Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Do "yeti" o ... yeti :))))

    IP: 157.25.125.* 19.09.03, 15:39
    Legendarny Yeti to jednak niedźwiedź

    pi, PAP 19-09-2003


    Tajemniczy człowiek śniegu, słynny himalajski yeti, jest zwykłym
    niedźwiedziem - dowodzą badania przeprowadzone przez japońskiego himalaistę.

    Himalaista Makoto Nebuka zdradził w piątek wyniki dwunastoletnich badań,
    które przeprowadził w Nepalu, Tybecie i Bhutanie.

    "Na szczęście lub nie moje romantyczne poszukiwania yeti zakończyły się.
    Jestem przekonany, że udało mi się przekształcić mit w rzeczywistość". Yeti
    jest pospolitym niedźwiedziem brunatnym, Ursus arctos - ogłosił Nebuka.

    Zdaniem badacza, "yeti" to fonetyczna deformacja tybetańskiego "meti", słowa
    oznaczającego czczonego przez Tybetańczyków niedźwiedzia brunatnego.

    Himalaiście udało się kilka lat temu sfotografować łapy i głowę "meti",
    zachowane przez Szerpę jako talizman.

    Historia yeti, człekokształtnego stwora zamieszkującego Himalaje, sięga
    dziewiętnastego wieku. Opowieść o człowieku śniegu zyskała na rozgłosie na
    początku lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, gdy odkryto ślady wielkich
    stóp na jednym z himalajskich lodowców.
    Obserwuj wątek
      • Gość: duch olabogi a to ciekawe IP: *.jagiellonia.krakow.pl 19.09.03, 15:45
        Patrzcie co dzisiaj na Papie wypatrzylem:


        - Renesansowy półmisek, na którym artysta namalował 50 fallusów splatających
        się w kształt męskiej głowy, zakupiło za 240 tys. funtów brytyjskie Muzeum
        Ashmolean w Oksfordzie - doniósł w piątek Reuter.
        Sporządzona z penisów głowa opleciona jest girlandą z napisem: "Ogni homo me
        guarda come fosse una testa de cazi" ("Każdy spogląda ma mnie, jakbym był
        sukinsynem") - po dziś dzień popularnym włoskim wulgaryzmem.
        Datowane na XVI wiek dzieło przypisuje się włoskiemu ceramikowi Francesco
        Urbiniemu.
        "To jedno z najbardziej niesamowitych i fascynujących arcydzieł włoskiej
        majoliki (styl renesansowej ceramiki), jakie kiedykolwiek odkryto. Stworzył je
        artysta o wyjątkowym umyśle" - zachwycają się władze muzeum.
        Półmisek jest rzadkim przykładem bezpruderyjnej sztuki renesansowej wypartej
        pod naciskiem późniejszych, bardziej wstydliwych pokoleń - wtórują eksperci.
        • Gość: www Re: a to ciekawe IP: 157.25.125.* 19.09.03, 15:52
          A ja wypatrzyłem to na wislakrakow.com:

          "...pochodzi z książki wydanej w 1966 pod znamiennym tytułem "Dbaj o siebie -
          praktyczne rady dla kobiet żyjących na wsi". Polecam wszystkim, którzy chcą
          poszerzyć swoją wiedzę na temat higienym zdrowego odżywiania i zdrowego seksu.
          Z góry zaznaczam, że niektóre fragmenty są drastyczne - Konopielka Redlińskiego
          przy tym to baśń. Więc zaczynamy":

          "Rozpowszechniło się obecnie noszenie butów gumowych - gumiaków. Są one
          niedrogie, łatwe do utrzymania w czystości i praktyczne na błoto".

          "Regularne oddawanie stolca, częste opróżnianie pęcherza też dodatnio wpływają
          na samopoczucie kobiety".
          "Trzeba koniecznie i obowiązkowo mieć w domu oddzielną dużą miednicę do mycia
          się i mniejszą miedniczkę do podmywania[...] Karmienie w miednicy prosiąt,
          cieląt lub kur jest niedopuszczalne".
          "Do wycierania nóg powinno się mieć ręcznik lub czystą ściereczkę. Nie można
          używać do tego celu ścierek do garnków [...]"

          "W zasadzie powinno się chodzić jak najwięcej z gołą głową[...] Jednak do
          przyrządzania posiłków i dojenia krów należy zakładać na głowę cienką
          chusteczkę".

          "Pończochy i skarpety powinny być czyste, aby nie cuchnęły potem. Gdy się drą,
          trzeba je wycerować albo wprawić całe pięty, a nawet stopy z cholewki starej
          pończochy".

          "Częstość zbliżeń małżeńskich jest zależna od wieku, temperamentu,
          stanu zdrowia, wykonywanej pracy itp. Nie ma co do tego jakichś szczególnych
          zaleceń poza tym, że najodpowiedniejsze są godziny wieczorne przed snem, aby
          małżonkowie mogli wypocząć do rana. Stroną kierującą w intymnym życiu
          małżeńskim jest mężczyzna, bo tak jest zbudowany i takie już jest prawo
          przyrody".

          "Do obowiązków małżeńskich kobiety należy współuczestniczenie w zbliżeniu
          płciowym, a nawet troska o nadanie mu atrakcyjniejszej, bardziej estetycznej i
          higienicznej oprawy".

          "Srodki zapobiegające ciąży (srodki antykoncepcyjne) można nabyć w każdej
          aptece bez recepty, inne dla mężczyzn, a inne dla kobiet. Dla mężczyzn są
          osłonki gumowe czy nylonowe, tak zwane "prezerwatywy" [...] Lecz i ten środek
          nie jest całkowicie pewny, bo osłonka może pęknąć".

          "Jak może mąż dbać o żonę? Po pierwsze: nie ciągać żony bez nadzwyczajnej
          potrzeby do ciężkich prac w polu i w obejściu. Weźmy przykładowo nakładanie na
          wóz gnoju lub rozrzucanie go po polu".

          "Majtki powinna nosić w zimie i w lecie każda kobieta, młoda czy stara. Chronią
          one organy rodne kobiety przed przeziębieniem i przed dostaniem się do nich
          kurzu z różnymi zarazkami [...] Można sobie u kupnych majtek podłużyć nogawki
          doszywając kawałki ze starych tegoż koloru lub dorobić szydełkiem czy na
          drutach [...] Majtki powinny być zawsze czyste. Aby się w kroku szybko nie
          zabrudziły i nie cuchnęły moczem, nie trzeba po oddaniu moczu podrywać się za
          prędko, ale osuszyć krocze specjalnym papierem higienicznym, ligniną czy
          kawałkiem starej, czystej szmatki".

          "Podajemy jeszcze jeden prosty i wygodny sposób urządzenia sobie kąpieli,
          mianowicie w mocnym plastykowym worku przeciwmolowym. W kąciku do mycia albo
          wprost w izbie, a w lecie nawet w jakiejś zamkniętej sieni, drewutni czy
          stodole rozebrać się i wejść do tego plastykowego worka ustawionego dnem na
          podłodze lub na ziemi i zawiniętego jak do wsypania do worka pierwszego koszyka
          ziemniaków".

          "Bardzo zalecane jest np. stosowanie zamiast kremu świeżo wytopionego smalcu
          (nie solonego!). Podobno w wielu krajach kobiety używają go z powodzeniem".

          "Praktyczne mężatki przygotowują sobie czyściutką szmatkę lub specjalny miękki
          ręcznik do wytarcia się od dołu zaraz po stosunku z mężem (ruchem w tył ciała),
          by nie wycierać się koszulą i nie brudzić pościeli".

          "Po umyciu twarzy należy oczy tylko wysuszyć ręcznikiem, przykładając go lekko
          do oczu. Nie wolno ich trzeć ręcznikiem czy wgniatać". "[...]

          "Podpaski można nabyć gotowe, ale każda kobieta może sobie także je bez żadnego
          kosztu sama uszyć [...] Podpaski trzeba często zmieniać - bardzo niezdrowo i
          nieprzyjemnie jest nosić zbyt mokre czy zaschnięte. Zdjęte podpaski moczy się w
          zimnej wodzie przez kilka godzin, potem płucze, pierze mydłem w gorącej wodzie
          i wygotowuje. Idąc w gości lub w drogę, trzeba
          wziąć z sobą podpaskę na zmianę. Aby brudnej nie nosić ze sobą, zrobić na drogę
          taką, którą można by zakopać lub wyrzucić do ustępu".

          "Głowę należy myć przynajmniej co 2-3 tygodnie specjalnym szamponem do włosów
          lub delikatnym mydłem [...] Gnidy - bardzo szpecą kobietę, bo są jakby
          szyldzikiem z napisem, że we włosach jest albo było robactwo".

          "Nie powinno się trzymać w jamie ustnej zepsutych zębów ani korzeni - trzeba je
          usunąć [...] Gdy nie ma własnych zębów, powinno się wstawić zęby sztuczne".

          "W lecie dobrze jest zwilżyć piasek czy trociny wrzątkiem odchody drobiu wnosi
          się potem do sieni i do izby. W dodatku w lecie ściągają do tych resztek chmary
          much z całej okolicy, cisnąc się drzwiami i oknami do kuchni, gdzie z nogami
          umazanymi w kurzym pomiocie łażą po naszym jedzeniu i wpadają w garnki [...]
          Nie można pozwolić na to, by tuż przed progiem dzieci załatwiały swoje potrzeby
          naturalne".

          "Ustęp w obejściu potrzebny jest bardzo domownikom, a przede wszystkim
          kobietom, które bardziej narażone są na zaziębienie przy załatwianiu swojej
          potrzeby na dworze. Brak ustępu źle działa także na samopoczucie kobiety, bo
          zamiast wygodnie usiąść w ustępie, musi się rozglądać, aby jej kucającej ktoś
          nie naszedł. A i muchy przylatujące wprost z ludzkich, nie zakrytych, odchodów -
          najpierw kobiecie przy garnkach dokuczają. Kobieta, czując się odpowiedzialna
          za zdrowie rodziny i swoje, powinna być stanowcza w domaganiu się, żeby przy
          jej obejściu stał odpowiedni, szczelnie zbudowany ustęp zamykany, zakryty od
          dołu, aby wiatr nie podwiewał i muchy nie miały dostępu".

          "Dorosłej, zdrowej osobie można zrobić lewatywę nawet w pozycji zgiętej jak do
          kopania ziemniaków. Po mniej więcej 5 minutach chory oddaje stolec".

          "Wesz lonowa zwana "mendewesz", oblepia skórę owłosioną w dolnej części ciała;
          łatwo ją skądś przywlec do domu, ale i łatwo wytępić, posypując miejsca przez
          nią zaatakowan azotoksem lub nacierając octem sabadylowym".
          • Gość: SEVEN Re: a to ciekawe IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 16:10
            lol, to juz jakas obsesja? wiecej czasu spedzasz na stronach klubow,
            ktorym kibicujesz i na ich opluwaniu niz na sprawach zwiazanych z legia
            • Gość: www Re: a to ciekawe IP: 157.25.125.* 19.09.03, 16:16
              Opluwaniu????
              A strony internetowe są po to by je przeglądać
          • mihal_04 Re: a to ciekawe 19.09.03, 19:05
            Gość portalu: www napisał(a):

            ) "Wesz lonowa zwana "mendewesz", oblepia skórę owłosioną w dolnej części
            ciała;
            ) łatwo ją skądś przywlec do domu, ale i łatwo wytępić, posypując miejsca przez
            ) nią zaatakowan azotoksem lub nacierając octem sabadylowym".

            problem nie taki znowu archaicznuy

            "Pewnego kwietniowego wieczoru roku 1995, wypoczywałem po wielu
            ekscytujących wydarzeniach jakie stały się moim udziałem w tym dniu. Może
            wymienię je po kolei, a miało to miejsce w zakładzie karnym na Białołęce. Niech
            kogoś nie zmyli nazwa zakład karny. Wówczas jeszcze egzystowałem na zasadzie
            tymczasowo aresztowanego. Dlaczego nie umieszczono mnie w areszcie śledczym
            mieszczącym się za miedzą, nie wiem? Przyczyny być może powinno się szukać w
            dużym "zagęszczeniu" i rejonizacji określonej przez system. Powracając do
            zajęć: pobudka, apel, śniadanie, spacer, obiad, kolacja, apel, cisza nocna. A
            między "filarami" porządku dnia pojawiał się wypełniacz. Lecz w odróżnieniu
            do "filarów" ten element życia więziennego miał dla każdego inny koloryt,
            osobisty wymiar. Różnica między na przykład moim wypełniaczem, a sąsiada z
            górnej pryczy wynikała z wielu czynników wymienię: wykształcenie, kultura
            osobista, wychowanie, siła charakteru, stopień demoralizacji, sąsiedztwo
            podobnych indywiduów, a przede wszystkim od ducha dnia.
            Moje ciało leżało sobie spokojnie, a wręcz leniwie na pryczy. Wyłącznie
            umysł próbował walczyć z mijającym otępieniem, powtarzając wyuczony dialog w
            języku niemieckim. Trochę przeszkadzało mu w tym "grające" nieustannie "okno na
            świat". Ale od czego ma się silną wolę i umiejętność wyłączania odpowiednich
            receptorów odpowiedzialnych za niektóre zmysły. Lata praktyki. Nagle opuściło
            mnie lenistwo. Ciało zbudził do aktywności silny nieustępliwy bodziec. Czuję,
            że coś mnie swędzi w "rejonie" wiadomo czego, jeśli nie wiadomo, to wiadomo.
            Czy już wiadomo, jeśli jeszcze nie wiadomo to w okolicy, gdzie faceci mają
            swe "klejnoty". Swędzi i swędzi. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie podrapać
            źródła, z którego tryskał na całego mnie zakłócacz świętego spokoju. Miejsce
            wiadomo intymne. Co z tego? Nieważne, że mama, gdy byłem przedszkolakiem i
            okazywałem zbyt duże zainteresowanie swoimi męskim zwisem, przestrzegała mnie,
            że służy owo urządzenie do siusiania, a nie do zabawy. Nie powiem, nawet czasem
            jej posłuchałem, ale tylko czasem. Z wiekiem uznałem, że miała rację. Nieładnie
            i nieestetycznie jest gdy mężczyzna drapie się po pewnych miejscach. Tym razem
            wszystkie rady wzięły w łeb. Nie potrafiłem się pohamować przed jakże
            niekulturalną czynnością. Coś mnie tam dosłownie żarło. "Wiederholung Übungen"
            nie miał dalszego sensu. Umysł odmówił współpracy w powtarzaniu rozmówek,
            koncentrując się na zrozumieniu przyczyny zrodzonego niepokoju i słabości do
            czochrania fragmentu ciała pokrytego twardą "sierścią" Znów stałem się
            jednością, ciało i umysł postanowiło współpracować. Rozpaczliwe,
            próby "zaspokojenia" potrzeby wtedy nieznanego mi zjawiska pełzły na niczym.
            Nadal moja skóra domagała się nieustannych "pieszczot". Mnie nic innego nie
            pozostało, jak czochrać się, drapać, wiercić. W ten prymitywny sposób acz
            skuteczny, przytępić choć na moment nieznane zjawisko. Swym nietypowym
            zachowaniem wzbudziłem zainteresowanie, pozostałych mieszkańców celi. Wreszcie,
            ktoś delikatnie zwrócił mi uwagę, że jeśli mi się zebrało na wspomnienia,
            szczególne obrazy z przeszłości, to powinienem udać się w kierunku kącika
            sanitarnego, ogłosić wszystkim co chcę za chwilę uczynić z samym sobą i dokonać
            aktu potępianego przez wielu. Moje wyjaśnienia trafiły w próżnię. Jak to w
            starym porzekadle - tłumaczy się tylko winny. Spróbowałem jednak przetrzymać
            narastający PROBLEM!! Nie drapać się tu i tam. Nie dziwię im się, gdyż
            moje "działania wojenne" nie wyglądały delikatnie mówiąc najlepiej.
            Wyobraźmy sobie, że widzimy faceta (przebywającego ponad dwa lata w
            więzieniu), leżącego wieczorem pod kocem i dokonującego rękoma dziwnych
            zabiegów. Koc unosi się to w górę to w dół. A ludzie obserwują, zastanawiają
            się, "dokonują analizy", materializują, wyobrażają sobie, dopowiadają i
            komentują.
            Postanowiłem nie ulegać i siłą woli przetrzymać problem, a tu nic. Jak
            żarło tak żarło. I nagle, następuje wyczekiwana "wyśniona" cisza. Odetchnąłem z
            ulgą. Gdy już odpocząłem, uznałem za stosowne powrócić do powtarzanego dialogu.
            Przecież nie wykonałem planu dnia. Z całą stanowczością realizowanego co dnia.
            W myśl zasady, każdy dzień bez nauki to dzień zmarnowany. Telewizor
            cicho "karmi" dwóch smakoszy złaknionych łykowatej strawy. Ja coś tam sobie pod
            nosem mamroczę. Pozostałych trzech z naszej wspólnoty, komentuje minuta po
            minucie moje dziwne zachowanie. Sielanka. W tym czasie moje ręce powoli
            przemieszczają się w wiadomym kierunku. W dół, poniżej pępka. Niżej i wreszcie,
            palce odnajdują naturalny zarost. Natrafiają tam na jakieś niewielkie
            zgrubienie, jakby krostkę tylko trochę z grubszym "pancerzem". Próbują ją
            oderwać. Palce mocna naciskają, cel jeden - zerwać strup. Robię to oczywiście w
            taki sposób aby nie zauważyli członkowie wspólnoty. Nie mam już ochoty narażać
            się na kolejne uwagi "kolegów". Udaje się. Sukces. Strup oderwany. Postanawiam
            go, wiem, wiem, że to co zrobiłem później jest niekulturalne, prostackie,
            chamskie, i wystawia mi notę niedostateczną z etyki, kultury, czy higieny.
            Przyznaję się, zachowałem się jak "chomąto kulturalne" dla niewtajemniczonych,
            chomąto nosi koń, do niego przymocowane są "urządzenia" umożliwiające
            zwierzęciu ciągnięcie co mu tam podczepią. Dobrze dajmy już spokój mojemu
            posypywaniu głowy popiołem. Pragnienie oderwania strupa było silniejsze niż
            konwenanse. Zaspokoić ciekawość. Odezwała się we mnie pierwotność. Dobra
            przestaję już nudzić. Dłoń wędruje ku górze, wyciągam ją nad koc. Na końcu
            palca mam oderwany strup. Wystawiam go pod źródło światła "płynące" z
            telewizora i oglądam z ciekawością obiekt. Nagle moje oczy ogarnia panika,
            strup zaczyna się ruszać. Przebiera kilkoma parami "nóg". Zrywam się i biegnę
            do sanitariatu. Tam zapalam lampę i nie mogę uwierzyć. To jest jakiś
            robal. "Wołam" pomocy. Wszyscy zrywają się i po kolei dokonują
            oceny "znaleziska". Wreszcie podchodzi starszy człowiek i stwierdza fachowo, że
            nie mam się czego bać, bo to tylko menda. Poza nim nikt w celi nie widział z
            bliska wszy łonowej. O sobie nawet nie będę wspominał. W taki to sposób
            pierwszy raz w życiu, miałem okazję oswoić taakiego "zwierzaka". Ona mnie
            tylko, delikatnie podgryzała, dając znać, że jest i oczekuje jakieś współpracy.
            Chciała się być może zaprzyjaźnić ze mną. Tylko w jaki sposób mnie odnalazła
            mimo stosowanej przeze mnie codziennej, dokładnej higieny. Tego nie wiem.
            Przechytrzyła mnie, a ściślej przechytrzyły mnie, bo była tam cała kolonia. Do
            mnie należała decyzja, czy zaakceptować powyższy stan, czy też radykalnymi
            środkami przekonać intruzów do opuszczenia pewnych obszarów mego ciała.
            Postanowiłem działać. Wbrew nowym "przyjaciołom" doszedłem do wniosku, że
            do mego ciała mam prawo tylko ja, a mendy naruszyły je, nie pytając mnie o
            zdanie próbowały załapać się na tzw. "krzywy ryj". Być może bym im darował tę
            noc i pozwolił "przenocować", ale ich nieprzystojne działanie spowodowało, że
            stałem się wieczorem przedmiotem "męskich" drwin. To przelało czarę
            wątpliwości. Tu powstał problem, jak usunąć paskudztwo? Mendy to cwane bestie
            wiedziały kogo sobie wybrać za obiekt pożądania. Indywiduum takie jak ja nie
            umiejące się bronić przed nimi. Zapomniały o jednym, więzień czasem też myśli.
            Wokół siebie znajdzie choć jednego specjalistę mającego doświadczenie z
            obermendą i jej ziomkami.. Wśród nas był jeden "specjalista", co tak sądzę miał
            nieraz bliskie spotkanie i niekoniecznie trzeciego stopnia, ważne ze z tym
            paskudztwem..
            "Konsylium l
            • mihal_04 Re: a to ciekawe 19.09.03, 19:06
              "...Konsylium lekarskie" oceniło zaistniałą sytuację. Następnie poradziło mi
              szanowne gremium, że najpierw muszę się pozbyć zbędnego owłosienia. Dzięki temu
              będę miał przegląd sytuacji i łatwiejszy dostęp do nieprzyjaciół.
              Mendy "dekretem" nadzwyczajnym (pełnia nocy) określone zostały wrogiem
              nr "Jeden". Wojna została wypowiedziana. Trzeba działać natychmiast-
              Podkreślono. Te słowa płynęły ze wszystkich ust, tylko nie z moich. Wahałem
              się. Próbowano przekonać mnie, podtrzymać na duchu. Oczywiście wybór należał do
              mnie. Czekać czy działać? I nagle impuls. Działać Wojna rozgorzała ze
              wszystkimi konsekwencjami. Świadomość że mogą się ponownie cholery zbudzić i
              zacząć mnie żreć. Nie, tego już nie zniosę. Pomyślałem.
              Wprowadziłem plan w życie. Wstępną strategię opracował sztab kryzysowy,
              mnie pozostało jedynie zastosować się do wskazówek Trwało to jakiś czas.
              Dokonałem "wyrębu lasu". Ale co dalej? I tu zdania były podzielone. Trzeba je
              czymś podtruć. Nazwijmy to po imieniu. Zamordować. Jedni skłaniali się ku
              paście do podłogi, inni paście do zębów. Ktoś tam wpadł na pomysł aby je
              opalić. Wszyscy postanowili się włączyć do działań wojennych.. Dosłownie praca
              zespołowa. Tak rzadko spotykana w tym miejscu i nietylko. Padła propozycja aby
              nawet sparzyć pewne miejsca gorącą wodą. Nie żartuję. Musiałem wybrać szybko
              podsunięte możliwości. Pasta do zębów wydała mi się właściwa, toteż cała
              zawartość tubki wylądowała w okolicach krocza. Po zakończeniu operacji, ekspert
              obejrzał mnie wnikliwie i tylko cmoknął. Być może wyraził podziw dla odważnie i
              sprawnie przeprowadzonej akcji, a może z troski o robale. Nie wiem i nie
              ukrywam, że w tym momencie mnie to nie obchodziło. Założyłem spodnie od piżamy
              i ruszyłem w kierunku pryczy. Nie wykonując gwałtownych ruchów wsunąłem się pod
              koc. I nie z powodu obserwatorów, a użytej ilości pasty. Wydawało mi się, że
              noc wreszcie "zabierze" mnie w odległe przestrzenie. A w tym czasie mendy
              polegną. Czyściutko się to odbędzie, a do tego spokojnie. Niech żyje chemia!!
              Naiwnych nie sieją tylko się rodzą. Nie wziąłem pod uwagę jednego, że
              pasta będzie wysychać, silne związki chemiczne w niej zawarte zaczną niebawem
              działać. Producent pasty nie przewidział w jak niekonwencjonalny sposób będzie
              ich produkt wykorzystywany. A jednak, ludzka głupota nie zna granic. Nie
              dziwcie się, nie mówimy tu o pełnowartościowym członku społeczeństwa myślącym
              racjonalnie, a o więźniu istocie z natury niższej.
              Noc miałem z głowy, gdyż kilka godzin zajęło mi zmywanie dziadostwa jakim
              bezmyślnie się wysmarowałem. Pewnie w normalnych warunkach wykonałbym tę
              czynność szybciej. Tu w więzieniu, trzeba najpierw nagrzać wody, grzałką, (małą
              grzałką pobierającą niewielki pobór prądu tylko na takie dawali zezwolenie,
              żadnych tam jakiś fanaberii pod hasłem czajnik bezprzewodowy), buzałę
              straciliśmy na ostatnim przeszukaniu. Oddziałowy wykrył nielegalny przedmiot
              wykonany z legalnych elementów. A powinienem tu wyjaśnić co nazywamy w
              więzieniu buzałą. To takie "magiczne" urządzenie powodujące, że w niecałe 25
              minut mamy wrzącą wodę w wiadrze o pojemności 10 litrów. Między dwoma kawałkami
              żelaza podłączonymi kabelkiem do kontaktu płynie prąd, oczywiście wspomniane
              elementy zanurzone są w wodzie. Woda stawia opór wobec prądu elektrycznego,
              który przepływa między tymi elektrodami, wytwarzając ciepło. Nie będę tu
              poruszał ilości zużytego prądu. Niewyobrażalne. A mając bezprzewodowy czajnik
              energooszczędny, nie trzeba by było stosować wyżej wymienionych zabiegów. Jak
              widać więźniowie czasem są niezwykle zaradnymi istotami. Niestety na kolejną
              buzałę zmuszony byłem poczekać. Producent jeszcze nie zrealizował wcześniej
              podjętych zamówień. Stąd grzałka musiała mi wystarczyć tej szczególnej nocy. W
              oczekiwaniu na ciepłą wodę, urozmaicałem sobie czas odrywając zaschniętą pastę
              z różnych niekoniecznie intymnych miejsc. Raz chciałem płakać, a zaraz potem
              nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Jakby ktoś mnie w tej chwili zobaczył,
              pewnie bym wygrał wszystkie nagrody w programach z cyklu "Ukryta kamera". Nie
              byłem już w stanie określić czy to żrą mnie mendy, czy ból sprawia zaschnięta
              pasta "położona" na podrażnione goleniem miejsce. A śmiech, no bo jak tu się
              nie śmiać z takiego idioty jakim się niewątpliwie okazałem. I tak sobie
              kontemplując oczekiwałem na wrzątek. Przed apelem wszystko już było w normie.
              To znaczy mendy na swoim miejscu, a lepiej na moim. Pasta do zębów gdzieś w
              okolicach Wisły, pewnie już spłynęła kanałami, do największego z największych
              ścieków, a mnie pozostało gołe miejsce po zaroście.
              Sprawy z mendami miał zakończyć specjalny preparat otrzymany od służby
              zdrowia. Musiałem buteleczki z zawartością pilnować, gdyż był wykonany na
              jakimś tam alkoholu nie koniecznie spożywczym. Dwóch "degustatorów" podobnych
              paskudztw, wodziło tylko niemo wzrokiem za mną. Zdaję sobie sprawę, że w
              mgnieniu oka, płyn przeciwko wszom łonowym znalazłby się w ich żołądkach.
              Uznali by z pewnością ów dzień za niecodzienne wydarzenie i jeszcze długo
              wspominali. Nie przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby pić takie okropieństwo. A
              jednak. Moją uwagę zwróciło ich nienaturalne zainteresowanie składem i chęcią
              popróbowania. Nie udało im się uzyskać "legalnie" zgody, toteż postanowili
              wykorzystać, być może moją nieuwagę. Jednym z nich był właśnie ten, który
              zasugerował mi wysmarowanie się pastą. Teraz przestraszony leżał obserwując
              mnie zza przymkniętych powiek. W jakimś stopniu intuicja podpowiadała mi, ze on
              mnie obdarzył mendami. Eee. Nie współżyłem z nim. Bardzo brzydki.(żartuję
              oczywiście o spółkowaniu, lecz co do brzydoty mało powiedziane). Wówczas
              jeszcze nie mogłem pojąć, jak mogłem złapać te wstrętne pasożyty. Przecież
              obiegowa opinia mówi, że wyłącznie podczas bliskiego spotkania można zasmakować
              uroku parszywców. "Oświecenia" doznałem po przeczytaniu fachowej książki
              medycznej, w której dowodzono, że menda potrafi przeleżeć w brudzie, w kurzu
              nawet 2 lata, a gdy znajdzie godne środowisko, budzi się do życia. Trochę mi to
              przypomina niedźwiedzie, ich sen zimowy.
              Kto by pomyślał? I nie trzeba koniecznie być bardzo blisko, nawet jeszcze
              bliżej żeby pasożyt uznał za stosowne przerzucić "kładkę" na kolejną osobę.
              Mendę można otrzymać w "prezencie" jadąc na przykład środkiem komunikacji
              miejskiej. Bogaty w wiedzę teoretyczną, przekonany o skuteczności otrzymanego
              specyfiku, patrzyłem w przyszłość z radością. Kuracja minęła, obroniłem płyn,
              nie został wypity. Kilka razy dziennie podtruwałem cholery, dając im
              alternatywę albo śmierć albo wyszukanie sobie nowego obiektu. Lecz i tu mendom
              postawiłem warunek. Nie w tej celi.
              Minął tydzień, byłem po kuracji. Włosy powoli kiełkowały przypominając że
              jestem dorosłym mężczyzną. I nagle po kilku dniach od ostatniej akcji "menda",
              ponownie coś mnie zaczęło żreć. Znałem ów specyficzny i niepowtarzalny bodziec.
              Nie czekając na następny, podjąłem niezbędne kroki. Oględziny wszystkich
              narażonych miejsc. Ku mojemu zaskoczeniu. Mendy nie wyniosły się, postanowiły
              pozostać, mimo że poczyniłem wiele aby im uprzykrzyć życie. Zadałem sobie
              pytanie dlaczego nie dałem rady, gdzie popełniłem błąd w mendoterapii. ?
              Płyn nieprzeterminowany, miejsca smarowane regularnie, przy tym
              pozbawione owłosienia. Dlaczego nie odniosłem zwycięstwa, czy już na zawsze, a
              przynajmniej na czas więzienia będę zmuszony "pokochać" drani? Nie, jeszcze raz
              nie. To, że żyję w kloace społecznej, w poczekalni ludzkich popłuczyn, nie
              znaczy że mam stać się wielką mendą. A poza tym, nigdzie w postanowieniu o
              tymczasowym aresztowaniu nie napisano, że mam akceptować dzielenie swego ciała
              z rozrastającą się kolonią wesz łonowych.
              Kolejny raz udałem się do odpowiedzialnych za moją kurację. Tu niestety
              dermatolog nie mógł mnie przyjąć, a i owszem za
              • mihal_04 Re: a to ciekawe 19.09.03, 19:08
                "...Kolejny raz udałem się do odpowiedzialnych za moją kurację. Tu niestety
                dermatolog nie mógł mnie przyjąć, a i owszem zapisała mnie pani pielęgniarka,
                lecz stwierdziła z uśmiechem, że przybędzie do nas pod koniec miesiąca. Pewnie
                na miotle. Taki był mój komentarz. Nie odpowiedziała na moją niewątpliwą
                zaczepkę. Bardzo dziwne dla osoby niezwykle pobudliwej, dającej niejeden raz
                wyraz swego niezwykłego temperamentu, wręczyła tylko kolejną buteleczkę
                eliksiru i pożegnała.
                Tym razem zastosowałem wraz z jednym kolegą prowokację w stosunku do
                mend. Zerwałem jej "więź" fizyczną, a być może i emocjonalną ze mną. Postąpiłem
                okrutnie, lecz nie pozostawiła mi wyboru. Na niej przeprowadziliśmy
                eksperyment, polegający na umieszczeniu wyżej wymienionej wybranki, bądź
                wybranka w naszym prywatnym więzieniu. Ściślej, w zbudowanej dla niej celi.
                Paranoja, my w celi, menda również w celi.
                Za więzienie posłużyła nam malutka buteleczka. Po umieszczeniu w niej
                aresztanta, dokonaliśmy fachowo oględzin czy przypadkiem nie zdechła. Uspokoiło
                nas widok ruszających "kończyn". To jeszcze nie koniec. Zalaliśmy
                jej "pomieszczenie" "trunkiem" otrzymanym od przedstawicielki służby zdrowia.
                Zakorkowaliśmy dla pewności. "mendzią klatkę" i odstawiliśmy na dwie doby.
                Pozbawiliśmy mendę wolności, powietrza, swobodnego przemieszczania, przyjaciół,
                rodziny. Tu nasuwa mi się pewna analogia, a zostawmy tę kwestię otwartą, a
                zapomniałem dodać, że nie mieliśmy do tego prawa. Czysty spontan.
                Po dwóch dniach dokonaliśmy otwarcia "mendziej celi" komisyjnie. Płyn
                został odlany, a cholera przełożona na papier w celu dokładnych oględzin. Mija
                kilka godzin, w nas rośnie euforia, że zdechło się gryzoniowi. Już byliśmy
                gotowi jej wyprawić pogrzeb z honorami, zaprosić jej ziomków, a tu następuje
                cud. Menda rezolutnie zaczęła przebierać nóżkami. Nic innego nam nie pozostało
                jak wypuścić "zwierzę" na wolności. Co też uczyniliśmy wyrzucając ją przez okno.
                Doszliśmy do wniosku, że ów specyfik ma zadanie upić mendy a następnie
                wykorzystać ich stan wskazujący na spożycie alkoholu i pozbyć się ich z siebie.
                Menda pijana nie będzie sobie zdawać sprawy z tego co się z nią dzieje. Nie
                mogę zrozumieć jednego, dlaczego "Twórca" napitki dla wesz łonowych nie
                dołączył odpowiedniej instrukcji obsługi. Dzięki temu zaoszczędzonoby z
                pewnością pieniędzy podatnika łożącego na każde znajdujące się w więzieniu
                indywiduum. Przypominam, zużyłem dwa opakowania, a i tak ręcznie zmuszony byłem
                dokonać zerwania więzi zrodzonych przez tych kilka dni. Od tego czasu nie
                miałem już kontaktu z nimi.
                Zapomniałbym dodać, że pod koniec miesiąca zostałem doprowadzony do
                dermatologa, który stwierdził z całą powagą, że nie mam mend. To ci odkrył
                Amerykę. W książeczce zdrowia odnotował wizytę, wpisując: pacjent skarży się na
                wszy łonowe, których nie stwierdzono w miejscach wymienianych. Jedynie co
                zauważyła pani dermatolog to wygolone miejsca na których już od ponad dwóch
                tygodni rosną włosy. Jaka była korzyść z mend, to fakt, że mogłem się
                oficjalnie obnażyć przed kobietą. I nic mi za to nie groziło. Nawet było
                wskazane, przy dokonywanych oględzinach. Zrobiło się jednym słowem bardzo
                swojsko. Nie powiem, ale streaptease w obecności trzech młodych kobiet, był nie
                lada wyczynem, lecz nie mam kompleksów.
                Pokonałem kolejny próg w poznawaniu świata, a przede wszystkim samego
                siebie. Tu dziękuję wszystkim mendom za to, że co dnia czają się do skoku,
                dzięki temu inni być może głębiej i wnikliwiej doświadczą... Co ja bredzę!!"
        • mihal_04 Re: a to ciekawe 19.09.03, 19:10
          Gość portalu: duch olabogi napisał(a):

          > Patrzcie co dzisiaj na Papie wypatrzylem:
          >
          >
          > - Renesansowy półmisek, na którym artysta namalował 50 fallusów splatających
          > się w kształt męskiej głowy, zakupiło za 240 tys. funtów brytyjskie Muzeum
          > Ashmolean w Oksfordzie - doniósł w piątek Reuter.
          > Sporządzona z penisów głowa opleciona jest girlandą z napisem: "Ogni homo me
          > guarda come fosse una testa de cazi" ("Każdy spogląda ma mnie, jakbym był
          > sukinsynem") - po dziś dzień popularnym włoskim wulgaryzmem.
          > Datowane na XVI wiek dzieło przypisuje się włoskiemu ceramikowi Francesco
          > Urbiniemu.
          > "To jedno z najbardziej niesamowitych i fascynujących arcydzieł włoskiej
          > majoliki (styl renesansowej ceramiki), jakie kiedykolwiek odkryto. Stworzył
          je
          > artysta o wyjątkowym umyśle" - zachwycają się władze muzeum.
          > Półmisek jest rzadkim przykładem bezpruderyjnej sztuki renesansowej wypartej
          > pod naciskiem późniejszych, bardziej wstydliwych pokoleń - wtórują eksperci.


          A u nas za takie rzeczy na roboty publiczne zsylaja
      • Gość: yeti Re: Do 'yeti' o ... yeti :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 16:16
        Wcale nie jestem zwykłym niedźwiedziem , lecz Tajemniczym Człowiekiem Śniegu.
        Każdy kto sądzi inaczej ,zobaczy odcisk mojej wielkiej łapy na własnym tyłku.
        pzdr.
        • Gość: Porter Re: Do 'yeti' o ... yeti :)))) IP: *.w3cache.pl / *.pl 19.09.03, 16:35
          Pieszczoch!
          • Gość: yeti Re: Do 'yeti' o ... yeti :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 16:49
            Miałem na myśli dolną łapę oczywiście.pzdr.
            • Gość: Porter Re: Do 'yeti' o ... yeti :)))) IP: *.w3cache.pl / *.pl 19.09.03, 17:01
              A na dodatek brutal!
              • Gość: yeti Re: Do 'yeti' o ... yeti :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 17:02
                No bo przecież jestem bardzo groźnym człowiekiem śniegu. Nie wiedziałeś?

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka