Dodaj do ulubionych

Rozmowy o Bogu

20.07.09, 21:06
Jest, a może Go nie ma? Jest dobry, a może zły? Rozmawiajmy, ale
proszę Was, by podawać konkretne argumenty za i przeciw, a nie
licytować się, kto głośniej krzyknie TAK lub NIE...
Obserwuj wątek
    • annubis74 Re: Rozmowy o Bogu 21.07.09, 15:27
      póki co nikt jeszcze nie znalazł "konkretnych argumentów" za lub
      przeciwko istnieniu boga... dla Ciebie on jest bo w niego wierzysz
      dla mnie go nie ma... obawiam się że żadna strona nie jest w stanie
      przekonać drugiej za pomocą jakichkolwiek argumentów, bo cała
      konstrukcja zbudowana jest na WIERZE. Wierzysz więc dla Ciebie on
      jest
        • tilia7 Re: Do: Annubis74 20.08.09, 18:52
          Tęższe umysły się nad tym pytaniem głowią i jak zauważyła Annubis, nikt nie
          znalazł konkretnych argumentów ani za, ani przeciw.Nie znam też nikogo, kto
          zyskałby wiarę pod wpływem argumentów, ani nikogo, kto by ją z takiego powodu
          stracił.Albo się CZUJE, że jest i wtedy się WIERZY(proszę nie mylić z WIE) albo
          nie.I tyle...
    • lukasz83f Re: Rozmowy o Bogu 18.08.09, 10:41
      według mnie Bóg jest. cieżko mi to przyznać ale sam czesto zadaję
      sobie trudne pytania na które nie ma chyba odpowiedzi, ale wiem że
      on jest, kilka razy tego doswiadczyłem - po prostu gorąco się o cos
      modlilem i pożniej dostałem to co chciałem.
    • pyton1978 Re: Rozmowy o Bogu 20.08.09, 20:18
      Znacie rachunek prawdopobieństwa. Można istnienie boga rozważyć w
      kategoriach prawdopodobieństwa i opłacalności wiary. Ja osobiście
      wierzę, dlaczego ponieważ taką nature ma człowiek i zawsze
      potrzebuje opieki i rzycia w stadzie, przewodnika.

      Wracając do prawdopodobieństwa, świetnie wyjaśnia to Pascal:

      "lepiej jest wierzyć w Boga, ponieważ mamy nieskończenie wiele do
      zyskania, zaś relatywnie mało (jeśli cokolwiek) do stracenia .
      Bowiem jeśli wierzymy i Bóg jest to wygrywamy szczęście wieczne,
      jeśli wierzymy a Jego nie ma, to naszą stratą są (tylko) wszystkie
      te wyrzeczenia jakich dokonywaliśmy w imię wiary. Z drugiej zaś
      strony, jeśli nie wierzymy, i Bóg jest, to czeka nas kara wiecznego
      potępienia, a jeśli nie wierzymy i Boga nie ma, to osiągamy jedynie
      wątpliwe korzyści związane z życiem takim „jakby Boga nie było”."

      "kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów" Apokalipsa św.
      Jana
      --
      ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...
      • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 20.08.09, 22:49
        Tak Pascal miał takie zabawne podejście do sprawy.Jest taka anegdota, że miał
        przybitą nad drzwiami podkowę na szczęście a jak mu jakiś inny wybitny
        fizyk(chyba Newton, ale może coś pokręciłam)zwrócił uwagę, że on, naukowiec nie
        powinien wierzyć w takie zabobony, to Pascal powiedział, że on nie wierzy, ale
        że to podobno działa niezależnie od tego, czy się wierzy czy nie:)
      • annubis74 Re: Rozmowy o Bogu 27.08.09, 00:26
        przepraszam ale rozpatrywanie wiary w kontekście jej opłacalności,
        strat i zysków wydaje mi się mocno zabawne, choć ogólnie nie jest mi
        do śmiechu. Obecnie mam w sobie silną potrzebę "niewiary" i negacji
        ale... mam też nadzieję że jeśli się mylę (errare humanum est) to
        Bóg jesli istnieje potrafi mi to jednak wybaczyć.
    • osmiorniczka030 Wewnętrzny głos 25.08.09, 17:05
      Witajcie!

      A nie macie czasami wrazenia, ze ktos jakby "kieruje" Waszym zyciem?
      Ze slyszycie swego rodzaju "wewnetrzny glos", ktory podpowiada,
      iz "cos" trzeba koniecznie zrobic, a gdy juz to zrobicie okazuje
      sie, ze to "cos" mialo ogromny, pozytywny wplyw na Wasze zycie?

      Pozdrawiam.
      • tilia7 Re: Wewnętrzny głos 25.08.09, 19:12
        Tak, ten wewnętrzny głos to INTUICJA.Każdy ją ma, nie każdy o tym wie i
        niestety nie każdy jej słucha.Bóg podobno dał nam wolną wolę, więc twierdzenie,
        że nami kieruje zaprzecza tej wolności:)
        • osmiorniczka030 Re: Wewnętrzny głos 25.08.09, 20:03
          Witaj Tilia :-)

          Slowo "kieruje" jak zauwazylas nieprzypadkowo zostalo uzyte w
          cudzyslowiu. To zwykly skrot myslowy, bo nie wszyscy potrafia tak
          dzielic wlos na czworo, jak my ;-) Moze bardziej odpowiednie by bylo
          stwierdzenie, ze "ktos stawia na naszej drodze drogowskazy", co
          wcale nie kloci sie z wolna wola. Ostateczny wybor drogi zawsze
          bowiem nalezy do nas.

          I wcale nie twierdze, ze nie istnieje INTUICJA. Jednak zarowno
          patrzac na otaczajacy mnie swiat, jak rowniez patrzac Z PERSPEKTYWY
          CZASU na swoje zycie, czy zycie moich najblizszych zauwazam cos
          wiecej. Nie zawsze da sie to wytlumaczyc intuicja.

          Pozdrawiam.
          • tilia7 Re: Wewnętrzny głos 26.08.09, 20:11
            No tak,ja przecież od początku mówię, że w Coś wierzę.Tylko to nie jest
            starszy,humorzasty pan na tronie niebieskim.No przepraszam wszystkich,nikogo nie
            mam zamiaru obrażać,wyrażam tylko swoją osobistą opinię.Ale nie umiem przyjąć
            takiej koncepcji Boga ani, dla porządku, żadnej innej personifikacji tej siły
            kierującej światem.Jak napisałam w innym poście jestem przekonana, że to ludzie
            w swoich ciasnych umysłach stworzyli Boga na obraz i podobieństwo swoje i
            obdarzyli Go wszystkimi cechami jakie sami mają:zaborczy, zazdrosny,
            autorytarny,rozkapryszony, nietolerancyjny, zarozumiały,przekupny,interesowny,
            okrutny,złośliwy itp.A przecież Bóg to jest Coś co jest wszystkim,niepojętą
            siłą,niepojętą i niepojmowalną.O ile jest:)
            • osmiorniczka030 Re: Wewnętrzny głos 26.08.09, 23:38
              Czesc

              Trudno jest wyobrazic sobie Boga, czy Go "zdefiniowac". Na pewno nie
              jest On jednak dziadkiem na tronie :-) Dla mnie jest po prostu
              Dobrem, jakas inteligentna sila sprawcza. Sila, ktora jednak
              wcielila sie w czlowieka w postaci Chrystusa.

              To, co mi sie podoba w Bogu, to wielka pokora Chrystusa. Bog, ktory
              wlasnie nie siedzi z berlem na tronie, ale Bog, ktory cierpi razem
              ze mna i ktory sluzy ludziom. Bog, ktory ma moc zejscia z Krzyza,
              ale jednak tego nie robi. Bog bezbronny, ktory nadstawia drugi
              policzek i swoja pokorna postawa tak naprawde wygrywa ze wszystkimi,
              ktorym sie wydaje, ze to oni wygrali z Nim...

              >A przecież Bóg to jest Coś co jest wszystkim,niepojętą
              siłą,niepojętą i niepojmowalną.O ile jest:)<

              Na pewno jest - kiedys zobaczysz :-)

              Pozdrawiam.



              • tilia7 Re: Wewnętrzny głos 27.08.09, 15:45
                Podziwiam Twoją pewnośc, ale z kolei wcale nie jestem pewna, że
                koniecznie chcę, żeby był.
                Wizja Boga, który cierpi i który nadstawia drugi policzek jest dla
                mnie od dawna trudna do przyjęcia.Albo niechyby ingerował w nasze
                zycie, ale wtedy niech nie każe cierpiec, umierac
                przedwcześnie,zabijac się nawzajem - niech okaże miłosierdzie.Albo
                niech nie ingeruje, ale wtedy niech nie ingeruje WCALE i nie mówi mi
                za pomocą dziwnych zakazów i nakazów jak mam życ i w co mogę wierzyc.
                Postawa pokory wobec świata jest mi dośc bliska, ale to nie może byc
                nadstawianie drugiego policzka, które jest często zwykłą zgodą na
                zło.
      • pam_71 Re: Wewnętrzny głos 26.08.09, 11:00
        Ja znam ten "wewnetrzny głos" ... szczególnie gdy mówi "zetrzyj
        kurze, bo jak przyjdzie Babcia to znowu się przyczepi" ;-)
        Ma pozytywny wpływ (w domu czysto ;-)), ale z pewnościa nie
        pochodzi "z góry" ...
        ;-)
        Pozdr
      • annubis74 Re: Wewnętrzny głos 27.08.09, 00:31
        Przepraszam ośmiorniczko, podziwiam Twoją misjonarską pasję
        ale nawet w ujęciu chrześcijańskim, przy załozeniu ze Bóg dał
        ludziom wolną wolę oraz rozum to jednak człowiek ma kierować swoim
        losem i swoimi ścieżakami. Gdyby kierował ludźmi boski głos to nigdy
        nie wychodzilibyśmy z Raju...
        A co z tymi którym wewnerzny głos każe czynić zło????
        • osmiorniczka030 Re: Wewnętrzny głos 27.08.09, 00:53
          Witaj Annubis!

          Nie wiem, czy dobrze zrozumialam pytanie, ale kazdy z nas otrzymal
          od Boga nie tylko wolna wole, ale rowniez zdolnosc odrozniania Dobra
          od Zla, czyli wlasne sumienie. Tak wiec nasz ostateczny wybor jest
          zawsze wyborem swiadomym.

          Pozdrawiam.

          • annubis74 Re: Wewnętrzny głos 27.08.09, 07:21
            pisałaś o wewnętrznym głosie który nami kieruje
            więc albo to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze czyny, kierujac się
            w życiu sumieniem, normami moralnymi, religijnymi, dośiwadczeniem
            życiowym, rozsądkiem, intuicją itd.
            Albo jest głos kierujący naszymi drogami?
            • osmiorniczka030 Re: Wewnętrzny głos 28.08.09, 16:33
              Witaj!

              Slowa "kierowac" nie uzywalam w znaczeniu "sterowac," lecz mialam na
              mysli, ze ten wewnetrzny glos nam podpowiada. I jesli go posluchamy,
              wydarzaja sie w naszym zyciu wspaniale rzeczy.

              Serdecznie pozdrawiam.
          • tilia7 Re: Wewnętrzny głos 27.08.09, 15:53
            "kazdy z nas otrzymal od Boga nie tylko wolna wole, ale rowniez
            zdolnosc odrozniania Dobra od Zla" - niestety nie każdy,wystarczy
            się rozejrzec.
            Często nawet jest tak, że Ci którym się WYDAJE,że rozróżniają Dobro
            od Zła, robią tego zła najwięcej w imię źle pojętego dobra.I można
            tu wymienic zarówno inkwizycję, jak i intensywne modlitwy do
            wielkiego Boga o to, aby zagłuszał koncert Madonny(nie jestem fanką
            ale moja opinia o "beretach" utwierdziła się ostatecznie).Takie
            osoby nie tylko nie odróżniają Dobra od Zła, ale na dodatek nie
            odróżniają wiary a nawet religii od cyrku.|I robią bardzo wiele zła,
            bo człowiek wierzący, katolik,ale taki, który NAPRAWDĘ wierzy i
            myśli, odwraca się od tego wszystkiego z niesmakiem.I często idzie
            szukac Boga gdzie indziej.
    • pam_71 Re: Rozmowy o Bogu 27.08.09, 11:35
      Od pewnego czasu uświadomiłam sobie, że nie jestem na tyle odważna,
      aby stwierdzić że TAM nie ma NIC ... Coś chyba jednak tam musi
      być... chciałabym żeby jednak było ;-)
      Wierzę w to COŚ, w siłę sprawczą (iskrę ?!) dzieki której
      wszechświat istnieje, jest ziemia i planety, wstaje nowy dzień ...
      To COŚ stworzyło życie ... a dalej to już Darwin ;-) I myślę że to
      COŚ juz nie ingeruje w nasze życie, bo gdyby ingerowało czy
      pozwoliłoby na ... :-( no właśnie ...
      Oby to COŚ czekało TAM Gdzieś na nas, bo jesli nie czeka ... :-(
      Może - tak jak Ktoś wyżej napisał bardziej "opłaca się" wierzyć w
      Boga wg jednej z oferowanych Raligii Świata. A co jeśli okaże się,
      że to jednak Muzułmanie mają rację ;-)
      To takie moje, własne, luźne rozważania n/t
      pozdr
      Pam
      • luna67 Re: Rozmowy o Bogu 27.08.09, 15:45
        pam_71 napisała:
        "A co jeśli okaże się,
        > że to jednak Muzułmanie mają rację ;-) "

        Jest jeden Bog, a 100-tki wyznan. Liczy sie wiara w tego jednego Boga, obojetnie
        czy to muzulmanin, ewangelista czy katolik, licza sie czyny kazdego czlowieka,
        obojetnie czy jest on wierzacy czy ateista.

        Nie wyobrazam sobie zeby Bog dobrych ludzi ale ateistow wtracil do "piekla"
        (nie chodz mi o ogien wieczny), tylko dlatego, ze takiego czlowieka wychowywali
        rodzice nie wierzacy i taki czlowiek nie mial mozliwosci zapoznania sie z
        jakakolwiek religia.

        Po smerci zcalimy sie z Bogiem, bedziemy czastka jego swiatla, na ziemi jestesmy
        odgrodzeni od Boga i przez wiare staramy sie z nim zlaczyc (co nam kiepsko
        wychodzi:-)), nie na daremno w bibli jest napisane: "Bog jest dla zywych a nie
        dla umarlych"
        • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 27.08.09, 15:58
          Słusznie, ja też właśnie tak uważam, że jesteśmy oddzielonymi od Boga
          (kimkolwiek czy czymkolwiek On jest)cząsteczkami czy elementami i
          tym samym w pewnym sensie my jesteśmy Bogiem - jego odrobinką.To czy
          postępujemy dobrze, czy źle, czy jesteśmy miłością czy nienawiścią -
          ma bezpośredni wpływ na to, czy On(a może jednak Ona???) jest
          miłością czy nienawiścią,i czy w danym momencie przeważa dobro czy
          zło.Religie, wszystkie co do jednej są wyrażeniem naszej tęsknoty za
          tym, co utraciliśmy, za jednością z tą siłą.I tyle.
        • pam_71 Re: Rozmowy o Bogu 28.08.09, 09:22
          luna67 napisała:
          > Nie wyobrazam sobie zeby Bog dobrych ludzi ale ateistow wtracil
          do "piekla"
          > (nie chodz mi o ogien wieczny), tylko dlatego, ze takiego
          czlowieka wychowywali
          > rodzice nie wierzacy i taki czlowiek nie mial mozliwosci
          zapoznania sie z
          > jakakolwiek religia.

          A ja niewyobrażam sobie, żeby potepił także takiego, który świadomie
          odrzucił wiarę w której został wychowany ;-) Bo w tym wypadku
          Chrzest Św. oznaczałby związanie człowieka z KK aż do śmierci (pod
          groźba owego potępienia wiecznego) ;-) Nie chciałabym tego robić
          swoim dzieciom ... ale to chyba nie miejsce na tego rodzaju
          dysjusje ...
          • pajak_net Re: Rozmowy o Bogu 28.08.09, 12:09
            Nie tylko z Kościołem,ale przedewszystkim Bogiem. świat duchowy
            dzieli się na dwie części - dobrą i złą. Jeśli Ty przyjmujesz Boga
            za życia, On przyjmie cię po śmierci. Jesli Ty świadomie odrzucasz
            Go za życia, On odrzuci cię po smierci. To twoja własna decyzja
            wramach wolnej woli. Tak to działa. Masz czas do końca życia, żeby
            to naprawić. Wtedy możesz liczyć na Miłosierdzie...
            • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 28.08.09, 17:56
              No więc właśnie taki "BEZINTERESOWNY" Bóg zupełnie mnie nie interesuje i
              specjalnie w niego nie wierzę, żeby mnie czasem nie zechciał jednak przyjąć.Ta
              wizja boga niestety nie może liczyć na moje miłosierdzie
            • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 28.08.09, 22:34
              I jeszcze takie pytanie:czy to oznacza, że dobry człowiek, który nie wierzy
              zostanie odrzucony przez owego sprawiedliwego Boga a najgorszy złoczyńca, który
              przed śmiercią zdąży "uwierzyć" zostanie przyjęty?

              Z jednym się tylko zgadzam a raczej mam takie pobożne życzenie - żeby faktycznie
              każdy miał takiego Boga w jakiego wierzy:)
              • mala_1984 Re: Rozmowy o Bogu 28.08.09, 23:09
                Ja tez czesto sie nad tym samym zastanawiam... Bo jak to jest... Ktos zle czyni
                cale zycie, ale poczuje na karku zapach smierci i sie nawraca, oczywiscie ja
                wierze w szczerosc tego nawrocenia, no ale bez przesady! Czlowiek, ktory czyni
                dobro kazdego dnia, a nie wierzy jest skazany na potepienie... No wlasnie i
                gdzie to milosierdzie Boga, gdzie ta sprawiedliwosc... Ja wierze w Boga, moze
                troche ze strachu przed pieklem, chociaz chyba nie na tym wiara powinna polegac.
                Na razie przestalam chodzic do kosciola, bo nie wiedzialam czy moge przyjmowac
                komunie, jezeli tyle krzycze na Boga w myslach, bralam komunie dla mamy,
                przestalam bo nie chcialam pogorszyc jej stanu "tam" przez moja zlosc na Boga.
                • halas1961 Re: Rozmowy o Bogu 29.08.09, 00:04
                  To,ze Bóg JEST akurat dla mnie nie stanowi tematu do dyskusji, bo ON po prostu
                  JEST.
                  Dlaczego ja wierze...Ktos watpiacy czy ateista moglby spytac:"dlaczego wierzysz,
                  gdzie Twój Bóg, jesli pozwolil na cierpienie Twojego ukochnego dziecka, gdzie On
                  jest, jesli zabral Twoja Agatke, gdzie byl kiedy żebrałaś o jego laske i pomoc,
                  gdzie byl kiedy tak bardzo go blagalas, kiedy Twoje dziecko tak okrutnie
                  cierpialo...Gdzie jest teraz, ze pozwala na to cale zlo ktore wciaz sie dzieje..."
                  A ja nie potrafie odpowiedziec na pytanie: dlaczego wierze, nie potrafie
                  odpowiedziec na pytanie :dlaczego nigdy nie watpie. Owszem, mam dni kiedy
                  obrazam sie na Boga, tak zwyczajnie po ludzku sie nie odzywam przez jakis czas,
                  ale nigdy go sie nie wyrzekam i nie watpie w Jego obecnosc. Czesto wpadaja mi w
                  rece rozne wypowiedzi, ktore moglyby moja wiara zachwiac, rowniez zdarzenia ale
                  nie dzieje sie tak. Nawet dosc logiczne tlumaczenia, ze nie udowodniono
                  istnienia Boga mnie nie przekonuja. Dlaczego...nie wiem... Dziekuje temu Bogu,
                  ktory pozwala mi miec tak gleboka w Jego istnienie wiare, dziekuje mu, ze JEST,
                  ze mimo iz moje zycie z odejsciem corki w pewnym stopniu juz zakonczone,
                  dziekuje mu ze byl przy mnie w najgorszych chwilach, ze jest nadal , choc czesto
                  dla mnie w niezrozumialy i niepojety sposob.
                  Nie rozmyslam i nie roztrzasam kto znajdzie u Niego milosierdzie, kto
                  potepienie...Mam nadzieje, ze jest sedzia sprawiedliwym, co nie zawsze musi sie
                  zgadzac z naszym ziemskim pojeciem sprawiedliwosci:)
                  MAm nadzieje, ze jest milosierny, ze mimo iz Go nie pojmujemy to nas
                  kocha...moze w niezrozumialy dla nas sposob, ale kocha...
                  Halina-mama Agatki
                • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 02.09.09, 13:25
                  Witaj...

