Dodaj do ulubionych

jez (jerz)

10.10.08, 22:42
Oprocz pol kota (na spolke z sasiadem), mam teraz rowniez jeza w
ogrodzie (tez pol)! Zadomowil sie w haszczach miedzy ogrodem moim i
sasiada. Kot jest chyba niezadowlony, bo jezyk wyzera mu z miseczki.
Ale tpo juz musza miedzy soba zalatwic. Martwi mnie co innego,
dlatego pytam tu o rade. Czy slyszeliscie juz kaszlacego jeza?
Slyszalam juz te dzwieki, bylam pewna ze to moje pol kota, wiec mu
do jedzenia dodawalam "lekarstwo". Ale teraz sasiad mowi ze to jez
wydaje takie dzwieki. Nie znam sie na jezach, a Wy macie rozne
takie, wiec pewnie i wieksze doswiadczenie jak ja. Podpowiedzce co
to jest i czy musze malego wylowic z krzakow i zawiesc do weta?
Pozdrawiam zloto-jesiennie-i-kolorowo-slonecznie!
Obserwuj wątek
    • mjot1 Re: jez (jerz) 10.10.08, 23:36
      Sądzę, że nie jest to objaw jakowejś choroby, lecz normalny głos
      jego
      „Kolczaki” potrafią być naprawdę rozmowne
      Przeróżne parskania, czmychania, fukania mogą czasem kojarzyć się z
      kaszlem ;-)
      No i potrafią całkiem donośnie tupać.

      Najniższe ukłony! M.J.
      • deerzet Tupot mew o pokład pusty 11.10.08, 08:52
        Tuptuś ów nocą cichą jest słyszanly z daleka, zaiste...

        Ciekawe, czy {Ewa} zdecyduje się nocą, w oparach mgielnych
        nadreńskich posłuchać tego kolczaka.

        U nas już o świcie przymrozki.

        Jeszcze niższe ukłony ... [ŁUP] ... O, żeż Ty!
        [Pardon, boli...]

        Aby do świtu!
        D.E.Z.


    • ewa553 Re: jez (jerz) 11.10.08, 09:36
      a wiec normalka. czuje sie uspokojona. nie wiedzialam, ze jeze to
      gaduly:))) ja ten odglos slyszalam i tez bylam pewna ze to moje pol
      kota. Bo koty jak sie nalykaja siersci przy myciu sie, to maja potem
      problemy z wydaleniem tych wlosow i wlasnie krztuszac sie wydaja
      taki dzwiek. Wiec dalam biednemu kotu pasty pomagajacej wydalanie
      wlosow:)))) No, nieszkodliwa pomylka. Jeza jeszcze nie widzialam,
      choc wielokrotnie ten dzwiek slyszalam. Nie musze dercecie w
      porannej mgle wychodzic, bo on kaszle rowniez w ciagu dnia. Nota
      bene faktycznie mam teraz co ranka mgly, bo mieszkam nie tylko nad
      Renem, ale i przy starym Renie, jakby w trojkacie dwoch rzek, wiec
      mozesz sobie te mgly wyobrazic. No, ale tym bardziej cieszy potem
      sloneczny dzien - nawet jesli sie go glownie na grabienie lisci
      spozytkowac musi....
    • ewa553 P.S. 11.10.08, 09:36
      tupot BIALYCH mew!
      • deerzet Re: listowie 11.10.08, 10:07
        Z mej rodzinnej małomiasteczkowej małej ojczyzny pojechali byli raz
        delegaci z Rady Miasta do zaprzyjaźnionego miasta w Niderlandach [a
        może w Dunskkroene?] .
        Tamże na [jesiennej] przechadzce zdziwili się, że nikt od dawna na
        miejskich terenach zielonych nie usuwa opadłego listowia.
        Zapytali swych gościnnych gospodarzy o to sprzątanie.
        Odpowiedź do dziś pamiętam:
        "U nas to normalne, że jesienią listowie z drzew opada. A jak to
        jest u Was w Polsce?"...

        Nie wiem do dziś, czy ta odpowiedź Niderladczyków świadczyła o ich
        wyższości [kultury] czy wręcz przeciwnie. Optuję jako kopnięty na
        zielono, że to pierwsze.

        Szanowna {Ewa} ma do Niskich Lądów jakby bliżej niż ja...
        Radzę metodologię liściową od Sąsiadów Niskich skopiować.

        Jest tyle innych pożyteczniejszych rzeczy do zrobienia niż
        grabiologia.
        Choćby: przemyślenie dlaczego dudnią o pokład bardziej stópki mew
        białych a nie śmieszek?

        Bardzo niskie ... [oj!]
        pozdrawia [dziś rano już bez wyziewów Króla Olch jak we wczorajszy
        mgielny poranek]
        D.E.Z.
        [nie: D.E.C. !, lubię me Zaleśne Z]
        • ewa553 Re: listowie 11.10.08, 10:16
          A! wychodzi szydlo z worka! To mamy juz wyjasnienie dla Z, teraz
          prosze jeszcze o DE:))))
          Liscie spod gruszy i jabloni grabie, bo podobno trawa pod nimi sie
          psuje. Jesli to bledna teoria, to prosze mnie uswiadomic, moze
          oszczedze sobie wiele pracy? Pragne rowniez zaznaczyc, ze zostawiam
          pare lisci zawsze dla moich ukochanych wspolpracownikow ogrodowych,
          czyli dzdzownic!
          • deerzet trawniko-listowie 11.10.08, 11:36

            Trawnik u {Ewy} czy łączka?
            Jeśli to 1. - to rzeczywiście tydzień leżenia warstwy sparterowanego
            listowia na trawie uśmierca ją.
            Jeśli zaś stawiamy na naturalność - to nic tak nie zasila łąki jak
            JEJ śmiertelna corocza powłoka. Daje tworzenie się ŚCIÓŁKI jak w
            naturze przystało.

            Ale człek miastowy odmiany trawnikowej miast ściółki stawia na
            sztuczne zasilanie nawozami...

            Forumianki tu podpowiadały, co warto pod sadowymi [zacieniającymi]
            drzewami na trwałe podsadzać czy podsiewać. Dla oszczędzenia pracy i
            dania czasu na uprawęinnych lokalizacji.
            U {Ewy} - ugór zielony [u nas nie udaje się] - u nas ugór czarny
            czyli ... ugór.
            A dla rozkładania plandek przeciwnasionnicowych pod trześnią nasz
            ugór łatwiejszy.

            U mnie po przejęciu podłych [=ubogich] piasków już w 2. roku po
            zastosowaniu własnego kompostu pojawiły się dżdżownice. Szybciej,
            niż by je rozmnażać przez podział szpadlem...
            Wkompostowniku [nie termokompostowniku maja u nas takie używanie,że
            rozmnażajasiętam w miłosnych uściskach w milionnasób. Nazwać to, co
            tam się dzieje orgią, to za mało... To jak tarło wężowe
            zmilionkrotnione...


            P.S. Odkrycie moich nicków odsłania[łoby] mnie zbyt kompletnie. A
            któż lubi być odsłaniany do kości vel nagości...
            deerzet
            • ewa553 Re: trawniko-listowie 11.10.08, 11:49
              to drugie, czyli laczka (uonczka:))) Czego tam nie ma! Ale rosnie
              raczej marnie, bo ziemia gliniasta. Podsypuje co jesieni piasek
              i nawet widze lekka poprawe. Ale czy liscie nie usmierca tego co
              jest?
              No i co powie moj szalony Wloch, jak mu wiatr moje liscie na
              wypielegnowany ogrod wwieje?
              • deerzet Sąsiad więc się ... 11.10.08, 12:25
                Sąsiad więc się "allemanizuje" z wiekiem, staje się miejscowy.

                Czy listowie upadłe szkodzi?
                Wątpię.
                Od czasu pojawienia sie okrytonasiennych dwuliściennych radzi sobie
                [ściółka łąkowa] jakoś.
                A człek vel kobieta - "rozwija" się zakładając trawniki.

                Jak jej potem czasu na lekturę na kocyku na łączce brak [Jacek! Znów
                kosiarka nie działa, a chciałam leżak postawić i coś poczytać...] -
                to Jej sprawa.
                • siem-ata Re: Sąsiad więc się ... 11.10.08, 15:46
                  Nie ma lepszego nawozu pod borówki jak kompost z liści dębu.To tak na marginesie.
                  • ewa553 dobra, dobra,... 11.10.08, 16:17
                    nie mam ani borowek ani debu.....
          • luiza-w-ogrodzie Grab liscie spod drzew owocowych 14.10.08, 01:00
            ewa553 napisała:

            > Liscie spod gruszy i jabloni grabie, bo podobno trawa pod nimi sie
            > psuje. Jesli to bledna teoria, to prosze mnie uswiadomic, moze
            > oszczedze sobie wiele pracy? Pragne rowniez zaznaczyc, ze
            zostawiam pare lisci zawsze dla moich ukochanych wspolpracownikow
            ogrodowych, czyli dzdzownic!

            Grab liscie spod drzew owocowych, bo wsrod nich i pod nimi czesto
            przezimowuja szkodniki owocow oraz infekcje grzybicze. Jezeli masz
            termokompostownik, mozesz te liscie przekompostowac i zwrocic je
            drzewom na wiosne (zimne kompostowanie nie zabija form
            przetrwalnikowych).

            Pozdrawiam
            Luiza-w-Ogrodzie
            Mówi Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
            lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
        • mjot1 Stało się 11.10.08, 16:32
          Zamiary były jasne jak słońce i (praktyką już wieloletnią)
          dopracowane w szczegółach.
          Jeżeli aura pozwoli to sobota przebiegnie pod hasłem „Akcja liść”.
          Ranek powitał nas lekką mgiełką i nieba błękitem. Znaczny ruch na
          drodze już od świtu wskazywał, że miłośników grzybobrania dziś nie
          zbraknie. Powoli słoneczko wzbiło się ponad las, subtelna muślinowa
          mgiełka ulotniła się i polanka roześmiała się radośnie jaskrawymi
          kolorami.
          I właśnie wonczas przeczytałem jakże słuszne spostrzeżenie Deerzeta.
          Furda tam „grabiologia”!
          Gdy „pierwsza zmiana” zbieraczy las opuszcza (godz 11) poleźliśmy w
          knieje (zmiana druga nadciąga ok. 13tej)
          Powiem krótko: Opłacało się.
          Półtoragodzinny spacerek zaowocował pokaźnym zbiorem przepięknych
          ciemnobrązowych dorodnych borowików.
          A liść? Cóż... Poczeka. Tym bardziej, że las dopiero zaczął nim
          sypać obficie.

          Najniższe ukłony!
          Błogą czynnością nicnierobienia pochłonięty M.J.
          • ewa553 Szczesliwcu!! 11.10.08, 16:48
            swieze borowiki....marzenie...na maselku, z cebulka....
    • surmia Re: jez (jerz) 14.10.08, 12:16
      Kocham jeże!
      Uwielbiam jak fukają i sapią. Fukanie można pomylić z kaszlem :) O tupaniu nic
      nie wiem, jeże które znałam chodziły cichutko. Po lesie chodziły. Jeśli weźmie
      się jeża do domu, to pewnie, że będzie go słychać w nocy na gołej podłodze, ale
      po co go brać do domu?

      Pamiętaj jednak, żeby nie dawać mu żadnego nabiału, a już mleka w szczególności.
      Zresztą kotu także. Jeże lubią kocie chrupki i mokre kocie saszetki.

      Acha, i jeszcze możesz go odpchlić (bo ma pchły z pewnością) specyfikiem dla
      kotów czy psów (takim na kark, długodziałającym, starczy mu na całą zimę)-
      weterynarz pomoże wybrać. Jeśli jeż pozwala się dotykać. Pewnie tak, bo one
      przecież nie są płochliwe...
      Ja też mam jeża, ale ten mój nie jest tak ufny. Nie daje się podejść i widuję go
      rzadko i tylko z daleka. On nie lubi moich psów, więc przychodzi do mnie tylko
      głęboką nocą.

      Ostatnio czytałam, że można jeżom robić specjalne budki na zimę. Zrobiłabym ,ale
      te psy... :(
      • ewa553 Re: jez (jerz) 14.10.08, 15:10
        Luizo, na mysl by mi nie przyszlko aby dawac kompost drzewom
        owocowym! No ale coz, ja sie dopiero ucze.... A wiec powiedz:
        wykopac ziemie naokolo drze i zasypac kompostem? A moze gorge
        kompostu naokolo pnia? Mowo, mow do mnie jeszcze:))))
        Lisci do kompostu nie dodaje - vide moj watek ktory zaraz zalacze.

        Surmio, moj jez wcale nie jest ufny. Jeszcze go na oczy nie
        widzialam. Sasiad mi o nim mowil, on go krotko widzial. Jez wybral
        sobie dobre miejsce, pod duzym, wysokim krzakiem, pod ktorym zrobilo
        sie klebowisko roslinek i kupa lisci, ktore na szczescie tylko
        czesciowo usunelam. Bo ja skolei czytalam, ze jeze lubia mieszkac
        zima w kopczykach z lisci. Z dokarmianiem tez nie wyglada dobrze, bo
        kotek szybszy i cokolwiek tam postawie, to natychmiast zjada.
        Na kotach sie znam - mam dwa w domu!
        • luiza-w-ogrodzie Dawac kompost drzewom owocowym 15.10.08, 00:22
          ewa553 napisała:

          > Luizo, na mysl by mi nie przyszlko aby dawac kompost drzewom
          > owocowym! No ale coz, ja sie dopiero ucze.... A wiec powiedz:
          > wykopac ziemie naokolo drze i zasypac kompostem? A moze gorge
          > kompostu naokolo pnia? Mowo, mow do mnie jeszcze:))))

          Ewo, kompost mozna dac wszystkiemu co zielone oprocz kaktusow i
          sukulentow ;o) no i z roslinami wodnymi tez nie nalezy przesadzac.

          Wokol drzew niczego nie wykopuj, tylko rozloz kompost rowna warstwa
          dookola drzewa, grubiej na obrysie korony (tam siegaja
          najdrobniejsze korzenie zywiace drzewo). Co najmniej 10 cm od pnia,
          zeby kora drzewa nie zlapala jakiejs infekcji grzybiczej lub
          bakteryjnej z kompostu. Na wiosne roztopy wyplucza organiczny nawoz
          do gleby a dzdzownice wciagna czastki kompostu z glab ziemi byle im
          nie przeszkadzac.

          Zrob to albo teraz, zanim przyjda mrozy i sniegi, albo bardzo
          wczesna wiosna. Ja jeszcze przykrywam kompost sciolka (pocieta sloma
          z trzciny cukrowej, zmielona kora etc), zeby nie wysychal. Wlasnie
          tak dozywilam w zeszly weekend drzewo pomaranczowe, obwieszone teraz
          kwiatami.

          Powodzenia
          Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu
          • deerzet Re: przykrywam. Edafonie - smacznego! 15.10.08, 09:30
            Nie przykrywanie rozrzucanego gdziekolwiek kompostu czy obornika
            jest MARNOWANIEM zawartych w nich składników odżywczych. Te wtedy
            szybko próchnieją wysychająć i są tracone w postaci gazowej
            ulatniającej się do atmosfery.

            Przykrycie kompostu [=przyoranie, przykopanie] spowalnia jego
            rozkład, udostępnia jego składniki KORZENIOM roślin. Po etapie
            pałaszowania przez edafon, oczywista.

            Edafonie - smacznego!
            • ewa553 Re: przykrywam. Edafonie - smacznego! 15.10.08, 09:51
              ale moj "kompost" derzecie to ziemia kompostowa. Co sie tam ma
              jeszcze przerabiac? To tylko takie pytanie, bo ja po rozlozeniu
              warstwy tej ziemi kompostowej, przekopuje grzedy.
          • ewa553 Re: Dawac kompost drzewom owocowym 15.10.08, 09:49
            Swietnie Luizo, znow sie czegos nauczylam. Zrobie to jak tylko
            opadna wszystkie liscie z drzew, bo mialabym problem z grabieniem.
            Ale jeszcze jedno pytanie, bo mnie wszystko trzeba tlumaczyc, sama
            na nic nie wpadne. Na jakiej przestrzeni (promien:))) wokol drzew to
            rozlozyc? Bo u mnie jest ten problem, ze drzewa rosna na trawnikach.
            Przeczytalam jeszcze raz: piszesz o obrysie korony. To ja bym
            musiala caly trawnik zlikwidowac? Oj, nie wiem jak z tego wybrnac....
            • minniemouse Re: Dawac kompost drzewom owocowym 15.10.08, 10:41
              ""Jeże lubią kocie chrupki i mokre kocie saszetki."'
              i srodki na pchly itd...

              No coz pieklo jest wybrukowane dobrymi checiami. na pewno chcesz
              dobrze ale jez to jez, gatunek o calkiem innych potrzebach
              dietetycznych niz kot.
              karma wiec moze im pyszna ale nieodpowiednia,

              to raz a odpchlenie - po co? one musza cos wytworzyc przeciw pchlom
              na drodze ewolucji same. taka juz bezlitosna jest matka natura.

              Minnie
              • surmia Re: Dawac kompost drzewom owocowym 15.10.08, 11:00
                Nie bardzo. Jeże, tak jak koty są mięsożerne. Białko jest podstawą ich diety.
                Nie jedzą jabłek, jak podają w bajkach.

                A pchły? Pewnie, że po co pomagać, niech się męczą. Ale to właśnie pchły
                uodporniły się w drodze ewolucji i męczą jeże, wiewiórki, lisy i inne dzikie
                zwierzęta szczególnie mocno. A można pomóc zaprzyjaźnionemu jeżowi podając
                jednorazowo na kark środek uwalniający je od pasożytów przenoszących groźne
                choróbska.
                Tak samo jak np. podaje się lisom szczepionkę na wściekliznę.
                • dar61 Re: mięsożerne 15.10.08, 11:06
                  Otóż , ku uciesze jaroszy, nie są tylko mięsożerne.
                  Są wszystkożerne te nieuczesańce.

                  Nie wtrącałbym się z chemią w żywot dzikiego zwierza.

                  Naukowcy czynią to tylko, jeśli zagrożony jest byt jakiegoś
                  rzadkiego, wymierającego gatunku.
                  A i tak po latach okazuje się, że ingerując dla ratowania 1. -
                  uśmierciliśmy 3 inne.
                  • surmia Re: mięsożerne 17.10.08, 10:23
                    Czasem należy się wtrącić. Jeży mamy coraz mniej.

                    To, że jeże są wszystkożerne oznacza, że mają urozmaicony jadłospis - od owadów
                    po jagody. Jednak podstawą ich diety jest białko. Np. białko ślimacze czy
                    dżdżownicze. Jeże pożerają ślimaki i chociażby z tego powodu warto stworzyć im
                    dogodne warunki w ogrodzie.

                    W przeważającej części opracowań na temat dzikich jeży piszą, aby w miarę
                    możliwości pomagać im i stosować odpchlanie i ewentualne odkleszczanie. Widać ta
                    chemia czyni jednak więcej dobrego niż złego.
                    Zresztą to samo jest z wiewiórkami. Ilość pcheł na ich ciałkach przekracza
                    wszelkie normy. Widziałam na własne oczy nie jeden raz.

                    Bardzo chciałabym mieć jeża w ogrodzie na stałe. Ale wiem, że jak tylko dzika
                    działka obok mojej zostanie sprzedana i uporządkowana jeże nie będą miały dokąd
                    pójść. Wszędzie wokół powstały ulice i nowe domy. Dlatego już dziś zastanawiam
                    się jak zapewnić mu jakieś godziwe warunki u mnie. Tylko, że chyba mam zbyt małą
                    (jak na możliwości jeża) powierzchnię ogrodu. No i psy.
                    Taki zagubiony jeż, który nie ma bezpiecznego schronienia najczęściej ginie na
                    jezdniach, bo szuka odpowiednich dla siebie warunków.
                    Piszę tu o miejscowości podwarszawskiej, gdzie wprawdzie jest trochę lasu, ale
                    on się strasznie szybko kurczy. Muszę pomóc.

                    Jeżom mieszkającym w dużych lasach, z dala od dróg i domostw, faktycznie, pomoc
                    nie jest potrzebna. No chyba, że w wyjątkowych przypadkach.

                    Fajna stronka o jeżach. Dużo wiadomości.

                    www.jeze.republika.pl/
                    • dar61 Warto by odparkanić=odlicić ogrody 17.10.08, 13:05

                      Warto by wprowadzić w osiedlach willowych ZAKAZ stawiania takich
                      murków parkanów, które by ograniczały ich przenikanie przez drobne
                      jeżopodobne zwierzaki, przez płazy dążące do stawków na rechoty swe
                      wiosenne.
                      Wystarczy w środku podwaliny każego prostego odcinka ogrodzeń w
                      podmurówkach pozostawiać "korytarze ekologiczne" w postaci
                      niezamurowanego DO ZIEMI odcinka...

                      Oraz - co pono już gdzieś w świecie w małoogródkowych osiedlach jest
                      W PRZEPISY wkomponowane - ZAKAZAĆ trzymania w ogródkach innych
                      [wrzaskliwych] psów niż dingo.

                      {Surmio} - wtrącaj się, ach wtrącaj.
                      Takiego owocnego wtrętu ze świecą szukać!
                      To jak, {Surmio} - przyłączy sie {Surmia} do inicjatywy
                      ustawodawczej zakazującej litych [od dołu] parkanów?

                      Nie boi się aby małych, pełzających żyjątek w trawie?
                      :)

                      • surmia Warto warto ! 17.10.08, 13:41
                        W moim mieście nie wolno stawiać litych parkanów. A podmurówki przecież mają
                        zawsze jakąś część niższą - choćby na bramę. Zresztą najczęściej te
                        oparkanionoklinkierowe ogrody nie są dla żyjątek krótkonożnych pożądane. Zbyt
                        czyste, sterylne są. A z siatką jeż daje sobie jakoś radę. Nie wiem jak, ale
                        sobie daje.
                        Nie miałabym nic przeciwko temu, gdybym, będąc zmuszoną do budowy nowego płotu,
                        musiała zostawić przejścia dla żyjątek. Przyłączyłabym się do nakazu budowania
                        takowych.

                        Co do psów - też uważam, że psy powinny być ucywilizowane. Szczególnie w
                        osiedlach willowych, gdzie są mikroskopijne ogródki. Ja na szczęście w takim nie
                        mieszkam.
                        Moje psy są w wydzielonej części ogrodu, to kawał placu, ale jeż może o tym (o
                        tym wydzieleniu) nie wiedzieć. Zresztą tak naprawdę moje psy nic nie zrobią
                        jeżowi. Są przyjaźnie nastawione do innych form życia. Ale jeż nie lubi
                        obwąchiwania, poszturchiwania nosem i szczekania nad głową. Ja się nie dziwię.

                        Wszelkie żyjątka są u mnie mile widziane. Odwiedzają mnie ropuchy (jednej nawet
                        zrobiłam zaciszne miejsce do spędzania dnia - zadomowiła się) i inne żabki. Węży
                        niestety brak, zbyt zurbanizowane środowisko. Wiewiórek moc. W tym roku nawet
                        nie odczułam ich liczebności, bo orzechy włoskie mi wyjątkowo obrodziły. Jednak
                        leszczynę objadły. Nie przeganiam. Gdzieś w pobliżu mieszkają kuny, które łażą
                        opodal. No i wieczorne loty nietoperzy. Można patrzeć godzinami. Aż się całkiem
                        ściemni.
                        Jednej formy życia nie lubię. Ślimaków.
                        • ewa553 chyba przestane Was czytac:(((((( 17.10.08, 14:38
                          przyznaje: jak czytam o Waszych lesnych ogrodach, wielkich
                          przestrzeniach, licznych zwierzatkach, to mi zazdrosc tak kiszki
                          skreca, ze az boli. Staram sie jak moge, na tych moich 300 qm zyje
                          niestety tylko Pulkot, Puljerz, Rzabki. Teraz chyba tez kret. A
                          gdzie reszta? Widzialam kiedys przemykajaca polna myszke. Jaka ona
                          byla sliczna i zgrabna! Nawqet jej nie zdazylam powiedziec
                          dziendobry, jak zadyszana gdzies uniknela.
                          Dobrze chociaz ze u nas nie stawia sie plotow miedzy ogrodami, bo
                          tak to bym nic nie miala......
                          A teraz chodze, licze, mierze, szukam materialow i pomyslow: Pulkot
                          dostanie Siedzibe. Bo domek ktory mu teraz postawilam, nie bedzie
                          dostatecznym schronieniem przy zimowych wiatrach. Tzn. zimy sie
                          raczej nie spodziewam, ale zimne wiatry - owszem, bywaja.
                          W kazdym razie: jak sie Zwierzeta dowiedzom, zem ich przyjacielem,
                          to moze zaczna czesciej do mnie zagladac? Jak myslicie?
                          • dar61 Re: przestawanie 19.10.08, 20:52
                            {Ewy} słowa:
                            [...chyba przestanę Was czytać ...].
                            No nareszcie, tędy droga!

                            Lornetki polecam takie 10x50. Albo lepiej - LUNETĘ, lub monookular.
                            Ten będzie krótszy niż luneta, poręczniejszy. Taki, co ma mocowanie
                            do statywu.

                            Można kupić takie niby-namioty, będące czatownią do obserwacji.
                            Idzie do nich {Ewa} z "satelitą", ten - odchodzi - a zwierz nie
                            zauważa, że odchodzi tylko jedna osoba [choć krukowate, umiejące
                            liczyć oszukują się gdzieś przy 4 osobach! ]...
                            Co tam jeszcze?...
                            No, ciepła odzież i buty, termos...
                            Trzeba by się nauczyć, jak rozpoznać nawietrzną.

                            Inny sposób przestania czytania, to wyprawa w świat lupy.
                            Terenowa - na kolanach, owady i inne pareczniki czy skoczogonki.
                            Przybiurkowa - w kroplę wody np. Ze stawu. Makrofotografia,
                            przystawka do obiektywu - z podglądem na ekranie komputera - jeśli
                            komuś żal niszczyć swe oczy...

                            U mnie po tapecie chodzi taki np. zaleszczotek.
                            W makrofotograficznej wersji zaczynam się jego bać...
                            Albo takie np. pająki lub kosarze...
                            Albo te testy - po odnogowaniu której nóżki mucha traci słuch?
                            Powodzenia w nieczytaniu, {Ewo}!

                            • ewa553 Re: przestawanie 19.10.08, 20:56
                              no dobra, chcialam tylko plastycznie wyrazic chec posiadania wlosci
                              lesnych jak Wasze:)))) piszcie, piszcie, naprawde lubie Was czytac!
                        • deerzet Mam młot udarowy. Oczekuję propozycji 19.10.08, 22:15


                          Co tam młotowi parkan z betonu. Poradzi on i asfaltowi, jakby co...

                          Bez kotów domowych można by się obejść. Przecież kiedyś w Polsce w
                          antymyszowym celu oswajano łasice. I trzymano w domu węże.

                          Psy?
                          A po co one będą potrzebne, jak wrócimy do staropolskiego zwyczaju
                          NIEZAMYKANIA drzwi na klucz?

                          Mamy, po śp. sąsiedzie, 50 m za ogrodem w lesie paśnik mały.
                          A i soli do niego znajomy łowczy nam na prośbę naszą nie żałuje.
                          Mam w planie do tego paśnika na linii z okien wizurę przeciąć -
                          dopóty las nie przerzedzi się z dzisiejszej tam drągowiny.
                          Będzie można życie i żucie przeżuwaczy płowych zoczyć z fotela.
                          Tych, co potraw zapłotowy o świcie żują.
                          Te płowe czasem do ptasiego pojnika [10 m za płotem ogrodu]
                          zaglądają w susze letnie - warto by wreszcie pomysł podziemnej rury
                          do pojnika z wodą z tej rynny z garażyku "w ciało oblec".

                          Pomniejszy zwierz?
                          Ropuchy, jaszczurki, "nietoopierzone" [okno strychu ma "specjalnie"
                          niedoszklenie letnie] czy zaskrońce u nas to normalka.
                          Jeż - nie zagląda. Zająców - szt. jeden/5 lat...
                          Kiedyś jenot bez drogę szurnął był...
                          Budek i kieszeni lęgowych ponad dwadzieścia. I kupy chrustu, i kupy
                          kamieni, i kupy=sygnały wzrokowo-zapachowe po nocnych wizytach kun.

                          Myszy nie ma, bo [wreszcie] kur nie ma - stąd i wróble wcięło, i
                          jaskółki dymówki wcięło - a szkoda...
                          Stąd i lisy wcięło, ongi kurami sąsiada pasione.
                          Nie szkoda ich nam [kury były smaczne ;)], wszak szczepionki
                          dogębowe je namnożyły, zającom na pohybel i kuropatwom...

                          Jak i myszy nie ma, to i pusta budka dla sów - ta, com ją [z duszą
                          na ramieniu] na konary 200-letniej sosny linami wciągał.

                          A owe 200-letnie sosny, cudem ocalone przed topornymi toporowymi
                          zakusami sąsiadów, tych co to chcą mieć słońce nie przesłaniane
                          gałęziami pinusowymi,
                          zwabiają zimą
                          rude
                          kity.
                          Sąsiadom dedykuję coś z Rolanda.
                          Topora, nota bene:
                          free.art.pl/topor/rys21.jpg
                          Orzech italiański owocować nam nigdy nie owocował - zmrozowisko.

                          Ślimaków brak - piaskowisko posośniakowe].

                          Zapomiałbym dodać o klangorze żurawi.
                          20 minut rowerkiem na łąki:
                          free.art.pl/topor/rys01.jpg
                          • ewa553 Re: Mam młot udarowy. Oczekuję propozycji 20.10.08, 08:42
                            Twoja opowiesc przypomina mi znajoma lesniczowke. Znajoma z
                            dziecinstwa. Tez w srodku lasu, tez obserwacje zwierzat wszelakich,
                            a bylo ich wtedy wiele, wiele wiecej jak dzis. Wyjezdzalismy tam na
                            cale wakacje i uczylismy sie wrazliwosci na nature. Dzieki za
                            przypomnienie "obrazu". Mam nadzieje ze obserwujac z fotela bedziesz
                            mial w rece teleobiektyw aby nas uraczyc pieknymi zdjeciami?
                            • deerzet siedziba sadyby 20.10.08, 10:05
                              {Ewo}, nasza siedziba sadyby to, nomen omen, poniemiecki posterunek
                              graniczny na eks-granicy polsko-niemieckiej.
                              Zwykle nie chwalę się fotkami z naszej sadyby - bo oglądając
                              dokonania ogródkowe forumianek na ich tu załączanych zdjęciach, w
                              kompletne kompleksy wpadlibyśmy...

                              Na początek, dla lubiącej rozszyfrowywania tajemnic Szanownej {Ewy},
                              nasza siedziba z kosmosu by' Google Earth:

                              fotoforum.gazeta.pl/3,0,1521464,2,1.html
                              [ciemnozielona połać to lasy]
                              Na zdjęciu ukośna krecha to onegdaj granica 2 województw lubuskich.
                              Już nie istnieje - a serca lubuszan polskich nadal skłóca.

                              Przyznam, że to mój debiut na foto-forum gazetowym...
                              • ewa553 Re: siedziba sadyby 20.10.08, 15:02
                                chcesz powiedziec, ze "szczalka" pokazujaca polanke w srodku lasu,
                                pokazuje Twoja sadybe? Chyba sie zastrzele! Ile Was jest i ile macie
                                psow na obrone? Ja uwielbiam las, ale tak na odludziu mieszkac - nie,
                                balabym sie jak cholera. Dawaj no dalsze zdjecia:))))
                          • obrobka_skrawaniem Re: Mam młot udarowy. Oczekuję propozycji 20.10.08, 16:53
                            Po co Eustachemu mlot udarowy? Ma kamieniolom w ogrodku, czy tylko
                            pokazuje go (mlot, nie kamienilom) sasiadkom?
                            I w to zmrozowisko w lubuskiem tez jakos trudno uwierzyc.
                            • deerzet młotkowego Eustachego brak 20.10.08, 23:40
                              Spytam Eustachego, co z tym młotem, jak Eustachego znajdę wśród
                              sąsiadów czy mej rodziny.

                              Co do zmrozowiska - kiedyś tu pisałem, że późne przymrozki u nas
                              bywają po zimnej Zośće, a wczesne - w sierpniu.
                              Sąsiadka [nowa] uważała, że jej nie zwarzy, a jednak jej zwarzyło tu
                              kilka lat z rzędu pomme d'oro.
                              W sąsiednich okolicach [tam wg mapy jest wyżej o kilkanaście metrów
                              niż u nas] lilaki kwitną o dwa tygodnie wcześniej, ale matura w
                              pobliskiej szkole jest na czas.

                              Eustachego nie znaleźliśmy.
                              A młot?
                              To taka duża wiertarka z funkcją udaru. Wolnoobrotowa - więc moment
                              obrotowy potrafi człekowi [po zakleszczeniu się ostrza] kciuk
                              ukręcić.
                              Radzę uważać przy obrabianiu skrawaniem nim...
    • klara551 Re: jez (jerz) 16.10.08, 23:06
      Ten kaszel to jeżowe odstraszanie intruza.Jeż wydaje odgłosy,jako
      żywo przypominające ciężki suchy kaszel,gdy ktoś zbliża się do
      niego,lub jego schronienia,wiec się tym nie przejmuj.A jeże ogrodowe
      chętnie podjadają jedzonko domowym kotom,a ile przy tym
      mlaskania,fukania ,no i bardzo szybko przyzwyczajają się do
      dokarmiania
      • ewa553 Re: jez (jerz) 17.10.08, 09:37
        zawsze marzylam o jezu, Klaro. I Twoj fajny opis jest wlasnie taki,
        jak sobie to "wspolzycie" wyobrazam. Niestety, obawiam sie ze moj
        ogrodowy kot jeza odstraszyl, bo ani kaszlenia, ani innych dzwiekow
        nie slysze:((((( Ale moze to przejsciowe? Dzis oziebilo sie
        solidnie, wiec moze jez-Jerzy zakopal sie w lisciach i kima do
        wiosny? Zobaczymy....
        • minniemouse Re: jez (jerz) 19.10.08, 00:08
          Natura, jak juz pisalam jest nieublagana - w drodze ewolucji czesto
          dochodzi do straszliwego przetrzebienia gatunku zanim jakies
          jednostki wyrobia w sobie odpornosc na cokolwiek.

          dla przykladu w Kanadzie byl okres kiedy wyjatkowo masowo zdychaly
          losie na skutek zainfekowania pewnymi kleszczami.
          i nic z tym sie nie robi poniewaz los musi sam na drodze ewolucji
          wyksztalcic jakas obrone na te kleszcze. wszelka ingerencja i tak
          bedzie nieskuteczna na dluzsza mete i tylko opozni naturalny proces
          ewolucyjny.

          tak samo z jezami, lisami, wiewiorkami - podawanie sztucznej karmy
          zawieracej konserwanty, chemikalia z pewnoscia nie jest takie znowu
          zdrowe, jesli juz to podawalbym normalne mieso,

          podawanie srodkow p/pchlom to tez tylko chwilowy plasterek na
          znacznie wiekszy problem. z cala pewnoscia jez czy wiewiorka polana
          srodkiem p/pchlom nie bedzie wyksztalcala w sobie wlasnej ochrony
          p/pchlom.

          co do szczepienia lisow - jak widac z zalozenia wymaga to
          interwencji czlowieka, a co bedzie jak z jakiegos powodu
          interwencja nagle zostanie zaniechana? bedziemy mieli masowe
          wymieranie lisow nieodpornych na zarazki wscieklizny.
          bedzie tez o wiele wiekszy zakres zarazania wscieklizna innych
          gatunkow,w tym czlowieka.

          Minnie

        • klara551 Re: jez (jerz) 05.11.08, 16:31
          Jeż nie da się byle kotu.Mój kocur,jak nie zdąży na kolację,to
          grzecznie czeka, aż jeże/3/ się najedzą.Twoje może już spią.Jak
          chcesz je zatrzymać u siebie,to musisz mieć jak ja to nazywam
          krzakowisko",czyli "kupę gałęzi"z liścmi.Ja taką mam od 10
          lat,obrośniętą latem dzikim chmielem,co stanowi niezła formę
          przestrzenną.Jesienią dorzucam na nią kolejne gałęzie.A w zimie
          nocują na niej ptaszyńce.Moje jeże jeszcze nie śpią i naewt tydzień
          temu jeden wlazł do wiatrołapu.A w ogrodzie mam jeszcze żaby trawne
          i ryjówki/takie malutkie,podobne do myszy drapieżniki.Latem moja
          wnuczka robi tzw "motylownik",czyli do dużej podstawki pod doniczkę
          nalewa wody z cukrem i miodem ,dodaje rozgniecione banany,resztki
          bzoskwiń i potem oglądamy motyle,które po kilkanaście potrafią się
          zlatywać .
          • ewa553 Re: jez (jerz) 05.11.08, 17:52
            sprawa moich zwierzatek sie zalatwila. Jez juz spi, a kotek okazal
            sie takim slodkim pieszczochem i tak za mna jeczal jak wychodzilam z
            ogrodu, ze go zabralam do domu. Oczywiscie jadac najpierw do weta.
            Ten stwierdzil ze kotek to dziewczynka prawdopodobnie dwuletnia.
            Wziela go moja przyjaciolka, ktora miala tylko jednego kotka i
            marzyla o drugim. A ja mam dwa. Oddawalam go z ciezkim sercem,
            bo jest naprawde towarzyski, wesoly, przylepny.
    • ewa553 naiwna jestem.... 20.10.08, 17:50
      pewnie. bo nieraz sobie mysle, dlaczego ludzie sa tacy podejrzliwi?
      Dlaczego z gory zakladaja, ze ktos buja, fantazjuje czyco? Z drugiej
      strony, mysle sobie, dlaczego niektorzy ludzie maja taka sklonnosc
      do konfabulacji, ze inni ktorzy sie na to zlapali, w przyszlosci we
      wszystkim dopatruja sie fantazji? A ja, naiwna, nigdy nikogo na
      zapas nie podejrzewam i niestety, czesto bywam mocno rozczarowana.
      To nie jest do nikogo skierowane, ale jak najbardziej na temat.
      • malinarak Re: naiwna jestem.... 05.11.08, 19:33
        Czytając tu o jeżykach, przypomniał mi się archiwalny już wątek
        ,,kropczyne jeże"
        Oczywiście zaczęłam ,,podczytywać" i znalazłam fajne zdjęcia:

        jeze.republika.pl/galeria.htm
        Pozdrawiam:)
        • ewa553 Re: naiwna jestem.... 05.11.08, 20:26
          a masz link do tego archiwalnego watku?
          Dzieki za zdjecia: jezyki sa urocze, moze jeszcze doczekam sie
          kiedys wlasnego.....
          • malinarak Re: naiwna jestem.... 05.11.08, 22:00
            ewa553 napisała:

            > a masz link do tego archiwalnego watku?

            Proszę bardzo:))mam nadzieję,że się otworzy


            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=28883333&v=2&s=0
            A to mój jeden z ulubionych, archiwalny wątek:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=7230545&v=2&s=0
      • klara551 Re: naiwna jestem.... 06.11.08, 17:27
        A skad Ci się wzięło takie pesymistyczne nastawienie do ludzi?
        Większość piszących na forach typu ogród,ma fiksum dyrdum na tle
        swojego skrawka i jak tylko może chwali się osiągnięciami,lub szuka
        porad.W których wypowiedziach znalazłaś coś co jest konfabulacją?
        Większość wypowiadających się po prostu lubi obserwować co i jak
        rośnie,co fruwa,co pełza po ich ogrodzie,a przy okazji uczy się
        współżycia z tą jeszcze nieoswojoną,niezmodyfikowaną przyrodą.
        • ewa553 Re: naiwna jestem.... 06.11.08, 19:26
          czy to do mnie klaro? Jesli tak, to zle zrozumialas. Ja sie wlasnie
          dziwie ludziom, ktorzy podejrzewaja o bujanie i te rzeczy. Bo ktos
          tu komus taka uwage zrobil. I sama znam ludzi ktorzy w kazdej
          opowiesci doszukuja sie fantazji. I nie lubie tej podejrzliwosci.
          • mjot1 Jak dziecko we mgle... 06.11.08, 19:51
            Hm... A niby cóż złego miałoby być w fantazji?
            Powiadają, że onegdaj z niej właśnie słynęliśmy. Ponoć.
            Może dlatego ostatnio tacy jacyś zasadniczy, jakby „odrętwiali”
            staliśmy się, że właśnie owej fantazji nam jakoś jakby zbrakło...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka