teyoo
21.08.07, 22:20
Jak to jest, tyle się mówi o tolerancji rasowej, etnicznej, kulturowej.. Ale
gdzie są jej granice? Bo np. Europejczyk, jadąc do kraju arabskiego, szanuje
tamtejsze zwyczaje, i np. nie chodzi po ulicy w krótkich spodniach (kiecce -
kobiety), nie pakuje się niezapraszany do świątyń itp.
Ale gdy oczekuje się naturalnie takiej samej wzajemności ze strony ludzi
innych wyznań, kultur, jest już gorzej. Ileż było awantur o to, że w Europie
nie chadza się w czadorze do szkoły, jak wielkie było oburzenie muzułmanów, że
oto niby gwałci się ich prawa. Czy nie powinno być tak, że tolerancja działa w
obie strony? Muzułmanie, przyjeżdżając do Europy, powinni szanować nasze
obyczaje, tak jak my szanujemy ich, jadąc do ich kraju. U nas nie chodzi się w
czadorze, tak jak u nich w szortach..
I oczywiście dając wyraz rozżaleniu tą sytuacją, można co najwyżej dostać
etykietkę rasisty/ksenofoba, zostać zakrzyczanym przez biednych
dyskryminowanych muzułmanów. Mamy siedzieć pokornie i cichutko?? Gdzie ta
równośc niby..
Czasem, czytając czy wysłuchując różnych wypowiedzi, mam wrażenie, że np.
większymi rasistami są czarnoskórzy w stosunku do białych. Gadają nieraz co im
ślina na język przyniesie - im wolno ustyskiwać na białych. Sytuacja odwrotna
skończyłaby się pewnie dla białego nieciekawie.. Wkurza mnie ta niby
propagowana równość i tolerancja - czyli Europejczycy mają zamknąć gębę na
kłódkę, a reszta może nas bezkarnie do woli obrzucać błotem, bo każda próba
protestu kończy się stwierdzeniem "no tak, biali to rasiści"..
P.S. "Muzułmanie" to tylko przykład, można wstawić dowolną nację bądź wyznanie..