                  Widzisz, to sa juz pytania do "Tego na gorze." Tylko On wie, co
                  kiedy kim kieruje. Bo dla Boga licza sie intencje. Ten, kogo my
                  nazywamy najgorszym bandyta moze byc tak naprawde czlowiekiem chorym
                  psychicznie, czy tez czlowiekiem opetanym przez diabla, my tego
                  przeciez nie wiemy. Wtedy jego czyny zostana usprawiedliwione.

                  Moze byc tez tak, ze ktos postepuje dobrze, ale nie dlatego, ze tak
                  kocha tego drugiego czlowieka, czego Bog od nas wymaga, lecz
                  dlatego, ze tak bardzo kocha samego siebie - zeby zdobyc rozglos,
                  slawe, pieniadze. To wszystko Bog widzi w sercu kazdego z nas.

                  My wiemy tylko tyle, ile sam nam powiedział. A powiedział tak: "kto
                  uwierzy i przyjmie chrzest, bedzie zbawiony; a kto nie uwierzy,
                  będzie potępiony."

                  Ja tez sie dlugo nad tym zastanawialam - ze skoro jest taki dobry i
                  milosierny i tak mnie kocha, to powinien uratowac mnie od
                  potepienia. Tylko jak by to sie mialo do tej naszej wolnosci?
                  Przeciez wtedy bylibysmy zniewoleni. Bo jesli ja nie chce, by On
                  mnie ratowal, a On mnie ratuje, to robi to wbrew mojej woli. I jaki
                  sens by wtedy mialo nasze zycie i te ciagle wybory pomiedzy dobrem,
                  a zlem, skoro na koncu i tak by nas wszystkich uratowal?

                  Milosierdzie Boze nie polega na ratowaniu kazdego, ale na dawaniu
                  nam szansy naprawy tego, co sknocilismy naszym zachowaniem. Ale to
                  od nas zalezy, czy z tej szansy skorzystamy...

                  A ze jest mozliwe zbawienie zlych ludzi pod warunkiem ich wiary i
                  szczerej skruchy za grzechy mowi fragment z Meki Chrystusa: "I dodal
                  (jeden z Łotrów ukrzyżowanych obok Chrystusa) "Jezu, wspomnij na
                  mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa." Jezus mu
                  odpowiedział: "Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju"

                  Pozdrawiam.
              • annubis74 Re: Rozmowy o Bogu 06.09.09, 21:00
                tilio, to pytanie mnie również nurtuje
                przyznam że jedna z kwestii które już od dawna odstarszały mnie od
                katolicyzmu jest mozliwość częstego i skutecznego wytrzepywania
                sumienia. w międzyczasie mozna grzeszyć do woli, a grzechy te łatwo
                strzepnąć za pomocą spowiedzi. I wtedy nawet najgorszy złoczyńca
                moze być zbawiony... dla mnie ta wizja jest trudna do przyjęcia
                • pajak_net Re: Rozmowy o Bogu 07.09.09, 13:44
                  spowieedź ważna jest tylko pod pwewnymi warunkami:

                  - trzeba szczerze wyznać grzechy
                  - trzeba szczerze żałować za grzechy
                  - trzeb mieć mocne postanowienie poprawy
                  - trzeba zadosć uczynić Bogu lub bliźniemu

                  a to znaczy, że jeśli ktoś idzie z takim nastawnieniem, że za
                  grzechy wcale nie żałuje, a po spowiedzi zamierza je nadal
                  popełniać, to spowiedż dla Boga jest nieważna.Bóg przebacza nawet
                  najcięższe grzechy, ale trzeba za nie żałować.spowiedż ma to na
                  celu, by człowiek odczuwał szczery żal za grzechy i by potem sie
                  pilnował i doskonalił, uczył grzechów unikać, a nie przyzwyczajał
                  sie do nich, jak to ma miejsce, gdy nie ma spowiedzi.
                  • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 07.09.09, 13:51
                    Tak, cel spowiedzi szczytny.Chciałabym spotkac choc jednego
                    katolika, który tak naprawdę się tym przejmuje.A nawet jeśli tacy są
                    (pewnie są), to często nie rozumieją i nie widzą tego momentu, w
                    którym krzywdzą innych ludzi i w związku z tym ani się z tego nie
                    spowiadają, ani tym bardziej nie żałują i nie uczą się tego unikac.
                • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 07.09.09, 13:48
                  Zgadza się.Ja jak najbardziej uważam, że człowiek, nawet ten
                  naprawdę zły, a może wręcz przede wszystkim ten naprawdę zły,
                  powinien miec możliwośc naprawienia swoich błędów albo, jeśli nie da
                  się już nic naprawic, to "zadoścuczynienia" poprzez uczynki
                  dobre.Ale to powinny byc uczynki i prawdziwa zmiana sposobu
                  postępowania a nie spowiedź, komunia i zaczynamy od nowa to, co było
                  przedtem.Aż do następnej spowiedzi
    • osmiorniczka030 Dowody... 29.08.09, 01:12
      Czesc!

      Hmmm... no tak, dowody...

      To moze ja sie wypowiem...

      Zadajac dowodow na istnienie Boga, stawiamy sie wyzej od Niego. No
      bo przeciez tylko te bardziej rozwiniete istoty sa w stanie
      zrozumiec te mniej rozwiniete, nie odwrotnie...

      A my jestesmy, jak rybki, ktorym sie wydaje, ze caly swiat, to
      jedynie woda albo jak mrowki, ktorym sie wydaje, ze pozjadaly
      wszelkie rozumy, poniewaz potrafia zbudowac swoj wielki, pelen
      korytarzy kopczyk...

      Wydaje sie nam, ze jestesmy tacy madrzy, wielcy i wspaniali, iz
      jestesmy w stanie odkryc i zmierzyc wszystko na tym swiecie. Tak
      wiec i Boga chcemy zmierzyc, wyprowadzic na Niego wzor matematyczny,
      a ciagle zapominamy o tym, ze jestesmy za malutcy, bo to On stworzyl
      nas, nawet te najwieksze i najmadrzejsze umysly i wszelkie prawa
      rzadzace tym swiatem...

      To przeciez Bog pozwala nam pewne rzeczy odkrywac, a ukrywa przed
      naszymi oczami i mozliwiosciami to, co wedlug Niego powinno zostac
      ukryte. Jak wiec mozemy domagac sie dowodow "naukowych" na istnienie
      Boga? Wiemy tyle, ile On zechce, zebysmy wiedzieli.

      My wobec wielkosci Boga jestesmy jedynie malymi pylkami, w kazdej
      chwili do zdmuchniecia... Jak wiec takie pylki moga chciec zmierzyc
      wielkosc Boga? Jakimi sposobami i czym? On jest jakby "poza nauka",
      poza tym wszystkim, co dal nam poznac, jest niezmierzalny,
      niewytlumaczalny. Cala nasza wielka nauka, to tylko tyle, ile On dal
      nam poznac. Wydaje nam sie, ze juz tyle wiemy, ale nie zdajemy sobie
      z tego sprawy, ile jeszcze tajemnic pozostaje przed nami ukrytych.

      Namacalne dowody... Moze najpierw spytam, jakie by musialy byc,
      zebysmy uwierzyli?

      Zeby Bog przyszedl na Ziemie? A przyszedl - Chrystus...
      Zeby wskrzesil umarlych? A wskrzeszal - Chrystus...
      Zeby pozostawil jakies pamiatki ze swojego pobytu na Ziemi? - A no
      pozostawil: Krzyz Swiety (np. Dominikanie, Krakow), Tabliczka
      przybita do Krzyza (Jerozolima), Calun Turynski (Turyn, Wlochy),
      Chusta sw. Weroniki (Manopello, Wlochy)...
      Zeby czynil cuda? - A no czynil: przemienial wode w wino, chodzil po
      wodzie, pomnazal zywnosc, wskrzeszal zmarlych, uzdrawial chorych,
      przywracal wzrok slepym, czy mowe niemym...
      Zeby czynil cuda w dzisiejszych czasach? A no czyni - uzdrawia
      smiertelnie chorych, daje potomstwo nieplodnym, czy dokonuje cudow
      eucharystycznych...
      Zeby objawial sie w dzisiejszych czasach? A no sie objawil, np.
      Siostrze Faustynie, czy tez Matka Boza objawiala sie w wielu
      miejscach, na przyklad w naszym polskim Licheniu i to kilka razy,
      gdzie zostawila nawet odcisniete slady stop...
      Zeby pojawiali sie umarli? - A no sie pojawiaja, kilku nawet
      zostawilo odciski swych dloni (Muzeum Dusz Czysccowych, Rzym,
      Czestochowa). Dusze czysccowe przychodza do osob bardzo
      swiatobliwych proszac o modlitwe, bo modlitwa bardzo im pomaga (np.
      Maria Simma)...
      Zeby Chrystus udowodnil, ze na mszy swietej naprawde jest obecny? -
      A no udowodnil, wielokrotnie podczas mszy swietej Hostia przemienila
      sie w mięsień ludzkiego serca, czy Wino w ludzka krew (np.
      Lanciano, Wlochy)
      A prawdopodobienstwo tego, ze w Calun Turynski owiniety byl ktos
      inny, niz Chrystus wynosi 1:225 miliardów.
      Do tego mamy krwawiace figury, stygmatykow z ranami w miejscach ran
      Chrystusa, a zwloki niektorych swietych nie rozkladaja sie pomimo
      uplywu lat, czy pachna fiolkami.

      Sa rowniez inne dowody, tylko nie takie, jakich bysmy sie
      spodziewali. To dowody "tylko dla nas". Trzeba ich samemu poszukac.
      Jak? Rozgladnac sie wokol siebie, spogladajac na zycie troche
      szerzej, nie tylko na siebie, jako jednostke, lecz jako czesc
      wielkiego lancucha, ktory wszyscy tworzymy. Na przyklad cierpienie
      jednych rodzi Dobro drugich, czy tez okazje do czynienia tego Dobra.
      A tego wlasnie domaga sie od nas Bog. By chcialo nam sie czynic
      Dobro innym ludziom.

      Kazdy z nas musi nauczyc sie czytac zycie, jak ksiazke, a wtedy
      dopiero dowody sie znajda, bo do kazdego z nas Bog przychodzi w
      zupelnie inny sposob.

      "On ci daje znak. A ty nie mow: "To czysty zbieg okolicznosci". On
      ci daje znak. A ty nie mow: "To przypadek". On ci daje znak. A ty
      nie mow: "Mialem szczescie". On ci daje znak. A ty nie mow: "Mialem
      pecha." On ci daje znak. A ty nie mow: "Ze tez to na mnie trafilo."
      Przyjmij, ze Twoje zycie - jak i kazde zycie - jest usiane znakami.
      On ci daje znak, aby uswiadomic ci swoja obecnosc. Abys zdal sobie z
      tego sprawe, jak On ci jest bardzo bliski. Abys odczul, jak sie o
      ciebie troszczy. Gdy nie potraktujesz w ten sposob znakow, nie
      zrozumiesz nic ze swojego zycia."

      (ks. M. Malinski)

      Powiedzialam, co wiedzialam. Reszte niech kazdy dopowie sobie sam.
      Zycze Wam odnalezienia w Waszym zyciu odpowiedzi na wszelkie
      watpliwosci. Ja nie bede juz dluzej zawracac Wam glowy.

      Trzymajcie sie!

      Osmiorniczka
      • tilia7 Re: Dowody... 29.08.09, 10:53
        Ośmiorniczko, co do pierwszej części Twojej wypowiedzi to w dużym
        stopniu się zgadzam.Bóg jest czym innym niż myslimy, zapewne czymś
        większym, niepojętym i nie do zrozumienia."Jestem, który jestem"-
        oddaje to najlepiej i oznacza:wierzcie we mnie, ale nie próbujcie
        mnie rozumiec, poznawac, oceniac - nie twórzcie moich obrazów
        (dosłownie i w przenośni) itd.A to oznacza również to, że żadna
        religia nie może uzurpowac sobie prawa do roli tej jedynej słusznej
        i każdy ma prawo tak wierzyc jak potrzebuje i jak czuje.Albo nie
        wierzyc wcale.

        Natomiast druga częśc, ta o dowodach, dowodzi tylko tego, że nie
        rozumiesz istoty rzeczy i naszych wątpliwości.Bo wszystkie dowody,
        które podałaś są dowodami tylko wówczas, jeśli się w nie
        wierzy.Chrystus oczywiście był postacią historyczną i żył naprawdę
        (podobnie jak Budda i Mahomet) ale to czy był synem bozym, to już
        kwestia wiary.Całun turyński i inne takie relikwie oczywiście
        istnieją, ale jest kwestią wiary czy są relikwiami.Co do cudów,
        szkoda gadac.I już nawet nie o to chodzi czy ja w cuda wierzę czy
        nie.Tylko niektóre przykłady są żenujące.NAPRAWDĘ wierzysz, że Bóg,
        Istota najwyższa może i chce objawiac swoje istnienie poprzez
        zamienianie komunii w mięśnie sercowe?Na litośc boską - tylko to mi
        się wydaje komentarzem stosownym.Istnienie dusz i ich oddziaływanie
        na nasz świat nawet, jeśli byłoby udowodnione( a nie jest i znowu
        trzeba wierzyc)nie jest jednoznacznym dowodem na istnienie Boga a
        jedynie na to, że dusza czy co tam to jest nie znika po śmierci.A
        już na pewno nie jest to dowód na to, że słuszna jest religia
        katolicka, bo wszystkie religie zakładają istnienie życia po
        śmierci.Zwłoki mają to do siebie, że zachowują się czasem "dziwnie"
        i również przedstawiciele większości religii mogliby wskazac swoich
        świętych, których zwłoki też się nie rozłożyły.


        I zawracaj nam nadal głowę, bo z kim będę prowadziła dyskusje?:)
        Pozdrawiam
        • osmiorniczka030 Re: Dowody... 02.09.09, 15:17
          Oj, Tilia, Tilia...

          Nie pozwalasz "Babci Osmiorniczce" i jej "Beretowi" odejsc na
          zasluzona forumowa emeryture... ;-)

          Powiem Ci, ze dla mnie to bardzo wazne slowa: "Jestem, ktory
          jestem." Nic dodac, nic ujac. "Jestem, ktory jestem", czyli nie
          probuj mnie zrozumiec, bo i tak nie zdolasz, Czlowieku! Wlasnie tym
          cytatem mialam zakonczyc poprzednie rozwazania. Dziekuje, ze
          zrobilas to za mnie :-)

          Co do dowodow... To prawda, ze kazdy dowod, o ktorym napisalam jest
          kwestia wiary. Jednak nie zapominajmy o tym, ze kazdy uznany cud
          jest przez Kosciol najpierw bardzo dokladnie badany. Jak widzisz,
          nawet Jan Pawel II nie zostal jeszcze beatyfikowany, poniewaz Papiez
          nie dokonuje beatyfikacji tylko dlatego, ze domagaja sie tego tlumy,
          ale dlatego, ze kazdy uznany cud z udzialem Jana Pawla II musi byc
          dokladnie udokumentowany. To samo jest w przypadku "sladow Boga," o
          ktorych wspominalam, a ktore Ty wysmiewasz. Masz jednak pelne prawo
          w nie nie wierzyc.

          Jesli chodzi o Twoje pytanie, odnosnie "Cudu w Lanciano" to tak,
          wierze w to, ze Bog przemienil Hostie w miesien sercowy. Tobie
          wydaje sie to smieszne - Hostia, ludzka krew, wino i miesien
          sercowy. Ha ha ha. Ale ja wiem, dlaczego Bog to robi. Wystarczy
          poznac caly kontekst i juz sprawa wyglada nieco inaczej.

          Probowalam Wam wlasnie powiedziec, ze zaden dowod na istnienie Boga
          nigdy nie bedzie niepodwazalny. Bo zawsze ktos uwierzy, a ktos inny
          podwazy. Nawet, jesli Tobie objawi sie Matka Boza, czy tez sam
          Chrystus i Ty zyskasz ta pewnosc, to beda tacy, ktorzy Ci uwierza,
          ale beda i tacy, ktorzy Twoja relacje wysmieja, bo na pewno ja
          zmyslilas. Wszystko jest kwestia otwartosci na takie "dziwne"
          zjawiska.

          Dlatego wlasnie kazdy z nas nie powinien wierzyc dla samej wiary.
          Powinien Boga szukac sercem, a nie z lupka w reku, bo Bog dziala
          zawsze w ukryciu. Kazdy powinien swiadomie poszukiwac odpowiedzi na
          swoje watpliwosci, az wszystko mu sie ulozy w logiczna calosc. A
          wtedy te dowody jednych, czy drugich, stana sie jedynie
          potwierdzeniem slusznie obranej drogi.

          No, a skoro mowa o Chrystusie... Tak, Chrystus był postacią
          historyczną. A św. Tomasz takze nie chciał wierzyć w
          zmartwychwstanie Chrystusa, póki się osobiście nie przekonał, że
          Jezus żyje:

          Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy
          przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: "Widzieliśmy
          Pana".
          Ale on rzekł do nich: "Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu
          gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki
          mojej do boku Jego, nie uwierzę".
          A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i
          Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął
          pośrodku i rzekł: "Pokój wam!"
          Następnie rzekł do Tomasza: "Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje
          ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem,
          lecz wierzącym".
          Tomasz Mu odpowiedział: "Pan mój i Bóg mój!"
          Powiedział mu Jezus: "Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś.
          Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli".

