Gość: tom123
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
15.01.02, 14:16
Mistrz słabuje. Dawną krzepę w lędźwiach utracił i już nie tak chyżo biodra znad progu zadziera. Jak zwykle w
momentach przełomowych, pojawia się pytanie - co czynić ? Potwierdzam, że nie byliśmy bezradni, nie jesteśmy
bezradni i nigdy bezradni nie będziemy !
Proponuję, żeby w momencie, gdy będzie skakał Małysz, wszyscy zgromadzeni pod Skocznią oddali mu
wszystko co im w płucach gra. Zbiorowy podmuch wiary i entuzjazmu poniesie go... ech, poniesie !
Natomiast, gdy słońce zasłoni swastyka, z równą determinacją trzeba będzie wciągać tlen, rozrzedzać
powietrze, wytwarzać podciśnienie, ściagać na ziemię wrażego mutanta. A spotka się on ze zlodowaciałym
śniegiem zeskoku o wiele szybciej, niż się tego spodziewa !
Istnieje wszakże niebezpieczeństwo, że tłum nienawykły po obu stronach zeskoku dmuchał będzie nierówno...no
i może byc nieszczęście. Oby się tylko nasz sokół w korony świerków nie zaplątał !
Kolejny problem to szczególna atencja rodaków do kojarzenia sportowej ekstazy z wodą ognistą oraz
preparatami chmielowymi. Może się więc okazać, że nasz Małysz Ulotny poleci daleko, ale zbiorowym wydechem
Narodu odurzony zwali się w dół bez składu i ładu i całkiem się nam na zeskoku rozciapcia.
Ale czy wolno mi odmawiać moim współplemieńcom prawa do nawalenia się przy świątecznej okazji ?
Przecieżem sam nie bez grzechu. Aż wstyd, że coś takiego mogło mi przyjść do głowy. Trudno, Małysz będzie
musiał skakać w masce przeciwgazowej.