Dodaj do ulubionych

SKĄD wiecie, że Bóg jest??

30.06.06, 17:56
...to nie jest pytanie retoryczne, denerwuje mnie po prostu ton większości
postów zamieszczanych przez katolików - jakieś teoretyczne bleblanie, w
najlepszym wypadku teologia. Dajcie tu trochę prawdziwego życia, bo skoro
próbujecie nawracać tutejszych ateistów i bronić Kościoła chyba najlepsze
efekty przynosi świadectwo żywego człowieka, który czegoś naprawdę
doświadczył. W tym wypadku obecności Boga, bo przecież tylko dzięki Jego
istnieniu instytucja tak kontrowersyjna jak Kościół ma rację bytu. Zapraszam
do podzielenia się doświadczeniami, z faktami trudniej polemizować...
Obserwuj wątek
    • mandaryna65 BOga nie ma! Gagarin go nie widział! 30.06.06, 18:00
      gola_baba napisała:

      > ...to nie jest pytanie retoryczne, denerwuje mnie po prostu ton większości
      > postów zamieszczanych przez katolików - jakieś teoretyczne bleblanie, w
      > najlepszym wypadku teologia. Dajcie tu trochę prawdziwego życia, bo skoro

      no właśnie, dajcie prawdziwego życia! Tylko Jezus da ci prawdziwe życie!
      • gola_baba Re: BOga nie ma! Gagarin go nie widział! 30.06.06, 18:08
        no właśnie...już ten przewrażliwiony ton...Ja nie wątpię w istnienie Boga! w
        swoim poście zachęcam tylko, żeby mówić o Jego doświadczaniu w swoim życiu, żeby
        ludzie pisali o doświadczeniach a nie wiedzy teologicznej. Nie chodzi mi tu o
        dowody naukowe na istnienie Boga, ale świadectwa na jego obecność w życiu
        konkretnego człowieka...Ech.... Draznią mnie te nerwowe spory na forum, to
        dogryzanie sobie, pomyślałam (może głupio), że jeśli ktoś mówi o tym co przeżył,
        jest bardziej wiarygodny i dyskusja ma szanse nie zmienić się w opluwanie się
        jadem...
      • poszukiwacz_odpowiedzi Re: BOga nie ma! Gagarin go nie widział! 01.07.06, 12:39
        mandaryna65 napisała:

        > gola_baba napisała:

        > no właśnie, dajcie prawdziwego życia! Tylko Jezus da ci prawdziwe życie!

        Nie martw się, są jeszcze bardziej idiotyczne sekty. Przykładowo

        Kościół Scjentologiczny to wreszcie jeden z najbogatszych i najdynamiczniejszych
        związków wyznaniowych, który obecnie ma kilka milionów członków w 159 krajach i
        tysiące placówek. Z drugiej jednak strony tam gdzie jest poddawany szczególnym
        represjom, tam traci wpływy, np. w Niemczech było niegdyś 30 tys. scjentologów,
        podczas gdy dziś ich liczba spadła do ok. 12 tys.
        Główna kwatera ruchu mieści się Gilman Hot Springs (130 km od Los Angeles). Z
        kolei w Clearwater na Florydzie jest całe miasto scjentologów. W Europie centrum
        znajduje się w Kopenhadze. W niektórych krajach europejskich działalność
        Kościoła Scjentologicznego jest ograniczana, m.in. w Niemczech, Francji, Rosji.
        Zob. więcej: Scjentolodzy wygrali sprawę sądową w sprawie inwigilacji przez
        niemiecki wywiad.
        Obecnym prezydentem Międzynarodowego Kościoła Scjentologicznego jest Heber C.
        Jentzsch, były mormon i absolwent Uniwersytetu Utah. Wydają takie czasopisma jak
        "Advance", "Auditor", "Crusader", "Freedom". Symbolem scjentologii jest
        wydłużona litera "S" z dwoma trójkątami.
        Początki
        Początki scjentologii oraz jej założyciel są wyjątkowo mało nobliwe. L. Ron
        Hubbard, średniej klasy ale dość poczytny pisarz opowieści science-fiction,
        wymyślił pseudonaukę pod nazwą dianetyki, która miała być alternatywą dla
        psychologii i psychoterapii. Po kilku latach dobudował do tego "teologię", która
        była zlepkiem prozy science-fiction o kosmitach i elementów różnych tradycyjnych
        nurtów religijnych (głównie buddyzm i taoizm). Pseudonauka (dianetyka) obudowana
        neoteologią (opowieść o Xenu, Thetanach, wcieleniach itd.) dała scjentologię,
        która następnie została ujęta w ramy organizacyjne Kościoła Scjentologicznego
        przy którym powstało szereg różnych organizacji parawanowych.
        Neoteologia scjentologiczna
        Poza praktykami psychoterapeutycznymi scjentologowie zrzeszeni w Kościele mają
        także pewien zespół wierzeń, który to jest najczęściej wykorzystywany do
        ośmieszania scjentologii. Owe wierzenia nie są tak wyeksponowane w praktyce
        scjentologicznej i przekazywane są wyznawcom dopiero na wyższych stopniach
        wtajemniczenia (OT III). Jak widać więc nawet scjentologia, która mieni się być
        "technologią doskonalenia duchowego" lub "filozofią religijną stosowaną", nie
        obywa się bez mitów o pochodzeniu człowieka.
        A było to tak...
        75 mln lat temu żył "kosmiczny baron" imieniem Xenu, w którego władaniu
        znajdowało się 76 planet w naszej części galaktyki. Ów Xenu stanął przed
        problemem znacznego przeludnienia owych planet, z których każda liczyć miała bez
        mała 178 mld istot. Nazbyt radykalna polityka demograficzna Xenu miała zeń
        uczynić satrapę i doprowadzić do upadku. Zwołał on otóż swoich podwładnych na
        rzekomą weryfikację podatków, ale zamiast tego podstępnie wstrzyknął im - przy
        pomocy psychiatrów (co nie jest bez znaczenia!) - alkohol zmieszany z glycolem,
        by wywołać paraliż. Następnie upakował swe ofiary do statków kosmicznych, które
        skierował na Teegeeack znaną dziś jako Planeta Ziemia. Otumanione ofiary
        poukładał następnie wokół wulkanów, w których jednocześnie umieszczono bomby
        wodorowe. Po odpaleniu bomb miała miejsce hekatomba. Eksplozja spowodowała
        jednak wyzwolenie się tzw. thetanów, czyli dusz, które również musiały być
        unieszkodliwione, aby zapobiec ich powrotowi na swe planety. Za pomocą wysokiej
        elektroniki Xenu wyłapał więc thetany i je uwięził w specjalnych listwach. Nie
        koniec jednak na tym niecnego planu Xenu. Uwięzione dusze zostały następnie
        poddane implantingowi, czyli swoistej intensywnej indoktrynacji polegającej na
        wyświetlaniu im trójwymiarowych obrazów, które pouczały o tym, jak "powinno"
        wyglądać życie i wtłaczając im cały szereg mylnych wiadomości na ich własny
        temat. M.in. wszystkie thetany zostały pouczone, że kiedyś były Bogiem, Diabłem
        i Chrystusem. Przed tą hekatombą thetany były bardzo mocne, dzięki swoim myślom
        i wyobrażeniom mogło sobie stworzyć wszystko, czego zapragnęły. Po tym wszystkim
        biedne thetany zaczęły się grupować, a dążąc do zagnieżdżenia się w jakiejś
        materialnej powłoce pozajmowały niewielką liczbę ciał pozostałych na Teegeeack.
        Xenu koniec końców upadł, lecz nie zmieniło to niczego w egzystencji thetanów.
        Wydarzenie to znane jest scjentologom jako "Incydent II", zaś traumatyczne
        wspomnienia z tym związane jako Ściana Ognia lub implant R6.
        Dalsza część historii jest już oczywista. Jako ludzie jesteśmy więc siedliskiem
        gromad thetanów (za błąd jednak uznaje się twierdzenie, że "mamy w sobie
        thetany", według scjentologii sami jesteśmy thetanami, które kontrolują ciało i
        umysł). Po śmierci naszego ciała thetany potrzebują ok. 20 lat na znalezienie
        kolejnego, choć jeśli popełnią w poprzednim ciele zbyt dużo błędów, to może być
        i tak, że nowego sobie nie znajdą. Tak powstają historie o duchach i upiorach.
        Kiedy to zrozumiemy i podejmiemy odpowiednie środki zaradcze, które odkryła nam
        scjentologia, mamy szansę wyczyścić się z mistyfikacji, jakie nawszczepiał nam
        przed milionami lat niegodziwy Xenu, mamy szansę na poznanie siebie, osiągnięcie
        pełnego potencjału i ostatecznie wyzwolenie się.
        Nie było dotąd za wiele prób ubierania science-fiction w szaty religijne, stąd
        wielu śmieszy ten mit. Mówi się więc, że scjentologowie są jakoś nadzwyczajnie
        naiwni, że wierzą w jawne niedorzeczności. Uważam jednak te oceny za jawnie
        niesprawiedliwe. Prawdopodobnie większa część ludzkości wierzy w co najmniej
        równie niedorzeczne, a często i dużo bardziej niedorzeczne mity religijne, ale
        taka krytyka wobec nich jest kwitowana oburzeniem i wezwaniem do szanowania
        "tradycji religijnych". Tak naprawdę większość religii ma równie niedorzeczne
        mity religijne, które jednak wraz z procesem systematycznej indoktrynacji od
        najwcześniejszych lat powszednieją w swym oderwaniu od realizmu, po prostu nie
        dostrzega się na co dzień, że dla kogoś z zewnątrz uwierzyć w owe "tradycje"
        jest tak trudno, jak dla nas w mity scjentologiczne. Co więcej, mity
        scjentologii są bardziej uwspółcześnione, więc w sytuacji hipotetycznej
        przedstawienia mitów chrześcijańskich i scjentologicznych jakiemuś mieszkańcowi
        zachodniej kultury, który jakimś cudem nie tylko nie znałby mitologii
        scjentologicznej, ale i chrześcijańskiej, prawdopodobnie uznałby, gdyby miał
        odpowiednią podatność na mity religijne, że bardziej sensowny jest mit
        scjentologiczny. Bądź co bądź statek kosmiczny wydaje się być bardziej dorzeczny
        niż rydwan ognisty i pióro archanioła, piętno rozgrywek międzyplanetarnych
        wydaje się też ociupinkę bardziej wiarygodne niż zakusy węża wokół zakazanego
        owocu. Nawet jeśli dziś towarzyszą nam bardziej wysubtelnione wyobrażania na
        temat Adama i Ewy, to z pewnością i scjentologia ma swoje bardziej wysubtelnione
        i alegoryczne interpretacje, należy tutaj pamiętać bowiem, że relacjonując to
        opieramy się głównie na ich strywializowanych i pozbawionych niuansów obrazach.
        Najbardziej zwulgaryzowane wersje tego mitu nie są z pewnością tym, co kołacze
        się w świadomości "wtajemniczonych". Jeden z nich tak ujmował cały ten melanż
        teologiczny scjentologii: "Akceptuję to na razie jako teorię, jako objaśnianie
        modelu. Gdybym o tym jednak opowiadał osobom niewtajemniczonym, stojącym z boku,
        to uważaliby mnie z pewnością za wariata. Przed kilkoma miesiącami byłbym chyba
        sam tak zareagował".
        Wniosek z tego jest więc taki, że nie mamy prawa ośmieszać scjentologii, mówić o
        jej rzekomej niedorzeczności czy kpić z naiwności jej wiernych. Takiego prawa
        nie mamy. No, chyba że jesteśmy wolnomyślicielami...
        "Technologia" scjentologiczna
        I dynamika - dążenie do przetrwania naszej jaźni, samego siebie.
        II dynamika - przetrwanie poprzez potomstwo, dynamiką tą jest więc akt seksualny
        oraz rodzina.
        III dynamika - przetrwanie poprzez pewną grupę blisk
        • poszukiwacz_odpowiedzi Re: BOga nie ma! Gagarin go nie widział! 01.07.06, 12:40
          ciąg dalszy



          Wniosek z tego jest więc taki, że nie mamy prawa ośmieszać scjentologii, mówić o
          jej rzekomej niedorzeczności czy kpić z naiwności jej wiernych. Takiego prawa
          nie mamy. No, chyba że jesteśmy wolnomyślicielami...
          "Technologia" scjentologiczna
          I dynamika - dążenie do przetrwania naszej jaźni, samego siebie.
          II dynamika - przetrwanie poprzez potomstwo, dynamiką tą jest więc akt seksualny
          oraz rodzina.
          III dynamika - przetrwanie poprzez pewną grupę bliską nam (np. szkoła, klub,
          drużyna, miasto, naród).
          IV dynamika - przetrwanie poprzez gatunek ludzki.
          V dynamika - przetrwanie jako ziemska forma życia.
          VI dynamika - przetrwanie jako część świata fizycznego (komponenty tego świata
          to materia, energia, przestrzeń, czas.
          VII dynamika - przetrwanie poprzez duszę lub to co duchowe, np. nasze idee,
          koncepcje, dzieła.
          VIII dynamika - przetrwanie poprzez Najwyższą Istotę.
          Ośmiu dynamikom podporządkowana jest cała etyka scjentologiczna, choć
          scjentologia nie wkracza dogmatycznie w sferę ósmej dynamiki - to, jak ktoś
          wierzy w taką sferę przetrwania to jest jego osobista sprawa (choć jednak
          powinien wierzyć). Symbolem owych ośmiu dynamik jest ośmioramienny krzyż.
          Mianem "technologii" w żargonie scjentologów określa się zespół praktyk
          podbudowany pewnymi teoriami quasipsychologicznymi, mających prowadzić do
          oczyszczenia i zwiększenia swego potencjału. Zwiększanie skuteczności i
          pracowitości jest środkiem do najwyższej wartości etycznej scjentologów -
          Przetrwania. Wszystkie nasze działania mają być dynamizowane właśnie żądzą
          przetrwania. Scjentologowie nie ograniczają jednak tego pojęcia do jednego
          wymiaru, lecz wyróżnili osiem tzw. dynamik (cztery dianetyczne i cztery
          scjentologiczne), czyli napędów poprzez które dążymy do przetrwania - im więcej
          z nich realizujemy poprzez nasze działania tym lepiej.
          Każda w zasadzie religia w swych założeniach ma takie haczyki, które mają
          przekonywać każdego potencjalnego wyznawcę o tym, że owej religii niezbędnie
          potrzebuje i to nie tyle ze względu na "prawdy" jakie dana religia ma deponować,
          ale dla celów czysto praktycznych: zbawienia, uzdrowienia, rozgrzeszenia itd.
          Katolicyzm głosi więc, że wszyscy rodzimy się grzeszni, obarczeni grzechem
          Adamowym i tymi pozyskanymi już z własnych zasług, lecz dzięki Kościołowi na owe
          grzechy można znaleźć niezawodny sposób. Podobne założenie, choć trzeba
          przyznać, dużo praktyczniejsze i skierowane na doczesność, zawiera także
          doktryna scjentologiczna. Przyjmuje ona, że wszyscy jesteśmy, mówiąc dosadnie,
          wyjściowo chorzy psychicznie, osłabieni w swym potencjale psychointelektualnym
          oraz zmistyfikowani. Dzięki "technologii" scjentologicznej mamy szansę najpierw
          się wyczyścić ("wyzerować", clear) a następnie podążyć ścieżką rozwoju
          duchowego. Potencjalny adept przekonuje się o tym z ankiety, która jest
          nieodzownym elementem pozyskiwania nowych wyznawców: jest to ankieta
          osobowościowa zawierająca ok. 200 pytań, po odpowiedzi na które dowiadujemy się,
          że mamy problemy psychiczne i osobowościowe na które scjentologia jest lekarstwem.
          Scjentologowie przyjmują porównanie umysłu do komputera, przy czym uważają, że
          jest on wyjściowo uszkodzony i wymaga reparacji. Przede wszystkim zawiera wirusy
          i nieuporządkowane dane. Błędne dane można z łatwością wymazać. Są to tzw.
          engramy i tworzą "umysł reaktywny", w przeciwieństwie do "umysłu analitycznego".
          Umysł reaktywny potrafi tylko rejestrować fakty, złe emocje, które kumuluje jako
          stresy, z kolei umysł analityczny potrafi analizować i rozwiązywać problemy.
          Przezwyciężanie umysłu reaktywnego i dążenie w kierunku pełni umysłu
          analitycznego jest ścieżką doskonalenia. Pewną odmianą engramów są tzw.
          implanty. Implanty to są engramy wszczepiane do umysłu z rozmysłem i złymi
          intencjami (najpoważniejszym z nich jest implant R6, związany z Incydentem II).
          Stąd właśnie tak duży nacisk w scjentologii na różnorakie mniej lub bardziej
          wartościowe i przydatne kursy doskonalenia osobowości. Pomijając to, że kursy
          owe są drogie, ich wartość jest różna, często co najmniej dyskusyjna, ale nie
          można zakładać, że wszystkie one są bezwartościowe, część z nich opiera się na
          dorzecznych założeniach psychologicznych i motywacyjnych, inne oparte są na
          teoriach pseudonaukowych. "Wszystko to wydaje się raczej rodzajem psychoanalizy
          drugiego gatunku" (Maurice C. Burrel). Z pewnością uderza ich praktycyzm, jak na
          podbudowę mitologiczną. Wiele religii wywodzi ze swych teorii szereg kompletnie
          bezcelowych dla życia "ziemskiego" praktyk, jak leżenie krzyżem, kłanianie się
          przed posągami świętymi, kropienie świętą wodą, samobiczowanie itd. Scjentologia
          obiecuje za to dzięki swoim praktykom: będziesz lepszym biznesmenem, będziesz
          lepiej się komunikował z ludźmi, rzucisz nałóg, zwiększysz współczynnik swojej
          inteligencji, poprawisz swoje życie małżeńskie, będziesz skuteczniejszy,
          wygrasz! Jak wspomniałem, owe kursy i praktyki doskonalenia z pewnością nie są
          bezwartościowe, swą skutecznością mogą być bliskie typowym czysto komercyjnym
          kursom doskonalenia osobowości. Są tam zresztą nie tylko kursy "dla ducha", ale
          i treningi dla ciała, np. tzw. rundown, który ma "uwalniać ciało z wszystkich
          trujących związków". Polega to na dwutygodniowym maratonie w saunie połączonym z
          bombą witaminową. Drogie (w latach 80. w Niemczech kosztował 3 tys. DM) i o
          wątpliwej przydatności.
          Haczyk scjentologiczny polega jednak na tym, że są one zbudowane w pewną
          piramidę, adept ma wrażenie wspinania się na coraz wyższe szczeble i coraz
          trudniej jest mu na pewnym etapie powiedzieć dość. Masz być lepszym biznesmenem
          oczywiście po to, abyś mógł kupować wyższe poziomy, droższe kursy...
          Podstawowym celem praktyk scjentologicznych jest stan clear, czyli
          wyczyszczenie. Kluczową praktyką umożliwiającą osiągnięcie stanu clear są tzw.
          auditingi, czyli swoiste sesje psychoterapeutyczne, mieszanka złożona z
          przesłuchania, hipnozy, spowiedzi i najróżniejszych form terapii. Jego zadaniem
          jest wymazanie z umysłu reaktywnego engramów (nieporozumienia, przykre emocje,
          strach, strach porodowy itd.). Osiągnięcie stanu clear jest uzależnione od tego,
          ile adept jest skory wydawać na to pieniędzy. "Skąpcy" na stan clear mogą
          pracować i po kilka lat. Dopiero po osiągnięciu clear można wspinać się po
          kolejnych szczeblach wtajemniczenia ku wyzwolonemu thetanowi. Po stanie clear są
          więc kolejne stopie wtajemniczenia oznaczone jako OT, czyli Operujący Thetan.
          Stopni OT jest 15, z czego członkowie Kościoła poznać mieli jak dotąd osiem z nich.
          Cały ten zespół praktyk związanych z auditingiem i kursami określany jest Mostem
          do Pełnej Wolności (Bridge to Total Freedom) lub po prostu Mostem. Jako że pełen
          Most jest bardzo drogi, więc sfinansować go można na trzy sposoby: z własnej
          gotówki, pracując niewolniczo i z pełnym oddaniem na rzecz Kościoła, albo
          kaperując wielu jak najzamożniejszych ludzi.
      • meltbigson czemu Boze, po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy? 03.07.06, 00:53
        Czemu Boze, po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy?
    • Gość: Coyote Ugly A skad wiesz, ze go nie ma? IP: *.sdsl.bell.ca 30.06.06, 18:14
      • gola_baba Re: A skad wiesz, ze go nie ma? 30.06.06, 18:20
        no nie no...Ludzie!chyba rzeczywiście głupi pomysł z tym moim zagajeniem...ale
        trudno, do trzech razy sztuka...JA NIE TWIERDZę żE BOGA NIE MA WRęCZ PRZECIWNIE,
        INTERESUJE MNIE TYLKO TO, JAK WY DOSTRZEGACIE JEGO OBECNOść! Żeby było jasne -
        należę do Kościoła.Jasne?
        • Gość: sklepowa A do jakiego kosciola nalezysz ?! IP: *.static.213-200-244-9.cybernet.ch 30.06.06, 18:39
          A do jakiego kosciola nalezysz ?!

          Czy reszta wyznawcow jest tak samo nieznosna i nieprzyjemna, jak ty ?!

          P. S.
          Czy doswiadczenie transcendencji jest mozliwe ?!

          Skoro transcendecja z definicji oznacza wszystko to, co wymyka sie kazdemu
          doswiadczeniu.
          • gola_baba Re: A do jakiego kosciola nalezysz ?! 30.06.06, 18:53
            Ojej...a dlaczego nieznośna i nieprzyjemna?:( Nie było to moją intencją. Nie
            wiem...może dałam się ponieść irytacji, bo poczułam się niezrozumiana... Hmmm...
            Należę do Kościoła Katolickiego i wierzę w to, że Bóg prowadzi człowieka, że
            dialoguje z nim poprzez Słowo i fakty... Byłam ciekawa jak czują to inni ludzie
            i chciałam się wypowiedzieć na temat nieskutecznośći nawracania przez opluwanie
            (moja opinia)To wszystko. Wszelkich urażonych i zniesmaczonych przepraszam -
            wycofuję się z rozmowy. Poległam jak widac.
            Gość portalu: sklepowa napisał(a):

            > A do jakiego kosciola nalezysz ?!
            >
            > Czy reszta wyznawcow jest tak samo nieznosna i nieprzyjemna, jak ty ?!
            >
            > P. S.
            > Czy doswiadczenie transcendencji jest mozliwe ?!
            >
            > Skoro transcendecja z definicji oznacza wszystko to, co wymyka sie kazdemu
            > doswiadczeniu.
            • Gość: sklepowa Kazdemu sie moze zdarzyc... IP: *.static.213-200-244-9.cybernet.ch 30.06.06, 19:11
              Kazdemu sie moze zdarzyc...

              Jako osoba, ktora juz nie jest rzym-kat - przyjmuje przeprosiny i wybaczam.

              P. S.
              Znaczy, Bog przemawia do Ciebie bezposrednio ?!

              To bardzo protestanckie podejscie do tematu.

              Ewangelicy maja bezposredni kontakt z Bogiem w slowie i modlitwie.

              W tym sensie Bog nie jest transcendentalny. Dotyka nas bezposrednio, jak
              czlowiek.

              W rzymskim kosciele kler posredniczy miedzy transcendentalnym Bogiem a reszta
              wyznawcow.
            • Gość: eva Re: A do jakiego kosciola nalezysz ?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.06, 21:13
              poległaś bo jak widać wielu 'przykładnych katolików' wręcz tryska miłością i
              zrozumieniem ...
              Ja Cię zrozumiałam i wg mnie bardzo ciekawe pytanie postawiłaś
              Osobiście nie moge powiedziec dlaczego uwazam ze bog jest, ale moge powiedziec
              dlaczego wg mnie go nie ma.
              Nie jestem sobie w stanie wyobrazic jak miłosierny sprawidliwy kochający
              wszechmogący wzechwiedzący bog moze pozwalac na to zeby swiat wyglądał tak jak
              wygląda, bardzo bym chciala zeby ktos mi to wytłumaczył !!! (mowie powaznie)
              • the_dzidka Bóg 30.06.06, 22:36
                > Nie jestem sobie w stanie wyobrazic jak miłosierny sprawidliwy kochający
                > wszechmogący wzechwiedzący bog moze pozwalac na to zeby swiat wyglądał tak jak
                > wygląda

                Tu właśnie spotykamy się z pewnego rodzaju "dowodem", że istniejący ewentualnie
                Bóg absolutnie nie jest bogiem, o jakim uczą na katolickich katechezach.
                Po prostu: wbrew temu, co uczą, ewentualny bóg nie jest ani dobry, ani
                miłosierny, ani wybaczający, ani cierpliwy. Z tego, co widzimy na co dzień,
                wynika, że jeśli istnieje, to stworzył Ziemię i pozostawił ją własnemu losowi.
                I jest tak daleko, że nie widzi, co się na Ziemi wyrabia.
                Jest innymi słowy jakąś tam Siłą Sprawczą, która nie zawraca sobie głowy tym,
                czy człowiek jest katolikiem czy buddystą, nie obchodzi go, czy bywa on w
                kościele, pokłada się na dywaniku czy tez w ogóle omija wszelkie miejsca kultu
                religijnego. Nie zapłodnił żadnej dziewicy żadnym duchem, nie ma żadnego syna,
                i nie było żadnego planu, który zakładałby, że ów syn poświęci się za ludzkie
                grzechy. Bo niby po co aż tak skomplikowany plan? Wystarczyłoby jedno słowo
                Bozi, żeby darował ludziom ich występki, pomijając ten drobiazg, że jako
                wszechmogący mógł im zapobiec z góry, i że podobno wcześniej darował je już
                wielokrotnie.
                Jak sobie myślę o wierzeniach w "boga", to nasuwa mi sie analogia z bakterią w
                ludzkim organiźmie, która żyje, stara się jak może, żeby przetrwać, ale tak
                naprawdę jest skazana sama na siebie. Bo człowiek, od którego zależy jej byt,
                nie ma pojęcia o jej ruchach i o tym co się z nią dzieje. I nie ma
                najmniejszego interesu w tym, aby przetrwała - a jeśli nawet ma, to nie jest to
                najważniejszy cel jego istnienia.
          • the_dzidka A jakie to ma znaczenie? 30.06.06, 22:20
            > A do jakiego kosciola nalezysz ?!

            A jakie to ma znaczenie?
            "Wiele jest pokoi w domu Ojca Mego" - mówi Ci coś taki cytat?
            Przecież jeśli Bóg istnieje, to jest JEDEN, wszystkie religie tak twierdzą,
            więc co ma za znaczenie Kościół, do jakiego należy Autorka wątku?
      • meltbigson Czemu Boze po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy? 03.07.06, 00:51
        Czemu Boze, po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy?
    • a.g.r.e.s.t Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 30.06.06, 19:05
      Ja własnie parę razy ugryzłam się w klawaiaturę, żeby nie wstawiać tu
      osobistych doświadczeń. Bo "perły przed wieprze" - nie chciałabym, żeby moje
      intymne przeżycia były obśmiane i komentowane przez anonimowych, wrogo do mnie
      nastawionych racjonalistów. Co innego bezpośrednia rozmowa, kiedy sie kogos
      widzi, wtedy jednak trudniej się obrażać nawzajem, ławtwiej zobaczyc w kimś
      człowieka.
      No i ja tu raczej nie zauważyłąm prób nawrócenia (nie wierzę, ze da się kogos
      nawrócić przez gadanie, czy to wirtualne, czy bezpośrednie), a jedynie obronę
      przed zarzutami.
      A teraz idę, bo dogrywka już trwa :)
      • Gość: ellam Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.06, 20:51
        Doskonale cię rozumiem goła babo, ale jak widzisz nie na wszystkie tematy da
        sie dyskutować na tym forum. A miało być tak pięknie....
    • gumowy_kaczor Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 30.06.06, 21:18
      Przez wiele lat aktywnego członkostwa w kościele katolickim nigdy obecności
      Boga nie doświadczyłem, mimo że byłem nastawiony do religii bardzo pozytywnie i
      ze wszystkich sił starałem się "wierzyć". Dzisiaj jestem ateistą i czuję się z
      tym dużo lepiej. Oczywiście gdyby Bóg w jakiś sposób mi się objawił,
      natychmiast ateistą bym być przestał.
    • Gość: omnipotentny Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 30.06.06, 22:14
      > Dajcie tu trochę prawdziwego życia, bo skoro
      > próbujecie nawracać tutejszych ateistów i bronić Kościoła chyba najlepsze
      > efekty przynosi świadectwo żywego człowieka, który czegoś naprawdę
      > doświadczył.


      tych swiadectw jest aż nadto, a atieści i tak to skomentuje - chory psychicznie.
      • pawel_bielsko Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 30.06.06, 22:40
        z czym chcesz polemizowac, jezeli mowisz ze nie watpisz w istnienie Boga? Nie przyszlo Ci do glowy, to ze miliardy ludzi wyznaje rozniace sie troche od siebie religie a nie pare? to chyba najwiekszy dowod na Jego istnienie. A ja zdecydowanie nie jestem zwolennikiem PiSU i Rydzyka
        • Gość: Jano Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.pl / *.enterpol.pl 30.06.06, 22:59
          A gdzie był Bóg jak miliony niewinnych ludzi gazowano w obozach koncentracyjnych?
          To pytanie zadał Benedykt XVI w Oświęcimiu.To chyba coś w tym jest?
        • gola_baba Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 30.06.06, 23:30
          JA NIE CHCIAŁAM POLEMIZOWAĆ prosiłam tylko o refleksje... Owszem, fakt, że wiele
          ludzi wierzy jest dla mnie nie bez znaczenia, przyznam jednak, że bardziej
          trafia do mnie świadectwo człowieka który mówi o tym jak widzi w swoim życiu
          realną obecność Boga np. w tym, że wysłuchuje modlitw, że prowadzi, że
          faktycznie się opiekuje...
          • Gość: Ela Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.06, 09:10
            Ten Twój post wcale nie jest beznadziejny. Wielu ludzi zastanawia się czy Bóg
            istnieje. Dla jednych jest to prawda oczywista dla drugich nie. I trudno się
            dziwić, że człowiek tego Boga poszukuje. Tak sobie myślę, że w kościele tego
            Boga jest najmniej. Nie chcę przynudzać dlaczego tak myślę, wystarczy mieć oczy
            i uszy. Natomiast myślę, że Bóg mieszka w sercach ludzi ale z niektórych serc
            się wyprowadził. Według mnie Bóg = dobro. Ale tego dobra na świecie jest coraz
            mniej. I to dlatego coraz więcej ludzi wątpi w istnienie Boga. Może ktos mnie
            wysmieje z tego co napisałam, ale ja tak czuję.
      • meltbigson Czemu Boze, po wieczerzy, nie pozmywasz mi talerzy 03.07.06, 00:52
        Czemu Boze, po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy?
    • Gość: Rex. Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.toya.net.pl 30.06.06, 22:56
      To co niewidzialne,to znaczy Jego wieczna moc i bóstwo,są widzialne od
      stworzenia świata przez to, co stworzone.
      Czy ten fakt ci wystarczy?
      • b-beagle Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 01.07.06, 10:30
        Oczywiście, że jest tylko, że ma nas wszystkich w nosie. Świat który stworzył
        jest okrutny niesprawiedliy i śmiertelny.
        • Gość: agrest Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.06, 10:47
          Świat który stworzył jest pociągiem na wakacje.
        • Gość: Rex. Do b-beagle. IP: *.toya.net.pl 04.07.06, 20:28
          Sądzę że to ty masz wszystko w nosie. Świat stworzony przez Stwórcę został nam
          oddany we władanie i to ludzie są okrutni, niesprawiedliwi, i to ludzie tak
          urządzają na nim swoje życie.A wszystko co ma początek, ma także swój koniec.
          Ty też możesz przyczynić się odrobinę do poprawy tego świata lub do popsucia.
          Możesz wybierać.
    • Gość: Dziadek Żyd jest trwałym świadkiem Boga........ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.06, 10:31
      ....na świecie i jako taki jest "dowodem na jego istnienie". Faktu bowiem, że
      naród żydowski ciągle istnieje, mimo niewielkiej liczebności, mimo trwającego
      od przeszło dwóch tysięcy lat rozproszenia wśród innych narodów, mimo
      straszliwych katastrof, jakie dotknęły Żydów zwłaszcza w ciągu ostatnich stu
      lat ale już i wcześniej, nie da się wytłumaczyć inaczej niż tylko tak, że za
      tym narodem stoi sam Bóg jako właściwy rzecznik jego interesów.
    • Gość: ks.J.Twardowski Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.06, 10:44
      Bóg się ukrył dlatego by świat było widać
      gdyby się ukazał to sam byłby tylko
      kto śmiałby przy nim zauważyć mrówkę
      piękną złą osę zabieganą w kółko (...)

      miłość której nie widać
      nie zasłania sobą
      • Gość: Niewierny Twardowski? Ten na Księżycu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.06, 12:38
        ...w jednym bucie?
    • poszukiwacz_odpowiedzi antyprzypowieść pierwsza 01.07.06, 12:22
      Wyjasnienia np. o życiu po śmierci, czy o istnieniu Boga są naiwne i nie
      trzymają się kupy. Jedyne co trzyma to jako tako, to wiara, że tak jest. Wiara,
      która nie opiera się na jednak zadnych obiektywnych przesłankach.