          I Ty jestes tym "niewiernym Tomkiem." :-)

          Oj, Tilia, Tilia. Co ja z Toba mam! ;-)

          Pozdrawiam.
          • jaga123-0 Re: Dowody... 02.09.09, 18:43
            Nie lubię wypowiadać się na forum,ale zostałam sprowokowana przez ośmiorniczkę.
            Piszesz, że każdy z nas powinien wierzyć dla samej wiary. Ja Ci nie zabraniam
            wierzyć dla samej wiary, ale pozwól, iż to ja zdecyduję, czy będę wierzyć, czy
            nie. Jak mam szukać Boga sercem, skoro to serce zostało mi wyrwane.Piszesz
            dalej, że Bóg zawsze działa w ukryciu. I z ukrycia odbiera nam nasze dzieci? Od
            prawie czterech miesięcy poszukuję odpowiedzi na swoje wątpliwości i nic mi się
            nie układa w logiczną całość.Bo przecież Bóg, gdyby istniał, nie zabierałby
            matce jej ukochanego dziecka, jaki miałby w tym cel. Może taki, że jak gdzieś
            pisałaś, cierpienie jednych rodzi dobro drugich. Tylko widzisz, przez to, iż
            zabrał mi moje ukochane dziecko nie stałam się lepsza, wręcz przeciwnie, stałam
            się bezuczuciowym potworem. Nie mam już żadnych uczuć, z człowieka wrażliwego na
            ludzką krzywdę, na krzywdę zwierząt stałam się bezdusznym wrakiem. O to chodziło
            Bogu? Śmierć jest sprawą Bożą (bodaj tak pisał KS. Twardowski). Ja nie chcę
            takiego Boga, który zgodnie ze swoją wolą zabiera mi dziecko. To dziecko miało
            plany, miało marzenia, miało wiele do zrobienia. Było dobre, uczynne, kochane.
            Za dobre, żeby żyć? Wiem, zaraz odezwą się głosy, iż jeszcze zbyt wcześnie, że
            przemawia przeze mnie ból,ale ja wiem jedno:nigdy się z tym nie pogodzę i jeżeli
            taka była wola Boga, to ja nie chcę takiego Boga. Bardzo bliskie są mi poglądy
            tilii, masz bardzo szeroką wiedzę, ja jeszcze takiej nie posiadłam, ale
            próbuję.Matka, która nie zasłużyła, żeby nią być
            • tilia7 Re: Dowody... 02.09.09, 19:13
              jaga123-0 strasznie mi przykro, bardzo mnie poruszyło to, co napisałaś, bo ja
              też dokładnie tak czuję, choć opłakuję narzeczonego a nie dziecko.Oboje byliśmy
              po ciężkich przejściach, wreszcie wszystko zaczęło się układać, byliśmy
              szczęśliwi.NIGDY nie byłam tak dobrym człowiekiem jak przez te niespełna 4
              lata.Bo kochałam, bo On nauczył mnie, że miłość jest dawaniem, że jak się kocha,
              tak naprawdę kocha,jednego człowieka, to ta miłość rozlewa się na cały świat.Że
              człowiek się robi wrażliwy, łagodny, wyczulony na cudzą krzywdę.Teraz jestem
              czystą wściekłością,kwintesencją wściekłości, gdybym znała takie słowo, które
              może zniszczyć ten cholerny świat, to nie zastanawiałabym się ani sekundy.Bo nie
              umiem znieść tego, że mój świat rozsypał się w gruzy a ten "zewnętrzny"
              istnieje.Czasem mam wrażenie, że dopiero gdybym zniszczyła wszystko, że zostałby
              tylko popiół i zgliszcza albo ja sama w nicości, to może dopiero wtedy
              poczułabym ulgę.
              Nie chcę być świętą, nie chcę iść do ŻADNEGO nieba, nie chcę, żeby Bóg mnie
              kochał.Chcę mojego narzeczonego,Jego miłości, Jego przytulenia,Jego
              obecności.Czemu bez mojej zgody mi Go odebrano?Czy jesteśmy króliczkami
              doświadczalnymi, że się sprawdza ile wytrzymamy i jak się zachowamy w
              określonych warunkach laboratoryjnych?Przecież to jest ohydne:((
              • jaga123-0 Re: Dowody... 02.09.09, 19:48
                Tilio! Jak pisałam wcześniej, nigdy nie pogodzę się z tym, że odeszło moje
                ukochane dziecko, nigdy tego nie zaakceptuję. Dziś już wiem, że czas nie będzie
                moim sprzymierzeńcem, wręcz przeciwnie. Na początku pytałam Boga, pytałam
                księdza, dlaczego? Ani Bóg, ani ksiądz nie odpowiedzieli mi, dlaczego moje
                dziecko nie może cieszyć się życiem. Dziś już nie pytam, bo wiem, że nie ma
                żadnego Boga, a ksiądz, no cóż, przykre to, ale dla niego ważne były tylko
                pieniądze, nie to jak ja się czuję. Źle napisałam, tu nie chodzi o moje
                samopoczucie, ja mogłabym płakać non stop, oby moje dziecko mogło żyć. Znowu
                przytoczę słowa Ks. Twardowskiego "Zgodnie z wolą Boga człowiek zawsze umiera w
                porę". Jeżeli taka była wola Boga, nie chcę mieć z nim nic wspólnego. I tak z
                osoby wierzącej staję się powoli ateistką. Ktoś powie, słaba była twoja wiara.
                Być może, ale jest mi to już obojętne. Nieraz tylko myślę że może moje dziecko
                czeka na modlitwę, może jest mu potrzebna, ale ja już nie potrafię się modlić.
                Na pewno łatwiej jest ludziom wierzącym, którzy myślą, że istnieje życie po
                śmierci. Ale ja już nie chcę, żeby było mi łatwiej (bez mojego dziecka to
                niemożliwe). Pozdrawiam
                • tilia7 Re: Dowody... 02.09.09, 23:09
                  Jago, ja,jak pisałam już wielokrotnie odrzuciłam wizję katolickiego Boga już
                  dawno dawno temu.To, co mnie spotkało, tylko mnie utwierdziło w słuszności moich
                  przekonań.Czytam dziś książkę, reportaże Piotr Kraśko i między innymi opisuje on
                  dramat małych dzieci, setek małych dzieci w Rwandzie i Kongo.Sieroty,
                  zagłodzone, wycieńczone głodem spragnione miłości umierają jak muchy,
                  dziesiątkami, setkami.Jakiemu Bogu coś takiego może być potrzebne?Ktoś powie, że
                  to ludzie wywołują wojnę.Tak to prawda.Ale jeśli Bóg nami kieruje to nie
                  powinien dopuścić do wojny, w której umierają niewinni ludzie.Przykłady można
                  mnożyć w nieskończoność.Jak Bóg, w postaci świadomej istoty, mógłby na to
                  pozwolić albo wręcz tego chcieć?Nie wiem i nie chcę wiedzieć.Lepiej już przyjąć,
                  że wszystko dzieje się samo, bo tak jest i już.Przynajmniej nie trzeba mieć o to
                  do nikogo żalu.Czasem jak na to wszystko patrzę to myślę że i dla nas i dla
                  całej tej planety byłoby lepiej, żeby ludzkość wyginęła całkiem.My nie
                  musielibyśmy cierpieć, świat by odetchnął z ulgą a Bóg znalazłby sobie może
                  jakąś mniej okrutną zabawę.
                  Pozdrawiam serdecznie
            • tilia7 Re: Moja ulubiona modlitwa - jako podsumowanie 02.09.09, 19:17
              Ty, Panie tyle czasu masz,
              mieszkanie w chmurach i błękicie
              A ja na głowie mnóstwo spraw
              I na to wszystko jedno życie.
              A skoro wszystko lepiej wiesz
              Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
              To powiedz czemu tak mi jest,
              Że czasem tylko siąść i płakać

              Ja się nie skarżę na swój los
              Potulna jestem jak baranek
              I tylko mam nadzieję, że...
              że chyba wiesz, co robisz, Panie.
              Ile mam grzechów? któż to wie...
              A do liczenia nie mam głowy
              Wszystkie darujesz mi i tak
              Nie jesteś przecież drobiazgowy
              Lecz czemu mnie do raju bram
              Prowadzisz drogą taką krętą
              I czemu wciąż doświadczasz tak
              Jak gdybyś chciał uczynić świętą

              Nie chcę się skarżyć na swój los
              Nie proszę więcej, niż dać możesz
              I ciągle mam nadzieję, że...
              Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

              To życie minie jak zły sen
              Jak tragifarsa, komediodramat
              A gdy się zbudzę, westchnę - cóż
              To wszystko było chyba... zamiast
              Lecz póki co w zamęcie trwam
              Liczę na palcach lata szare
              I tylko czasem przemknie myśl
              Przecież nie jestem tu za karę.

              Dziś czuję się, jak mrówka gdy
              Czyjś but tratuje jej mrowisko
              Czemu mi dałeś wiarę w cud
              A potem odebrałeś wszystko.

              Ja się nie skarżę na swój los
              Choć wiem, jak będzie jutro rano
              Tyle powiedzieć chciałam ci
              Zamiast... pacierza na dobranoc

              Edyta Geppert oczywiście, jeśli ktoś by nie znał




              • osmiorniczka030 Re: Moja ulubiona modlitwa - jako podsumowanie 05.09.09, 18:39
                Tilia!

                To bardzo ladna rozmowa z Bogiem... Ile razy ja z Nim tak
                rozmawialam! Ale nie bylabym soba, gdybym i ja nie napisala swojej
                modlitwy na koniec:

                Zawsze, kiedy czuje sie bardzo slaba i samotna, staram sie myslec
                tak...

                Pan jest mocą swojego ludu,
                Pieśnią moją jest Pan,
                Moja tarcza i moja moc,
                On jest mym Bogiem, nie jestem sam,
                W Nim moja siła, nie jestem sam.

                To taka piesn z piekna melodia.

                I jeszcze jedna piesn:

                Z Tobą ciemność nie będzie ciemna
                wokół mnie,
                A noc tak jak dzień
                zajaśnieje...

                Pozdrawiam.
            • osmiorniczka030 Re: Dowody... 02.09.09, 19:19
              Jago!

              Nie chcialam Cie urazic moimi przemysleniami. To sa tylko takie
              nasze gadki z Tilia. Uwierz mi, ja Cie naprawde doskonale rozumiem,
              bo sama przechodze przez to pieklo. Na twarzy mam rozne maski. Tu
              przywdzialam "maske misjonarza". Ale wewnatrz jestem takim
              samym "zrozpaczonym potworem", jak Ty. Zgadzam sie z tym, ze smierc
              jest sprawa Boza i miejmy nadzieje, ze kiedys sie dowiemy, po co Mu
              to wszystko naprawde bylo.

              Nie mysl, ze i mnie nie nachodza watpliwosci. Nie mysl, ze ja po
              nocach nie placze... Nie mysl, ze ja do Boga nie krzycze... Nie
              mysl, ze ja nie pytam, dlaczego... Ale jedyne logiczne
              wytlumaczenie, jakie jestem w stanie przyjac jest takie, ze zabral
              ich, bo chcial, zeby im wreszcie bylo naprawde dobrze, zeby szybciej
              od nas zobaczyli to wszystko, co nam przygotowal, a czego my nawet
              nie jestesmy sobie w stanie wyobrazic. I gleboko w to wierze, ze tak
              wlasnie jest.

              Pozdrawiam.
            • annubis74 Re: Dowody... 07.09.09, 18:33
              Jago, Twój post bardzo mnie poruszył, choć wydawało mi się że
              zobojętniałam zupełnie na innych. Mogę sobie tylko wyobrażać jak
              strasznym przeżyciem jest strata dziecka - sama mam córeczkę i znam
              to drżenie serca kiedy Twoje dziecko walczy z jakąś banalną nawet
              chorobą, a co dopiero kiedy zdarzy się tragedia jaka zdarzyła się
              Tobie. Wiem, że żadne słowa nie sa w stanie pocieszyć w takiej chwili
              I jak najbardziej zgadzam się z Tobą, że wielkie osobiste cierpienie
              nie czyni nas wcale lepszymi, wręcz przeciwnie człowiek obojętnieje
              na innych. Wydaje mi się że byłam dobrym człowiekiem przed śmiercia
              mojej Mamy - pełnym współczucia dla innych, empatii, nie potrafiłam
              przejść obojętnie wobec cierpienia innych. A teraz... świat mi
              zobojętniał... Pozdrawiam Cię z całych sił
          • tilia7 Re: Dowody... 02.09.09, 19:01
            Witaj "Babciu Ośmiorniczko"(swoją drogą chyba jesteś babcią młodszą ode mnie:))

            Hmm, dla mnie słowa "Jestem, który jestem" też są ważne i nie mogę zrozumieć,
            jak to jest, że rozumiemy je niby tak samo(Twoje:"nie próbuj mnie zrozumieć
            człowieku" zgadza się z moją opinią) a jednocześnie inaczej, bo Tobie nie
            wystarcza wiara i próbujesz Boga szukać w religii.A dla mnie właśnie tam Go
            najmniej albo wcale...
            I stąd też od razu przejście do drugiej kwestii: wiem, że Kościół dokładnie bada
            rzekome cuda zanim je uzna, a były i takie czasy, że wielu spłonęło na stosach
            za to, że im się wydawało, że widzą Matkę Boską czy inne objawienia.Ale dla mnie
            sam Kościół jest instytucją tak zakłamaną i mało wiarygodną, że niestety ich
            werdykt nic dla mnie nie znaczy.Myślę, że decyduje tu jak zwykle polityka i
            pieniądze.Tam gdzie się opłaci cud uznać to się go uznaje.

            Jeśli chodzi o przemianę Hostii w mięsień sercowy, to szczerze mówiąc wcale mnie
            to nie śmieszy.Uważam, że jest to odrażające i niesmaczne.Nie chciałabym nigdy
            być świadkiem takiego cudu.Przecież mógłby zesłać jakiegoś pięknego ptaka,
            gołębicę choćby?Światło?Anioła?Ale mięsień sercowy, no jest to okropne i
            tyle.Przepraszam.

            Że Boga się szuka sercem a nie z lupą, to zdaje się Ty nie rozumiesz a nie
            ja:)).Ja czuję, że to, w co wierzę jest słuszne, przynajmniej w ogólnym zarysie,
            bo oczywiście nie uzurpuje sobie prawa do posiadania dowodów,słuszne,
            logiczne,zgodne z moim wewnętrznym przekonaniem.Ja to CZUJĘ.I to mi
            wystarcza.Ufam sobie samej, swojej intuicji.To Ty szukasz dowodów, potwierdzeń,
            edyktów, cudów, objawień itd.W takiego Boga jak go przedstawia Kościół katolicki
            i inne, nie wierzę, trudno.Ale jeszcze raz powtarzam, że ogólnie wierzę, że COŚ
            jest.

            Niewierny Tomasz, no może trochę.Według mnie coś się dzieje z nasza energią po
            naszej śmierci i jej funkcjonowanie "tam", jej połączenie się z całością,
            odnalezienie swojego miejsca, jest dla mnie czymś w rodzaju wiecznego życia.Ale
            zmartwychwstanie ciała mnie nie przekonuje.Jest odrażające i
            bezsensowne,niepotrzebne.Jesteśmy materią, materia się rozkłada, zmienia w
            energię.Tyle.

            Słowa "błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli" nie do końca się do mnie
            odnoszą, bo ja nie widziałam a wierzę.Tyle tylko, że w to, co JA uważam za słuszne:)
            Zresztą zastąpiłam je ostatnio swoją wersją:"Błogosławieni, którzy niczego nie
            oczekują,albowiem nie będą rozczarowani"To moje nastawienie do świata wywołane
            rozgoryczeniem i żałobą.I ja nawet nie chciałabym, żeby Bóg był kimś, kto się
            wtrąca i kieruje naszym losem.Bo jeśli taki jest, to nawet wyższy zamysł nie
            usprawiedliwia tego, co nam robi.I nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.Mam
            wolną wolę?No to może trzeba mnie było spytać czy chcę jak Hiob cierpieć w
            pokorze i zasłużyć na życie niebieskie, czy może wolę po prostu być szczęśliwa
            tutaj z ukochanym ŻYWYM człowiekiem przy boku:(((

            Pozdrawiam ciepło

          • annubis74 Re: Dowody... 06.09.09, 21:26
            droga ośmiorniczko
            co prawda sens dyskusji wierzącego z niewierzącym jest pewnie żaden,
            bo nie ma takiego punktu w którym spotkała by się Twoja
            bezgraniczna wiara i moje sceptyczne wątpliwości.
            To co piszesz jest pewnie przekonujace dla osób wierzących podobnie
            jak Ty, dla tych, którzy nie pytaja o sens, nie kwestionują, nie
            zgłaszaja wątpliwości. Choć moim zdaniem nic nie jest tak
            przerażajace jak ci którzy nie maja wątpliwości a wierzą że poznali
            prawdę objawiona. Z tego co pamiętam nawet Chrystus zwątpił wołając
            na krzyżu "Boże mój czemuś mnie opuścił"...
            Przytaczasz tu jako cuda jako dowody wiary - tak się składa że
            historia jest moja pasją - w średniowieczu, aby "pobudzić" religijną
            żarliwość - cuda "produkowano" masowo podobnie jak relikwie ponieważ
            miało miejsce masowe kupczenie relikwiami - do moich ulubionych
            przykładów relikwi należy szczebel z drabiny, która śniła się
            Jakubowi (mam nadzieję że nie pokręciłąm imienia)Mówisz o
            beatyfikacjach - myślę że wiara w cuda dotyczy takze osób
            wierzących - jakoś świadkami cudów nie są zazwyczaj osoby sceptyczne
            czy wątpiące
            Chętnie dałabym Ci się przekonać że jest miłosierny, kochający mnie
            Bóg który kieruje porzadkiem świat, ale to co piszesz nie przekona,
            obawiam sie, nikogo niewierzącego, wątpiacego, sceptycznego
            bo istota moich wątpliwości tkwi w czym innym niż znajomości tekstu
            biblijnego
            pozdrawiam
            • osmiorniczka030 Re: Dowody... 06.09.09, 23:18
              Witaj Annubis!

              Oczywiscie oszustwa zdarzaly sie kiedys i zdarzaja sie rowniez w
              dzisiejszych czasach, dlatego tez jak juz mowilam Kosciol prowadzi
              czesto calymi latami dokladne badania tych cudow. Jednak ja je
              nazywam raczej "sladami Boga." Ja tez dlugo bylam wobec nich
              sceptyczna i moja wiara wbrew pozorom nie wziela sie stad, ze
              uwierzylam w jakis cud. One byly raczej potwierdzeniem obranej
              przeze mnie drogi. I taki jest chyba ich cel.

              Pytasz,dlaczego cuda spotykaja tylko osoby wierzace? Mysle, ze to
              nieprawda, wielu niewierzacych uwierzylo, bo bylo swiadkami roznych
              cudow, czy mialo swoje wlasne prywatne doswiadczenia istnienia poza
              cialem, przezycia z pogranicza smierci, czy spotkania z osoba
              zmarla.

              Natomiast dusze czysccowe maja pozwolenie na ukazywanie sie osobom
              bardzo swiatobliwym z prostego powodu - aby uzyskac pomoc tychze
              osob. Bo oni sie za nich modla i w ten sposob przynosza ulge w
              cierpieniach, gdyz nasza szczera modlitwa ma po tamtej stronie
              olbrzymia wartosc. Niewierzacy raczej by im modlitwa nie pomogli...

