bartoszcze 14.07.06, 11:12 Wpadłem se pomyndzić wzorem miszcza:)) Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
rico-chorzow Re: Bitwy pod Grunwaldem nie bylo, kolejny mit:) 14.07.06, 15:26 No tak pomyśleć,nawet Ameryki nie znamy,a najlepsze jest,nie ma -atomu- i jego skutków. Odpowiedz Link
sloneczko1 a tak nasi współcześni to widzą;) 14.07.06, 18:14 Przed bitwą pod Grunwaldem spotykają się obie armie. Zadowoleni z tego, że się wzajemnie odnaleźli urządzają imprezkę. W krzyżackim obozie wszyscy napierdoleni, klina klinem popychają, sytuacja trwa kilka dni. Pewnego poranka budzi się Wielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierając podawaną mu flaszkę, pyta sługi: Co to my dzisiaj mamy? Dzisiaj ma być bitwa, Wielki Mistrzu... O k...a... - powiedział skacowany Mistrz przecierając twarz. Gdy już po paru głębszych Mistrz zaczął kontaktować, doszedł do wniosku, że zamiast wymordowywać się wzajemnie można by wystawić do walki po jednym rycerzu z obu stron i wygra ta strona, której rycerz zwycięży. Nie będzie musiało tylu ginąć. Jak pomyślał - tak zrobił. Wysłali więc kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gości z jednym mieczem?) z poselstwem do Polaków. A tam... balanga na całego! Trzeba znaleźć Jagiełłę! Po pewnym czasie odnaleźli go w końcu najebanego w stogu siana. Przystał Na wszystko, co mu powiedzieli... Teraz trzeba wybrać odważnego do walki. Krzyżacy nie mieli z tym większego problemu - wybrali oczywiście Zygfryda de Loewe - najmężniejszego z mężnych. Był to rycerz z drewna nie strugany. 3,80 wzrostu, 2,40 w barach. Teraz trzeba znaleźć dla niego konia. Niestety, jakiego by nie przyprowadzili, to albo się załamywał albo Zygfryd kolanami o ziemie szorował... Sytuacja beznadziejna. Na szczęście Wielki Mistrz miał znajomości u Hannibala. Masz tu ode mnie tego słoniokonia - na pewno będzie dobry. Rzeczywiście, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykał. Kolejny problem to miecz: szukają i szukają, ale żaden nie jest dobry. Największy miecz jaki znaleźli w całych Prusach to Zygfryd w trzech palcach trzymał! To przecież bez sensu! Poszli więc do kowala, aby wykuł odpowiednie oręże. Kowal wykuł najpotężniejszy miecz jaki istniał - siedmiometrowy! Zygfryd zważył go w ręku, jak machnął, to za jednym zamachem ściął 14 dębów! No, tym to mogę walczyć! Pozostała jeszcze zbroja. Jakiej by nie znaleźli to albo za mała, albo jakaś taka lekka... Ostatecznie stary znajomy kowal wykuł odpowiednią zbroję dla Zygfryda. Zajebista płytówka - pasowała jak ulał, zdobiona złotem i nader wszystko wytrzymała. Zygfryd był gotowy do walki. Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem. Jagiełło szuka ochotnika, ale nikt się nie zgłasza. Król postanawia wziąć ich sposobem - polewa dodatkową porcję miodu (wiele razy). Niestety, nawet totalnie najebani nie chcą walczyć. Jagiełło poszedł do starego druha - Zawiszy Czarnego. Niestety, ten nie był skory do opuszczania domu. Ubrudzę się tylko, jeszcze może mi się coś stać... Daj mi spokój! Kolejny był Maćko z Bogdańca - ale ten również nie był chętny. Tu Jagienka na mnie czeka, a ja się będę gdzieś po jakiś polach bitwy chędożył? Nie ma mowy! Następny Jurand - ale ten ma oczy wyjebane! BEZNADZIEJA! Załamany Król wziął sznur i poszedł do lasu się powiesić. Idzie i nagle widzi: jakiś kurdupel - metr dwadzieścia - konus taki, ubrany w marną skórzaną kurteczkę, z zardzewiałą szabelką u pasa, opiera się o drzewo i napruty jak worek... spawa. U Króla pojawiła się iskierka nadziei, takie małe światełko w tunelu. Podchodzi i pyta, czy ten się zgodzi na walkę. No pewnie! - odpowiedział napierdolony totalnie głos. Nie był w stanie powiedzieć nic więcej. Teraz trzeba go wyposażyć. I tu problem. Jakiego konia by nie znaleźli, to dla małego Polaczka olbrzym. Nie utrzymałby go nawet. Olali sprawę. Teraz miecz. Niestety, nawet najmniejszego nie był w stanie unieść. Wyluzowali. Jeszcze zbroja. Ale jakiej by nie przynieśli, to dla naszego bohatera jak dom wielka - popijawy by mógł w środku urządzać. Dali se siana. Zostawili mu tylko to co miał - cienką skórę i przerdzewiałą szabelkę. Na koniec poprosili tylko o jedno: Po wszystkim możesz robić co chcesz, ale w dzień bitwy, na Boga, przyjdź trzeźwy! Słonce wzeszło, obie armie stoją naprzeciwko siebie. Z szeregu krzyżackiego wyłania się wspaniały rycerz. Ale gdzie Polak???... Szukają go i szukają. W końcu znaleźli - oczywiście napierdolony jak dzwonek. Mimo to tanio skóry nie sprzedamy. Cucą go i wypychają. Na ugiętych nogach, zataczając się wychodzi na pole bitwy. Naprzeciw niemu wielki Zygfryd de Loewe w błyszczącej złotem zbroi, z wykurwistym mieczem, na potężnym słoniokoniu. Spina wierzchowca i rusza do ataku. Pędzi z ogromną prędkością, ziemia drży pod kopytami słoniokonia, drugie słonce błyszczy na złotej piersi Zygfryda (wielki miecz zasłania to pierwsze). Jagiełło wytrzeźwiał natychmiast i pojął co zrobił. "Ja pierdolę! Przecież on zaraz zmiażdży naszego i wpadnie w nas - rozniesie nas w puch. Jesteśmy już martwi!" - pomyślał zasłaniając twarz. W NOGI, kurrrrwa, W NOGI!!! - krzyczy Król i wszyscy spierdalają gdzie popadnie. Zygfryd de Loewe na swym słoniokoniu wpada na kurdupla Polaka - huk, trzask, uniósł się tylko kurz i dym... Wielki Mistrz podjeżdża na miejsce potyczki,aby pogratulować swojemu zwycięstwa. Kurz opada, a tu straszny widok: słoniokoń leży z obciętymi nogami, parenaście metrów dalej Zygfryd (całe piszczele ma pokrwawione), a Polak stoi niewzruszony opierając się o szablę i mówi: Gdyby nie było "W NOGI", to bym cię k...a zajebał..." www.wonder.pl/index.php/DowcipyBitwaPodGrunwaldem Odpowiedz Link
sloneczko1 Re: a tak nasi współcześni to widzą;) 14.07.06, 18:25 Król Jagiełło siedział w swoim wozie dowodzenia i co chwila zerkał na zegarek. Minęła godzina od zapowiadanej faksem wizyty dwóch znamienitych rycerzy zakonu krzyżackiego. Witold siedział w kącie i układał pasjansa z dwóch kart, który i tak nigdy mu nie wychodził. Nagle z pomieszczenia radiooperatora wypadł woj Przemko z Bydgoszczy z okrzykiem: "Nadchodzą!". Faktycznie, po chwili do opancerzonych drzwi ktoś zapukał. - Wlazł - rzucił Jagiełło, zagryzając mentosa. Pukanie rozległo się ponownie. - Do nich trzeba po ichniemu... Komm, komm... schneller bitte - zakrzyknął książę Witold. Drzwi otworzyły się i w pośpiechu wbiegło do środka dwóch gości w zbrojach i z piórami pawi na hełmach. - Guten Morgen polnischen koenig - powiedział wyższy i starszy, stając na baczność. - Co oni gadają? Chcą mnie butem w mordę lać czy jak? - spytał Jagiełło, przyglądając się obu gościom dość uważnie, na co pozwalał mu jego sokoli wzrok i noktowizor. - Nie król... my dla wasza przynieść zwei mieczen - powiedział starszy. - Udo, komm gib mir zwei mieczen - poprosił. Udo wyciągnął zza pleców dwa krótkie kordziki marynarskie. - Miały być zwei grossen mieczen - powiedział starszy z upomnieniem. - Ich weisse nicht... Ja nic nie wiedzieć. meine liebling fater. Urlich geben mi tylko te maciupen sztileten... Ich weisse nicht - tłumaczył się młodszy. - Co oni plotą? - zdenerwował się Jagiełło. - Gadać mi zaraz co jest grane, bo dam po gębie! Krzyżaccy rycerze zamarli z lekko rozchylonymi ustami. Latająca wokół mucha wykorzystała ten moment i narobiła młodszemu na hełm. - Gadajcie coście za jedni i dawajcie te miecze, coście je mieliście przynieść, ino wartko, bo czas już bitwę zaczynać. - Och, meine liebling polnischen koenig... keine krieg, keine bitwa, my przynieśli zwei mieczen - powiedział starszy, podnosząc do góry kordziki - żeby był freundschaft, buzi-buzi. Polaken, Szwaben zwei brudder, cmok, cmok - zakończył, składając usta w słodkiego całusa. - Wywalić tych dwóch pedałów! - powiedział podniesionym głosem Jagiełło. - I posłać im na odchodne ze trzy stingery, żeby nie myśleli, że odchodzą z pustymi rękami. Ja im dam buzi-buzi... cmok, cmok! Niech artyleria zajmie się tą hałastrą w białych prześcieradłach i zakutych w blachy, a pawie piórka, to ja już im sam powtykam... - zaryczał. Dwaj rycerze krzyżaccy, odchodząc, sprzeczali się między sobą. - Scheise... du dumkopf. Ty idiota, zamiast zwei mieczen ty dał zwei klajne sztiieten. was du zrobił z zwei grossen mieczen dla polnische koenig? - krzyczał straszy. - Och, eine kleine gescheft, ja zrobić mały interesa... Ja sprzedać zwei grossen mieczen i dostać guten polski herbatnik i zwei maciupen sztiieten - odparł młodszy. - Scheise, scheise. scheise, trzi razy scheise!!! - zaklął stary. - Tobie się fater chcieć scheise? - spytał młodszy. - Nein. du dumkopf! W tym momencie w obu rycerzy uderzyły wspomniane trzy stingery i zakończyły głupawy dialog. Z krzyżackich pozycji zostały tylko stosy żelastwa i kilka koni. Jagiełło jeździł jeepem po pobojowisku i oglądał zniszczenia. Morał z tej historyjki jest równie głupi, jak i cała historyjka: nie należy się pchać z zwei maciupen sztileten zamiast grossen mieczen, bo może to zmienić historię i otrzyma się drei stingeren i nie zdąży się nawet "Mein Gott!" zakrzyknąć. W tym momencie należy dodać, że "guten polski herbatnik" był dziełem zakładów E. Wedla. Guten Apetit Język niemiecki został użyty dowolnie i swawolnie. Znawców języka niemieckiego przepraszamy, a Niemcy - miejmy nadzieję - nie zrozumieją. www.humor.mocny.com/15,artykuly Odpowiedz Link
sloneczko1 Bartoszcze--i czymu to dali niy myndzisz? 14.07.06, 22:08 niy mosz nic dali do powiedzynia? Odpowiedz Link
ballest Re: Bartoszcze--i czymu to dali niy myndzisz? 14.07.06, 23:19 ;) ale go Suoneczko zauatwiouo;) Odpowiedz Link
rita100 Re: Szlakiem legend grunwaldzkich 14.07.06, 23:58 Dzięki Pani Emili Sukertowa-Biedrawina możemy sie dziś zapoznać z legendami. Wszystkich proszę o cierpliwość, bo będzie długie, długie i nadzwyczaj ciekawe opowiadanie. Zapraszam Odpowiedz Link
rita100 Re: Szlakiem legend grunwaldzkich 14.07.06, 23:59 Wiekopomne zwycięstwo, odniesione przez wojska polsko-litewskie na polach Grunwaldu i Stębarku 15 lipca 1410 roku oplecione zostało siecią legend, które przechodząc z ust do ust, z pokolenia na pokolenie, z czasem narastały, ulegały zmianom, niekiedy szły w zapomnienie - w większości przetrwały jednak do dzisiejszych czasów. Już Jan Długosz przekazał nam legendy, które zaczerpnął od ojca swego, uczestnika Wielkiej Wojny. Musiały się one rozejść po zwycięstwie tak wśród wojska polskiego jak i ochotniczych odziałów mazurskich, uformowanych w Ełckim spośród zbiegów w różnych dzielnic Mazur. Odpowiedz Link
rita100 Re: Szlakiem legend grunwaldzkich 15.07.06, 00:00 Według tych legend w wigilię wielkiej batalii, po burzy, która przeciągneła nad hufcami polskimi, na niebie, wśród rozproszonych chmur, w poświacie ksiezyca, rycerze i pachołkowie polscy ujrzeli sylwetki dwóch postaci: króla w koronie i mnicha, walczących ze sobą. Król pokonał zakonnika. Uważano to za pomyślną wróżkę, która się też nazajutrz spełniła. W czasie samej bitwy nad wojskiem polskim ukazała się Matka Boża, a mąż w polskie przyodzian szaty unosił się nad walczącymi, błogosławił, dodawał otuchy, upadającym na duchu. Był to podobno św.Stanisław Szczepanowski, patron Korony Polskiej. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: Szlakiem legend grunwaldzkich 15.07.06, 00:03 Sporo legend osnutych jest też wokół postaci Władysława Jagiełły. W lasku sosnowym, przy drodze miedzy Łodwigowem a Grunwaldem, leżał wielki głaz, zwany z dawien dawna jako "Kamień królewski" albo "Kamień Jagiełłowy". Niemcy nazywali go "Jagiellostein" albo "Konigstein", co bardzo drażniło nacjonalistów. O tym głazie opowiadano jeszcze w 1868 roku , że miał się przy nim modlić król Jagiełło w czasie bitwy. Była to jednak nieścisłość: Jagiełło osobiście dowodził przez cały dzień wojskiem, monolit zaś leżał na linii, gdzie stały wojska krzyżackie. Sędzia G.Conrad w r. 1903, a Stanisław Kujot w r. 1910 zamieścił wersję, jakoby Jagiełło po bitwie długo na tym głazie siedziąc prowadził naradę wojenną. W roku 1923 autorce niniejszego artykułu opowiedział w Brzeźnie pewien stary Mazur, że król, zmeczony bitwą, odpoczywał na owym omszałym kamieniu, a u stóp jego składano zdobyte krzyżackie sztandary. W okresie międzywojennym mówiono, że istnieje w okolicy Grunwaldu "Lasek Jagiełłowy". Odpowiedz Link
rita100 Re: Pomnik Urlicha von Jungingena 15.07.06, 00:04 Pomnik Urlicha von Jungingena Około 1893 r znaleźli się ludzie, którzy postanowili uczcić miejsce zgonu Urlicha von Jungingena. Zdecydowano wznieść pomnik, a jako materiał użyto - "Kamień Jagiełły". W roku 1901 dokonano odsłonięcia cokołu wykonanego z "Kamienia Jagiełłowego". Ociosany blok 2 i pół metra wysokości, 4 i pół metra obwodu, ważył 200 centarów i 5 funtów. Wyryto na nim napis niemiecki tej treści: "W walce o niemiecki obyczaj i niemieckie prawo poległ wielki mistrz Urlich v. Jungingen dnia 15 lipca 1410 roku śmiercią bohaterską". Przestał istnieć "Kamień Jagiełłowy", o co germanizatorom chodziło, ale pamięć o zwycięzcy spod Grunwaldu nie wygasła. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: "Szlak Jagiełłowy" 15.07.06, 00:06 "Szlak Jagiełłowy" W okresie międzywojennym w Działdowszczyźnie, leżej na "Szlaku Jagiełłowym", zanotowano tradycje związane z imieniem zwycięzkiego króla: wzgórze we wsi Wysoka, gdzie Jagiełło obozował trzy doby, wśród ludu nosiło nazwę Królewskiej Gory. Opowiadano też w Chełstach o pobycie tam króla wraz z armią ( w/g Długosza obozowano nad jeziorem Kiełpińskim, odległym o 2,5 km) oraz pod Wądzynem, nieopodal Dąbrówna. Wedle tradycji miał król nocować w Lubieniu. Pokazywano nawet dom, chociaż ks.Kujot niesłusznie przeczy, dowodząc, że Jagiełło nie był tam w ogóle. Jest to nieścisłość. Armia Jagiełłowa rankiem 15 lipca stanęła nad jeziorem Lubień, a król kazał na wzgórzu rozbić namiot. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: W Działdowie i Dąbrównie 15.07.06, 00:08 W Działdowie i Dąbrównie W działdowie i Dąbrównie opowiadano o tym, że piekarze po miasteczkach mazurskich wypiekali ze słodkiego ciasta figurki, nazywane "Jagiełłami", a śmiałych, dzielnych mężczyzn zwano "Jagiełkami". Na Mazurach przezwisko to stało sie nazwiskiem. Obok Jagiełków spotyka się jeszcze obecnie nazwisko Jagiełło. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: W Ostródzie - masakra 15.07.06, 00:10 W Ostródzie dzisiejsza ulica Teatralna nosiła nazwę "Mordstrasse". Prowadziła ona pod murem miasta. Wieść niosła, ze uciekajacy z pola bitwy pod Grunwaldem Krzyżacy, ścigani przez lekkie odziały polskie, litewskie i tatarskie, zostali dopędzeni pod Ostródą i wycięci do ostatniego. Na intencję tego 'mordu' drogę nazwano "Mordestrasse". cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: pancerz i buty 15.07.06, 00:13 W kosciele w Mielnie, przetrwała kula kamienna, rzekomo z pobojowiska grunwaldzkiego, a w kościele w Stębarku jeszcze w trzydziestych latach XX wieku pokazywano pancerz oraz buty, rzekomo pamiętające bitwę grunwaldzką. Buty były raczej z czasów wojen szwedzkich. Jak się okazało później przedmioty te przeniesiono z pałacu w Dąbrównie. cdn jutro :) Czy była Bitwa pod Grunwaldem ? Sami sobie odpowiedzcie. Czy uchowałaby sie tak długo pamięć o jakiejś tam potyczce ? Czy Zakony Krzyżackie miały armię ? Odpowiedz Link
ballest Re: pancerz i buty 15.07.06, 00:15 Nie nie mieli Armii, przeciez sama o tym wiesz! Rita, Bitwe stworzyl DLugosz a nikt inny. Sama najlepi wiesz, ze nienawidzil Niemcow i byl KLAMCOM! Odpowiedz Link
rita100 Re: pancerz i buty 15.07.06, 00:18 ballest napisał: > Nie nie mieli Armii, przeciez sama o tym wiesz! > Rita, Bitwe stworzyl DLugosz a nikt inny. > Sama najlepi wiesz, ze nienawidzil Niemcow i byl KLAMCOM! W takim razie Ballest trzeba siegnąc do żródeł zamków krzyżackich - masz takie ? Odpowiedz Link
sloneczko1 Re: pancerz i buty 15.07.06, 08:41 pl.wikipedia.org/wiki/Zakon_krzy%C5%BCacki Odpowiedz Link
sloneczko1 Re: 15.07.06, 08:58 www.staszic.edu.pl/2002/2c/strona13/Grunwald%201410.htm a mnie to zainteresowało :i umożliwił w następnych latach odzyskanie utraconych na rzecz Krzyżaków ziem. które z tych ziem należało wcześniej do Polski? to znaczy do Króla Polskiego? Odpowiedz Link
sloneczko1 Re: 15.07.06, 09:05 www.warminsko-mazurskie.iap.pl/?id=31192&location=f&msg=1 Odpowiedz Link
ballest Re: 15.07.06, 09:16 "Zakon krzyżacki, w odróżnieniu od zakonu joannitów i templariuszy, nigdy nie został oficjalnie rozwiązany przez papieży. Praktycznie jednak zanikł on całkowicie w kilkadziesiąt lat po hołdzie pruskim, choć jego niemiecka odnoga wegetowała jeszcze do 1809 r. (tj. do likwidacji zakonu przez Napoleona I), wspierana siłą rozpędu przez niemieckie rody, w których kultywowano tradycję krzyżacką." No wlasnie, dopiero go w 1809 roku rozwiazano, to uech tysz wyczytou w ksiazce Sebastiana Haffnera "Preussen ohne Legende" Odpowiedz Link
ballest Re: 15.07.06, 09:22 Suoneczko zadne z tych ziem, nie nalezalo wczesniej do Polski, zadne, naprawde. Mnie interesuja dalej takie klamstwa, to jest podobne klamstwo jak bitwa na Psim Polu : "Wojska krzyżackie uległy całkowitemu rozbiciu, ale zwycięstwo nie zostało do końca wykorzystane" "Calkowitemu rozbiciu" och Te polskie klamstwa, moze opieraja Polacy swoja historie na powiesciach Sienkiewicza? Sladu nie ma po Bitwie do dzisiaj, a przeciez musialby jakis slad zostac, nawet nie wiedza gdzie sie odbyla. Zreszta po innych klamstwach Dlugosza i Kadlubka trzeba sie zastanowic, co im w koncu mozna wierzyc. Odpowiedz Link
rita100 Re: 15.07.06, 22:43 sloneczko1 napisała: > www.staszic.edu.pl/2002/2c/strona13/Grunwald%201410.htm > a mnie to zainteresowało :i umożliwił w następnych latach odzyskanie utraconych > > na rzecz Krzyżaków ziem. > które z tych ziem należało wcześniej do Polski? > to znaczy do Króla Polskiego? Ten link jest fajny, nie znalam go. Odpowiedz Link
ballest Re: W Działdowie i Dąbrównie 15.07.06, 00:13 Rita, ale do dzis nikt nie zna miejsca tego starcia, wierz mi! Odpowiedz Link
rita100 Re: W Działdowie i Dąbrównie 15.07.06, 00:17 Ballest - to bylo w 1410 roku , 15 lipca , to była bitwa, ktora nie zostawia śladów tak jak kamień z zamków krzyżackich. Czy odnajdziesz plany zabudowy zamków krzyżackich np. Zamku w Morągu ? Zapytam się o legende kobiet Gliwickich - czy sa ślady ? Odpowiedz Link
rita100 Re: Kaplica i jeziorko 15.07.06, 22:01 Inne legendy związane są z poległym mistrzem krzyżackim i komturami. Wydrukował je Harry Schumann, Niemiec miejscowego pochodzenia, w książce 'Unser Masuren', wydanej w roku 1921. Powszechnie znana jest dziś jeszcze legenda w tym , że na pobojowisku, w pobliżu miejsca, gdzie zginąć miał wielki mistrz Urlich von Jungingen, zaczeły sie dziać dziwy i cuda: powstało też obok kaplicy pamiątkowej jeziorko, którego woda posiadała cudowne lecznicze właściwości. Z ziemi mazurskiej, z Warmii i ziem sąsiednich ściągały na odpust liczne pielgrzymki. Chorych i kaleki po wysłuchaniu Mszy św. zanurzano w wodzie: doznawali cudu ozdrowienia. Trwało to wieki całe. Kiedyś zjawiła się jakaś pani z chorym pieskiem, a po nabożeństwie wykąpała swego faworyta. Pies ozdrowiał, lecz woda w jeziorze straciła cudowną moc. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: Kaplica Urlicha von Jungingena 15.07.06, 22:02 Kaplica Urlicha von Jungingena Podanie to ma swoje historyczne podłoże. Wprawdzie kronikarz pruski Johannes von Posilge, świadek owych wydarzeń, nie zaznaczył wyraźnie, że kaplicę ufundowano na miejscu zgonu Urlicha von Jungingena, było to jednak zupełnie naturalne. Bowiem w średniowieczu miejsce zgonu wybitnego wodza upamiętniano zazwyczaj krzyżem, kaplicą lub pomnikiem. Następca Urlicha Jungingena, Heinrich von Plauen zwyczajem ówczesnym postąpił tak samo. We dwa lata po bitwie Krzyżacy dobrze pamiętali jeszcze, gdzie się owo 'historyczne' miejsce znajdowało. Przyjaciele Jungingena mieli zebrać na ten cel 5 tysięcy marek. Kaplica wyposażona została świetnie i otrzymała obraz Matki Bożej, 'słynącej cudami'. Konsekracja odbyła się 12 marca 1412 roku. Zakon uzyskał 2 bulle od papieża Jana XXII, który obdarzył kaplicę "wielkimi łaskami i odpustami". Mistrz von Plauen zapewnił utrzymanie jednego kapłana zakonnego, sześciu księży świeckich i dwóch kleryków. Modły za "18 tysiecy poległych chrześcian" odbywały się całą dobę. Przy ołtarzu zawieszono 2 chorągwie krzyżackie , użyte w czasie bitwy. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: Upadek kaplicy 15.07.06, 22:03 Po wprowadzeniu reformacji w Prusach Książęcych nikt się kaplicą nie opiekował. W drugiej połowie XVI wieku kronikarz pruski Hennenberger oglądał ją w stanie pożalowania godnym. Pastor z sąsiedniego Mielna raz do roku odprawiał tam nabożeństwo. Tłumy pątników przybywały stale, zwłasza w drugi dzień Zielonych Świąt. Władze pruskie po zapadnięciu się kaplicy w 1720 roku postanowiły wytępić "przesąd katolicki". Konsystorz królewiecki pociągał do odpowiedzialności pastora ze Stębarku - zabobonna wiara ludu była jednak tak silna, że jej pokonać nie zdołano. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: Upadek kaplicy 15.07.06, 22:04 W ostatniej ćwierci XVIII wieku profesor uniwersytetu królewieckiego F.S.Bock oglądał to miejsce nazajutrz po Zielonych Świątkach: na resztkach muru dawnej kaplicy leżały liczne kule pozostawione przez uzdrowione widocznie kaleki, bielizna, części ubrań, które porzucili "wraz z chorobą" uleczeni chorzy. Zebrane szmaty zanoszono do papierni w pobliskim Dąbkowie, warmi ńskie czepki złotem haftowane sprzedawano żydom. Kościelny ze Stębarka zabierał pieniądze, pozostawione "na ofiarę". cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: jeziorko 15.07.06, 22:05 Owo jeziorko, a właściwie staw niewielkich rozmiarów, wykopany rękoma ludzkimi w odległości 50 kroków na południe od kaplicy, w ostatniej ćwierci XVIII wieku przypominalo raczej bagienko. Kiedy woda utraciła swą cudowną moc nikt nie zanotował. Odnośnie pieska, który miał to spowodować, jedni twierdzili, ze cierpiał na chorobę oczu, inni że na altretyzm. Według innej wersji opiekunka jego, to można pani z zachodu, według innych miejscowa. cdn A tak na uboczu, to dlaczego były cuda w tej kaplicy, kaplicy wielkiego przegranego wodza Urlicha von Jungingena i dlaczego tak ludnośc ściągała na te własnie msze ? Odpowiedz Link
rita100 Re: jeszcze o jeziorku 15.07.06, 22:06 Dr Max Toeppen, pierwszy wielce zasłużony zbieracz baśni, podań i legend mazurskich, i badacz folkloru stwierdził, że niejaki Mullerhoff ze Szlezwigu, w ogłoszonym przez siebie zbiorze bajek i baśni tamtejszych zanieścił legendę o tym, iż pod Tondern w "cudownym " źródle woda straciła lecznicze właściwości po wykapieniu w niej chorego konia. W sześciedziatych latach XIX wieku "wieść gminna" w okolicach miejsca bitwy grunwaldu niosła, że do jeziorka spłyneła strumieniami krew pomordowanych. Zwiedzającym "bojowisko" pokazywano ślady kaplicym , długości 100 a szerokości 25 stóp. Wejście do niej prowadziło z zachodu. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: kości zostały rzucone 15.07.06, 22:07 Na wschód od kaplicy znajdowały się trzy głebokie doły średnicy 50 stóp, pełne kości ludzkich, dalej liczne okrągłe i owalne wklęsłości: miejscowi mieszkańcy uważali je za pozostałość bratnich mogił. Owe doły pełne kości zamierzano zarzycić kamieniami, ale co w dzień wsypano, to jakaś siła nocą je wyrzycała. Pastuszkowie, pasący tam bydło, wrzucali czapki, ale i te jakaś niewidzialna ręka z powrotem wyrzucała. cdn Odpowiedz Link
rita100 Re: kości zostały rzucone 15.07.06, 22:10 We wsi Gardyny, na wschód od Dąbrówna, w końcu XVIII wieku istniały jeszcze dwa okopy. Ludność miejscowa utrzymywała, że to okopy krzyżackie z czasów bitwy grunwaldzkiej. Ale tę wieść, można miedzy bajki włożyć: Krzyżacy ani tamtędy nie przeciągneli ani się nie zatrzymywali w lipcu 1410 roku. W końcu XIX wieku na górze Kaplicznej (Kapellenberg) jedyną pozostalością pobojowiska było rumowisko porośnięte krzakami, jalowcami i chwastami. Harry Schumann, we wspomnianym już wydawnictwie Unser Masuren zamieścił jeszcze inną legendę, nie podając jednak jej pochodzenia. Odpowiedz Link
rita100 Re: Legenda Harrego Schumanna cz.I 15.07.06, 22:12 Legenda Harrego Schumanna cz.I "Komtur dzierzgońki nie wierzył w potęgę Zakonu i był przeciwnikiem wojny z Polską. Kiedy wyruszył na wojnę, zapytał go jakiś braciszek zakonny, komu pieczę nad zamkiem przekazuje. Odpowiedział ostro: " Tobie i wszystkim złym duchom, którzy tej wojny pragneli". Braciszek padł martwy z przerażenia, a duch jego gospodarzyć począł w zamku. Dusze wszystkich poległych Krzyżaków przybywały do zamku dzierzgońskiego. Po klęsce grunwaldzkiej zaczeły sie tam dziać okropności... Na miejsce poległego komtura przybył inny, ale temu źle się działo: niewidzialna ręka na własnej jego brodzie zawiesiła go u studni, innym razem zapaliła mu się broda, nie można było jej ugasić; dopiero jak uciekł z zamku - zgasła sama. Wszyscy mieszkańcy ze strachu opuścili zamczysko. Po dwóch latach powrócił z pielgrzymki do ziemi Świętej jakiś mieszczanin, kowal dzierzgoński, a nasłuchawszy się okropności o tym, co się na zamku działo, wybrał się, aby się przekonać, ile w tym prawdy. Odpowiedz Link
rita100 Re: Legenda Harrego Schumanna cz.II 15.07.06, 22:12 Legenda Harrego Schumanna cz.II Na moście spotkał brata komturowego, który podobno poległ pod Grunwaldem. Ten oprowadził kowala po komnatach, gdzie rycerze grali w karty, gdzie z rozpustnymi kobietami ucztowali i tanczyli. W kaplicy, w stałlach, starszyzna zakonna - spała. Tak działo sie na zamku niegdyś, a obecnie... Widmo krzyżaka wyprowadziło kowala na dziedziniec... Rozległy się straszliwe, iście piekielne jęki , krzyki i narzekania.. Oto był istotny stan po klęsce grunwaldzkiej... Widmo Krzyżaka nakazało kowalowi donieść o tym wszystkim wielkiemu mistrzowi - i znikło widmo. Kowal udał sie do Malborka, a dopuszczony przed oblicze wielkiego mistrza, opowiedział, co widział i słyszał w zamku dzierzgońskim. Mistrz wpadł w gniew , a żeby zapobiec rozsiewaniu gorszących, fantastycznych wieści, kazał kowala utopić... Z inną wersją ani nawet fragmentami powyższego podania mimo poszukiwań nie udało mi się spotkać. Zwracam się przeto do Czytelników, którzy znaliby tę legendę albo inne, związane z 'Grunwaldem', żeby zechcieli je nam tu opowiedzieć. " Odpowiedz Link
rita100 Re: Herkus Monte - był pierwszym wojownikiem 15.07.06, 22:15 15 lipiec 1410 rok data ogromnie ważna, w tym dniu nastąpił wieki pogrom Krzyżaków na polach Grunwaldu o czym świadczą zachowane po dzień dzisiejszy legendy. Bądźmy strażnikami tych legend. Piekna legenda jest też o Herkusie Monte - największym pogańskim wojowniku, który wychował się u Krzyżaków, nauczył się walki i wrócił do swoich by walczyć przeciw Krzyżakom. To był pierwszy największy wojownik z Zakonem Krzyżackim. Nie doczekał się biedak ani swojego pomnika, ani chwały, żyje tylko w legendzie. Był poganinem , może z tego powodu - ale czy nie zasługuje na pamięć o doli i niedoli tej jego ziemi ? Łojejku, alem się rozczuliła :) "Płomień rozgrzeje malowane dzieje Skarby mieczem spustoszą złodzieje Pieśń ujdzie cało" Adam Mickiewicz 'Konrad Wallenrod' Odpowiedz Link
rita100 Re: anegdoty 15.07.06, 22:17 A teraz sami zadecydujcie - wierzyć nie wierzyć ? Legendy z czegoś się biorą :) A tak by rozweselić towarzystwo troche anegdotek związanych z tematem Jidzie trzoda zilków bez Galincko Puszcza. Zidzó – na ziemni leżi bez ducha Krziżak w sztalowo zbroja zakuty. Tek jedno zilczysko mózi: ‘Patrzjata, znów konserwa.’ ;))) Odpowiedz Link
rita100 Re: anegdoty 15.07.06, 22:19 "Wszyscy znamy scenę z powieści Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”, w której Danusia rzucając nałęczkę na głowę Zbyszka z Bogdańca, ratuje go przed wykonaniem wyroku śmierci. Był to stary polski zwyczaj, który jednak nie każdemu odpowiadał. Powiadano, że pewien okrutny złoczyńca prowadzony był pod szubienicę, gdzie czekał na niego już kat Jakub ze swoimi pomocnikami. Nagle przez tłum przedarła się dama o urodzie dalekiej od świetności, ratująca skazańca. Rzezimieszek, gdy zobaczył, kto jest jego wybawcą, rozpaczliwie zawołał do kata: „Panie Jakubie – wieszaj pan!”. Odpowiedz Link
oppelner_os Re: anegdoty 15.07.06, 22:47 Hi hi hi dobre Rita:))) P.S. Pare lat temu, gdy bylem w Warszawie spotkalem prawdziwego Kurpia. Jego gwara byla bardzo podobna do waszej warminskiej. Czyzby jakie wspolne korzenie jezykowe? Odpowiedz Link
rita100 Re: anegdoty 16.07.06, 21:09 Oppelner - spotkałam się z kaszubska gwarą, taka prawdziwą , ale nic z niej nie zrozumiałam , kompletnie nic - brzmiał jak jezyk obcy. Gwara Warmińska podlatuje trochę do polskiej, bo i duzo osób osiedlalo się z Mazowsza, choć dużo mamy nalecialości niemieckiej i ślaskiej - cała nasza historia to przemieszczanie się ludności. Troche poznałam tą gware po przez bajki i legendy w gwarze, ale jednak lepiej mogę się wyslowić w polskim języku. Coś nie słyszałam nic co by Warmię łaczyło z Kaszubami. Odpowiedz Link
oppelner_os Re: anegdoty 16.07.06, 21:14 Mialem na mysli gware kurpiowska a nie kaszubska Riciu:) Odpowiedz Link
rita100 Re: anegdoty 16.07.06, 21:19 oj, przepraszam - piszemy pod tematem anegdoty to i ją mamy ;))) Oppelner - nie znam się tak na gwarach , poznaje tylko, a że czasm uda mi się cos napisać to się cieszę. A jak z Twoją gwara ? Bo na Warmii zamarła prawie całkowicie - nie ma mlodych i nie ma mody na to ale może kiedyś ... Odpowiedz Link
rita100 Re: anegdoty 16.07.06, 21:23 Kończąc ten temat to przyznam , że wewnętrznie się ciesze , że wyciągłam na wierzch legendy , ktore dawno były zapomniane i mało komu znane. Wiele z nas nie wiedziało o istnienu ich - a jednak legendy nie tworzy się z niczego - prawda ? Odpowiedz Link
ballest Re: anegdoty 16.07.06, 21:30 W Polsce Gwary zniszczono, bo tam nie ma mniejszosci! Odpowiedz Link
rita100 Re: anegdoty 16.07.06, 21:41 to był najwiekszy błąd , nie stwarzając godnej egzystencji autochtonów, prawowitych właścicieli ziemi. Teraz to już za późno , mlodzi żyją innym już stylem - stylem zachodnim i nowoczenym byz tradycji. Odpowiedz Link
bartoszcze Re: anegdoty 17.07.06, 11:45 ballest napisał: > W Polsce Gwary zniszczono, bo tam nie ma mniejszosci! Fascynująca teza o braku mniejszości w Polsce. Po prostu miszczowska:)) To znaczy wszyscy Niemcy i Ślązacy już z Polski wyjechali? :DDD Odpowiedz Link
bartoszcze Re: anegdoty 17.07.06, 11:47 rita100 napisała: > Gwara Warmińska podlatuje trochę do polskiej, bo i duzo osób osiedlalo się z > Mazowsza, choć dużo mamy nalecialości niemieckiej i ślaskiej - cała nasza > historia to przemieszczanie się ludności. Rita, a możesz mimo wszystko rozwinąć tę myśl o śląskich naleciałościach w gwarze warmińskiej? Bo trochę trudno mi je sobie wyobrazić:), ale nie twierdze że ich tam na pewno nie ma.. Odpowiedz Link
rita100 Re: do Bartosza 17.07.06, 19:45 Oczywiście , że moge rozwinąc myśl, tylko jestem chyba jeszcze nie kompetentna w tej dziedzinie - ale z miłą chęcią , nie żebym zmuszała do czegoś, tylko możesz skorzystać z tej lektury, której sama nie mogę zdobyć. Duzo by nam to pomogło we wspolnym rostrząsaniu problemu ;)))) Chojnacki Władysław: Literatura religijna polskich ewangelistów Mazur i Śląska w XIX i XX w. "Dodatek Teologiczny" (do Strażn. Ewang.) 1956 nr 19 s.6-8 > Rita, a możesz mimo wszystko rozwinąć tę myśl o śląskich naleciałościach w > gwarze warmińskiej? > Bo trochę trudno mi je sobie wyobrazić:), ale nie twierdze że ich tam na pewno > nie ma.. Odpowiedz Link
bartoszcze Re: Bartoszcze--i czymu to dali niy myndzisz? 17.07.06, 11:34 sloneczko1 napisała: > niy mosz nic dali do powiedzynia? Wiysz, Suoneczko, czasu niy mom myndzic, nie tak jak ballest:) Odpowiedz Link