepracowania
Rzeka Perłowa jest szara i ciężka od metali, powietrze nad nią mgliste od
pyłów. Firmy zabawkarskie - Mattel, Disney, Hasbro - wybrały jednak to miejsce
nie z powodu jego urody, ale z powodu taniej siły roboczej. Pracują tu kobiety
ze wsi w wieku od 17 do 23 lat. Tłoczą się po 15 w sypialniach na piętrowych
łóżkach. W sezonie pracują po 12-14 godzin dziennie siedem dni w tygodniu,
zarabiają 30 centów na godzinę.
Konkurencja jest mordercza, warunki piekielne. Przy tej pracy traci się ręce i
nogi. Dochodzi do śmierci z przepracowania, gulaosi. Tylko w Shenzhen w 2002
r. dziennie odnotowywano 30 wypadków.
33-letni Wei Caifeng stracił osiem lat temu prawą rękę - ucięła mu ją wadliwa
maszyna do produkcji sztucznych choinek. Jako ludzki wrak został wyrzucony z
pracy i z noclegowni. O odszkodowanie nadal walczy. Interesów takich jak on
broni za darmo Zhou Zitai, miejscowy prawnik. Mówi, że do wypadku doszło, bo
właściciel pozdejmował urządzenia zabezpieczające maszynę, by zdążyć z
dodatkowymi zamówieniami na drzewka.
Jeśli zapytać o warunki pracy w chińskich "wyciskalniach potu", rzecznicy
Disneya, Mattela czy Hasbro wyjmują kodeksy etyczne. Firmy opracowały je pod
wpływem międzynarodowej kampanii na rzecz ludzkich warunków produkcji zabawek
(lata 1993-2002 r.).
Czy je stosują? - A jak to sprawdzić, skoro za bramy nie wpuszczają? - pyta
mnie Han Dongfang, uczestnik protestu na Tiananmen i niezależny działacz
związkowy, dziś w Hongkongu. - Przyjmijmy, że światowe koncerny są w porządku,
ale czy to samo można powiedzieć o ich tajwańskich i hongkońskich podwykonawcach?
W tym roku w chińskiej fabryce Świętego Mikołaja jest niespokojnie. Chińscy
cierpliwi robotnicy mają dość. W Delcie wybuchają dzikie strajki, robotnicy
psują maszyny, wracają na wieś. Po raz pierwszy fabrykanci narzekają na brak
rąk do pracy. Gdyby pracownicy wywalczyli dla siebie choć trochę godności i
więcej chleba, byłby to prawdziwy cud bożonarodzeniowy, który należy się nie
tylko chrześcijanom, ale i buddystom. Życzmy go im, zapalając lampki na choince."
źr. gazeta.pl