              Pozdrawiam.
              • annubis74 Re: Dowody... 07.09.09, 10:57
                Droga Ośmiorniczko,
                ja nie mówię o oszustwach... po prostu zgadzamy się pewnie co do
                faktów a nie co do ich interpretacji.
                Dla Ciebie Biblia jest słowem bożym podyktowanym niemal przez samego
                Stwórcę - dla mnie jest tekstem o wartości mitologiczno-historyczno-
                filozoficznej napisanym przez ludzi i to niejako wybranych - oprócz
                relacji dotyczącej działalności Chrystusa zatwierdzonych przez
                Kościół istnieją teksty apokryficzne (min. Ewangelia wg Św. Tomasza -
                słyszał ktoś?) które nie znalazły się w kanonie zatwierdzonym przez
                Kościół. Nie mówiąc już o odkrytej niedawno Ewangelii wg JUdasza
                która powinna wg zrewolucjonizować spojrzenie na całą historię
                smierci Chrystusa.
                Wierzę że żył mężczyzna, Jezus Chrystus, który był wielkim
                myślicielem, filozofem, mędrcem i który za swoje zbyt śmiałe jak na
                owe czasy poglądy został skazany na śmierć. Myślę też że gdyby żył
                dziś to zostałby uznany za sekciarza, bo poglądy Chrystusa byłyby
                nie do przyjęcia dla obecnej hierarchii kościelnej.
                Cuda o których piszesz to moim zdaniem takie fiku miku, hokus pokus
                dla wszystkich niewiernych Tomaszów, którzy potrzebują dotknać i
                zobaczyć iwsadzić paluch aby uwierzyć. Ludzie potrzebują miejsc
                kultu, źródełek, relikwii czy nawet niegustownych dewocjonaliów kóre
                wzmacniałyby ich wiarę.
                Dla mnie zmartychwstanie ma miejsce corocznie na wiosnę w
                rozkwitajacej przyrodzie. Ludzie umierają, ludzie się rodzą. Cud
                narodzin, cud kiełkowania nowego życia z małej komóreczki to cud
                który przeżyłam na własnej skórze. To są cuda, a nie przemiana
                czegoś tam w mięsień sercowy (obrzydlistwo)
                W kontekście śmierci mojej Mamy te cuda mnie średnio pocieszają, ale
                wiem, że są i jeśli liczę na jakiś cud, to na to, ze w usmiechu
                mojej córeczki odnajdę uśmiech mojej Mamy.. może... kiedyś...
                • tilia7 Re: Dowody... 07.09.09, 14:13
                  annubis74 z ust mi wyjęłaś jak zwykle i cieszę się bardzo, bo miałam
                  pisac prawie słowow w słowo to samo:)To się mniej dzięki Tobie
                  naklikam:)
                  Ode mnie jeszcze odnośnie Biblii.Niedawno całkiem była straszna
                  afera, bo Doda powiedziała, że Biblię spisali jacyś napruci, pijani
                  itd.ludzie.No otóż ja się z nią zupełnie nie zgadzam w tej
                  kwestii.Biblię pisali ludzie bardzo trzeźwi i to nie tylko w sensie
                  trzeźwości od alkoholu czy narkotyków, ale przede wszystkim w sensie
                  trzeźwości umysłu.Ludzie mądrzy, oczytani, znajacy problemy
                  społeczne już wówczas występujące.Bo musieli faktycznie dokonac
                  takiej selekcji tych tekstów, aby Kościołowi dac do ręki narzędzie-
                  precyzyjne, skuteczne i straszne, bo tym jest biblia(oprócz
                  oczywiście jej wartości kulturowo-literackich)-narzędziem Kościoła.

                  Chrystus jako sekciarz...no istotnie tak by było.Zwłaszcza, że
                  głosił kult cierpienia.A to nie jest nic dobrego i wbrew pozorom
                  rodzi wiele zła a nie dobro.Równie wywrotowe poglądy głoszą dziś
                  chocby rastafarianie, którzy mówią o chrzcie poprzez ogień, wolności
                  itp.I nikt nie czyni z nich głównego nurtu religii choc wyznawców
                  mają mnóstwo.I wcale nie tak bardzo róznią się ich opinie
                  (oczywiście, jeśli się zna kontekst kulturowy) od tego, co głosił
                  Jezus.

                  I te cuda.No to jest dla mnie niepojęte, że ludzie wierzący w Boga,
                  w jego wielkośc i nieograniczoną moc, naprawdę muszą szukac
                  potwierdzeń w cudach typu "Matka Boska ukazała się na szybie" a nie
                  widzą cudu we własnym ogrodzie na przykład,gdzie wszystko ma swiją
                  kolej, swój czas, gdzie widac i narodziny i śmierc i ponowne
                  narodziny, gdzie z wsadzonej do ziemi brzydkiej burej cebulki
                  wyrasta najpierw kiełek i listki, potem gałązka i pąk a na końcu
                  olśniewa nas idealnie piękny, kolorowy, proporcjonalny do bólu kwiat
                  np. lilii.Czego jeszcze chcecie na litośc boską?Nie starcza
                  refleksja nad tym skąd w tej cebulce te kolory, zapachy,proporcje?

    • luna67 Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 01:38

      Hmmm...., niektorzy naukowcy twierdza, ze wielki wybuch w uniwersum dal poczatek
      zyciu (w co nie watpie, gdyz w bibli mozna tez o tym przeczytac).

      Ale sie zastanawialam; jak mogl powstac taki potworny wybuch z niczego. Jakim
      cudem ten przypadek (wedlug naukowcow) mialby doprowadzic do wielkiej eksplozji
      a ta miala by w milisekundzie przyczynic sie do powstania podstaw materi;
      kosmicznych i fizycznych zachowan, a te znowu do powstania galaktyk, slonc,
      planet itp.

      I jeszcze jeden przypadek sprawil (jeden na bilion to potegi entej), ze z
      martwej materi doszlo do jeszcze wiekszego cudu jakie jest zycie.

      Prawdopodobienstwo, ze ziemia powstala przez przypadek, jest z matematycznego
      punktu widzenia takie samo jak prawdopodobienstwo, ze po eksplozji drukarni
      bedzie lezal na wypalonej ziemi leksykon kilkutomowy (powstaly przy tym wybuchu).
      • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 08:31
        Hmm, tak to niezwykłe, fakt.Cud natury po prostu.Ale rozumiem, że uważasz, że
        bardziej prawdopodobne jest to, że w owej "drukarni" po prostu ZNIKĄD wziął się
        wszechmocny, inteligentne, pełen zapału twórczego drukarz?:)))Tak po prostu był
        od zawsze?Niestety, niektórzy, w tym i ja, zadaję pytanie skąd się tam kurczę wziął?
        • luna67 Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 17:57

          Uwazam, ze prawdopodobienstwo powstania przez przypadek leksykonu przy wybuchu
          drukarni bez uzycia sil boskich rowna sie zeru (tak samo odnosi sie do powstania
          zycia).

          Tak, wierze w Boga, w jego sile (energie) Boska (nie chodzi mi o staruszka z
          siwa glowa).

          Nasze rozumy sa za glupiutkie zeby zrozumiec, ze Bog byl od zawsze, gdyz
          widzimy, mierzymy i obliczamy nasz swiat materiany pod katem fizyki, chemi i
          matematyki panujacej tylko w naszym swiecie (w 3D wymiarze) materialnym.
          Nasza swiadomosc (duch) potrafi wiecej niz nam mogloby sie snic, ale jestesmy
          przez nasze ciala podporzadkowani temu swiatu i dopiero po smerci nasza dusza
          wraca do Boga, jest wszechwiedzaca i potrafi zrozumiec wszystko, co ukrywalo sie
          przed nasza swiadomoscia w cielesnym bycie.

          A podobno jest 10 wymiarow, ktore nigdy nie ujrzymy naszymi oczami materialnymi,
          ktore nie podlegaja naszym dzialaniom matematyki, chemi i fizyki.

          Fizyka kwantowa (nie do zrozumienia przez laikow) dowiodla na podstawie
          eksperymentow juz sprzed kilkudziesieciu laty (miedzy innymi Einstein), ze swiat
          materialny zbudowany jest z masy wibrujacej energi, a enerigia jest doslownie
          wszystkim co istnieje i nie podlega dzialaniu czasu, przestrzeni, silom fizyki,
          chemi i matematyki.

          Pytasz: "skad sie tam kurcze wziol?" Co stworzylo ta nasza energie?

          Odpowiedz od fizyka kwantowego brzmi: "ENERGIA (biliony razy silniejsza od
          naszej). Energia nie moze byc stworzona i zniszczona. Energia byla zawsze, jest
          i bedzie, a wszystko co istnieje jest jej przejawem".

          Idziesz do teologa i pytasz: kto/co stworzylo wszechswiat? a on odpowiada: "BOG,
          ktory byl od zawsze, jest i bedzie, nie moze byc stworzony i zniszczony, i
          stworzyl nas na obraz swoj i podobienstwo.

          Zauwaz, ze jest spojne wyjasnienie, zmodyfikowane inna terminologia.

          Jestesmy tu na ziemi uwiezieni w naszych cialach materialnych/energetycznych, i
          to nam przyslania spojrzenie na nasz swiat glebsza swiadomoscia, kim naprawde
          jestesmy. A jestesmy zrodlem niezniszczalnego i wiecznego BYTU, ktory pochodzi
          od Boga.

          Mozna by bylo w nieskonczonosc pisac.....
          • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 18:09
            A tak, z taką wizją, to ja się całkiem zgadzam.Myślałam, że masz na myśli pana z
            siwą brodą.Ale jeśli mówisz o energii, wymiarach itp.to zupełnie co innego.To
            jest bliskie mojemu widzeniu Boga
        • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 18:25
          Tilia, Ty mnie zawsze "rozbrajasz!" ;-)

          Jest i juz - wlasnie dlatego, ze jest Wszechmocny, Nieskonczony i
          Wiekuisty... Byl od zawsze i zawsze bedzie siedzial w tej
          swojej "drukarence" i drukowal sobie to "ksiazki", to "gazety",
          to "ulotki" i wszystko, co mu akurat przyjdzie do "glowy." ;-) To On
          istnieje poza czasem i poza przestrzenia, nie my. I tylko nasze
          ciala fizyczne umiescil w czasie i przezstrzeni, jak te rybki w
          akwarium, ktorym sie wydaje, ze sa takie madre, wszystko juz wiedza
          i ze swiat bez wody nie istnieje...

          Poza czasem jest wiecznosc - wieczne trwanie. On trwa
          wiecznie. "Jestem, ktory jestem", to "Ten, ktory byl, ktory jest i
          ktory bedzie."

          Pozdrawiam.
          • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 23:00
            No cóż Ośmiorniczko, jeśli się dzięki mnie chociaż uśmiechnęłaś, to zrobiłam
            dobry uczynek:)
            Dla mnie to jednak nie to samo, starszy pan z brodą i cała doktryna religijna, a
            jakaś forma energii, która nadaje światu sens - bo ona jest światem i świat jest
            nią.W naszym rozumieniu Boga jest jedna zasadnicza i najbardziej podstawowa
            różnica.Ty uważasz, że jesteśmy My i Bóg i że to są oddzielne, różne byty.Że
            musimy zasłużyć na łaskę, na niebo, odcierpieć swoje, bo on tak chce itp.Ja
            uważam, że Bogiem jest wszystko, co powstało z tej energii(również my - nie w
            sensie, że trzeba nas czcić jak boga albo, że sami jesteśmy wszechmocni,
            nie,tylko w sensie, że on nas nie tworzy oddzielnie)i jednocześnie Bóg jest
            wszystkim.Jak już kiedyś pisałam:miliony, miliardy czy co tam jest
            większego,maleńkich cząsteczek:ludzie, zwierzęta, kamienie, planety, kosmos,
            woda- wszystko.To wszystko jest Bogiem, wszystko ma swoje miejsce w tej
            układance.Samo, pojedyncze,nie ma wielkiego znaczenia.Ale bez nawet najmniejszej
            z tych cząstek Bóg jest niepełny.Dlatego w moim pojęciu nie ma jakiegoś innego
            miejsca, do którego odchodzimy po śmierci, to jest dalej ten sam świat, zostaje
            nasza energia, zmienia się tylko forma bytu, bo obumiera materia.Nie ma nieba i
            piekła, tylko to nasze miejsce, do którego wrócimy,nasze miejsce w układance;a
            mimo to,to czy jesteśmy dobrzy czy źli jest bardzo ważne, bo poprzez nasze czyny
            bóg jest lepszy lub gorszy - gdyż to my go tworzymy.
            • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 06.09.09, 00:17
              Witaj...

              Podziwiam Cie Tilia, naprawde. Niezaleznie od tego, jak bardzo
              roznimy sie w naszych pogladach, jestes prawdziwym,
              poszukujacym "malym filozofem" :-)

              Ja jeszcze chcialam dodac takie male sprostowanie...

              Ja zawsze to podkreslam, ze wcale nie uwazam Boga za pana z broda,
              ani moja religia tak Go nie przedstawia. Tak tylko malarze
              przedstawiaja Go na obrazach. Ja tez uwazam Go za rodzaj wielkiej,
              inteligentnej sily.

              Wedlug mnie masz tez duzo racji w tym, ze Bog jest we wszystkim, bo
              i ja Go tak postrzegam.

              Roznica miedzy nami polega na tym, ze Ty uwazasz, iz Bog sklada sie
              z nas i wszystkiego, co jest na tym swiecie, ze nie moze istniec
              samodzielnie. A ja uwazam, ze jest zarowno wewnatrz nas, jak i na
              zewnatrz i ze moze istniec niezaleznie od nas tak, jak istnial zanim
              stworzyl nas i caly swiat.

              Ty uwazasz, ze stworzyl nas, albo tez sie sami stworzylismy z Niego
              i nie obchodzi Go, co sie u nas dzieje, a ja uwazam, ze wlasnie Go
              obchodzi i sie nami interesuje, co jednak nie znaczy, ze spelni
              kazda nasza zachcianke. Tak, jak rodzic nie spelnia kazdej
              zachcianki swego dziecka.

              Uwazam tez, ze gdyby nic nas nie czekalo po smierci, to te nasze
              wybory miedzy dobrem, a zlem nie mialyby zadnego znaczenia. Nie
              byloby tez zadnej sprawiedliwosci.

              Nie zawsze potrafie zrozumiec kazdy Bozy zamysl, ale tak, jak
              napisalas - mysle, ze o to wlasnie chodzi, iz nie mamy wszystkiego
              wiedziec. Zreszta mowil o tym sam Chrystus: "Nie ma nic tajemnego,
              co by sie objawic nie mialo i nic nie stalo sie ukrytym, ale po to,
              zeby na jaw wyszlo".

              Wierze, ze tak sie kiedys stanie.

              Pozdrawiam.
      • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 18:07
        Witaj...

        Uwazam, ze masz duzo racji w tym, co piszesz. Oprocz calego
        Wszechswiata jest rowniez organizm ludzki i kazdy inny organizm na
        tym swiecie, ktorego komorki i wszystkie uklady wewnetrzne dzialaja,
        niczym "program komputerowy". Oprocz tego mamy doskonale warunki do
        istnienia. Potrzebujemy pozywienia - no to je mamy w postaci roslin
        i zwierzat, potrzebujemy wody, no to ja mamy, potrzebujemy
        odpowiedniej temperatury, cisnienia, no to mamy parasol ochronny w
        postaci atmosfery, ktory chroni nas, by sloneczko za bardzo nie
        przypiekalo, lody nie zmrozily, cisnienie nie porozrywalo lub by nas
        nie pozabijaly "spadajace gwiazdy". Mamy tez grawitacje, bysmy nie
        pofruneli hen, w kosmos...

        Oczywiscie powie ktos, ze jest zupelnie na odwrot - ze istniejemy
        wlasnie dzieki temu, ze takie warunki zaistnialy. Czyli ze nastapilo
        po sobie tyle przypadkow.

        Ja osobiscie uwazam, ze swiat ma swojego Projektanta. Sprawa
        dyskusyjna jest, jak ten Projektant ten swiat stworzyl, co bylo
        pierwsze. Jednak nie mam watpliwosci co do istnienia tego
        Projektanta. Gdyby byl to naprawde przypadek, to nie byloby w tym
        wszystkim takiego bardzo przemyslanego ladu, takiej logiki,
        porzadku, takiej rownowagi, czy organizmow, ktore pod wzgledem
        biologicznym funkcjonuja, niczym "programy komputerowe". Wedlug
        mnie, to nie przypadek za przypadkiem, ale dzielo wielce
        inteligentnej sily.

        Pozdrawiam.
        • first.marionetka Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 18:40
          Dla mnie dziwne jest to, że pomimo rozwijającej się techniki, technologii,
          informatyki itp. nadal jesteśmy tacy pozostawieni swojej intuicji, swojemu
          myśleniu, odczuwaniu w kwestii BOGA, sensu życia, śmierci.

          Ile osób tyle zdań, domysłów, założeń.
          Pozostaje wiara, jak od wieków.

          Niby są lektury mówiące o życiu po śmierci , rozwijające naszą świadomość, ale
          nadal jest potrzebna do tego wiara. Bo to mogło być sugestywne odczuwanie
          drugiego człowieka, a nie prawda jednoznaczna.

          Nadal pozostaję małym, nieoświeconym człowieczkiem, wobec wielkości Boga,
          wszechświata, śmierci.....................
          • luna67 Re: Rozmowy o Bogu 05.09.09, 19:20
            First.marionetka, nie jestes malym nieoswieconym czlowiekiem, jestes czastka
            Boga, tak jak kazdy czlowiek na tym swiecie, i my wszyscy do kupy wzieci
            jestesmy jakby caloscia polaczona niewidzialna sila Boska, ktora od niego
            pochodzi, a wiec; ty to tak jak ja i odwrotnie; "...i kochaj blizniego swego jak
            siebie samego":-) Nie jestes sama, a tylko odgrodzona przez cialo fizyczne od
            innych i Boga.

            Pamietaj, ze nasze samopoczucie, mysli, samokrytyka, pragnienia, milosc robia z
            nas to, kim jestesmy. Musisz uwierzyc w swoje mozliwosci, ze jestes
            niepowtarzalna istota nie tylko dla swiata ale i dla Boga.

            Jak mialam 4,5 roku bylam po tamtej stronie..... i uwierz mi, ze jakbym nie
            miala tego przezycia to tez bym miala watpliwosci.

            I nie mow mi prosze, ze mi jest latwiej z tym doswiadczeniem. To ty masz nademna
            duza przewage: "...blogoslawieni ci, ktorzy nie widzieli, a uwierzyli", czyli ja
            juz tego blogoslawienstwa nie zaznam i musze cos innego kombinowac w moim zyciu
            cielesnym, zebym nie stanela przed Bogiem z pustymi rekami:-)
              • luna67 Re: Rozmowy o Bogu 06.09.09, 18:52
                Jaga_12, przeczytaj: "A tyle bylo znakow na ziemi, a my bylismy slepi" (pod
                koniec zamiescilam link)

                Wiem, ze to nie byl sen albo majaczenie (bylam w smierci klinicznej), to bylo
                wiecej niz terazniejsza rzeczywistos, bardziej realne niz przezycia sprzed
                godziny, a minelo kilkadziesiat lat. Pamietam kazdy szczegol..., i tesknie do
                tego miejscia do tych przezyc.....

    • mala_1984 Re: Rozmowy o Bogu 10.09.09, 22:21
      Dziś przeczytałam, że Bóg doświadcza ludzi cierpieniem tu na ziemi, dlatego, że
      cierpienie w czyścu jest niewyobrażalnie bolesne. Bóg kocha człowieka, dlatego
      chce mu w jak największym stopniu zaoszczędzić tego cierpienia. Im większe
      cierpienie na Ziemi w życiu doczesnym, tym mniejsze w czyścu. Ponadto podobno
      dusza strasznie cierpi, gdy jej bliscy rozpaczają, więzią wtedy duszę, która
      przeżywa wówczas straszne cierpienia... Co tym myślicie???? Nie chcę skazywać
      mamy na męki przez mój egoizm... Przez mój ból...

      Ważna jest też modlitwa. Ciężko mi się modlić. Zazwyczaj robię to na siłę. Dla
      mamy. Mam nadzieję, że to też się liczy.
      • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 10.09.09, 22:33
        Hmm, czyli Bóg już z góry wie, że lepiej mnie na wszelki wypadek ukarać
        cierpieniem teraz, żebym nie cierpiała potem.A za co mnie tak karze, jeśli mogę
        spytać?No dobrze, nie jestem idealna, mam swoje wady,popełniłam w życiu parę
        błędów, ale nie zrobiłam nic takiego, za co miałabym płacić takim bólem.Nie
        wiem, jak miałyby wyglądać cierpienia w czyśćcu, skoro te na ziemi są niby
        łagodniejsze.Ja czuję się, jak w piekle,bardzo mi przykro.
        Co do cierpienia duszy, kiedy bliscy rozpaczają.Uważam, że to jest bzdura.Bo
        niby co, mam się radować, że straciłam ukochanego człowieka?Czy udawać, że
        wszystko jest ok?Wszystkie narody, wszystkie kultury od pierwotnych poczynając
        znają coś takiego, jak okres żałoby.I z całym szacunkiem dla wszystkich dusz po
        tamtej stronie, ale my tutaj pozostali też chyba jesteśmy ważni.I skoro czujemy
        rozpacz po stracie to chyba wolno nam ją przeżyć?
        • edzia764 Re: Rozmowy o Bogu 10.09.09, 22:57
          Tilia ...masz rację ... mamy prawo przezyc żałobę, w taki sposób
          jaki nam odpowiada ....
          Nie pytaj Boga o drogę do nieba,
          bo wskaże Ci najtrudniejsszą…
          Stanisław Jerzy Lec
          Pozdrawiam Cie serdecznie Irena
        • grazyna1965 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 00:04
          Czytam te rozmowy o Bogu od początku, nie pisałam wcześniej bo po
          prostu nie mam ani takiej wiedzy, ani siły na takie rozmowy. Ale
          dzisiaj pozwalam sobie zabrać głos.Chcę sie odnieść do naszego
          cierpienia. Czy jest możliwe aby Bóg w ten sposób przygotowywał nas
          do pobytu w czyśćcu? Wątpię..jeśli jest miłosierny, dobry, kocha
          nas, ludzi to nie wierzę w to aby miał coś z ,,tym" wspólnego. Bo
          czy byłoby wtedy możliwe modlenie się do Niego? ,,Zabrał" nam
          bliskich a my modlimy się i szukamy ratunku u Niego? Nie wiem jak
          jest naprawdę, z resztą nikt na świecie nie ma takiej wiedzy, ale
          jeśli wlaśnie to Bóg jest moim ratunkiem i pomocą w tym jakże
          okrutnym dla mnie życiu to ja chcę myśleć, że Bóg nie jest temu
          winien. Nie wiem dlaczego straciłam moje jedyne dziecko, nie mogę
          tego ogarnąć ani rozumem ani sercem, ale to właśnie wiara pozwala mi
          teraz na życie. Nie mogę inaczej myśleć bo zwariuję. Nie wiem jak Wy
          ale ja codziennie szukam motywacji do przezycia kolejnego
          dnia, ,,układam myśli",żyję i czekam na dzień kiedy spotkam się z
          moim dzieckiem. Na początku byłam zła na Boga, rozżalona i
          rozczarowana..no bo jakże to? Ukarał mnie pozwalając na to żeby
          Patra umarła. Dziś, po 19 miesiącach, myślę, że Bóg nie miał z tym
          nic wspólnego. To człowiek, kierowca zabił moje dziecko, nie Bóg. I
          dlatego teraz mogę się modlić do Niego o szczęście dla Patryni, o
          Jej spokój i o to żebyśmy mogły się Tam spotkać.Błagam Go o jeszcze
          jedną szansę, na życie z moim dzieckiem. Gdziekolwiek teraz jest
          moja Patra to ja chcę być z Nią.Tylko to się liczy dla mnie. I
          pocieszające jest to, że umrę, kiedyś. Wszyscy umrzemy, to tylko
          kwestia czasu. Może to być nawet jutro..
          Co do żałoby i tego, że nasza rozpacz przeszkadza zmarłym, tez nie
          mogę się zgodzić. Przecież nie będziemy udawać, że jest nam dobrze,
          że jest ok. Bo nie jest. Pękają nam serca, tęsknimy do bólu..jak nie
          płakać? Jestem pewna, że moja Patra rozumie to, przecież gdybym to
          ja umarła to też rozpaczałaby. Czy mialabym Jej za złe to? Nie. I
          Ona też nie ma. Pewnie martwi się widząc mnie w takim stanie, ale
          rozumie i wspiera na każdym kroku. Na pewno pomaga mi jak tylko
          może. To Ona pomogła mi podjąć decyzję o powrocie do pracy bo
          wiedziała, że tylko w ten sposób będę mogła przetrwać. Wróciłam po 6
          miesiącach choć byłam już zdecydowana rzucić tę pracę. Ale pewnego
          dnia poczułam, że Patra chce żebym wróciła. Nie potrafię tego
          wytłumaczyć racjonalnie ale tak się ,,zadziało", że przyjęłam
          propozycję mojego szefa. Teraz tyram od rana o wieczora ale czuję
          wewnętrznie, że to była najlepsza moja decyzja od śmierci Patry. A
          już miałam taki stan, w którym nie widziałam innego wyjścia poza
          moją śmiercią. Przeżyłam te 19 miesięcy, pracuję, czuję, że mogę
          jeszcze zrobić coś dobrego w życiu, choćby miało ono trwać tylko
          chwilę. Jest mi ciężko, bardzo ciężko ale już wiem, że muszę tę
          resztę życia przeżyć dobrze, najlepiej jak tylko potrafię. A że nie
          mam inngo pomysłu na swoje życie jak tylko praca to..pracuję. I
          wiecie co? Ja też czuję obecność Patry przy mnie. Kiedy już nie mam
          siły, jestem tak strasznie wyczerpana psychicznie i fizycznie to
          zwracam się do Boga, proszę Go o siły na kolejny dzień.Czasami
          proszę Patrynię o wsparcie, o jakiś znak,o sen. Już nie śni mi się
          ale i tak wiem, że jest przy mnie. I czeka na mnie.
          Jeśli nie wiara to co? Obłęd? Szpital? Samobójstwo? Być może ktoś
          powie, że ta wiara w Boga to brak innego wyjścia w tej strasznie
          trudnej sytuacji, że to nasza ,,deksa ratunkowa". Tak, to prawda.
          Tak własnie się ratuję, robię to dla siebie i dla Patry. Z resztą
          wszystko co robię jest z myślą o moim dziecku. Może Bóg mi pomoże
          odnależć moje dziecko Tam gdzie pójdę kiedyś? Przecież jest dobry i
          miłosierny.
          Dobranoc
          Grażyna, mama Patryni

      • edzia764 Re: Rozmowy o Bogu 10.09.09, 22:52
        cierpienie jest jak dźwięk dzwonka,
        który wzywa nas do modlitwy …..
        Chiara Lubich
        Mala ... wszystko sie liczy. Postepuj tak, jak wskazuje Ci serce ...
        zycze wytrwałości ...Irena
        • maretta111 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 08:58
          Może i jest czyściec, może mój brat cierpi widząc mój ból,ale ja inaczej nie
          potrafię , bo kocham go teraz może jeszcze bardziej bo go obok nie ma"każda
          nieobecność osoby ukochanej ukaże w niej to co najbardziej cenimy". Kiedyż
          koleżanka mi "dowaliła" pisząc że w Stanach to tak mocno żałoby się nie
          przeżywa, że ja przesadzam itp. Ja myślę że to kwestia indywidualna a nie
          narodowa, cierpię i już nikt i nic tego nie zmieni.
        • halas1961 Re: Rozmowy o Bogu - do Grazynki 11.09.09, 10:06
          Kochana Grazynko
          Dziekuje Ci za te slowa. Ujelas w nich cala moja nadzieje i mysli w
          taki wlasnie sposob jak i ja bym chciala powiedziec. Tylko u mnie
          jeszcze pracy konkretnej brak. Ale zrobilam krok naprzod:) Zapisalam
          sie na prawo jazdy:) Mam nazdieje, ze Agatka bedzie czuwac i nie
          bede zdawala 10 razy:)
          Halina-mama Agatki
          • grazyna1965 Re: Rozmowy o Bogu - do Halinki 13.09.09, 00:04
            Halinko, cieszę się, że zrobiłaś krok na przód..chociaż mnie się
            wydaje, że Ty tych kroków już masz zdecydowanie więcej:)I chyba ja
            też, choć nie tak dawno myślałam,że nie jestem w stanie już nic
            zrobić.Ale jakoś trwamy Halinko, dzień po dniu,godzina po godzinie.
            Czasami cofamy się, zapadamy, wpadamy w jakąś otchłań..ale coś
            sprawia, że jednak trwamy. Nie wiem czy to wiara w to, że spotkamy
            się z naszymi dziećmi czy miłość naszych Córeczek czy jeszcze
            coś..Myślę Halinko,że każdy dzień przybliża nas do naszych Dzieci.
            To jest dla mnie najważniejsze, ważniejsze od wszystkich innych
            rzeczy na tym świecie. Ale muszę czekać, niestety. Kiedyś nie mogłam
            nawet myśleć o śmierci, tak bardzo bałam się, że musiałabym zostawić
            Patrynię. A teraz? Teraz myślę o swojej śmierci bardzo często,
            jestem na to przygotowana bo wiem, że Tam jest moja Patrynia. I
            kiedyś Tam pójdę, będę z moim dzieckiem. Ale wiem też, że każdy
            dzień tutaj muszę przeżyć dobrze, na ile to jest możliwe. Jest mi
            trudno, czasami tak źle, że proszę Boga o jak najszybszą śmierć,
            zapominając o tym, że i tutaj mam męża, siostrę i rodziców. Ale Tam
            jest Patrynia, którą kocham najbardziej,i to z Nią chciałabym być.
            Dlatego to jest takie trudne Halinko. Z resztą sama wiesz jak to
            jest. Takie rozdwojenie. Chciałoby się być i tu i Tam, ale tak się
            nie da, niestety. Dlatego muszę czekać. Nie mogę o tym rozmawiać z
            nikim kto nie przeżył rozstania ze swoim dzieckiem, bo nie jest w
            stanie zrozumieć mnie. Dla kogoś kto nie stracił swojego dziecka
            może to wydać się ezgaltacją, histerią albo jeszcze czymś innym. Ale
            wiem, że Ty Halinko i wiele innych osób tutaj rozumie mnie, a to
            bardzo dużo. Tak jak napisałaś kiedyś, tutaj możemy pisać co
            czujemy, możemy wykrzyczeć swój ból, swoją złość, możemy znaleźć
            zrozumienie a czasami nawet coś więcej. Możemy czerpać siły. Dlatego
            też to miejsce jest szczgólne, inne od wszystkich.
            Pozdrawiam cieplutko
            Grażyna, mama Patryni
      • annubis74 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 12:34
        poraziła mnie ta fantastyczna wersja bożej miłości
        to ja proszę by mnie wyłaczył ze swej miłości
        a po śmierci to chcę się zapaść w nicość, w ciemność, w nieświadomość
        i tyle
        cos mi jednak w tej teorii nie pasuje
        mamy chyba zbyt wielkie wobrażenie o sobie, chcemy wierzyć że bóg
        wybrał nas w jakimś celu, żebyśmy pocierpieli teraz to nas wzmocni
        na przyszłość - taki rodzaj boskiej szczepionki
        tylko co z tymi których nam odbiera po to byśmyy mieli szansę
        poprawcować nad naszym charakterem
        czy naprawdę moja Mama straciła życie, zebym ja mogła mniej ciepieć
        w czyśćcu - jeśli chodzi o mnie to mogłabym wylądować w piekle jeśli
        to miałoby zwrócić mojej Mamie życie
        • pajak_net Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 13:39
          życia nikt już jej tu nie zwróci.Ale czy nie lepiej popravcować nad
          soba,by kiedyś znowu być gdzieś razem z nią, niż błąkać się po
          jakichś ciemnościach (na wypadek, gdyby jednak się okazało,ze nadal
          istniejecie)?
        • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 17:06
          Witaj Annubis!

          Nie, Twoja mama stracila zycie, bo czeka to kazdego z nas. Smierc
          jest jedynie brama do innego wymiaru zycia.

          Nasz swiat jest pelen zla, bolu nieszczescia, lez i cierpienia.
          Nasze ciala sie starzeja, w koncu umieraja, rozkladaja. Ale po
          smierci, jesli tylko tego zechcemy, mozemy sie znalezc w miejscu
          wiecznego szczescia.

          Jak wielkiego? Swiety Pawel Apostol powiedzial "ani oko nie
          widzialo, ani ucho nie slyszalo, ani serce czlowieka nie zdolalo
          pojac, jak wielkie rzeczy przygotowal Bog tym, ktorzy Go miluja."
          Staram sie z calych swoich sil w to wierzyc. Wiem, ze dla Ciebie
          pewnie to zadne pocieszenie, ale ja nie potrafie inaczej. Mozemy mu
          wierzyc albo nie. Ja wierze, ze tak wlasnie bedzie i ze nasi rodzice
          nadal zyja.

          A co do tego zbyt wielkiego mniemania o sobie... Wydaje mi sie, ze
          gdybysmy zupelnie nic nie znaczyli, nie zostalibysmy obdarzeni
          inteligencja, czy miloscia.

          Powiem Ci, ze ja tez mam czasami takie mysli, ze chcialabym nie
          istniec, zapasc sie pod ziemie, zasnac i juz sie wiecej nie obudzic,
          zeby tylko nic nie czuc, zeby tylko nie wiedziec, zeby tylko zwrocic
          Tacie zycie...

          Pozdrawiam.
          • annubis74 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 09:02
            Moja Mama straciła życie bo miała pecha zachorować na rzadką chorobę
            a poza tym przez opieszałość i zaniechanie lekarzy - tyle w wymiarze
            ziemskim
            kiedy odchodzili moi dziadkowie miałam poczucie straty, bólu,
            smutku, ale nie takiej dojmujacej krzywdy jak teraz - moja Mama
            miała 61 lat ale nie była osobą starą, a nawet starszą. Była pełna
            życia, energii, siły, radości... Mogła wnosić jeszcze tyle dobra,
            tyle szczęścia w życie innych. Nie sądzisz że takie osoby bardziej
            przydałyby się na tym "padole łez" niż w jakimś hipotetycznym niebie
            gdzie rzekomo gości samo dobro?
            Mam poczucie, że życie mojej Mamy nie dopełniło się naturalnie, ale
            zostało nienaturalnie, brutalnie przerwane - jakby los chciał
            powiedzieć: no tak, dobrze juz było, więc spróbujmy teraz czegoś
            innego...
            Więc dla mnie nie jest to naturalna kolej rzeczy...
            Wisz ośmiorniczko, w jednym z postów napisałaś że każdy z nas
            zakłada "maski" takze w żałobie - oczywiscie słowo maski nie zakłada
            hipokryzji - czytając Twoje żarliwe wpisy mam wrazenie ze są Ci one
            potrzebne by wzmacniać w to co wierzysz wbrew wątpliwościom.
            Rozumiem to, ale u mnie przeważają wątpliwości.
            Pozdrawiam
      • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 15:07
        Witaj!

        Uwazam, jest w tym duzo racji. Moim zdaniem tu, na Ziemi poznajemy
        zarowno smak Nieba, jak i Piekla, przechodzimy tez czesciowy
        Czysciec. Nasze ziemskie cierpienia przyjete na siebie dobrowolnie
        (jak Krzyz, ktory dobrowolnie wzial na siebie Chrystus)
        paradoksalnie pomagaja nam w osiagnieciu Zbawienia: "Jesli kto
        chce pojsc za mna, niech sie zaprze samego siebie, niech wezmie
        krzyz swoj na kazdy dzien i niech Mnie nasladuje."
        Im wiecej
        cierpienia "tu", tym szybsze nasze oczyszczenie "tam". W tym sensie
        kazda tragedia moze nam ogromnie pomoc.

        Jezeli wierzyc temu, co o smierci i cierpieniu mowia dusze
        czysccowe, to Meczennicy, ktorzy oddali zycie dla Boga odbyli swoj
        Czysciec na Ziemi i po smierci poszli od razu do Nieba. Dlaczego nie
        mialoby to spotkac wielu naszych Zmarlych?

        Wiele osob ma zal do Boga. Mi natomiast zal jest Boga. Uwazamy, ze
        Bog jest winien calemu Zlu na tym swiecie, ale nie chcemy zauwazyc,
        ze istnieje jeszcze Szatan, ktory do Zla namawia. Zapominamy, ze
        podstawowym celem Szatana jest przekonanie ludzi o tym, ze go nie
        ma. A moim zdaniem to jest tak, ze Bog jedynie to Zlo dopuszcza...
        Ziemia jest arena, na ktorej Zlo wciaz toczy walke z Dobrem. W jakim
        celu? Byc moze wlasnie o nas. Byc moze to my mamy zdecydowac, w
        ktorej druzynie gramy...

        Zapominamy tez o tym, ze cierpienia i smierc wziely sie na swiecie
        dlatego, ze czlowiek popelnil grzech pychy, chcial dorownac Bogu,
        myslal, ze sam moze decydowac o tym, co dla niego dobre, a co zle,
        uznal, ze Bog mu jest do tego niepotrzebny. Odwracajac sie od Boga,
        sami wybralismy droge grzechu, smierci i cierpienia. I nadal nie
        potrafimy wyciagac z tego wnioskow, nadal stawiamy sie ponad Boga, a
        w Nim samym wciaz upatrujemy czesto jedynie przyczyne wszystkich
        naszych nieszczesc.

        Mowienie o tym, ze wcale nie grzeszymy lub, ze mamy malutko
        grzeszkow, czy tez przekonanie o tym, ze Bog i tak mnie zbawi bez
        odrobiny checi z mojej strony jest wlasnie grzechem pychy stojacym
        na pierwszym miejscu wsrod grzechow glownych.

        Poza tym pamietajmy, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia...
        Dla nas smierc, to wielka tragedia, ale dla naszych bliskich
        zmarlych, to wielkie szczescie. Dusze czysccowe mowia o tym, iz
        dzien smierci jest to "najwazniejszy dzien w ich zyciu,"
        takie "ponowne narodziny". Oni juz wiedza, ze jest zycie, oni juz
        wiedza, jak tam jest pieknie, oni juz wiedza, ze za jakis czas
        bedziemy znow razem.

        Milosierdzie Boze wcale nie polega na tym, ze Bog bedzie spelnial
        nasze zachcianki, ale polega na tym, ze Bog jest gotowy nas przyjac
        i pozwala nam oczyscic sie z grzechow. Bo inaczej nie da sie stanac
        przed Bogiem. Zadna niedoskonala dusza nie wejdzie do Nieba. Stad
        ten Czysciec. Ale cierpienia czysccowe sa troche inne. Zadna dusza z
        Czyscca, ktora poznala juz Boga i wie, ze zycie nie konczy sie w
        momencie smierci i poznala juz "tamten swiat," nie wrocilaby na
        Ziemie. Nie dlatego, ze nas nie kocha, ale dlatego, ze wie, jak tam
        jest. Chce jak najszybciej sie oczyscic i po tamtej stronie czekac
        na swoich bliskich. Cierpienia czysccowe sa inne, niz te na Ziemi.
        Sa spowodowane niemozliwoscia ogladania Boga, ktorego juz poznaly.

        Nie wiem nic na temat tego, czy nasza zaloba jest dla naszych
        bliskich zmarlych jakas przeszkoda. Wiem, ze gdybym to ja znalazla
        sie po tamtej stronie i nie mogla nic powiedziec, ani napisac, to
        widzac, jak bardzo moi bliscy cierpia, zrobilabym wszystko, by
        przeczytali oni cos waznego, jakas ksiazke, czy wazny tekst,
        obejrzeli jakis wyjatkowy program, uslyszeli cos pokrzepiajacego,
        czy spotkali na swej drodze odpowiednia osobe i w ten sposob
        znalezli odrobine nadziei i pocieszenia.

        Ja wole wierzyc w to, ze tak wlasnie sie dzieje, niz obawiac sie, ze
        moje lzy komus gdzies w czyms przeszkadzaja.

        Pozdrawiam.
        • mala_1984 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 16:51
          Ja mysle, ze my cierpiacy jestesmy strasznymi egoistami. Myslimy tylko o wlasnym bolu, o wlasnym cierpieniu. Zakladamy, że Boga nie ma, a co jesli jednak jest??????? Czy niewarto sie zastanowic, ze jesli to wszystko prawda to skazujemy bliskich na meki. Obrazamy sie na Boga, nie modlimy sie i w ten sposob nie robimy sobie najwiekszej krzywdy, tylko wlasnie naszym bliskim. Oni podobno nie moga w zaden sposob sobie pomoc i tylko nasza modlitwa moze im pomoc, nawet wystarczy krotka, ale aby byla. I wiem, ze pisaliscie, ze myslenie o ukochanych to pewnego rodzaju modlitwa. Jednak to nie to samo. Bo wlasnie chodzi o to, aby przemoc zal, zlosc, bunt i modlic sie. Ja nie robie tego dla siebie, aby moje cierpienie bylo mniejsze w czyscu. Robie to dla mamy. Aby skrocic jej cierpienie. Bo mozemy zakladac, ze Boga nie ma, ale co sie stanie jezeli jednak jest...... Tak jak pisze osmiorniczka, to szatan podsuwa nam te zle mysli o Bogu, dziala i zaciera rece. Pamietajmy, ze szatan walczy o kazda dusze w czyscu. Moja mama byla bardzo dobrym, kochajacym czlowiekiem. Wszyscy mowili, ze odrazu pojdzie do nieba. Ksiadz na pogrzebie powiedzial cos co bardzo mnie poruszylo. Powiedzial, aby modlic sie za zmarlych, bo tak naprawde nie wiemy jaki teraz jest ich stan. Dla nas byli najukochanszy, ale byli tez zwyklymi ludzmi, zatem grzeszyli. Mysle dlatego tez, ze modlitwa jest bardzo bardzo wazna. Mi jest bardzo, bardzo trudno porzucic egozim, chce rozpaczac to rozpaczam, ale to nie przeszkadza rowniez sie pomodlic.
          • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 18:44

            Ja myślę, że w żałobie jest to normalny stan, że się buntujemy, wściekamy,
            oskarżamy wszystko i wszystkich, nie potrafimy poradzić sobie z bólem i
            rozpaczą, więc pytamy, kto za to odpowiada i jaki to ma sens.Jeśli ktoś tego
            nigdy nie czuł, ale tak naprawdę i szczerze, to zastanawiam się czy przeżywa
            żałobę, czy tylko pisze na forum.Bo nawet najbardziej wierzące osoby, które tu
            są,mają momenty załamania, kiedy się złoszczą, buntują i krzyczą na Boga, w
            jakikolwiek sposób by Go pojmowały.Mało tego, Bóg ma sens tylko wtedy, jeśli
            potrafi ten ból zrozumieć.Jeśli jest, i jak chcecie jest "Istotą" a nie po
            prostu "kosmiczną układanką" to powinien mieć na tyle rozumu i/lub miłosierdzia,
            żeby zrozumieć skąd ten nasz ból i wściekłość wynikają.
            Poza tym kłótnia z bogiem też jest rozmową, a to oznacza, że też jest
            modlitwą.Jeśli kochałam kogoś i teraz za tym kimś płaczę i wściekam się, to
            swoimi emocjami daję świadectwo, że to była dla mnie osoba dobra, kochana,
            troskliwa, niezastąpiona.Czyli modlę się za nią tylko inaczej.Przypominam, że
            nawet Wasz biblijny Bóg najbardziej ukochał te dzieci, które błądzą w drodze do
            Niego.
            • mala_1984 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 19:54
              Piszesz "Jeśli ktoś tego nigdy nie czuł, ale tak naprawdę i szczerze, to zastanawiam się czy przeżywa żałobę, czy tylko pisze na forum."

              To ja nie przezywam szczerze i naprawde zaloby a tutaj jestem dla rozrywki????????????????????????????? Czytalam Twoje wypowiedzi za kazdym razem jak cos pisalas i nie spodziewalam sie po Tobie takich slow. Jak tak mozna??? Nie masz pojecia NIC o mojej zalobie, moim bolu i rozpaczy. Ja nie mam pojecia o Twoim bolu, ale czy Cie oceniam, czy pisze, ze Twoja zaloba jest NIESZCZERA?????????????????????????? Naprawde pytam JAK TAK MOZNA??????????????????????????????? To ze pisze, abysmy sie modlili do Boga to znaczy, ze przestalam cierpiec, ze udaje????????????? Naprawde nie pojmuje dlaczego tak napisalas. Musze Ci powiedziec, ze moja wiara bardzo, ale to bardzo podupadla. Przestalam chodzic do kosciola, bo sprawia mi to tyle bolu, ze potem musze dochodzic do siebie dlugo. Napisalam tylko co czuje, co wczoraj przeczytalam, to byly moje przemyslenia. Bo my tu na ziemi mozemy sobie pomoc w cierpieniu, mozemy chociaz komus sie wyzalic, wykrzeczec, a zmarli moga liczyc tylko na nasza pomoc. Ja sama mam w sobie duzo zlosci i zalu, ale nie wyladowuje sie na innych cierpiacych i nigdy nie podwazalam niczyjej szczerosci uczuc.

              To bylo naprawde przykre i okrutne co napisalas.
              • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 22:46
                mala_1984 przepraszam,jeśli wzięłaś to do siebie, nie to było moim
                zamiarem.Napisałam tylko, że jeśli ktoś nie ma żadnych wątpliwości to nie
                przeżywa tej żałoby w pełni.Nie miałam najmniejszego zamiaru oceniać Twoich
                uczuć, nigdy w życiu bym sobie na to nie pozwoliła.Moim celem było tylko
                napisanie, że mamy prawo czuć się wściekłe i obrażone na boga albo wręcz w niego
                wątpić.Przepraszam Cię jeszcze raz, jeśli Cię to zabolało i zapewniam, że nie
                miałam na myśli tego, co wyczytałaś w mojej wypowiedzi.Moja wina, może źle to
                sformułowałam.Pozdrawiam serdecznie i proszę nie chowaj urazy, bo teraz mnie
                jest przykro.Nikogo nie chciałam tym urazić.
                • mala_1984 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 10:09
                  Ciesze sie Tilia, ze napisals, ze wyjasnilas. Nie kazdy potrafi powiedziec
                  pzepraszam, niby jedno slowo, a zazwyczaj ludzi kosztuje tak wiele. Moze to ja
                  wyolbrzymiam wszystko. Sama uwazam, ze mamy prawo czuc zlosc i zal. Pisalam o
                  porzuceniu egozimu i o modliwtie bo dla mnie jest to bardzo trudne. Ja mam mase
                  watpliwosci, codziennie o tym rozmyslam. To myslenie, ten bol jest przeciez
                  silniejszy. Ja zaczelam sie modlic przed snem, gdy nie moge zasnac. Bo przeciez
                  nie cche codziennie brac tabletki uspokajacej, a bez niej bym nie zasnela.
                  Zadziwiajace, gdy sie modle... Zasypiam. Moze to przypadek, ale tak sie wlasnie
                  dzieje. Pomagam zatem mamie troszeczke i przy okazji sobie, wyciszam sie i
                  uspokajam.
          • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 21:30
            Witaj Mala!

            Musze Ci powiedziec, ze jestes bardzo madra i bardzo dzielna osoba!
            Ja tu sie dwoje i troje, a Ty wlasciwie w jednym poscie doskonale
            ujmujesz to, co ja bardzo nieudolnie od dawna probuje wszystkim
            przekazac. Nie kazdy ma odwage zmierzyc sie z tak trudnymi dla nas
            sprawami pomimo ogromnej tragedii, jaka nas wszystkich spotkala.

            Zal, bunt, krzyk, zwatpienie to sa nasze naturalne reakcje. Chyba
            tak jest, ze prawie kazdy zwatpil, prawie kazdy krzyczal, prawie
            kazdy pytal, dlaczego. To bardzo wazne, co piszesz. Moze warto
            pomimo naszego wielkiego nieszczescia popatrzec troche dalej, niz na
            siebie samego, przemoc zal, zlosc, bunt i pomodlic sie chociazby po
            to, by pomoc naszym Bliskim.

            Ja dodam jeszcze, ze zadna modlitwa nie jest stracona. Jesli nasi
            Zmarli juz jej nie potrzebuja, modlitwa ta pomaga innym
            potrzebujacym duszom.

            Bardzo sie ciesze, ze dostrzegasz potrzebe pomagania Zmarlym i
            dzielnie walczysz z wlasnym egoizmem. Tak trzymaj!

            Pozdrawiam serdecznie.
            • mala_1984 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 10:17
              Zebym to ja taka byla jak napisalas osmiorniczko... Prawda jest taka, ze pisze
              jedno, a robie nieco inaczej. Jest mi sie trudno przelamac, zamykam sie w swoim
              bolu, nie dopuszczam nikogo do siebie. Bo to jest moj bol i nikt mnie nie
              zrpzumie, a przeciez tata i siostra tez cierpia i modla sie bo wynika to z ich
              serca, a ja musze sie zmuszac bo inaczej nie umiem. Siostra mowila, ze taka
              modlitwa na sile sie nie liczy i musze zaczynac od poczatku. Mam nadzieje, ze
              jednak sie liczy. Przypomnialam sobie przy okazji tych rozmyslen, ze mama jak
              zamawiala msze za zmarlych z naszej rodziny to zawsze dodwala aby msza
              odprawiana byla za wszystkie dusze cierpiace w czyscu. Jaki byl z niej
              wspanialy, dobry czlowiek:( Zawsze myslala o innych, nigdy o sobie:(
              • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 13:46
                Witaj!

                Nawet wielki orzeł, ktory gdzies tam sobie szybuje w przestrzeniach
                był kiedyś malutkim pisklaczkiem, ktory stawial pierwsze kroki.

                Tak samo wielu z nas zaczyna swoja droge wiary. Krok po kroczku.
                Czesto nie chcemy otworzyc oczu. Czesto nie chcemy sluchac. Czesto
                boimy sie wzleciec. Czesto upadamy. Czesto wydaje sie nam, ze juz
                umiemy latac, gdy tak naprawde potrafimy jedynie trzepotac
                skrzydelkami :-) Wazne, zeby nie stac w miejscu, ale isc do przodu.

                Jesli zas chodzi o modlitwe, to ja osobiscie uwazam, ze miernikiem
                jakosci modlitwy jest jej szczerosc, a nie latwosc, czy trudnosc w
                jej odmawianiu. Jesli jest szczera, jest wielkim darem dla Twojej
                Mamy, czy innych Zmarlych. Mysle, ze w Twoim przypadku modlitwa
                wlasnie wyplywa prosto z serca.

                Mysle, ze dla Boga pokonywanie wewnetrznych slabosci ma ogromna
                wartosc. Mozna wybrac latwa droge i cale zycie litowac sie tylko nad
                soba, ale mozna wybrac droge trudna i sprawic, by to nasze zycie
                czemus sluzylo, zlitowac sie nad innymi.

                Kardynal Stefan Wyszynski powiedzial kiedys tak: "Kazda wielka rzecz
                musi kosztowac i byc trudna. Tylko rzeczy male i liche sa latwe."

                Zycze Ci duzo sily i odwagi na tej Twojej trudnej, ale jakze waznej
                drodze.
          • annubis74 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 09:10
            mówisz że Twoja Mama była dobrym człowiekiem a myślisz że jeśli nie
            wypowiesz iluś tam modlitw za jej duszę to trafi do piekła????
            Po takich postach mam ochotę aż stanąć w obronie tego nieszczęsnego
            Boga którego uważacie chyba za strasznie małostkowego...
            Moja Mama była dobrym, pełnym miłości i empatii człowiekiem,
            pomagajacym innym, wyjatkowym. Nie była specjalnie wierząca, a
            przynajmniej nie religjna. Ale swoje życie przeżyła uczciwie i tak
            naprawdę zgodnie z boskimi przykazaniami. Więc jeśli On jest to to
            doecni i bez moich modliwt które w tej chwili brzmiałyby fałszywie i
            obraźliwie
            • mala_1984 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 10:21
              Wiem, ze mama napewno pojdzie do nieba, to wiem napewno. Modlitwy maja sprawic, aby trafila tam szybciej i aby mniej cierpiala. Podobno nasza modlitwa bardziej im pomoga niz mozemy to sobie wyobrazic. Ich cierpienie chodz bardzo szczere to nie ma takiej mocy jak nasza modlitwa. Nikt nie wie czy to prawda, sama sie nad tym czesto zastanwiam. Jednak jezeli istnieje jakis sposob, abym ulzyla mamie w cierpieniu to dlaczego mam tego nie zrobic? Bo cierpie????? Mama napewno by sie za mnie modlila i duzo wiecej niz ja za nia teraz. Wiadomo, ze Bog ma na uwadze to, ze czlowiek byl uczciwy i dobry w zyciu doczesnym, jednak to za malo. Kazdy grzeszy kazdego dnia i trzeba to pozniej odpokutowac. Chociazby ta nasza pycha, jestesmy tacy dobrzy, wspaniali itd. Taki juz czlowiek jest, sama taka jestem. Uwazam sie niewiadomo za kogo, czasem troche pokory i mi nie zaszkodzi. Mi sie wydaje, ze zadna modlitwa nie brzmialaby falszywie i obrazliwie. Zwlaszcza w momencie kiedy pokonujesz ta ogromna bariere zlosci do Boga. Ja musze Ci powiedziec, ze czesto mam tak, ze sie modle i zaraz krzycze na Boga w myslach. Ksiadz mi powiedzial, ze mimo tych moich mysli moge chodzic do komuni, wiec chyba nie jest taki zly ten Nasz Bog.

              Pisalas, ze Twoja mama miala 61 lat, gdy odeszla.... Moja kochana miala 51:(( Wiec moze marne to dla Ciebie pocieszenie, ale mialas mame o pare ladnych lat dluzej.
        • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 18:32
          Ośmiorniczko napisałaś: "Nasze ziemskie cierpienia przyjęte na siebie
          dobrowolnie" - ja nie przyjęłam i nie przyjmuję na siebie tego cierpienia
          dobrowolnie, bo zostałam postawiona przed faktem dokonanym.

          I chyba tyle, do reszty nie mam siły się odnieść, bo mam gorączkę a jak czytam o
          Szatanie to mam gorączkę tym bardziej.Zwrócę tylko uwagę, że Szatan był upadłym
          aniołem i jak WSZYSTKO został stworzony przez Boga.A więc jego niedoskonałość,
          tudzież zło i tak źródło ma w Bogu.

          Pozdrowienia serdeczne
          • osmiorniczka030 Re: Rozmowy o Bogu 11.09.09, 21:32
            Witaj Tilia!

            Nikt z nas nie ma wplywu na to, kiedy kogo dotknie smierc. Ale
            wlasnie w momencie smierci osoby bliskiej, czy innej wielkiej
            tragedii, jaka nas spotyka Bog zadaje nam pytanie: "W ktora
            strone teraz pojdziesz, Czlowieku?"
            Bo "kto wytrwa do końca,
            ten będzie zbawiony."
            Przyjac cierpienie znaczy powiedziec "badz
            wola Twoja," pomimo tak ciezkiego krzyza, jaki wszyscy niesiemy.
            Niestety sama wiem, jakie to trudne :-(

            Co do Szatana, to masz racje - jak wszystkie stworzenia, rowniez
            zbuntowani Aniolowie zostali stworzeni przez Boga. Ale jak kazde
            Jego stworzenie oni rowniez byli wolni. Zlo i bunt przeciwko Bogu
            jest juz ich wlasnym wyborem. Jak powiedzialam Bog dopuszcza
            istnienie Zla z sobie tylko znanych powodow. My mozemy sie tylko
            domyslac.

            Pozdrawiam serdecznie.
            • jaga123-0 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 18:13
              Ośmiorniczko! Pisałam już, że wolę czytać niż się wypowiadać, ale na twoje posty
              powinnam codziennie odpisywać, tylko brak mi na to sił. Co ty wypisujesz. W
              momencie śmierci bliskiej osoby Bóg zadaje nam pytanie, w którą stronę teraz
              pójdziesz człowieku? Kto wytrwa będzie zbawiony. Rozumiem, że znasz Boga i
              dlatego wiesz jakie On zadaje pytanie.Skoro tak wszystko wiesz o Bogu, to
              powiedz mi, jaki cel ma Bóg aby nas gnębić. Właściwie już napisałaś (przecież Ty
              wiesz wszystko),żebyśmy byli zbawieni. Tylko wiesz, ja nie chcę być zbawiona
              przez Śmierć Swojego ukochanego Syna. Nie chcę, ale muszę. Ja nie chcę być
              zbawiona, chcę,żeby mój Syn żył a zbawienie nie jest mi potrzebne, potrzebne
              jest mi moje dziecko, tu i teraz.
              Kolejna bzdura, zbuntowani aniołowie zostali stworzeni przez Boga, ale jak każde
              stworzenie oni również są wolni. Jasne, ja też jestem wolna i mogę robić co
              chcę, prawda? To ja chcę, aby moje dziecko wróciło tu, na ziemię. I co, nie
              wraca? Ktoś powie, Pan Bóg dał ludziom wolną wolę, mogą robić co chcą. Ci
              głodujący w Afryce, umierający na wojnie, mordowani okrutnie też mogą robić co
              chcą, jasne. Kupy się to nie trzyma. A ja myślałam, że wiesz dlaczego Bóg
              dopuszcza istnienie zła, myślałam, że wiesz o Bogu wszystko, myliłam się. Pozdrawiam
              • 198-3mk W którą stronę pójdziesz Jago...? 12.09.09, 19:34
                Przyznaje Osmiorniczce 100% racje!!!
                Tak Jago, to jak przeżyjemy stratę Naszych bliskich, zalezt od
                tego, czy zaufamy Bogu, czy też w Niego zwątpimy....
                Sama jestem matką, która od czterech lat, boryka się ze stratą
                swojego pierworodnego dziecka :( 10 miesiecy walczyłam razem z Nim z
                chorobą nowotworową... Przegraliśmy... Miał 22 lata... Może powiesz,
                że jest mi już łatwiej bo tyle czasu mineło.../ Usłuszałam to już na
                tym forum/. Ale dla mnie też, najpierw był tydzień, miesiąc, dwa,
                piętnascie... Itd... Aż doszłam do tego etapu...
                Ja przeszłam tą drogę razem z Bogiem, i robiłam wszystko, aby mój
                syn też w Niego nie zwątpił, tylko odwrotnie... Pragnełam aby siły
                do walki z chorobą, czerpał od Boga... Udało mi się... Chwała Bogu
                za to... Nie pozwolił mi w Niego zwątpić... Czas żałoby, też
                przechodziłam inaczej. Spokojnie... Bez buntu... Bez żalu do całego
                świata... Podołałam tylko dlatego że miałam się na Kim oprzeć...
                Ludzie pytali, jak ty to robisz? Odpowiadałam, że moja miłość do
                syna jest silniejsza od bólu jaki po sobie pozostawił...
                Trudniej się Kocha tych którzy odeszli... Ale ja Kocham Marcina aż
                po grób... Moja miłość do Niego będzie wieczna...
                H.Sienkiewicz napisał,"Otchłań śmierci zostawia wierzącym nadzieję
                wspólnego życia na drugim brzegu,niewierzącym-wspólnej nicości"
                Walcze ze sobą każdego dnia, aby zapełnic czymś pustke w soim
                sercu jaka została po Marcinie... Walka z wiatrakami... Bo tej
                pustki niczym nie da sie wypełnić...Ale wierze, że moje dziecko już
                nie cierpi, bo patrzenie na jego cierpienie, było chyba dla mnie
                gorsze aniżeli Jego śmierć... Smierć Go wybawiła... Uwolniła...
                Uśmiechał się, kiedy umierał...:) A ja? Ja spokojnie czekam na
                spotkanie z moim synem... Mam gorsze i lepsze dni... Ale zawsze
                mówię, Bądz Wola Twoja Panie...
                Możesz mnie zlinczować po tych słowach. Ale czasem musimy
                powalczyć same ze sobą, a za Naszych Kochanych zmarłych, nie ustawać
                w modlitwie... Beata-mama Marcina...

                Ośmiorniczko pisz!!!! Twoje słowa są balsamem dla mojej duszy...
                • jaga123-0 Re: W którą stronę pójdziesz Jago...? 12.09.09, 20:11
                  Pozwól, że stratę Mojego Dziecka przeżyję po swojemu. I mam prawo, przyznasz,
                  zrobić to z Bogiem lub bez, to mój wybór.Słyszałam już rady, żeby przestać
                  użalać się nad sobą. Nie użalam się nad sobą, tylko nad tym, że moje dziecko nie
                  może cieszyć się życiem. Tylko tyle, albo aż tyle.
                  • tilia7 Re: W którą stronę pójdziesz Jago...? 12.09.09, 22:21
                    jaga123-0 masz prawo użalać się również nad sobą, bo spotkała Cię straszna
                    tragedia i okrutna strata.Nie wiem skąd w ludziach te zasoby dobrych rad pod
                    tytułem:"przestań się nad sobą użalać", "będzie dobrze", "nie myśl już o tym",
                    "trzeba żyć dalej" itd.Nic nie musisz, nic nie trzeba.Masz prawo to przeżywać po
                    swojemu i tak długo jak będziesz tego potrzebowała.Robi się nam wodę z mózgu z
                    tym zbieraniem się w sobie.Owszem, docelowo, chodzi o to, żeby się zebrać w
                    sobie i żyć dalej.Ale najpierw trzeba przeżyć to co się stało.Mamy prawo do
                    buntu, wściekłości, żalu, poczucia braku sensu.Mamy prawo pytać, szukać i iść
                    własną drogą
                  • grazyna1965 Re: W którą stronę pójdziesz Jago...? do Jagi 13.09.09, 01:06
                    Jago,chciałabym tylko Ci powiedzieć, że wiem co czujesz. Moja córcia
                    zginęła 3 lutego 2008 r w wypadku. Moje jedyne dziecko, moja
                    największa miłość, mój Cud. Miała tylko 23 lata. W ułamku sekundy
                    zawalił się mój świat.Runęło wszystko co miało dla mnie sens.
                    Pytałam Boga DLACZEGO mi to zrobił, dlaczego pozwolił umrzeć mojemu
                    Dziecku..przecież miałam tylko Patrynię. Czy aż tak bardzo byłam
                    złym człowiekiem? Co takiego zrobiłam w życiu, że Bóg skazał mnie na
                    taką karę? Jakicel miał w tym Bóg? Czemu to miało służyć? Miliony
                    pytań, na żadne z nich nie dostałam odpowiedzi. Nie wiem nawet sama
                    skąd wzięłam siły na to wszystko. Nie pamiętam wiele z pierwszych
                    tygodni po śmierci Patry, byłam sparaliżowana wręcz, czułam, że
                    umarłam. Nie interesowało mnie nic, zupełnie.Nie wychodziłam z domu,
                    nie robiłam zakupów, jadłam bo mąż mnie zmuszał do tego.Woził mnie
                    do psychiatry, do psychologa, na cmentarz. Siedziałam tylko w domu,
                    czytałam wszystko co tyko znalazłam w internecie dotyczących
                    życia "tam". Szukałam dowodów na to, że jest Tam życie. Pewnego dnia
                    znalazłam to forum, zaczęłam czytać zachłannie, każdy wpis. Dopiero
                    wtedy zobaczyłam, że nie tylko ja tak cierpię, że są też matki takie
                    jak ja. Po raz pierwszy dotarło do mnie, że są hospicja dziecięce.
                    Przedtem żyłam w innym świecie, nie wiedziałam, że jest tyle
                    ludzkich tragedii, że umiera tylu młodych ludzi na nawotwory. To
                    tutaj spotkałam matki, które opłakiwały swoje dzieci, cierpiące
                    żony, córki.. dzięki tym ludziom przetrwałam najgorszy okres mojego
                    życia. Nawet nie wiesz Jago ile dały mi pozytywne listy Halinki, jej
                    niezłomna wiara i ufność. Zazdrościlam Jej tego bo we mnie było tyle
                    złości, agresji. Nie wiem jak to się stało ale dzisiaj, po 19
                    miesiącach od śmierci Patryni potrafię już pracować, próbuję
                    żyć.Piszę próbuję bo wciąż nie wiem co będzie jutro,ale ja już nie
                    myślę w kategoriach ,,jutro". Żyję dzisiaj. Walczę o każdy dzień dla
                    siebie. Żyję dla Patry. Kocham moje dziecko, myślę o Niej w każdej
                    sekundzie mojego życia, piszę do Niej, modlę się o to żeby była Tam
                    szczęśliwa. Chodzę codziennie na cmentarz, dbam o Jej grób. Płaczę
                    bo tak straszliwie tęsknię za Nią. Chcę wierzyć, że Patra jest Tam
                    szczęśliwa. Mam swoje wyobrażenie Boga, dlatego nie włączam się w
                    dyskusje o Nim. Jago, nikt tak naprawdę nie wie jaki jest. Każdy ma
                    prawo do swojego wyobrażenia, do wiary w Niego bądż nie. Ja wierzę,
                    że jest. Nie mogę znieść myśli, że mogłoby Go nie być, albo, że moja
                    Patrynia przestała istnieć. Ona jest, czeka na mnie. I własnie ta
                    wiara w spotkanie z moim dzieckiem pozwala mi żyć. Bo jeśli miałoby
                    być inaczej to po co mam żyć?
                    Ściskam Cię mocno Jago
                    Grażyna, mama Patryni
              • 198-3mk Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 20:13
                Nachodzi mnie jeszcze jedna refleksja...
                Przecież kazdy z nas wie, ze śmierć mamy wpisaną w swoje życie..
                Tak bardzo cieszymy się, kiedy rodzi się nowy człowiek... A
                przecież to maleństwo nie wie, co czeka Go, w tym nowym dla niego
                świecie... A jednak rodzi sę i wszyscy się radują...
                A umieranie... Przecież też nie wiemy co tam Nas czeka...
                Malenstwo, które się rodzi, nie może nam nic przekazać z czasu jego
                życia płodowego... Tak samo umarli, noe mogą Nam nic przekazać...
                To tajemnice, nad tajemnicami...
                Czytałam kiedyś taka przypowieść w książce, pt. Aniołowie są wśród
                nas, pisze tam, że każdy człowiek rodzi się z wgłebieniem w górnej
                wardze, dlatego bo przed narodzinami, Bóg położył Mu palec na ustach
                i powiedział, " Cii, nic nie widziałes i nic nie słyszałeś".
                Zabawne, ale uwazam ze może być realne...

                Jeszcze jedno... Na tym forum są ludzie, którzy wierzą, i ludzie
                którzy nie wierzą w Boga, albo tacy którzy wątpią... I kazdy ma
                prawo do swoich racji... Tylko po co te niepotrzebne sprzeczki,
                udawadnianie jest, czy go nie ma... Czy nie prościej by był, jesli
                kazdy z Nas, wybierze sobie na forum to co uważa, że dla niego jest
                dobre, co może mu pomóc...
                Ja czytam wiele wpisów, ale mało odpowiadam, dlatego aby nie
                napisać czegoś, czym mogłabym Kogoś obrazić...
                Jedno czego nie boje się napisać, to to, że sami musimy uporać się
                z własną tragedią... Nikt tego krzyża nie zdejmie z naszych
                ramionach... Musimy podnieść się sami... bez względu na to, kogo
                straciliśmy... A to wymaga walki... Walki samym z soba... Nie możemy
                pozwolić na to aby żałoba Nas zniszczyła... Chyba że tego chcemy...
                Pozdrawiam, wszysrkich bez wyjątku... Beata-mama Marcina.
                • 198-3mk Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 20:22
                  Jago....
                  Jestem ostatnia osobą, która miałaby jakiekolwiek prawo, do
                  narzucania Ci czegokolwiek... A tym bardziej do tego, jak masz
                  przezyć swój ból po stracie syna...:(
                  Ale uwarzam że jesteśmy tu tez po to, aby rozmawiać o swoich
                  doświadczeniach... Wymieniać między sobą opinie, jak sobie radzimy z
                  taką stratą... Ale nie przeszło mi przez myśl, że jesteśmy po to,
                  aby się wzajemnie obrazać...
                  PozdrawiamCie Cieplutko, i życzę dużo siły... Beata-mama Marcina.
                  • halas1961 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 21:56
                    Jaga stracila syna 4 miesiace temu. W wypadku... My, ktore patrzylysmy na
                    cierpienie naszych dzieci w chorobie zegnalysmy sie z nimi wczesniej. Jeszcze
                    kiedy zyly. My mialysmy czas???my zaczelysmy zalobe wczesniej, znacznie
                    wczesniej...jeszcze kiedy nasze dzieci zyly. Wiedzialysmy, ze odejda, ze cucd
                    sie nie zdarzy. Mimo nadziei do konca wiedzialysmy...Jaga nie jest jeszcze w
                    stanie zaakceptowac tego co sie stalo, nie jest w stanie jeszcze sie pogodzic. U
                    niej to jeszcze okres obwiniania wszystkich lacznie z sama soba, rodzina i
                    Bogiem w roli glownej...I tak reaguje chyba kazdy kto stracil dziecko w
                    wypadku...Niech Jaga krzyczy, niech obwinia kazdego, niech nawet na nas tu na
                    forum krzyczy, jesli jej to ma pomoc...To minie, to minie Jago moja kochana,
                    zobaczysz ze minie...Tesknota nie minie, bol sie oswoi, ale zlosc minie i milosc
                    do syna nie minie...
                    Halina-mama Agatki
                    • halas1961 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 08:31
                      Zniknely trzy wpisy z wczorajszego wieczora. Tilii, wagi i moj. Nic w nich
                      obrazliwego dla nikogo nie bylo. Byly to wpisy raczej wspierajace Jage. Wpisy
                      ktore zachecaly ja aby krzyczala, mowila i wyrazala swoje opinie na forum bo ma
                      do tego prawo. Wpisy mowiace o tym ze nie ma co sie obrazac, ze mozna sie nie
                      zgadzac z opinia innego forumowicza i o tym napisac wprost. Jednak jest na
                      forum ktos kto sie z tym zgodzic nie potrafi, bo wpisy zostaly skasowane. Jest
                      na gorze taka zakladka"skasujcie". Nigdy nawet nie pomyslalam zeby z niej
                      skorzystac. A tu prosze, milosc wlasna i brak pokory u kogos przewazyly . To
                      jednak przykre. Nigdy wczesniej nic sie takiego nie dzialo...Napewno sam
                      administrator tego nie zrobil, bo nic kompletnie nic w tych wpisach zlego nie bylo.
                      Pozdrawiam
                      Halina-mama Agatki
                      • halas1961 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 09:04
                        O rany przepraszam wszystkich. Komputer mi cos szwankuje. Nie bylo widac postow
                        kilku z dnia wczorajszego i myslalam ze zostaly skasowane. No i ten glupi list
                        dlatego napisalam. A co do kasowania wypowiedzi to faktycznie to dziala jak
                        napisalam. Pozdrawiam Przepraszam. Komputer dwie godziny tak szwankowal:(
                        Halina-mama Agatki
                      • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 14:13
                        Halinko, nie zwróciłabym pewnie uwagi na to, ale faktycznie zniknęły.No to
                        nieładnie ktoś postąpił i tylko umocnił mnie w złym nastawieniu do oszołomów,
                        którzy jednak tej chrześcijańskiej miłości i tolerancji nie mają.No i tak to
                        właśnie jest.
                    • halas1961 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 08:55
                      Moi drodzy zniknely trzy wypowiedzi z wczorajszego wieczora. Tili, Wagi i moja.
                      Wypowiedzi zglosil do usuniecia ktorys z uzytkownikow forum. Na gorze strony
                      jest taka zakladka"skasujcie". Dzwonilam do gazety i sie dowiedzialam, ze mozna
                      post do usunecia zglosic klikajac na to slowo i oni na ogol tego postu wogole
                      nie czytaja, nie oceniaja czy to cos niezgodnego z netetykieta, tylko kasuja i
                      tyle. Zrobilam probe na swoim wpisie, faktycznie zniknelo.W tych trzech postach
                      nie bylo nic obrazliwego dla nikogo. Byly zachcecniem Jagi do wyrazania swoich
                      opini na forum, byly o tym ze nie ma tu za co sie obrazac bo jestesmy ludzmi
                      doroslymi, kogos irytowaly wypowiedzi innej forumowiczki i o tym napisal wprost,
                      itd. Jednak widac sa osoby na forum uwazajace, ze takie wypowiedzi im nie na
                      reke, ze tylko to co one uznaja na forum ma byc prawo wpisane. Nigdy nic
                      podobnego sie nie dziala na forum. Widac czyjas milosc wlasna urazona i brak
                      kompletny pokory, no to do skasowania bo mi nie na reke. Przytocze w skrocie
                      swoja wypowiedz wczorajsza. I jesli ponownie skasowna zostanie bede ja
                      przytaczac do skutku:)nie doslownie, bo nie kopiowalam:)
                      "Tilio, moje chrzescijanskie podejscie jest takie samo:)
                      Jestesmy dorosli i nie ma co sie obrazac, trzeba starac sie rozumiec ze pisanie
                      jest czesto w wielkich emocjach , we lzach i w bolu. Jago jesli musisz tu
                      krzyczec-krzycz, jesli chcesz tu plakac -placz, jesli nie zgadzasz sie z czyimis
                      przemysleniami - masz prawo to napisac, jesli masz inny poglad- tez tu masz
                      prawo to napisac, jesli chcesz powiedziec innemu forumowiczowi ,ze moze jest
                      malo wyrozumialy, itd - tez w sposob kulturalny masz prawo to napisac....Po to
                      jest to forum. Jago jestesmy tu wszyscy (jedni krocej, inni juz ponad rok,
                      dluzej) zeby sie wzajemnie wspierac, zeby razem wychodzic powoli z cierpienia."
                      I kochani do tej pory bylo to forum tak zupelnie inne niz wszystkie, nikt sie
                      nie obrazal, nie kasowal cudzych wypowiedzi...Wielka szkoda, bo to byly listy do
                      Jagi i jej moze byly potrzebne...
                      Halina-mama Agatki
                    • jaga123-0 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 09:03
                      Halinko! Dziękuję Ci za te ciepłe słowa. Wczoraj miałam tragiczny dzień, dlatego
                      może mój tak wielki żal. Przepłakałam cały dzień, wieczorem zasiadłam przed
                      komputerem i ta moja reakcja. Nie chciałam nikogo urazić ani też pisać w co ma
                      wierzyć.Masz rację, nie jestem jeszcze w stanie ani zaakceptować ani pogodzić
                      się z tym, co się stało. Oby mój żal do całego świata minął, nie jest mi z tym
                      dobrze.Bo tęsknota, przeszywający ból, moja miłość bezgraniczna nigdy nie minie.
                      Pozdrawiam ciepło
                • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 22:32
                  198-3mk myślę, pisałam już zresztą gdzieś o tym, że kiedy odchodzi stąd bliska
                  osoba, to tak naprawdę nie martwimy się o to, co ją tam czeka i czy tam jest czy
                  jej nie ma, tylko odczuwamy naszą stratę tutaj i to z tą naszą stratą nie
                  potrafimy sobie poradzić.To nie jest dyskusja o tym czy lepsze jest życie na
                  ziemi(bo jakie jest to każdy widzi jak tu wszyscy razem jesteśmy) czy w
                  ewentualnym raju,piekle i czyśćcu.To jest dyskusja o tym, w co wierzyć lub nie
                  wierzyć, żeby nie zwariować,dlatego, że ich TUTAJ z nami nie ma.

                  Dyskusja o tym czy Bóg jest czy go nie ma jest w pewien sposób bez sensu, bo i
                  tak nikt pewnie nikogo nie przekona a dowodów, ŻADNYCH, nie ma żadna ze
                  stron.Natomiast jest inny sens w tej dyskusji - odreagowanie, wylanie tej
                  duszącej złości, żalu.Jedni podbudowują w ten sposób wiarę, inni wyrażają
                  wątpliwości, wszyscy dzięki temu mamy możliwość powiedzieć, co czujemy i zająć
                  czymś myśli.A obrażanie, hmm, jesteśmy tu chyba wszyscy dorosłymi ludźmi.Nikt
                  nikogo nie zmusza do pisania, nikt nikogo nie zmusza do czytania.Jeżeli weźmiemy
                  pod uwagę, że każda osoba tu obecna pisze pod wpływem emocji i bardzo ciężkich
                  przeżyć,jeżeli do wszystkich tych przeżyć odniesiemy się z odpowiednim
                  szacunkiem, to nie mamy się o co obrażać.Ale może to tylko moje
                  niechrześcijańskie podejście zakłada, że tak można:)
                  • halas1961 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 22:51
                    Tilio- Moje podejscie chrzescijanskie tak samo zaklada:)
                    Chcesz krzyczec-krzycz, chcesz plakac-placz, chcesz sie dzielic swoja
                    prywatnoscia-rob to, chcesz powiedziec wszystkim, ze na Boga sie pogniewalas-
                    zrob to, chcesz powiedziec ze nadal w Boga NIE watpisz - powiedz to, chcesz
                    napisac ,ze masz inne zdanie, ze cos Ci sie nie podoba w podejsciu innego
                    forumowicza - tez masz prawo to napisac...I jak do tej pory w zadnym z wpisow
                    nie zauwazylam nic obrazliwego. Choc niektorzy za wyrazenie swojego odmiennego
                    zdania sie obrazaja:) Na innych forach to dopiero sie dzieje, tu jest pelna
                    kultura, obrazac sie nie ma za co...
                    Halina-mama Agatki
                    • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 23:11
                      Dziękuję Halinko.Ja też uważam, że nie ma się o co obrażać.I cieszę się,że są
                      też tolerancyjni chrześcijanie:)Nie, no przepraszam, bo to brzmi jednak
                      złośliwie.Ale cóż zrobię, mam takie przykre niestety doświadczenia.Ludzie tak
                      łatwo odrzucają tych, którzy inaczej myślą, inaczej czują.A przecież wiara
                      katolicka zakłada miłosierdzie.Dobrze, że czasem można znaleźć choć kilku
                      sprawiedliwych:)
                      Pozdrawiam ciepło
              • waga_a Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 21:46
                Jestem matką, która straciła ukochanego, dorosłego Syna. Wyjątkowego.
                Po ponad rocznej męce i walce umarł na nowotwór. Od razu nie miał żadnych szans.
                Pomimo, że minęło 3 lata, ból, niedowierzania i tęsknota jet taka sama.. To co
                się stało, jest nie do przyjęcia i nie do ogarnięcia, ani sercem ani wiarą..
                Jeszcze raz powtórzę, co już kiedyś napisałam.. Bóg zawiódł mnie straszliwie,
                opuścił w najtragiczniejszym momencie...
                Rzozumiem Cię Jago i myślę i czuję tak samo.

                A większość wypowiedzi Ośmiorniczki czytam z wielkim zażenowaniem...
                I ta jej irytująca pewność, że wie wszystko najlepiej o Bogu..
                Gosia
                • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 22:40
                  waga_o bo to jest chyba tak, że jak się samemu nie jest do końca czegoś pewnym,
                  to mówi się o tym z nadmierną pewnością, żeby siebie samego przekonać i nie
                  dopuścić do głosu wątpliwości.Dlatego niektóre osoby z taką pewnością piszą o
                  Bogu, jakby były, widziały i nie mogły się nadziwić, że inni mogą tej
                  oczywistości nie dostrzegać

                • anika98 Re: Rozmowy o Bogu 12.09.09, 23:48
                  Droga Wago nie naleze do osob wierzacych,ale nie naleze rowniez do
                  tych,ktorzy wykluczaja Jego istnienie-poprostu nie wiem,szukam mojej
                  drogi.Czytam z zainteresowaniem wszystko i nie jest powiedziane,ze
                  musze we wszystko wierzyc,czy musi mi sie podobac.Nie osmielam sie
                  jednak krytykowac,bo pod kazdym z pseudonimow na tym forum znajduje
                  sie osoba,ktora ma uczucia,ktora cierpi i przede wszystkim,ktora ma
                  prawo napisac to co mysli.Nie widze powodow,zeby sprawiac komus
                  przykrosc tylko dlatego,ze mylsli inaczej niz ja.Pozdrawiam.
            • pam_71 Prośba o tolerancję !!! 14.09.09, 14:44
              A Ja uważam, że nie ma ani szatana ani boga.
              Wiara w "coś wyższego" potrzebna jest nam - słabym ludziom, aby
              jakoś znaleźć sens w codziennym życiu. Aby poczuć
              się "lepiej" .... ;-) Od początku swojego istnienia (tj od momentu
              kiedy praczłowiek zszedł z drzewa) poszukiwał owego "sensu" ... w
              bożkach, legendach, niestworzonych opowieściach ....
              Czy wolno mi tak myśleć ?! Powiem szczerze ... czytając wasze
              wypowiedzi jakos nie sądzę. Jesteście tacy tolerancyjni, ale "ja
              będe się smażyć w piekle" ;-p
              Przepraszam, jesli kogoś uraziłam, ale nie rozumiem wywoływania
              tematu "Rozmowy o Bogu" nie dopuszczając innych "racji" jak tylko
              swoje ... bo moje jest najmojsze ...
              Pozdrawiam wszystkich bez wyjatku.
              Pam
          • annubis74 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 09:26
            a ja mam ochotę śmiać się z tego szatana (choć śmiech to raczej
            szyderczy)- faceta z rogami i widłami, jakiegoś transcendentalnego
            bytu na którego tak łatwo zrzucić winę
            mam w głowie wizję jakiejś reklamy, gdzie na jednym ramieniu siedzi
            aniołek w piórkach, a na drugim diabełek z widłami
            łatwo jest usprawiedliwiać swoje grzechy podszeptem faceta z rogami
            i widłami, ale tak naprawdę to szatan jest w nas - w naszych
            grzeszkach, złych uczynkach, złych myślach, złych słowach
            I napawdę na nikogo nie musi polować, bo sami chętniej wybieramy te
            drogę niz bardziej wyboista ścieżkę dobra...
            Szatan to my, sami dla siebie
            • tilia7 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 14:18
              A mnie jest Szatana żal. Szatan jest najsmutniejszą postacią w literaturze albo
              jedną z najsmutniejszych.Szkoda mi go.Wszyscy sobie nim wycierają buźki.Tak
              łatwo na kogoś zwalać odpowiedzialność.Tak trudno wziąć ją na siebie.
              • annubis74 Re: Rozmowy o Bogu 13.09.09, 19:30
                Może masz rację. W końcu to Upadły Anioł. A przecież wszechwiedzący
                Bóg musiał wiedzieć od początku, że Szatan się zbuntuje...
                I dzięki temu możemy łatwo wskazać palcem - to nie ja, to przecież
                Szatan jest wszystkiemu winien
            • 198-3mk Czegoś tu nie rozumiem... 13.09.09, 14:41
              Ty Halinko masz prawo... Ty Jago masz prawo...?/ Z całym
              szacunkiem, do tego przez co teraz przechodzisz/... Wiele innych na
              tym forum ma prawo... A dlaczego ja mam go nie mieć...?
              Nikogo nie uraziłam... Żadnej z Was nie obraziłam... A Wy huzia
              na Józia... I jak Wam to zgrabnie poszło...:(
              Ja tylko chciałam podzielić sie z Wami tym, jak ja przeszłam przez
              najgorszy czas żałoby, po stracie dziecka... Bo ja też cierpie,
              jeżeli wogóle, przyszło Wam to do głowy...
              Nikomu nie narzucałam nic, co miałoby oznaczać wiarę w Boga, czy w
              to, że Jego nie ma... To sprawa indywidualna, każdego z Nas...
              Proszę przeczytać jeszcze raz moje wczorajsze wpisy, i jesli
              znajdziecie tam choćby jedno zdanie, jedno słowo, że coś komuś
              narzucam, zwrócę wam honor... Bo takowy posiadam....
              Jedna z Pań pisze, że jej syn był wyjątkowy... Nie wątpię w to...
              Ale mój SYN dla mnie, też był JEDYNY... KOCHANY.. NIEZASTĄPIONY...
              Tak jak każdy zmarły, o którym piszecie na tym forum...
              Dziwi mnie to, dlaczego tak Wam przeszkadzają wpisy Ośmiorniczki na
              temat istnienia Boga... Uwazam, że skoro przynosi Jej to, jakąś
              ulgę, to też ma do tego prawo...
              Zawsze bedzie tak, że ile ludzi to tyle opini,odmiennych zdań i
              poglądów...

              Halinko Kochana... Co do znikajacych wpisów, to nie moja sprawka...
              Nawet nie wiem, jak sie je kasuje:)
              Życzę Wam wszystkim, bez wyjątku, tego spokoju w sercu, który
              pomoże Wam, przejść przez tak trudną drogę w Waszym życiu...
              Życzę Wam,takiej mądrości, abyście swojemu bólowi... Swojej
              rozpaczy... Swojemu gniewowi, po stracie swich bliskich, nie
              pozwolili na to, aby Wasze SERCA, zamieniły się w czare, wypełnioną
              po brzegi goryczą...

              Pozrawiam Wszystkich Cieplutko...
              Beata-mama Marcina, Ktora też bardzo cierpi po straci swojego syna...
              • halas1961 Re: Czegoś tu nie rozumiem... 13.09.09, 17:13
                Droga Beatko
                Nikt nie zabrania Ci wyrazania swoich odczuc i opinii. I nikt nie napada na
                Ciebie. Raz jeszcze wszystko poczytalam. Nikt Ci niczego nie zarzucal, zle chyba
                odebralas. Raczej wiekszosoc listow byla skierowwana do Jagi, aby ja ze tak
                powiem pocieszyc, ze ma prawo do swojego sposobu przezywania, ze nie musi
                odpowiadac na pytanie zawarte w tytule Twojego postu"dokad pojdziesz Jago..."
                Beatko naprawde nie ma sensu podejrzewac, ze my na ciebie huzia. Przeczytaj na
                spokojnie raz jeszcze wszystko. A ze zniakajacymi postami juz wytlumaczylam
                ...cos sie dzialo z komputerem albo ze strona, lub tez moze nasi bliscy sie tu
                wtracali:) naprawde nie bylo wpisow i glupio pomyslalam ze zotaly usuniete.
                Slaby ze mnie czlowiek jesli takie podejrzenia mialam, bardzo
                slaby...przeprosilam za to, raz jeszcze przepraszam jesli ktos sie poczul
                skrzywdzony. Jak pisala Tilia pelno tu emocji, lez, pelno ludzi tak roznych od
                siebie, ale uwazam nadal, ze jest to jedno z najbardziej niezwyklych miejsc w
                sieci. Jedno z miejsc gdzie spotykaja sie niezwykli ludzie, do ktorych i Ciebie
                Beatko mozna zaliczyc. Beatko spokojnie podejdz do wszystkeigo. Takie dyskusje
                sa tu nieuniknione...Jak pisze Tilia jestesmy dorosli, nie bierzmy wszystkiego
                tak bardzo do siebie. Ja czasem tez ten blad popelniam...i sie czuje obrazona, a
                potem mysle nie bylo powodu, to wszystko mija i wychodzi, ze nie bylo warto sie
                tak denerwowac. Co do wpisow Osmiorniczki sa tacy co je czytaja, sa tacy ktorym
                dzialaja na nerwy, sa tacy co w nich pocieszenie znajduja. Przeciez Osmiornczka
                kiedy chce pisze i nikt jej nie zabrania. A jesli ktos napisze, ze go to irytuje
                coz w tym zlego. Przeciez ma prawo kogos irytowac. Tak jak ma prawo irytowac
                kogos moja bezgraniczna ufnosc w spotkanie z corka i moje naiwne wiersze. I
                niech tam , niech ktos nawet to wypowie ja i tak bede wierzyc. Wiec nie
                zabraniajmy pisania innym ze cos ich irytuje. My mozemy tez napisac swoja
                opinie. Wszystko odbywa sie jak narzaie w granicach (moim zdaniem)nikogo nie
                raniacych. Beatko nie czuj sie urazona:)
                Pozdrawiam
                HAlina-mama Agatki
                • 198-3mk Re: Czegoś tu nie rozumiem... 13.09.09, 21:07
                  I znowu Halinko, żle mnie odebrałaś...
                  Ja na nikogo się nie obraziłam... Za stara jestem, aby takie sprawy
                  wywołały we mnie takie emocje,jak obrażanie sie... Mnie chodziło o
                  moje wpisy, czy jest tam choć jedno zdanie, które mogłoby urazić
                  Jage... Bo moim zdaniem, o to własnie Wam chodziło, w całym tym
                  zamieszaniu...
                  Niestety jesteśmy tylko ludźmi, i tak jak piszesz Halinko, kazdy z
                  nas ma inny temperament, inne podejście do oceny danego tematu.
                  Myslę że czegoś innego oczekiwałam na tym forum...
                  Pomyliłam się... Chociasz sama też nie jestem aniołem...
                  Jeszcze raz podkreslam, na nikogo sie ni obraziłam...
                  Poradziłam sobie sama przez 46 miesiecy, więc chyba dalej też dam
                  radę... Po co tracić energię na jakieś bzdurne niedomówienia...

                  Życzę Wam, abyście znalazły tutaj to, czego szukałyście...
                  Aby to forum, spełniło Wasze oczekiwania...
                  198-3mk Beata-mama Marcinka...
    • osmiorniczka030 Na mnie juz czas... 13.09.09, 21:16
      Moi drodzy Forumowicze!

      Nadszedl chyba moment, abym to ja wypowiedziala sie w swojej wlasnej
      sprawie, bo od moich tekstow zaczal sie caly spor. Nie chce, by moje
      wpisy kogokolwiek ranily. Skoro tak sie dzieje, to znak dla mnie, ze
      moja obecnosc na tym forum dobiegla juz konca. Ale zanim odejde
      pozwole sobie jeszcze na kilka refleksji.

      Beatko!
      Coz powiedziec... Jestes wielka! Dziekuje :-)

      Martus!

      Przytulam Cie bardzo, bardzo mocno. Ty wiesz, ze jestem z Toba... :-)

      Mala!
      Walcz, nie poddawaj sie! Bede Ci kibicowac :-)

      Anika!
      Wielkie dzieki za wyrozumialosc :-)

      Grazynko!
      Twoja Patunia zyje i ma sie dobrze. Ciesze sie, ze w to wierzysz :-)

      Halinko!
      Agatka moze byc z Ciebie dumna. I jeszcze jedno. Mmmmmmm... ;-)

      Annubis!
      Jestem przekonana, ze Bogu mozna mowic "TAK" na rozne sposoby i ze
      dla Boga najwazniejsze jest to, co mamy w sercu :-)

      Jago, Wago...

      Rozumiem Wasze poirytowanie, rozgoryczenie i Wasz wielki bol. Jesli
      Was urazilam - przepraszam. Nie bede Was dluzej draznic swoja osoba.
      Zycze Wam duzo sily i mimo wszystko wiary w to, ze smierc nie jest
      koncem istnienia.

      A Tilie zostawilam sobie na "deser." :-)

      Pamietaj Tilia, ze "kto sie czubi, ten sie lubi" :-)
      Bardzo serdecznie Ci dziekuje za wszystkie rozmowy i poswiecony mi
      czas.

      Kurcze, bedzie mi brakowalo tego "medrka-antychrysta." Coz, szybko
      sie przywiazuje... I kogo ja teraz bede ewangelizowac... ;-)

      Dlaczego rozmowy o wierze i Bogu?

      Kiedy trafilam na to forum, to ja szukalam odpowiedzi na liczne
      pytania i watpliwosci, dotyczace wiary. Zadawalam pytania o sens
      smierci, cierpienia i sens naszego zycia. Nie bylo nikogo, kto by
      chcial odpowiedziec mi na moje watpliwosci. Po roku wiele rzeczy
      zaczelo ukladac mi sie w logiczna calosc. Chcialam podzielic sie tym
      z Wami w nadziei, ze w ten sposob pomoge komus na forum tak
      zagubionemu w wierze, jak ja bylam 1,5 roku wczesniej. Dla mnie
      samej byl to rowniez pewien rodzaj terapii.

      Nie kaze nikomu w nic wierzyc. Wiara jest sprawa indywidualna i
      kazdy sam decyduje o tym, w co wierzy. Kazdy z nas o sprawach
      ostatecznych mowi tak, jak je rozumie, ja rowniez, co wielokrotnie
      podkreslalam. Zastanawiam sie tylko, dlaczego tak bardzo przeszkadza
      niektorym moja mocna wiara. Czy to jakis grzech? Czy lepiej by bylo,
      zebym udawala, ze nie wierze? Ja wcale nie twierdze, ze wszystko
      rozumiem i ze znam odpowiedz na kazde pytanie, ale jesli cos jest
      dla mnie jasne, to dlaczego mam sie nie wypowiedziec, skoro ktos
      inny o to pyta?

      Wszystkim Forumowiczom dziekuje za rozmowe ze mna i poswiecony mi
      czas, czy po prostu za to, ze przez te 1,5 roku bylismy razem. Bo
      przeciez tak naprawde nie jest wazne, jakie kto ma poglady, ale zeby
      byc w tym nieszczesciu razem. Dziekuje, ze byliscie ze mna.

      Pozdrawiam.
      • halas1961 Re: Na mnie juz czas... 13.09.09, 21:49
        Osmiorniczko i Beatko zrobicie jak uwazacie, ale z powodu jednej dyskusji zeby z
        forum znikac. Rozumiem jesli ktos stwierdzi, ze juz forum nie jest mu
        potrzebne... bo daje rade sam, itd. Moim zdaniem te kilka wypowiedzi to nie jest
        powod aby odchodzic z forum. Osmiorniczko tak jak sa przeciwnicy tak i sa
        zwolennicy Twoich wypowiedzi a i sa tacy co tak jak ja maja spojrzenie na Twoje
        posty jakby posrodku(zeby sie nie rozpisywac za wiele). Absolutnie to nie powod
        aby z forum odchodzic. Zachecam do pozostania:)POza tym nie odebralam nigdzie,
        ze Twoje wpisy rania, ze irytuja owszem, denerwuja... a to wielka roznica.
        Czasem irytacja i zdenerwowanie sa poczatkiem zmian w mysleniu:)
        Pozdrawiam
        Halina-mama Agatki
        • halas1961 Re: Na mnie juz czas... 13.09.09, 21:59
          Aha i jeszcze Osmiorniczko moim zdaniem jesli twoje pisanie wywoluje nieraz tak
          duze emocje znaczy ze jest wazne. Gdyby pozostalo bez odpowiedzi, gdyby
          forumowicze obojetnoscia na nie zareagowali to byloby zle. A reakcja nieraz
          gwaltowna dobrze moim zdaniem wrozy. Nie wyglupiaj sie i z forum nie odchodz.
          Halina-mama Agatki
          • tilia7 Re: Na mnie juz czas... 13.09.09, 22:21
            No i jeszcze chciałam się podpisać pod tym, co pisze Halinka.Bo faktycznie
            niewiele wątków wywołuje aż tyle emocji i odpowiedzi.A skoro tak to jest to
            ważne, niezależnie od tego, do jakich w końcu wniosków każdy z nas dojdzie.
            Pozdrawiam ciepło
      • tilia7 Re: Na mnie juz czas... 13.09.09, 22:18
        Ośmiorniczko, bardzo mi przykro, że masz zamiar mnie przestać ewangelizować, bo
        ja też mam takie uczucie, że kto się czubi ten się lubi.Mam inne zdanie na temat
        religii i faktycznie czasem zbyt autorytarnie wypowiadasz swoje opinie, ale mnie
        one nie obrażają ani nie robią mi żadnej przykrości.Jak wspomniałam jestem osobą
        dorosłą i skoro biorę udział w dyskusji, to biorę również pod uwagę, że ktoś ma
        prawo do innego zdania.Dla mnie ta wymiana poglądów była bardzo ważna, również
        dlatego, że musiałam starać się ubrać w słowa to, co czuję i w co sama wierzę.A
        co za tym idzie przyjrzeć się dokładniej temu, w co sama wierzę.
        Będzie mi smutno bez Ciebie.Jeśli miałabyś ochotę to napisz na mojego maila
        gazetowego, odpiszę na pewno, bo jak wspomniałam, nie zgadzam się z poglądami a
        przede wszystkim z tą Twoją pewnością, ale jako osobę darzę Cię dużą
        sympatią.I, co też myślę ważne, dziękuje Ci bardzo, bo ta dyskusja ma dla mnie
        ważne znaczenie również dlatego, że choć na chwilę odrywałam się od myślenia o
        swoim bólu.Dziękuję ci za poświęcony czas
        • anika98 Re: Na mnie juz czas... 14.09.09, 00:24
          Osmiorniczko,jestem na tym forum od roku,chociaz bardzo rzadko
          zabieram glos.Byl to dla mnie niezwykle ciezki rok-ten
          pierwszy.Przezylam go rowniez dzieki temu forum,dzieki Wam
          wszystkim.Mam nadzieje,ze beziesz nadal pisac.pozdrawiam.
          • maretta111 Re: Na mnie juz czas... 14.09.09, 11:46
            Dlatego też powstał niedawno mój wątek "dziwnie tutaj"(swoje wysłuchałam i
            przeczytałam). Ja też poczułam się niedawno odtrącona przez Was, ale zaglądam tu
            bo ze swoim bólem zostałam się sama. Każda z Was cierpi, każda na swój sposób i
            chyba nie ma sensu obrażać się i innych. Jeśli jest potrzeba to trzeba pisać,
            jeśli nie to w spokoju bez waśni odejść, nic przecież na siłę, dla mnie pisanie
            tu i czytanie Waszych wypowiedzi bardzo pomaga, mogę się z czymś zgodzić albo
            nie,ale nikogo nigdy nie uraziłam, pozdrawiam cieplutko. Marta -ciągle cierpiąca
            siostra po śmierci jedynego brata
            www.youtube.com/watch?v=oVSFqIL-SBk
            Braciszku kocham, tęsknię, czekam...