hanael
06.03.06, 17:29
zgodnie z instrukcją, nie odpisuję na post abc, bo i nie ma na co konkretnie
odpisywać... zresztą, myślę sobie, że p. Stec ma rację co do istoty. bo
grzywny w tak śmiesznej wysokości nie rozwiążą problemu... grzywny w
wysokości tysiąckrotnie większej spowodują protesty klubów, że każe się je za
nieumiejętność czytania w myślach, albo i więcej: za nieumiejętność
przewidywania przyszłości. i słusznie. bo kibice, którzy wydają małpie
odgłosy, nie dają się zidentyfikować przed wpuszczeniem na stadion: nie mają
ze sobą przedmiotó niebezpiecznych i niekoniecznie wszczynając burdy przed
wejściem na stadion... a zatem, czy można ruinować klub finansowo, tylko
dlatego, że nie potrafi przeciwdziałać rzeczom nieprzewidywalnym? pytanie ma
charakter retoryczny.
pomysł, aby to gracze konkretnej drużyny schodzili do szatni, kiedy obrażani
są ich rywale jest pomysłem znakomitym. psychologicznie rzecz biorąc jest to
chyba jedyny sposób na spóżnioną edukację własnych kibiców, nawet jeśli
miałaby to być edukacja jedynie punktowa, a więc ograniczająca się do danego
meczu, czy - co byłoby sukcesem - do zachowania na stadionie w ogóle (bow
całkowitą resocjalizację nie wierzę).
pomysł ten jednak, o czym p. Stec wie niewątpliwie, gdyż niewątpię w jego
inteligencję i wyczucie, jest niemożliwy do zrealizowania przez adresatów
tego wezwania. żaden z tych, którzy po meczu współczują Eto'o, czy innym
obrażanym w trakcie meczu piłkarzom o odmiennym od białego kolorze skóry, nie
zaryzykuje swojej pozycji. i nie chodzi tu bynajmniej o pozycję jaką ma w
oczach kibiców, a tylko trenerów i - przede wszystkim - włodarzy klubu. bo
może to trener zespołu gospodarzy powinien zdjąć zawodników o tym samym
kolorze skóry co wygwizdywany rywal, dając tym samym sygnał nietolerancji dla
okrzyków płynących z trybun? czemu nie!... a dlatego, że on sam nie
zaryzykuje swojej pozycji. bo trenerów zmienia się łatwiej niż zawodników...
ale, ale: proszę pamiętać, że nie ma ludzi niezastąpionych - na miejsce tego
zawodnika, który weźmie piłkę i pójdzie do szatni, znajdzie się inny. może
młodszy, bardziej głodny sukcesu. może starszy, ale bardziej doświadczony i
bardziej zorientowany na pieniądz niż uczucia tzw. wyższe... tak sobie myślę,
że ci panowie boją się najzwyczajniej w świecie... po meczu, przed kamerami i
mikrofonami będą opowiadać o tym, jak bardzo współczują swojemu rywalowi. w
trakcie meczu, choć słyszą odgłosy z trybun, które dla nich samych - co dla
mnie jest niewątpliwe - są smutne, obraźliwe, a niekiedy przerażające, nie
zajmą stanowiska, w sposób, o którym pisze p. Stec. choć byłoby to w istocie
najbardziej z ludzkim odruchów.
ale czy możemy ich za to potępiać? mentalnie tak. czy możemy ich piętnować?
mentalnie tak. bo tak naprawdę, z taką niesprawiedliwością i kolokwialną
znieczulicą, wcale niekoniecznie podszytą rasizmem, spotykamy się wszyscy na
codzień. w pracy, w tramwaju, na ulicach. nasi tzw. koledzy z pracy, choć
współczują nam, kiedy szef jeździ nam bezpodstawnie po głowie, nie zrobią nic
w sposób otwarty, aby zaprotestować. a kiedy szef znika za horyzontem, będą
nas przytulać, pocieszać i deklarować dozgonną niemal przyjaźń... proszę
wybaczyć, zbiera mi się na wymioty.
która z tych postaw powinna być nam bliższa? to pytanie znów ma charakter
retoryczny. i dla mnie nieważne jest, jak wielu robi tak, jak ci, którzy po
meczu będą współczuć Eto'o... jeśli Pan, p. Stec, rzeczywiście myśli, czuje i
postępuje tak, jak napisał, to proszę wybaczyć poufałość, ale ściskam Pańską
dłoń serdecznie w wyrazie wdzięczności i pełnego poparcia.