ijaw
31.12.04, 15:02
Japonka znalazła sposób na zaprezentowanie kultury swego kraju w odległej
Polsce decydując się na nieodpłatne nauczanie języka japońskiego w Tarnowskich
Górach. Wystarczy pomysł i dobra wola, prawda?
"Nauczycielka japońskiego
60-letnia Yukari Ota od trzech miesięcy mieszka w Tarnowskich Górach. Polska
bardzo jej się podoba, opowiada "Dziennikowi Zachodniemu". Niedawno, wracając
z Częstochowy, obserwowała zachód słońca. - Takie kolory pierwszy raz
widziałam. Słońce zachodziło, a wokół były zamarznięte pola - Japonka szuka
słów dla wyrażenia zachwytu.
Ale dostrzega też minusy. Ludzie plują na chodniki, a skwery są pełne psich
odchodów. W Japonii to się nie zdarza. Tam wszyscy mieszkańcy domu muszą się
zgodzić, by sąsiad miał psa. No i herbata w Polsce jest zbyt gorąca! - Ale
ludzie są tacy mili, ciepli - mówi.
Przyjechała na Śląsk, żeby uczyć japońskiego. Za darmo, jako wolontariuszka.
Trafiła do nas dzięki pośrednictwu Mirosława Błaszczaka, byłego attache
kulturalnego przy polskiej ambasadzie w Tokio, a teraz dyrektora
Tarnogórskiego Centrum Kultury. - Dla niej to wielka przygoda. Na razie
doskonale daje sobie radę.
Yukari uczy japońskiego dwie grupy. Z jedną spotyka się w piątki, z drugą w
soboty. Podczas pierwszych lekcji każda z grup liczyła prawie dwie setki
uczniów. W dużej szkolnej auli liceum nie było jej widać z ostatnich rzędów.
Jest niziutka i ginie w tłumie. Teraz w piątki przychodzi 30 najwytrwalszych,
a sobotnia grupa liczy około 60 osób.
Japonka chwali wszystkich, bo pilnie się uczą. Po każdej lekcji robi
sprawdziany. Na wielu kartkach nie ma ani jednego błędu. Wielu uczniów
opanowało już katakanę, jeden z japońskich systemów pisma, w którym znaki
odpowiadają dźwiękom.
Yukari studiowała biologię, ale po wyjściu za mąż poświęciła się pracy w domu.
Czwórka dzieci dorosła i wtedy postanowiła zrobić coś dla siebie. Trafiła do
stowarzyszenia promującego japońską kulturę i język. Zaczęła uczyć
obcokrajowców. Tak dotarła do Polski."