pancwynar
13.07.06, 18:41
Z różnych względów wczorajszym późnym wieczorem telewizor pracował u mnie grubo po północy. I tym sposobem natknąłem się na program o ostatniej kampanii wyborczej na st. gubernatora Kalifornii.
Nie oglądałem przesadnie dokładnie nie mniej poraziła mnie perspektywa i narzucony przyzmat poglądów autorów dokumentu na prezentowane wydarzenia. W skrócie: taki Moore po francusku - mniej błyskotliwy, bardziej hmmm... prostacko antyrepublikański czyli dok. z odgórna tezą.
W sumie nie będę opisywał zastosowanych mechanizmów, którymi starano się zdyskredytować startującego gwiazdora hollywoodu bo nie o tym chcialem mówić.
Zastanawiam się tylko jak to jest, że tak często jesteśmy w stanie przełknąć, a nawet przyklasnąć, demagogicznym chwytom gdy są one zbierzne z naszymi poglądami, gdy taka sama optyka, ale zastosowana przy prezentacji poglądów nam obcych, nie akceptowalnych etc. wywołuje naszą dezaprobatę czy wręcz agresję.
Przykład z naszego podwórka:
Pospieszalski i jego "Warto rozmawiać" - program z jednoznaczną tezą, często podaną z chałupniczą prostotą, jest wzorcowo atakowanym przez wszelkich przeciwników... no właśnie, czego?
Czy tylko rzetelności dziennikarskiej?
Zachwianego obiektywizmu?
Czy może po prostu nie tyle wyróżnia się in minus z czysto warsztatowych obserwacji ile razi nas jednoznacznie mentorskie przesłanie płynące z części tych audycji?
Do czego zmierzam. Zastanawiam się na ile stać nas na obiektywizm? Jak bardzo odporni jesteśmy na propagandę i odpór osobistym preferencjom dziennikarzy i twórców prog. tv/gazet etc.?
Czy siadając do "zaściankowego" Pośpieszalskiego czy "kłamliwego" Moora potrafimy wyłowić z tych pozycji to co wartościowe? Czy daje nam to asumpt do dalszych przemyśleń, weryfikacji danych i faktów, poszukiwań czy bezkrytyczne łykamy "prawdy objawione" naszych idoli, a głoś "wrogów a'priori mieszamy z błotem?
Stać Was (nas) na obiektywizm?