Wczoraj spacerując późnym wieczorem zacząłem tak rozmyślać o bliskim mi rynku gier i ogólnie multimediów, a w związku z moim wykształceniem mam skrzywienie patrzenia na jakikolwiek rynek od strony ekonomicznej to przyszło mi kilka wniosków do głowy.
Pierwszą podstawową jest fakt, że rynek multiemdiow na którym znajdujemy przecież rzeczy nowoczesne szybko się rozwijające i zmieniające ma strukturę tak starodawną i nie dostosowaną do realiów, że aż trudno uwierzyć.
Niedawno w newsie przecież o Good Old Game przeczytac można było jak jedna z firmy zaproszona do współpracy nie potrafiła zrozumieć jak można sprzedawać gry bez DRM. Bo przecież bez zabezpieczeń to gra się rozejdzie od 1 osoby do wielu i oni nic nie zarobią. Racja, ale niestety dla tych firm istnieje drugi konkurencyjny kanał dystrybucji. Nazywany ogólnie pirackim.
Piraci oferują te same gry, za darmo bez żadnych DRM

. Firmy nie potrafią tego zrozumieć i momentami przypominają polskie firmy na początku lat 90tych, gdy znajdują się w nowej rzeczywistości i nie do końca wiedza co robić.
Wyobraźcie sobie, że rynek gier dla uproszczenia jest rynkiem gdzie mamy 2 konkurentów. Piratów i Wydawców legalnych. Oni konkurują ze sobą o użytkowników, czyli nas. Na dodatek oferują te same produkty.
My użytkownicy jesteśmy określeni przez pewną funkcje naszych upodobań. W mikroekonomii nazywane jest to użytecznością. Otóż kazdy z nas ma swoją użyteczność z gier. Jest ona warunkowana przez 3 zmienne: wartość tytułu dla gracza (udany hype, kolejna część ulubionej serii, duże oczekiwania, grywalność itp), jej cenę oraz naszą moralność.
Pierwsze dwie chyba nie potrzebują bycia opisanymi. O co chodzi mi w przypadku tej trzeciej?
Można się spierać, czy piractwo jest zbrodnia przeciw czemuś, złodziejstwem itp. to sa typowe argumenty przeciw temu zjawisku. Po części błędny bo raz, że piractwo bardziej pasuje do tego co się działo na stadionie X lecia i targach przed erą szerokopasmowego internetu i to było złodziejstwo, po drugie w Polsce póki co ściaganie nie jest kradzieżą. Więc uważajmy na słowa.
Nie można jednak powiedzieć, że ściaganie gier jest moralnie Ok. Nie kradniemy, bo kradzież to pozbawienie kogoś czyjegoś mienia, ale pozbawiamy właściciela jego zysków. Bilans jest taki, że my zyskujemy, a on nie. W kradzieży jest my zyskujemy, on traci. Kupując grę mamy i tak powinno być my zyskujemy, on zyskuje.
Od tego jakie mamy spojrzenie na pewne rzeczy bedzie decydować się, czy kupujemy gry, czy je ściagamy.
Przyjmijmy więc, że nasz wzór wygląda tak: U z gier = Moralność (wartość gry - cena gry).
Moralnośc ma wartość od 0 do 1. Wartość gry ma wartość do nieskonczoności, a cena to po prostu cena w sklepie.
Teraz jeżeli nasz wynik jest powyżej 1 to gre pójdzemy kupić, jak nie to ją ściągniemy.
Wynika więc z tego, że w Polsce piractwo jest niewielkie w porównaniu np z Zachodem. Tam przecież piratów jest dużo. Według tego wzoru oznacza to, że mają niską moralność. Bo ceny mają dużo lepsze niż my. Przykład mass Effect na Xboxa = okolo 40 euro w Polsce jakies 260 złotych. Nie możemy tego przeliczyć według tabeli kursów. Raczej dajmy 1 euro = 1 złoty. Nie będę się bawić w wyliczanie wartości siły nabwyczej nei ma to tu sensu. Stąd jak na to popatrzećw ten sposób to gra w Polsce gdyby kosztowała 40 złotych, bo jakby popatrzeć na nasze zarobki i np. Niemieckie to pewnie było się tak ten stosunek ustalił, piractwo bylo by bardzo niskie.
Wracając do naszego rynku. Jezeli obaj konkurenci (piraci i wydawcy) mają ten sam produkt to jak wydawca może konkurować? Ceną nie wygra, to fakt piraci zawsze będą mieli taniej. Ale musi ją ustalic na takim poziomie, aby nie pogarszała naszego wyniku z nawiasu. I oddziaływac na nasza moralność, dzięki niskiej cenie i dużej wartości będziemy chcieli kupowac gry. No i zrezygnowac z zabezpieczeń i innych denwujących przeszkadzajek, które obniża nam wartośc tytułu. Brak np dostepnego normalnie xbox Live, też tą wartośc obniży.
Oczywiście są tacy, którzy gry nie kupia nigdy bez względu na cenę. Są w bogatej Szwecji, czy we Francji. Norma. Nie o nich jednak walczyć powinni wydawcy.
P.S Właściwie nie mam pojęcia po co to napisalem. Piszę pracę magisterską, stąd może takie skrzywienie. Co do wzoru na użytecznośc to wymyśliłem go, nie potwierdza go żadne wyliczenia

. ale myślę, że spojrzenie na piractwo z tego poziomu nie z poziomu ganianai za kradzież jest chyba lepsze.