      ANTYPRZYPOWIEŚĆ O ŻYCIU POZAGROBOWYM

      Na wstępie wyjasnie co to są jętki, bo być może nie wszyscy wiedzą.

      Jętki (Ephemeroptera) - grupa owadów na ogół związanych ze środowiskiem wodnym.
      Okres życia larw może trwać nawet do kilku lat, postacie dorosłe żyją bardzo
      krótko, czasem jeden dzień (stąd: jętka jednodniówka).

      A teraz przypowieść

      "Słońce wisiało nad horyzontem.
      Najkrócej żyjącymi istotami na Dysku były jętki, które wytrzymywały ledwie
      swoje dwadzieścia cztery godziny. Dwie spośród najstarszych zygzakowały bez
      celu nad wodami pełnego pstrągów strumienia. Dyskutowały o historii z młodszymi
      przedstawicielkami wieczornego wylęgu.
      - Nie ma teraz takiego słońca jak dawniej - stwierdziła jedna z nich.
      - Racja. Za dobrych, dawnych godzin miałyśmy słońce jak należy. Było całe
      żółte, a nie takie czerwone jak teraz.
      - I było wyżej.
      - Było. Racja.
      - A poczwarki i larwy okazywały starszym szacunek.
      - Tak było. Okazywały - przyznała z pasją druga.
      - Myślę sobie, że gdyby w obecnych godzinach jętki lepiej się zachowywały,
      wciąż miałybyśmy porządne słońce. Młodsze jętki słuchały uprzejmie.
      - Pamiętam - rzekła jedna z najstarszych jętek - kiedyś wszędzie wokół jak
      okiem sięgnąć ciągnęły się pola. Młodsze jętki rozejrzały się.
      - To wciąż są pola - zauważyła jedna z nich, uprzejmie odczekawszy należną
      chwilę.
      - Pamiętam, że kiedyś to były lepsze pola - odparła surowo stara jętka.
      - Zgadza się - przyznała jej koleżanka. - I była tam krowa.
      - Racja! Masz rację! Pamiętam krowę! Stała w tamtym miejscu przez dobre, bo ja
      wiem, czterdzieści, może pięćdziesiąt minut. Brązowa, o ile sobie przypominam.
      - W tych godzinach nie ma już takich krów.
      - W ogóle nie ma krów.
      - A co to jest krowa? - zainteresowała się któraś nowo wykluta jętka.
      - Widzicie? - zawołała tryumfalnie stara. - Oto nowoczesne Ephemeroptera. -
      Urwała na moment. - Co robiłyśmy, zanim zaczęłyśmy rozmawiać o słońcu?
      - Zygzakowałyśmy bez celu nad wodą - odparła któraś z młodszych. Była to dość
      bezpieczna hipoteza.
      - Nie, jeszcze wcześniej.
      - Ee... Opowiadałyście nam o Wielkim Pstrągu.
      - Aha. Rzeczywiście. Pstrąg. Widzicie, jeśli będziecie dobrymi jętkami,
      będziecie zygzakować jak należy w górę i w dół...
      - ...ustępując starszym i mądrzejszym...
      - Tak, i ustępując starszym i mądrzejszym, to kiedyś Wielki Pstrąg... Chlup!
      Chlap!
      - Tak? - spytała jedna z młodszych jętek. Nikt jej nie odpowiedział.
      - Co Wielki Pstrąg? - dodała inna nerwowo.
      Spojrzała w dół, na ciąg rozszerzających się kręgów na wodzie.
      - To święty znak! - zawołała jedna z nich. - Pamiętam, że mi o tym mówiono!
      Wielki Krąg na wodzie! Taki bowiem będzie znak Wielkiego Pstrąga!
      Najstarsza z młodych jętek w zadumie obserwowała wodę. Zaczynała zdawać sobie
      sprawę, że jako najstarsza z obecnych zyskała właśnie przywilej latania
      najbliżej powierzchni wody.
      - Mówią - odezwała się jętka na szczycie zygzakującej chmury - że kiedy
      przychodzi po kogoś Wielki Pstrąg, zabiera go do krainy płynącej...
      płynącej... - Jętki nie jedzą, więc trochę się pogubiła. - Wodą płynącej -
      dokończyła niepewnie.
      - To ciekawe - odparła najstarsza.
      - Musi tam być naprawdę wspaniale - dodała najmłodsza.
      - Tak? A dlaczego?
      - Bo nikt jeszcze nie próbował stamtąd wrócić."
      • poszukiwacz_odpowiedzi Re: antyprzypowieść druga 01.07.06, 12:26
        ANTYPRZYPOWIEŚĆ O ISTNIENIU BOGA ( i przy okazji obnażająca metody pracy
        świadków Jehowy)

        Tego poranka ktoś zapukal do mych drzwi. Kiedy je otworzylem, ujrzalem zadbana,
        ladnie ubrana pare ludzi. Mezczyzna odezwal
        sie pierwszy:

        - Czesc! Ja jestem Jan, a to Maria.

        Maria: Czesc! Przyszlismy by zaprosic cie bys pocalowal z nami dupe Henryka.

        Ja: Przepraszam?! O czym wy mowicie? Kim jest Henryk, i dlaczego mialbym chciec
        calowac jego dupe?

        Jan: Jesli pocalujesz Henryka w dupe, da ci on milion dolarow; a jesli nie,
        spierze cie na kwasne jablko.

        Ja: Co? Czy to jakas wariackie rozruchy?

        Jan: Henryk jest miliarderem i filantropem. Henryk zbudowal to miasto. Henryk
        posiada je cale. On moze zrobic wszystko co
        zechce, i chce ci akurat dac milion dolarow, ale nie moze poki nie pocalujesz go
        w dupe.

        Ja: To zupelnie bez sensu. Dlaczego...

        Maria: Kim jestes by podawac w watpliwosc dar Henryka? Nie chcesz miliona
        dolarow? Czy nie sa one warte malego pocalunku w
        dupe?

        Ja: No coz, moze, jesli to prawda, ale...

        Jan: A wiec chodz pocalowac z nami dupe Henryka.

        Ja: Czy czesto ja calujecie?

        Maria: O tak, caly czas...

        Ja: I dal wam juz te milion dolarow?

        Jan: No coz, nie, nie mozna dostac pieniedzy poki nie wyjedzie sie z miasta.

        Ja: A wiec czemu jeszcze z niego nie wyjechaliscie?

        Maria: Nie mozesz wyjechac poki Henryk ci nie pozwoli, albo on nie da ci
        pieniedzy i stlucze na kwasne jablko.

        Ja: Czy znacie kogokolwiek kto pocalowal Henryka w dupe, wyjechal z miasta i
        dostal milion dolarow?

        Jan: Moja matka calowala Go w dupe cale lata. Rok temu wyjechala, i jestem
        pewien ze dostala pieniadze.

        Ja: Nie rozmawiales z nia od tamtej pory?

        Jan: Oczywiscie ze nie, Henryk nie pozwala na to.

        Ja: Dlaczego wiec sadzicie ze ktokolwiek dostaje pieniadze, skoro nigdy z nikim
        takim nie rozmawialiscie?

        Maria: No coz, dostajesz troszke przed wyjazdem. Moze bedzie to podwyzka, moze
        wygrasz cos na loterii, moze po prostu
        znajdziesz dwudziestaka na ulicy.

        Ja: A co to ma wspolnego z Henrykiem?

        Jan: Henryk ma pewne znajomosci.

        Ja: Przykro mi, ale pachnie mi to jakims monstrualnym oszustwem.

        Jan: Ale to przeciez milion dolarow, czy mozesz przepuscic taka szanse? Poza
        tym, pamietaj ze jesli nie pocalujesz Henryka w
        dupe, zbije cie on na kwasne jablko.

        Ja: Moze jesli bym mogl zobaczyc Henryka, pogadac z nim, uzyskac wiecej
        bezposrednich informacji...

        Maria: Nikt nie widzial Henryka, nikt z nim jeszcze nie rozmawial.

        Ja: A wiec jak calujecie go w dupe?

        Jan: Czasem posylamy po prostu calusa, myslac o jego dupie. Czasem calujemy w
        dupe Karola, i on przekazuje to dalej.

        Ja: Kim jest Karol?

        Maria: Naszym przyjacielem. To on nauczyl nas wszystkiego o calowaniu dupy
        Henryka. Wszystko co musielismy zrobic, to po
        prostu zaprosic go do nas kilka razy na obiad.

        Ja: I tak po prostu uwierzyliscie mu na slowo, kiedy powiedzial ze jest Henryk,
        ze Henryk chce byscie pocalowali go w dupe, i
        ze zostaniecie za to wynagrodzeni?

        Jan: O nie, Karol mial list ktory Henryk wyslal mu wiele lat temu, w ktorym
        wszystko zostalo wyjasnione. Tutaj jest jest jego
        kopia, sam ja zobacz.

        Jan podal mi kserokopie recznie zapisanej kartki, w ktorej naglowku stalo: "Z
        notatnika Karola". Bylo tam wypisanych
        jedenascie punktow:

        1. Pocaluj Henryka w dupe, a dostaniesz milion dolarow gdy opuscisz miasto.
        2. Uzywaj alkoholu z wstrzemiezliwoscia.
        3. Bij na kwasne jablko kazdego kto jest inny od ciebie.
        4. Zdrowo jadaj.
        5. Henryk osobiscie podyktowal ten list.
        6. Ksiezyc jest zrobiony z zielonego sera.
        7. Wszystko co Henryk powiedzial jest prawda.
        8. Myj rece po skorzystaniu z toalety.
        9. Nie pij
        10. Jadaj swe parowki wylacznie w bulkach, bez zadnych dodatkow.
        11. Pocaluj Henryka w dupe, albo zbije cie on na kwasne jablko.

        Ja: Ale to wyglada na pisane w notatniku Karola.

        Maria: Henryk akurat nie mial papieru.

        Ja: Mam wrazenie ze gdybysmy sprawdzili, okazaloby sie to pismem Karola.

        Jan: Oczywiscie, ale to Henryk to podyktowal.

        Ja: Mowiliscie przeciez ze nikt Henryka nie widzial?

        Maria: Teraz nie, ale wiele lat temu przemawial on do niektorych ludzi.

        Ja: Mowiliscie ze jest on filantropem. Co za filantrop bije ludzi na kwasne
        jablko tylko za to ze sa inni?

        Maria: Tego chce Henryk, a ma on zawsze racje.

        Ja: Skad to wiecie?

        Maria: Punkt 7 wyraznie mowi ze "Wszystko co Henryk powiedzial jest prawda". To
        mi wystarczy!

        Ja: Moze wasz przyjaciel Henryk po prostu zmyslil to wszystko?

        Jan: Nie ma mowy! Punkt 5 mowi "Henryk osobiscie podyktowal ten list". Poza tym,
        punkt 2 mowi "Uzywaj alkoholu z
        wstrzemiezliwoscia", punkt 4 "Zdrowo jadaj", i punkt 8 "Myj rece po skorzystaniu
        z toalety". Kazdy wie ze te stwierdzenia sa
        prawdziwe, a wiec i reszta taka musi byc.

        Ja: Ale punkt 9 stwierdza "Nie pij", co nie pasuje zbytnio do punktu 2. Punkt 6
        zas mowi "Ksiezyc jest zrobiony z zielonego
        sera", a to jest totalna bzdura.

        Jan: Nie ma sprzecznosci miedzy 9 i 2. 9 po prostu uscisla 2. A co do 6, to
        przeciez nigdy nie byles na Ksiezycu, a wiec nie
        mozesz wiedziec na pewno.

        Ja: Naukowcy udowodnili przeciez ze Ksiezyc jest zrobiony ze skal...

        Maria: Ale nie wiedza czy przybyly one z Ziemi, czy z glebi kosmosu, wiec rownie
        dobrze moze to byc zielony ser.

        Ja: Naprawde nie jestem tu ekspertem, ale wydawalo mi sie ze teoria iz Ksiezyc
        powstal z fragmentow Ziemi zostala obalona.
        Poza tym, niewiedza skad skala przybyla nie czyni jej jeszcze zielonym serem.

        Jan: Aha! Wlasnie przyznales ze naukowcy czesto sie myla, lecz my wiemy ze
        Henryk zawsze ma racje!

        Ja: My wiemy?

        Maria: Oczywiscie ze tak. Punkt 5 przeciez tak mowi.

        Ja: Mowicie ze Henryk zawsze ma racje poniewaz tak mowi list, a list jest
        prawdziwy poniewaz Henryk go podyktowal, poniewaz
        tak mowi list. To okrezna logika, w niczym nie rozniaca sie od stwierdzenia:
        „Henryk ma racje, poniewaz powiedzial ze ma
        racje”.

        Jan: Wreszcie zaczynasz rozumiec! To takie radosne widziec kogos przyblizajacego
        sie do mysli Henryka.

        Ja: Ale... eh, niewazne. A co z parowkami?

        Maria sie zarumienila. Jan mi zas odpowiedzial:

        - Parowki, w bulkach, bez dodatkow. To po Henrykowemu. Kazdy inny sposob jest zly.

        Ja: A co jesli nie mam bulki?

        Jan: Nie ma bulki, nie ma parowki. Parowka bez bulki jest zla!

        Ja: Bez przypraw? Bez musztardy?

        Maria zamarla porazona. Jan krzyknal:

        - Jak ci nie wstyd uzywac takich slow! Wszelkie dodatki sa zle!

        Ja: A wiec wielki stos kiszonej kapusty z kawaleczkami parowek jest nie do
        przyjecia?

        Maria zatkala sobie uszy palcami, mruczac:

        - Nie slysze tego, lalalalalalalala.

        Jan: To obrzydliwe. Tylko jakis potworny zboczeniec moglby to jesc...

        Ja: To dobrze! Ja jem to bardzo czesto.

        Maria omdlala. Jan zdazyl ja pochwycic i wysyczal:

        - Jeslibym wiedzial ze jestes jednym z tych, nie marnowalbym swego czasu. Kiedy
        Henryk zbije cie na kwasne jablko, ja tam
        bede, liczac swe pieniadze i glosno sie smiejac. Na razie jednak pocaluje
        Henryka w dupe za ciebie, ty bezbulkowy,
        parowkokrojacy pozeraczu kapusty!

        Mowiac to, pociagnal Marie do ich czekajacego samochodu, i odjechal.


        • poszukiwacz_odpowiedzi Re: antyprzypowieść druga 01.07.06, 12:33
          To były ANTYprzypowieści, w odróżnieniu od mnóstwa opowiadań mających
          "udowodnić" istnienie Boga czy życia pozagrobowego.

          Przykładowo, opowieść o bliźniakch w brzuchu matki, czy o rybach w akwarium.
          Jeśli znacie takie nowoczesne przypowieści i antyprzypowieści (których jest
          znacznie mniej) , to wklejajcie.
    • seth.destructor Moja znajoma doswiadczala Boga 01.07.06, 12:35
      Niestety okazalo sie, ze da sie to wyleczyc rozowymi kapsulkami. Czekam na
      dalsze przypadki...
      • Gość: emika Do golej_baby IP: 87.99.100.* 01.07.06, 13:02
        Pytałaś o świadectwa, które moga dowieść o istnieniu Boga. Zdaję sobie sprawę że to co teraz po krótce napiszę nie dla wszystkich będzie takim sensownym świadectwem, ale jednak...dla mnie jest ono wielkie.
        Otóż już od paru lat staramy się z mężem bezskutecznie o dziecko, leczymy się, ja przyjmuje różne świństwa, żyjemy od stymulacji do stymulacji, przechodzimy kolejne szczęśliwe ciąże w rodzinie co dla nas jest katuszą gdy się dowiadujemy, etc. Ale pomimo tego że na początku był żal do Boga, dlaczego nam to robi, dlaczego odbiera nam wciąż nadzieję, dlaczego kolejny raz się nie udało, po wszystkich cięzkich słowach wyrzuconych z moich ust i z ust męża w stronę Boga postanowiliśmy zacząć czytac Pismo święte żeby może odnaleźć jakieś ukojenie dla duszy, spokój. Zaczęliśmy się więcej modlić, prosić go o ten DAR, a nie tylko wyzywać że znów klapa. I od tamtej pory jest nam o wile łatwiej, czujemy Jego obecność w naszym życiu, w naszym małżeństwie, On daje nam siły by pomimo tego że się nie udaje pozbierać się i iść dalej. Teraz już nie płaczę, nie zamykam się w sobie na widok dzieci, matki z wuzkiem, jestem radosna i pogpdna. Tak samo mój mąż. Dlaczego? A no dlatego że zaufaliśmy mu, wiemy że nasza droga po dziecko kiedyś dobiegnie końca, bo jeśli nie uda nam się zajść w ciążę z pomoca lekarzy to postanowiliśmy zostac rodzicami adopcyjnymi-jednak wciąż dojrzewamy jeszcze do tej decyzji.
        To co napisałam nie jest na pewno jakimś wielkim doświadczeniem w Twoich oczach, ale uwierz mi że dla mnie, dla nas to przeżycie jest jednym wielkim spotkaniem z Bogiem i dzięki temu wiem, czuję że On jest, istnieje.
        • seth.destructor Re: Do golej_baby 02.07.06, 15:17
          Bardzo ladny przyklad autosugestii.
    • 33qq Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 01.07.06, 16:03
      Ja wiem z książek rozpowszechnianych przez ludzi żyjących z istnienia boga i z
      ich słów
    • xtrin Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 02.07.06, 01:36
      Wiara od wiedzy tym się różni, że pochodzi z wewnątrz człowieka (serce, dusza),
      a nie ze świata zewnętrznego (dowody). Gdyby na istnienie Boga był dowód, to
      była by to wiedza, a nie wiara chrześcijańska / żydowska / islamska.

      > W tym wypadku obecności Boga, bo przecież tylko dzięki Jego
      > istnieniu instytucja tak kontrowersyjna jak Kościół ma rację bytu.

      Racją bytu Kościoła nie jest istnienie Boga, a wiara wiernych w jego istnienie.
      • Gość: GB SKĄD wiecie, jest gola baba?? IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 02.07.06, 03:09
        Skoro nigdy jej golej nie widzieliscie?
    • ya_bolek Ktatolicyzm vs Ateizm vs Inne wyobrazenie o Bogu 02.07.06, 07:39
      Oj wy, ludzie, przebijcie wreszcie ta skorupe i zrozumcie ze Katolicyzm nie ma
      monopolu na wyobrazenie o Bogu. Pomijajac liczne religie zinstytucionalizowane,
      religii, tudziez wyobrazen o Bogu moze byc tyle co ludzi na tym swiecie. Krotko
      mowiac, chce powiedziec, ze yak ktos nie yest katolikiem to nie znaczy, ze yest
      ateista. Jesli yuz bawimy sie w etykietki to twierdze, ze wielu z tych, ktorym
      przylepiony etykietke ateisty to tzw. humanisci, wierza w Boga, ktory chce, coby
      czlowiek mogl zrealizowac swoj potencjal, samego siebie.
      • Gość: Echo Re: Ktatolicyzm vs Ateizm vs Inne wyobrazenie o B IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 02.07.06, 15:56
        Jesli yuz bawimy sie w etykietki to twierdze, ze wielu z tych, ktorym
        > przylepiony etykietke ateisty to tzw. humanisci, wierza w Boga, ktory chce, cob
        > y
        > czlowiek mogl zrealizowac swoj potencjal, samego siebie.

        No wlasnie. Za komuny nam mowili "czlowiek najwyzszym dobrem" zeby go poslac na
        Kolyme. Istnieja tez bogi brzucha i podbrzusza. Bogi aborcji zeby zabic ludzki
        potencjal. Chociaz wyznawcy tych bogow nazywaja to "realizacja potencjalu". Te
        inne bogi nie daly sie za nic ukrzyzowac bo im wszystko zwisa.

        • ya_bolek Re: Ktatolicyzm vs Ateizm vs Inne wyobrazenie o B 03.07.06, 15:11
          Ty mnie koles tu nie strasz rozmaitymi bozkami bo najwiekszym zlem tego swiata
          jest wlasnie chrzescijanstwo a w szczegonosci wersja w wydaniu kosciola
          katolickiego. Jesli na swiecie istnieje dobro i zlo to nie mam zadnych
          watpliwosci po ktorej stronie barykady plasuje sie kosciol katolicki.


          Gość portalu: Echo napisał(a):

          > Jesli yuz bawimy sie w etykietki to twierdze, ze wielu z tych, ktorym
          > > przylepiony etykietke ateisty to tzw. humanisci, wierza w Boga, ktory chc
          > e, cob
          > > y
          > > czlowiek mogl zrealizowac swoj potencjal, samego siebie.
          >
          > No wlasnie. Za komuny nam mowili "czlowiek najwyzszym dobrem" zeby go poslac na
          > Kolyme. Istnieja tez bogi brzucha i podbrzusza. Bogi aborcji zeby zabic ludzki
          > potencjal. Chociaz wyznawcy tych bogow nazywaja to "realizacja potencjalu". Te
          > inne bogi nie daly sie za nic ukrzyzowac bo im wszystko zwisa.
          >
    • kamajkore Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 02.07.06, 11:21
      no, coś nie widać, żeby ktoś z was cokolwiek świadczącycm o boskim istnieniu zauważył.
      to cieszy, inaczej należałoby się przebadać pod kątem zespołów urojeniowych :)
      • Gość: izka Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.06, 13:33
        Gdyby goła baba zapytała o spekulacyjne dowody na istnienie Boga, to by dopiero
        się rozpętała dyskusja!!
        Ale jak pyta o tzw. świadectwa, osobiste przeżycia-albo niezrozumienie, albo
        głucha cisza, ktoś tam pruderyjnie gryzie się w klawiaturę... :DD
        A przecież forum jest anonimowe, nawet logować się nie trzeba, ludziska piszą o
        swoich kłopotach z erekcją, itp
        Myślałam, że skoro tylu tu żarliwych katolików, to polecą jakieś niesamowite
        historie, ale coż, religia u nas to sprawa publiczna, polityka :DDD
        • Gość: agrest Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.06, 16:33
          Chciałaś sie posmiać z żarliwych katolików? Niech piszą ci, którzy opisuja
          swoje problemy z erekcją. Anonimowość nie ma tu nic do rzeczy. Ale jeśli ktioś
          tego n ie czuje, to nic nie pomoże tłumaczenie.
          • Gość: izka Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.06, 16:56
            Z żarliwych-nieee:) Takich to nawet podziwiam, chociaż sama do nich nie należę.
            Raczej z tych co się tu zapluwają o różne pierdoły. Mam wrażenie, że kryje się
            za tym pustka.
          • gola_baba Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 02.07.06, 17:03
            Ojoj...dawno mnie tu nie było. Trochę się przestraszyłam takiego obrotu
            dyskusji, nie sądziłam, że prawie NIKT nie będzie miał ochoty na podzielenie się
            swoimi doświadczeniami... Dziwne, że ludzie należący do Kościoła Katolickiego,
            gdzie tyle mówi się o głoszeniu Ewangelii, gdzie mówi się o "soli ziemii" i
            "światłości świata" (którymi mamy w świecie być)uważają, że mówienie o własnym
            doświadczaniu Boga poprzez życie jest rzucaniem pereł przed wieprze i
            ośmieszaniem się... Wkurza mnie to strasznie, bo tacy "katolicy" własnie są
            zgorszeniem dla świata i zamiast być znakiem obecności Boga, pokazują się od tej
            nienawistnej, pozbawionej miłości strony. Skoro tak, to lepiej w ogóle się nie
            wypowiadać. Po co deklarować swoją przynależność do kościoła skoro ma się w
            dupie Jego istotę - czyli Miłość. Teraz czuję się w obowiązku sama podzielić
            moim doświadczaniem Boga...hmmm muszę to przemyśleć, spodziewałam się, że tu na
            forum znajde innych odważnych... ale nie. Jedno jest pewne - Wy wszyscy którzy
            nie wierzycie w Boga, nie wierzcie również w to, ze Kościół Katolicki to jest to
            co można np. przeczytać na tym forum, zaobserwować w LPRze, tudzież usłyszeć w
            Radiu Maryja...NAPRAWDĘ! Ja tu jeszcze wrócę jak tylko trochę zbiorę myśli, mam
            poczucie misji;)))Nie umiem mądrze pisać, ale w Boga wierzę i w Kościele jestem
            znajdując w tym sens,mądrość i życie, poważnie!Paa:)
    • raveness1 Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 02.07.06, 18:56
      Jak to skad, przeciez sama to napisalas powyzej.
    • Gość: ant nie wiem, że jest, nie wiem, że nie ma, przyjmuje IP: *.adsl.inetia.pl 02.07.06, 20:38
      zatem, że nic nie wiem, a więc i tak zbyt dużo wiem :))
      i w tym przypadku cokolwiem nie powiem (jest czy go nie ma) nie ma żadnego
      znaczenia, prócz oczywiście napuszonych, dla nich ma wielkie znaczenie!!
      zaraz się puszą o obrzucają błotem (najczęściej) jesli nie poteierdzisz ich
      zdania, jesli potwierdzisz możesz być obstrukcyjnie potraktowana przez ich
      przeciwników, też skądinąd nad wyraz wrażliwych ludzi :))
      i tak sie toczy dzień za dniem, a bóg (czy jest czy go nie ma) ma to wszystko w
      d....
      :))
      więc chyba go nie ma ??
      ;)
      a może jest...
      co mnie to obchodzi !
    • guziel Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 02.07.06, 23:54
      Hmm.
      Tak myśle sobie, że to nie jest problem. -> Czy Bóg jest??
      Tak sobie myślę, że trzeba iść dalej. tzn...
      sprobować zadać kolejne pytanie....
      Nie wiem tak do końca jak ono powinno brzmieć, ale powinno uwzgędniać
      ewentualną porażkę w próbie odpowiedzenia na pierwsze pytanie...
      pomysły...??
    • meltbigson Czemu Boze, po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy 03.07.06, 00:50
      Czemu Boze, po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy?
    • meltbigson Czemu, Boze, po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy 03.07.06, 00:53
      Czemu Boze, po wieczerzy nie pozmywasz mi talerzy?
    • Gość: a Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.dyn.optonline.net 03.07.06, 03:10
      www.frimmin.com/faith/theosis.html
      • Gość: mila39 guziel... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.06, 09:37
        dobrze by było gdyby Go nie było , ale co bedzie jak jest??
        strzesz się !!!!!!!!!!
        więc lepiej żyć tak jakby On był
        radzę Ci dobrze bracie ;)
        • guziel Re: guziel... 03.07.06, 10:07
          > dobrze by było gdyby Go nie było , ale co bedzie jak jest??
          > strzesz się !!!!!!!!!!
          > więc lepiej żyć tak jakby On był
          > radzę Ci dobrze bracie ;)

          Mialem na myśli raczej sytuacje w której nie udaje nam sie odpowiedzieć na
          pytanie "czy Bóg jest??", a nie taką w której odpowiadamy, że go nie ma...
          • Gość: mila39 aaa więc o to chodzi z tą porażką... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.06, 10:14

            "Nie wiem tak do końca jak ono powinno brzmieć, ale powinno uwzgędniać
            ewentualną porażkę w próbie odpowiedzenia na pierwsze pytanie...
            pomysły...?? "
            zrozumiałam...
            • guziel Re: aaa więc o to chodzi z tą porażką... 03.07.06, 10:22
              ...fakt ze troche pokrentnie napisane :P

    • nelsonek Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? 03.07.06, 12:45
      Wydaje mi sie, ze katolicy nie wiedza, ze bog istnieje. Oni w to wierza.
      • Gość: m Re: Goła babo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.06, 16:50
        Nie da sie długo wierzyc jesli nie doswiadcza sie Boga w swoim zyciu w
        konkretnym działaniu, wydarzeniach, zmianie samego siebie przez modlitwe,
        uzdrowieniach itd. Jest wiele stron chrzescijanskich, gdzie przeczytasz
        swiadectwa ludzi nawróconych(jesli chcesz to podam adresy)
        na takim forum jak to mozna odpierac co najwyzej najbardziej absurdalne
        zarzuty,albo wyprostowywac fikcje w stylu Kodu L.D,a nie dzielić przezyciami
        duchowymi. "Nie rzuca sie pereł miedzy swinie(na poszarpanie i podeptanie)" -
        tak to twardo okreslił sam Jezus.
        No i ubierz się,bo się przeziębisz:)
    • Gość: m Re: Tutejsi "ateiści" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.06, 16:59
      tutejsi "ateisci" maja ponizszy schemat myslenia:

      Jesli ,daj Bóg, Boga nie ma to i chwała Bogu,
      a jesli Bóg jest ,co nie daj Boże, to broń nas Panie Boze!
      • nelsonek Powyzszy tekst 03.07.06, 19:49
        jest przykladem wyobrazenia ateisty przez teiste. Ot co.
        • Gość: m Re: Powyzszy tekst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.06, 19:52
          powyzszy tekst jest okresleniem pewnego stanu faktycznego na Forum
          Społeczenstwo GW
          • nelsonek Re: Powyzszy tekst 03.07.06, 21:19
            A nie jest przypadkiem Twoja - subiektywna - opinia? :)
            • skorpionica11 ludzie maja wpajane ze musza w cos wiezyc 04.07.06, 09:38
              Im czlowiek starszy to sam wybiera wiare i w co ma wiezyc.

              Ja jestem od dluzszego czasu na etapie ze w nic nie wieze
              "jak nie dotkne to nie uwieze"
    • Gość: ktoś Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.07.06, 10:50
      wiem, że jest bo mi pozwolił uwierzyć za pomocą znaków.

      niestety, dowiedzaiłem się również że to on stoi za moimi klęskami w zyciu.
      Szatan, to jedna wielka bajka, za którą można "ukryć" to co robi Bóg. Za pomocą
      nieszczęśc chciał przyciągnąć mnie do siebie. Intencje dobre, cel piekny ale
      szkoda, że to ja za to zapłaciłem. Bóg na razie nic nie stracił, ja 27 lat.

      Dla mnie od jakiegoś czasu Bóg jest kimś kto zniszczył i zmarnował mi zycie.
      Choć wiem, że jest.
      • Gość: emika Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.06, 22:11
        a mnie choć równiez bolesnie doświadczył, bo najpierw zabrał mi mamę gdy miałam
        9 lat, potem nie jako tatę bo zostawił nas z siostrą same, teraz mam kłopoty z
        zajściem w ciąże, to pomimo tego nie uważam żeby Bóg zniszczył mi zycie, wręcz
        przeciwnie nauczył mnie czegoś, nauczył samodzielności już od najmłodszych lat,
        nauczył cierpliwości, wiem że w zyciu nie moge miec wszystkiego, nauczył
        pokory. Nie wiem co jeszcze dla mnie przygotował, ale mam nadzieję że gdy
        przyjdzie mi znów zmagacć się z jakimś nowym problemem On bedzie mi
        drogowskazem. A jestem przekonana że tak będzie bo Bóg jest miłością i bardzo
        nas kocha tak jak umiłował swojego syna.
        A świadectwo o istnieniu Boga w moim zyciu z całą pewnościa nie jest tam jakąś
        autosugestią jak to ktos wcześniej zauwazył, jest obrazem działalności Boga w
        moim istnieniu.
    • Gość: female Re: SKĄD wiecie, że Bóg jest?? IP: 212.72.15.* 05.07.06, 08:03
      Bog isnieje bez cienia watpienia !
      nie trzeba byc geniuszem by wiedziec ze nie ma stworzenia bez Stworcy ..
      kazda kreacja ma kreatora...
      i nawet twoj watpiacy zastanawiajacy sie umysl zostal stworzony

      lecz aby czlowiek nie zostal pozostawiony w kompletnej ciemnosci i wlasnych
      wywodach zostaly zeslane Swiete Ksiegi i prorocy , Koran jest cudem i
      odpowiedzia na wszystkie pytania , Bog jest Jeden i do Niego nalezy wszystko ,
      wszystko co dobre jest jego Dzielem i nic nie dzieje sie bez Jego woli.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka