mjot1
09.11.04, 14:48
Gdy wylazłszy z ciepłej, jasnej, cichej chałupinki zanurzysz się w lepki
wilgocią mrok, gdy ogarnie cię przytłaczający tłumiący wszystko huk lasu. To
wówczas odruchowo podświadomie wciskasz głowę w ramiona i garbisz się, jakbyś
się kurczył, jakbyś malał.
Cały spięty stawiasz ugięte nogi szeroko gotowy w każdej chwili uskoczyć
przed spadającym konarem.
A las wściekle ryczy i grzechocze, wygraża ci gałęźmi, drzewami, całym sobą.
Rzuca gałązkami i zrywając resztki liści co chwila ciska ci nimi w twarz.
To jedna z tych chwil, gdy ty przedstawiciel „dynastii panującej” na tym
padole czujesz swą kruchą słabość i lichość.
Spoglądając trwożnie w górę na szalejące nad tobą drzewa przyspieszasz kroku
by jak najszybciej umknąć z zasięgu lasu na otwartą przestrzeń.
Jednak każde mijane drzewo wywijając groźnie konarami i wyjąc przeciągle
przypomina jego furię.
Teraz oddzielony od potęgi i gniewu ścianą budynku i kilkudziesięciometrową
przestrzenią siedzę sobie bezpiecznie za biurkiem
A tam na jego łasce została chałupinka a w niej Moja Zdecydowanie Lepsza
Połowa. Gdybyż on tylko chciał…
Co prawda po wcześniejszych ostrzeżeniach kilka drzew musiałem usunąć.
Ale te modrzewie za drogą? Tak wyrosły, że bez problemu las byłby w stanie
dosięgnąć nimi chałupinki.
A nasz buk? Gdyby tylko chciał to strzaskałby w drobny mak budynek
gospodarczy i za jednym zamachem chałupinkę. Ale buk tego przecie nie uczyni
on zawsze ochraniał naszą polankę.
Na szczęście wiatr już duuużo spokojniejszy.
Najniższe ukłony!
Za chwilę do leśnego królestwa w powrotną drogę ruszający M.J.