mjot1
16.07.05, 11:51
w zwiazku z wątkiem który tu przemknął myślę że nie należy chować głowy w
piasek i udawać iż problem nie istnieje.
Ja gdy już zostanę Ministrem Wojny to nakażę jakimś dekretem by przywrócono
możliwość uprawiania maku.
Jeśli staniemy z boku i przeprowadzimy zimną kalkulację to niestety wychodzi,
że te wszelkiego rodzaju zakazy czy jakakolwiek walka nie przynoszą
najmniejszych efektów. Po stronie zysków widnieje, jeśli nie cyfra ujemna to
jedynie wielkie zero natomiast rubryka koszty rośnie w postępie geometrycznym.
Nie ma maku? Przecie zawsze można nazbierać grzybków.
Czy w związku z tym należy wprowadzić powszechny zakaz grzybobrania? A może
jakimś paskudztwem wytruć wszystkie grzyby?
Nie będzie grzybków to zawsze znajdzie się jakieś ziółko. Czyż należy w
związku z tym wyplenić wszelką zieloność?
To do niczego nie prowadzi. A ta tzw. „walka z nałogiem” to jest jedynie
pompowanie cen do niebotycznych rozmiarów.
Tak jak wspomniałem, gdy już zostanę Ministrem Wojny to wówczas każdy skrawek
obsiany będzie makiem czy innymi konopiami.
Niech ten, co chce ćpać niech ćpa aż do bólu!
Zaręczam, że w krótkim czasie elementy durne i słabe znikną a społeczeństwo
stanie się zdrowsze.
Czy naprawdę wierzycie, że można jakąś ustawą zakazać głupoty?
Najniższe ukłony!
Domagający się powrotu maku do naszych ogrodów M.J.