Dodaj do ulubionych

Ptaki w ogrodzie

25.07.03, 11:00
No pisujecie przy okazji roznych watkow o ptakach, ale nie bylabym soba,
gdybym nie zalozyla takiego specjalnego dla ptakow:-)))
Uprzejmie niniejszym donosze, że w moim ogrodzie na dobre, na morwach
zadomowiło sie cale stadko wilg. Spiewaja od rana do nocy, wsuwaja morwowe
jagodki az im sie uszy trzesa :-))), co pomaga mi utrzymac podworko w jako
takim porzadku a nie pod dywanem z morw, no i sie napatrzec moge do woli, na
panow wilgi, na panie wilgi i na dzieci wilgi.

Poza tym donosze rownie uprzejmie, ze o to zeszlej niedzieli wyszlam sobie w
pidzamce i papciach do ogrodu i przez dobra chwile mialam szczescie i
mozliwosc dokladnego obejrzenia dudka, ktory sobie do mnie ot tak po prostu
przylecial. To ja za nim od czwartej rano po Puszczy Białowieskiej na rowerze
latałam i nie spotkalam, a on sobie wzial i przylecial. Radosc nie opisana.

No i jeszcze po moim ogrodzie "paleta" sie cale stadko zieb i innych maluchow
masci przeroznych, najczesciej tych najwierniejszych wrobli i mazurkow. O
srokach nie wspomne i tylko szpaków brak. A zapomnialabym sie jeszcze
pochwalic, ze sikorki, ktore wisona zniknely, aby zniesc jajcezka, wysiedziec
jajeczka, wykarmic pisklaki i nauczuc czego trzeba, po zakonzceniu procesu
wrociły i te swoje dzieci nam przedstawily i juz sa.

No to teraz Wy, bardzo prosze:-)))
Obserwuj wątek
    • piasia Re: Ptaki w ogrodzie 25.07.03, 11:46
      no i właśnie napisałam, tyle że w drugim wątku, który otworzyłam jako
      pierwszy ;) (chodzi o wątek "sezon roboczy w pełni" czy jakoś tak podobnie...)
      • ptasik Re: Ptaki w ogrodzie 25.07.03, 11:58
        A co Wy z MJotem takie obydwa uszczypliwe dzisiaj? Co? Ja też już w robocie i
        nadzieji na wiecej urlopu mało, oj mało , a się nie czepiam tych co jeszcze
        maja duzo. No, żeby mi to bylo ostatni, albo przedostatni raz :-))))
        Katula
    • danam Ptaki (nie) w ogrodzie 26.07.03, 17:10
      Witajcie!!

      Z mojego domowego zacisza na 5 dni los wygonił mnie do miasta. Nie był to żaden
      urlop! Ot! Życiowy wymóg.
      Wśród hałasów dobiegających z każdego kąta (mieszkanie w bloku), trzaskających
      drzwi, ryczących samochodów, biegających dzieciaków itp. znalazłam coś, co
      potrafiło ucieszyć.
      Otóż z balkonu na 2 piętrze przyglądałam się kawkom, gołębiom, kosom i
      podziwiałam manewry powietrzne jerzyków.
      Nawet sobie nie zdawałam sprawy (u nas tylko bywają czasami), ile radości
      potrafią dać te eleganckie hałaśliwe ptaszęta.
      Ciekawskie kawki przysiadały na skrzynce z kwiatkami i obserwowały każdy mój
      ruch. Nie bały się, ale wiedziały, że jestem tu obca.
      Mimo wielu zajęć, zawsze znalazłam czas na obserwację skrzydlatych przyjaciół.
      Polecam wszystkim „blokowiczom" dokładne spoglądanie wokół siebie.

      Pozdrawiam serdecznie! Danuta.
      • piasia Re: Ptaki (nie) w ogrodzie 28.07.03, 10:26
        Tereny przemysłowe, o rzut beretem huta, o drugi rzut beretem druga huta, pełno
        jakichś wysypisk, odpadowisk, jakieś rzadkie laski, zagajniki, jakieś hałdy nie
        wiadomo z czego....

        Sąsiad działkowy każe mi przerwać wyrywanie chwastów, i iść za sobą w las (ach,
        co za propozycja). Przechodzimy przez ten lasek, przez śmieciowisko, przed nami
        hałda, z pionowo ściętą jedną ścianą. A w tej pionowej ścianie kilkadziesiąt
        dziur mniejszych i większych. A z tej pionowej ściany zwisają różne szamty i
        jakieś paskudne strzępy. A nad naszymi głowami krąży ogromne stado jaskółek
        brzegówek!

        No mówię Wam - rewelacja!
    • kropka Re: Moje wojsko - zimna opowieść :) 28.07.03, 12:30
      Straszne upały, więc dla ochłody cytuję opowieść o swoim wojsku, którą
      napisałam zimą na łódzkim forum. Ładnie mi się udało, więc mam nadzieję, że mi
      wybaczycie chwilową zmianę pory roku :-)

      Dlaczego wojsko? Bo darmozjady i kiedyś się odwdzięczą.
      Mamy całą armię. Mieszka w okolicy i jest potwornie hałaśliwa.
      Wystarczy wyjść z domu i garnkiem potrząsnąć, a już kilku zwiadowców zaczyna
      nerwowo łebki wystawiać z ukrycia. A jak sypnąć żarełkiem!!!! Koniec spokoju.
      Najpierw zjawia się forpoczta. Jeden, dwa wróble zlatują z najbliższego krzaka
      i niepewnie siadają na krawędzi karmnika rozglądając się uważnie dookoła. Nikt
      nie przeszkadza? Psów nie ma? No to do roboty. Zaczynają skubać nasiona i wtedy
      zlatują się całe rzesze rozwrzeszczanej hołoty! Rejwach w karmniku, aż uszy
      bolą!
      Tuż za nimi zjawjają się dzwońce. Rozpychają bezwstydnie szarą bandę, bo one
      przecież nie wróble! Mają kilka żółtych piórek, bardziej zdobne są, więc
      szacunek im się należy! No i głos dźwięczniejszy! A to już nie byle co!!!
      Gdy dzwońce w karmniku, wróble na ziemię schodzą i wybierają, co wcześniej
      rozrzuciły.
      Następne lecą sikorki bogatki i sikorki modre. Im nie przeszkadza karmnikowa
      kotłowanina, bo dla nich przygotowana osobna sala - wisząca. Z pyszną
      słoninką. Czasami tyle ich się naraz uczepi, że wyglądają jak kolorowe grono.
      Tylko jedna sikorka uboga, mniejsza od kuzynek i mniej barwna, czeka cierpliwie
      aż się strojnisie pożywią i miejsce zwolnią. Cóż, taki los ubogich krewnych.
      Słonina cieszy się też wzięciem u dzięciołów. Dotąd przylatywała para i zgodnie
      tłukły aż furczało. Tej zimy pojawia się jedynie dzięciolica. Cóż, dramaty nie
      omijają skrzydlatego towarzystwa. Ale dbamy o panią dzięciołową, podsuwamy co
      smaczniejsze i tłustrze kąski, więc jestem pewna, że z wiosną nowego towarzysza
      znajdzie ino mig!
      Odwiedza nas też para synogarlic. Mieszka na stałe na kasztanie, więc do
      stołówki daleko nie ma. Odczekuje spokojnie, aż hałasliwa banda odleci, bo i
      tak ich dużych nasion grochu i kukurydzy nikt nie ruszy. Wchodzą do karmnika
      spokojnie, dostojnie, jedzą powoli i elegancko nie krusząc wokół.
      Innymi stołownikami są wrony, kawki i gawrony. To już najcięższa artyleria,
      spadająca na karmnik niczym bombowce, krzykiem informująca współbraci, że
      stołówka czynna. Najczęściej porywają duże, specjalnie dla nich przygotowane
      kawałki i odfruwają na najwyższe gałęzie drzew. Na wynos? Proszę uprzejmie.
      Klient - nasz pan.
      Stałymi bywalcami są szpaki i kwiczoły, dwie sójki, co za morze nie zdążyły,
      kraska, na której dropiate piórko rokrocznie poluje Jasiek, drobny kowalik,
      śmiesznie drepczący po pniu głową w dół.
      Kilka lat temu regularnie odwiedzała nas para kruków. To było dopiero
      wydarzenie!!! Baliśmy się oddychać, żeby nie przepłoszyć. Po dwóch latach
      pojawił się tylko jeden. Był smutny i osowiały. Współczuliśmy mu bardzo.
      Wkrótce i on przestał się pojawiać. Cóż, może znalazł partnera z lepszym
      zaopatrzeniem, a może krucze serce nie wytrzymało rozłąki?
      Lubimy to nasze wojsko. Zawiesiliśmy kilka budek lęgowych i kiedy nasi dzielni
      żołnierze zaczynają znosić do nich patyczki, kłaczki i wszelkie ptasie skarby
      znalezione w okolicy, znak, że stołówkę można zamykać.
      Przychodzi wtedy ciężki czas dla psów. Czeszemy je codziennie na dworze,
      a przyszli rodzice skrzętnie zbierają leżącą na ziemi sierść.
      Na pierzynki dla maluchów.
      Niech się zdrowo chowają.

      • ptasik Re: Moje wojsko - zimna opowieść :) 29.07.03, 14:47
        No najbardziej zazdroszczę Ci kraski, a potem dzieciołów, bo tych w mojej armii
        niestety nie ma, z pozostałych chyba wszystkie, tyle, że nie wszystkie sie
        stołują u mnie. Z resztą, jak bedziesz miała chwilke to odwiedź starsze wątki z
        ptakami w tytule, albo ze słowami pochodnymi od ptaków :-) Tam wszystko jest :-)
        Ja zgodnie z loginem ptaki uwielbiam i co jakis czas zapodaję temat ptasi na
        tym forum, aby posłuchac co w krzaczorach u innych słychać, no i swoimi
        wrażeniami się pochwalić :-)

        No i uprzejmie donoszę, że dnia wczorajszego wróciły szpaki, stado cale,
        których dotąd nie było i co mnie pewnym zastanowieniem i smutkiem napawało. No
        ale na szczęście wszystko się dobrze skonczyło :-)
        Te to w tej ilości rzeczywiscie wyglądały jak armia jakaś :-)

        Są też na moich ogrodowych drzewach spiewaki nieznane, ale czynie starania o
        ich identyfikację. W każdym razie spiewają cudnie. Jak tylko rozpoznam to nie
        omieszkam donieść
    • danam Moje ptaki 30.07.03, 18:34
      Witam!
      Moje podwórko też „wypełnione” jest ptaszętami. Dzisiaj między 7 a 8 na
      wisienkach zasiadły młode sójki, dzięcioł pstry średni, sikorki bogatki oraz
      coś bardzo malutkiego, beżowego z białym brzuszkiem, a pod dachem stodoły
      zabawiały się kowaliki i pliszki siwe.
      Wszystko było bardzo radosne i ciekawe każdej gałązki, każdego miejsca. Jedynie
      dzięcioł wybrał sobie wisienkę i odleciał na akację, gdzie ma swoje „kowadełko”.
      Kosy i drozdy śpiewaki okupują trawnik, a kopciuszki buszują w żywopłocie.

      Pozdrawiam z radością ptasią Danuta.
      • ptasik Ktos sie ze mnie smieje z lipy... 01.08.03, 10:20
        Na poczatku myslalam, ze to jakas mloda wilga uczy sie spiewac, ale po tym jak
        nam przed oczyma przemknelo cos troche za duzego na wilge, o zblizonej do niej
        kolorystyce i w dodatku te smichy chichy od rana do nocy....
        Mam wreszcie w ogrodzie dzieciola - zielonesiwego ...
        Nie musze pisac jak sie ciesze?
        Katula
        • piasia straszna przygoda rodziny pokrzewek 04.08.03, 10:08
          Oj, co ja wczoraj przeżyłam.....
          Postaram się to opisać.

          Osoby dramatu:
          rodzina pokrzewek - rodzice i 3 pisklęta
          pies rasy wieloraśny imieniem Kłopot
          stado szpaków w ilości kilkudziesięciu sztuk
          ja

          Miejsce akcji:
          gąszcz krzaków śnieguliczki, wzbogacony piwonią, ograniczony z jednej strony
          jaśminowcem, a z drugiej gąszczem bzu.

          Czas akcji - niedzielne południe.

          Prolog - zaczął się w sobotę, gdy w śnieguliczkowym gąszczu odkryłam gniazdko
          pokrzewki, na 90% ogrodowej, a w gnieździe - chyba 3 pisklęta, nie przyglądałam
          im się dokładnie.

          W niedzielę koło południa coś nagle zaszumiało, jakby przejechał samochód.
          Wszystkie trzy psy rzucły się z wrzaskiem przed dom - a tam nic. Tylko na
          krzakach przed domem - stado szpaków. Kilkadziesiąt sztuk, na snieguliczce, na
          jaśminie, na piwoniach... rzuciłam się je wyganiać, w obawie o całość
          gniazdeczka pokrzewek. Zresztą te szpaki były jakieś dziwne - szarobrązowe, z
          wyraźnymi wzorami na skrzydłach, od spodu jaśniejsze. Przegoniłam - zajrzałam
          do gniazdka - są pisklaki!
          Szpaki jednak jeszcze krążyły w pobliżu, ale takiego nalotu już nie zrobiły.

          Kilka minut później rozglądam się za swoim psem, a Kłopot leży przy komórce, na
          trawce i nie przychodzi na wołanie. Poszłam do niego - a on między łapami ma
          pisklaka!!! Wącha go, dotyka nosem i nie wie co z nim zrobić... Ptaszek wydawał
          się nieuszkodzony, wzięłam go delikatnie i zaniosłam do gniazdka....

          GNIAZDO BYŁO PUSTE!!!!!!!!!!

          Jak zaczęłam wyzywać na wszystkie szpaki świata, to możecie sobie wyobrazić. No
          nic, trudno, ocalał choć jeden.

          A tu nagle mój Kłopot wychodzi z gęstwiny i niesie w mordce drugiego pisklaka.
          Delikatnie niesie. Oddał bez sprzeciwu, drugi pisklak trafił do gniazdka.

          Zaczęliśmy we dwójkę, Klopot i ja, szukac trzeciego pisklaka. Psi nosek okazał
          się niezawodny - jest trzeci, w gąszczu pod krzakiem. Też trafił do gniazdka, z
          którego w międzyczasie ubył jeden. Więc w gniazdku były znowu dwa, a my
          kontynuowaliśmy poszukiwania.

          Trzeci pisklak siedział na ziemi przy samym murku. Też trafił do gniazda. Juz
          był komplet.

          Teraz zaczęła się obserwacja - przyjdą rodzice czy nie przyjdą? Wraz z Mamą
          tkwiłyśmy w oknie, patrząc w krzak jak sroki w gnat. JEST!!!!!!!! Coś zaczęło
          fruwać, pisczzeć, ćwierkać, skrzeczeć - są rodzice. Jest dobrze!

          Do końca dnia mój Kłopot chodził w glorii bohaterskiego ratownika - przeciez to
          on znalazł wszystkie pisklaki! I żadnego nie uszkodził!
          Od czasu do czasu pies rzucał się w gąszcz powęszyć, i jak głupi wybiegał
          stamtąd za ptaszycą, która odciągała go od gniazda w wypróbowany sposób -
          uciekając tuż nad ziemią.

          Ok. 18.30 wszystkie pisklaki zgodnie wołały "jeść!!!" wyciągając w górę łebki.

          Usiłowałam ustalić, jaka to była pokrzewka - po wyglądzie to ogrodowa. Ale
          ogrodowa podobno nie odciąga intruza od gniazda, tylko czarnołbista. No nic,
          gniazdko się opróżni - dokladnie je obejrzę, mam świetną książkę o samych
          gniazdach.

          Pytanie - czy możliwe, że szpaki wywlokły młode z gniazda? Czy to one same
          uciekły wystraszone nalotem?

          W każdym razie na Kłopota patrzę z szacunkiem... ;)

          PS. wiadomość z ostatniej chwili - Mama zadzwoniła, że gniazdko jest puste! I
          cisza wokół. Czyżby juz się wyprowadziły? Pióra im dopiero wychodziły z pałek,
          cały pisklak był wielkości mniej więcej orzecha włoskiego. Czy cała akcja
          ratunkowa poszła na marne i w nocy coś zeżarło pisklaki? Buuuuuu....



          • kropka Re: straszna przygoda rodziny pokrzewek 04.08.03, 10:29
            Nie bucz. Może rodzice wyprowadzili pisklaki, bo gniazdo spalone. Przecież ruch
            wokół niego jak na Piotrkowskiej. Kto to wytrzyma???
            Gdyby małym coś się stało, rodzice lataliby wokół i przywoływali :)
            • piasia Re: straszna przygoda rodziny pokrzewek 04.08.03, 11:03
              Też się tak pocieszam.... Dzięki za dobre słowo!

              Może małe siedzą gdzieś w grupce przy innym krzaku...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka