Właśnie grałem w nową Castlevanie i zauważyłem coś co mnie strasznie zirytowało. Mianowicie twórcy tej gry mają mnie (czyli was wszystkich także) gracza za totalnego idiotę.
Doszedłem sobie do drugiego tytana, wielkie to strasznie więc trochę się "podnieciłem", bo pewnie będzie sporo kombinowania, a tu psikus. Pani, która się do mnie wcześnie przybłąkała zaczęła mówić mi co mam robić, a czego nie. Myśle sobie, strasznie to ujowe więc wyłączę... Ha ! Nie da się...
Nie wiem jak to było w tych "zamierzchłych: czasach, ale na PS2 nie zdarzały się takie cyrki. Pamiętam kilka tytułów, a najbardziej chyba Shadow of the Colossus, gdzie irytacja sięgała zenitu gdy nie mogłem rozgryźć 6 kolosa chyba, jakoś tak. Wtedy gra sobie odpoczywała, a ja w każdej wolnej chwili myślałem co by tu zdziałać.
Pomęczyłem, wymęczyłem, ale jakaż była satysfakcja gdy w końcu się udało(o ku*wa, ale to było proste, Adrian jesteś idiotą

).
Bardziej wymagające gry, w których trzeba by trochę pokombinować poszły w niepamięć.Szkoda, że aż tak naciska się na to by gra przechodziła się praktycznie sama, by każdy mógł ją skończyć.
Tylko tu pojawia się pytanie, po co ? Skoro podobno tylko 20% graczy przechodzi dany tytuł.
No nic, co zrobić. A Wy jaki tytuł najbardziej wspominacie pod tym względem ? Który doprowadził wasze szare komórki do takiego wysiłku, że musieliście od niego odpocząć ?