Dodaj do ulubionych

"...z punktu widzenia strategicznego..."

26.11.06, 21:27
www.ceeol.com/aspx/getdocument.aspx?logid=5&id=6390ea44-eb58-4a84-a6fb-c0d65b829ba7
Kwestia granicy zachodniej bardzo często pojawiała się w publicystyce
polskiej okresu okupacji. Dobrym tego przykładem mogą być broszury opracowane
w środowisku działaczy organizacji "Ojczyzna", działającej w Wielkopolsce już
od końca września 1939 r.
Omawiały one kwestię granicy polsko-niemieckiej w szerszym kontekście
polityki europejskiej. Zawierały nie tylko argumenty natury historycznej i
etnicznej, ale także program odbudowy państwowości polskiej na ziemiach
zachodnich. Decydujący wpływ na treść poniżej przedstawionych tekstów miał
niewątpliwie Zygmunt Wojciechowski, działacz "Ojczyzny" i twórca Instytutu
Zachodniego. Dokumenty, których fragmenty cytujemy poniżej, zostały
opracowane przez Zbigniewa Mazura i Aleksandrę Pietrowicz i opublikowane w
tomie "Ojczyzna" 1939–1945. Dokumenty. Wspomnienia. Publicystyka, wydanym w
Poznaniu w 2004 roku. Zachowano oryginalną pisownię dokumentów.

Problem granicy polsko-niemieckiej

Dotychczasowe wojny całego świata z potęgą niemiecką, następowały
na tle dążeń Niemiec do uzyskania hegemonii w Europie. W dążeniu do realizacji
tego celu, Niemcy szły zawsze jedną i tą samą drogą – najpierw pokonanie
wschodu, by potym, zebrawszy dzięki opanowaniu tej części Europy
odpowiednie siły, uderzyć na zachód. Bezpieczeństwo Europy zależy tym samym
od bezpieczeństwa na wschodzie. Tutaj zaś na plan pierwszy wysuwa
się kwestia bezpieczeństwa Polski. I to nie tylko dlatego, że pokonanie tego
państwa jest głównym celem polityki Niemiec na wschodzie, ale również
z tego powodu, że upadek Polski pociąga za sobą automatycznie poddanie
się Niemcom całej środkowej Europy. Państwo Polskie stanowi bowiem w tej
części starego kontynentu najsilniejszy punkt oporu. Gdy ta przeszkoda zostaje
pokonana, Niemcy uzyskują wolną drogę do dalszych zaborów.
Pierwszym więc warunkiem zabezpieczenia Europy przed ponownym
niebezpieczeństwem niemieckim, jest przyznanie Polsce przez przyszłe traktaty
pokojowe silnej pozycji w stosunku do Rzeszy. Na plan pierwszy wysuwa
się tutaj problem granicy polsko-niemieckiej. Granica wykreślona przez
Traktat Wersalski była dla Polski wybitnie niekorzystna. Wznawiała ona
bowiem niemieckie kleszcze, które już po raz drugi w dziejach, spowodowały
upadek Polski. Jak o tym była mowa w poprzednich rozdziałach,
jednym ramieniem tych kleszczy były posiadłości Niemiec nad Bałtykiem,
poprzez które Rzesza wywierała na Polskę nacisk od północy, usiłując ją
odeprzeć od morza, drugim zaś był klin niemiecki, wbity między Polskę
a Czechosłowację. W ten sposób zachodnie ziemie Polski były przez siły
niemieckie oskrzydlone od północy i od południa, co na wypadek wojny
stwarzało dla Państwa Polskiego pozycję strategiczną nie do utrzymania.
Ten kardynalny błąd Traktatu Wersalskiego musi być obecnie naprawiony.
Naturalną granicą między Niemcami a Polską jest linia biegnąca wzdłuż
Odry i Nissy Łużyckiej. Jest to granica, o którą walczyli Piastowie i którą
osiągnął Bolesław Chrobry. Linia ta stanowi granicę najkrótszą, najłatwiejszą
do obrony, która jednocześnie tworzy z Polski i Czech zwarty blok.
Przeprowadzenie granicy wzdłuż Odry i Nissy Łużyckiej likwidowałoby
następujące bardzo niebezpieczne pozycje niemieckie, które stanowiły zawsze
bazy wypadowe niemczyzny i były jej punktem wyjściowym do dalszych zaborów:
1) klin wbity między Polskę a Bałtyk od ujścia Odry, 2) klin wbity w ziemie
polskie u ujścia Warty do Odry, 3) klin wbity między Polskę a Czechy.
Granica powyższa byłaby więc z punktu widzenia strategicznego najlepszą.
Za takim rozgraniczeniem posiadłości Polski od posiadłości Niemiec,
przemawiają tak samo względy historyczne. Niemczyzna na ziemiach
położonych na wschód od Odry, jest stosunkowo świeżej daty. Są to ziemie
niewątpliwie słowiańskie, o czym świadczą zarówno nazwy poszczególnych
miejscowości, które dopiero w związku z akcją germanizacyjną Prus,
zostały zniemczone, świadczy o tym tak samo słowiańskie brzmienie nazwisk
ludzi, obszary te zamieszkujących.
Obserwuj wątek
    • stix "...z punktu widzenia strategicznego..." 26.11.06, 21:29
      Pomorze Zachodnie weszło w skład Brandenburgii w roku 1648. Do tego
      czasu przetrwało ono pod rządami miejscowej dynastii słowiańskiej. Germanizacja
      Śląska zaczyna się z chwilą, gdy dzielnica ta dostaje się pod
      panowanie pruskie, a więc w roku 1742. Do tego czasu Śląsk składał się
      z szeregu partykularnych księstewek piastowskich. Wprawdzie już przed
      tym, bo od początku XIII wieku została w tych dzielnicach zapoczątkowana
      kolonizacja niemiecka, jednakowoż nie miała ona decydującego wpływu
      na charakter narodowościowy tych prowincji. Polityka germanizacyjną
      Prus prowadzona była na ziemiach nadodrzańskich z całą konsekwencją
      i bezwzględnością. Pomimo to dała ona rezultaty tylko połowiczne. Górny
      Śląsk, na przykład, pozostał ziemią polską. Kopalnie i fabryki śląskie zostały
      stworzone rękami robotników polskich. W Niemcach śląskie rzesze
      robotnicze widziały wyzyskiwaczy i wrogów. Wrzenie wśród tych mas robotniczych
      było tak wielkie, że rząd pruski wznowił w roku 1898 Bismarckowską
      politykę wysiedleń, wyrzucając masowo robotników przybyłych
      do kopalń śląskich z innych zaborów, mniemając, że to oni krzewią zbytnią
      polskość na Śląsku. Zarządzenie to w niczym jednakowoż nie wpłynęło
      na charakter narodowy tej dzielnicy. Górny Śląsk pozostał polskim. Co
      więcej, jego polskość krzepła coraz bardziej i coraz silniej się zaznaczała.
      W roku 1903 lud górnośląski wybrał do parlamentu niemieckiego dwóch
      posłów Polaków, oddając na ich kandydatury 44 175 głosów. W roku 1907
      liczba posłów polskich ze Śląska wzrasta do 5-ciu, a liczba oddanych głosów
      do 115 090.
      Wcześniejsze od akcji germanizacyjnej na Pomorzu Zachodnim i na Śląsku,
      były wysiłki zmierzające do zniemczenia Nowej Marchii. Powstała ona, jak
      wiadomo, jako rezultat niemieckiego podboju w połowie wieku XIII i od
      pierwszych lat swej historii zapoznała się z niemieckimi metodami
      eksterminacyjnymi.
      Również w Prusach Wschodnich jest niemczyzna tworem sztucznym i rezultatem
      gwałtu. Kraj ten był zamieszkały przez pogańskie plemię Prusów, które
      ciążyło ku Polsce, a nie ku Niemcom. W roku 1249 Prusacy oświadczyli Krzyżakom,
      że chcą zaprowadzić u siebie "świeckie prawa i świeckie sądy Polaków".
      Germanizacja Prus Wschodnich została zapoczątkowana ogniem i mieczem
      przez Zakon Krzyżacki. W tym celu Zakon tępił tubylczą ludność pruską, w tym
      też celu sprowadzał osadników z Niemiec. Rezultaty tej akcji nie były
      jednakowoż dla Krzyżaków dodatnie. Ludność Prus Wschodnich uważała ich za
      wrogich okupantów, przed którymi może ich obronić jedynie Polska. Jest przy tym
      rzeczą ciekawą, że negatywny stosunek do Krzyżaków cechował nie tylko ludność
      pruską, ale tak samo sprowadzony przez nich element niemiecki, jak
      o tym świadczy powstanie w roku 1452 Związku Pruskiego, opartego głównie
      o niemieckie miasta państwa krzyżackiego, który zwrócił się do króla polskiego
      z prośbą o przyjęcie Prus w poddaństwo polskie.
      Na charakter narodowościowy Prus wpłynął w dużym stopniu fakt, że
      dzielnica ta był kolonizowana nie tylko siłami niemieckimi, ale również
      polskimi. Rezerwuarem ludzkim, z którego czerpały Prusy, było Mazowsze.
      Ludność pochodząca z tej dzielnicy skolonizowała południową część Prus
      Wschodnich. By ten fakt zatuszować, wymyślili Niemcy w końcu XIX wieku
      osobną „narodowość mazurską”. O ile kolonizacja niemiecka w Prusach
      Wschodnich była czymś sztucznym, o tyle kolonizacja polska w tej dzielnicy
      była procesem naturalnym. Naturalnym zapleczem Prus Wschodnich
      jest bowiem Mazowsze Polskie, a nie zachodnie Niemcy. Ludność niemiecka
      ma wyraźną tendencję do przesiedlania się ze wschodu na zachód,
      a nie na odwrót. To też Prusy Wschodnie pod rządami niemieckimi zaczęły
      się wyludniać, i zgermanizowana ich północ była coraz bardziej zasilana
      przez mazurskie rolnicze południe. Niemcy zdawały sobie sprawę z
      niebezpieczeństwa, jakie dla ich stanu posiadania w Prusach proces taki za
      sobą pociągał. By mu zapobiec, zostały wszczęte rozmaite akcje w rodzaju
      "Osthilfe", mające na celu wspieranie żywiołu niemieckiego w tej dzielnicy.
      Wysiłki te nie dały jednakowoż zbyt wielkiego rezultatu. By Prusy
      Wschodnie uratować przed wyludnieniem, trzeba połączyć je z macierzystym
      korpusem geograficznym, czyli z Mazowszem polskim.
      Pozbawienie Niemiec obszarów słowiańskich, położonych na wschód
      od Odry, posiada wiec podwójne uzasadnienie – strategiczne i historyczne.
      Za takim wykreśleniem granicy polsko-niemieckiej przemawiają ponadto
      jeszcze względy inne, posiadające olbrzymie znaczenie nie tylko
      dla Polski, ale dla całej Europy. Wspominaliśmy już powyżej o wysysaniu
      demograficznym Prus Wschodnich przez przemysłowy zachód niemiecki.
      To samo da się powiedzieć również o ziemiach nadodrzańskich. Ziemie te
      stanowiły potencjał ludzki, z którego czerpały górnictwo i przemysł zachodnich
      Niemiec. Bez tego rezerwuaru gigantyczny rozwój przemysłowy Rzeszy
      byłby nie do pomyślenia, a to z kolei uniemożliwiłoby Niemcom realizację ich
      zamierzeń imperialnych. Przyznanie ziem nadodrzańskich Polsce,
      zmusi więc Niemcy do innej budowy swego gospodarstwa, a co za
      tym idzie, do zaniechania swych dążeń zdobywczych.
      Granica wzdłuż Odry jest więc jedynym logicznym, słusznym i trwałym
      rozwiązaniem polsko-niemieckiego problemu terytorialnego. Wszystkie inne
      linie graniczne, stanowiłyby rozwiązanie jedynie połowiczne, posiadające
      charakter krótkotrwałego kompromisu, a więc rozwiązanie, kryjące w sobie
      zarzewie przyszłych konfliktów. To samo da się powiedzieć o południowym
      odcinku tej granicy wzdłuż Nissy Łużyckiej, której bieg stanowi proste
      przedłużenie biegu Odry. Na tym odcinku mówi się często o możliwości
      ustępstw na rzecz Niemiec i przesunięciu linii granicznej na wschód do biegu
      Nissy Śląskiej. Rozwiązanie takie byłoby niesłuszne zarówno ze względów
      historycznych, gdyż pozostawiałoby we władaniu Niemiec ziemie czysto
      słowiańskie, byłoby ono tak samo błędne ze względów strategicznych,
      gdyż nie likwidowałoby niemieckiego klina, wbitego między Polskę a Czechy.
      Dzięki kompromisowości postanowień Traktatu Wersalskiego w sprawie
      wschodnich granic Rzeszy, umożliwione zostały jej początkowe sukcesy
      militarne w czasie drugiej wojny światowej. To też tym razem trzeba uniknąć
      tych błędów i trzeba granicę polsko-niemiecką przeprowadzić tak, by
      wschód Europy, skąd Niemcy zawsze czerpały swe siły, był przed ponowną
      agresją niemiecką zabezpieczony możliwie jak najlepiej1.
      • stix "...z punktu widzenia strategicznego..." 26.11.06, 21:31
        Problem ludnościowy

        Jedyną poważną, ale za to istotną trudnością przy realizacji tego programu
        granicznego na zachodzie jest problem ludnościowy. Jest faktem,
        że te ziemie były polskimi, ale dziś są w dużej mierze niemieckie. Mówimy
        to sobie całkiem szczerze. Podstawą politycznego realizmu – a w zagadnieniu
        tej wagi realizm jest jedyną dopuszczalną postawą – jest spojrzenie
        prawdzie w oczy, trzeźwa i spokojna ocena rzeczywistych przeszkód i trudności,
        nie po to, by się przed nimi cofnąć, ale by przewidzieć możliwości
        ich pokonania i zmobilizować potrzebne i stojące do dyspozycji środki.
        Przy niewzruszalności zasady o polityczno-gospodarczej konieczności
        granicy na Odrze i Nissie, nie wolno małodusznie cofnąć się przed problemem
        ludności tych ziem, trzeba po starannym przeanalizowaniu go dojść
        do wniosku, jak go rozwiązać – i rozwiązać – oto wszystko.
        Ziemie postulowane nad Odrą i Prusy Wschodnie liczyły w roku 1939
        9 738 000 ludności. Prusy Wschodnie liczą 2 508 000 mieszkańców i mają
        ogólnie biorąc mały stopień zaludnienia. Średnia gęstość zaludnienia
        wynosi 63,1 na km kw., podczas gdy w Rzeszy wynosi 130 na km kw. Pod
        względem demograficznym charakteryzuje Prusy Wschodnie słabe zaludnienie
        i brak wzrostu zaludnienia, mimo, że przyrost naturalny jest tam
        większy (10,3) niż w Rzeszy (7 na 1000 mieszkańców). Ludność Prus Wschodnich
        masowo emigrowała do Rzeszy przeludniając tam gęsto już zaludnione
        okręgi przemysłowe. Wyludnianie się Prus Wschodnich "jedynej kolonii,
        jaka Niemcom pozostała" spowodowane zastojem gospodarczym,
        dowodzi, jak bardzo były one Niemcom zbędne.
        Pogranicze (9 powiatów polskich z byłych Provinz Posen – Grenzmark-
        Westpreussen, które Traktatem Wersalskim nie wróciły do Polski), liczące
        345 000 mieszkańców wykazują podobną tendencję do wyludniania się
        jak Prusy Wsch[odnie], z tych samych przyczyn.
        Ziemia Koszalińska liczy 711 000 mieszkańców, przy czym średnia gęstość
        zaludnienia jest nawet niższa niż w Prusach Wschodnich i wynosi
        48,6 na km kw. Na Śląsku zaś zarówno Opolskim jak i Dolnym gęstość zaludnienia
        jest przeciętnie wyższa niż w Rzeszy, osiąga 150 a nawet 200
        mieszkańców na km kw. Oczywiście przyrost pochodzi głównie z imigracji
        ludności z innych okręgów Rzeszy. Śląsk Polski i Dolny prawo- i lewobrzeżny
        liczą razem 4 629 000 mieszkańców.
        Przyodrze liczące 1 137 000 mieszk[ańców] ma charakter demograficzny
        zbliżony do pogranicza i Ziemi Koszalińskiej.
        Wśród tej prawie dziesięciomilionowej masy ludności nie wszyscy są
        Niemcami. Trzeba przecież pamiętać, że ziemie te zasiedlone przez plemiona
        polskie były pasem zmagań narodowości polskiej i niemieckiej,
        i dopiero z chwilą załamania się granicy Chrobrego znalazły się one pod
        germanizacyjnym oddziaływaniem obcej państwowości. Etnicznie wycofuje
        się stamtąd Polska znacznie później niż politycznie. Germanizuje się
        wcześniej szlachta, potem miasta, ale lud pozostaje bardzo długo polski.
        Dopiero wynaradawiająca polityka Prus fryderycjańskich odnosi tu pierwsze
        sukcesy. Powstają w rezultacie tereny narodowościowo mieszane, których
        ludność jest często dwujęzyczna i nie potrafi ściśle określić, do jakiej
        właściwie narodowości należy. Zachowuje często sentyment do języka
        i obyczaju polskiego; związek z polskością ma więc charakter uczuciowy
        i podświadomy, całą zaś świadomą stroną swego życia jest ona związani
        już z Niemcami.
        W rezultacie na terenach tych rozróżnić można cztery kategorie ludności:
        1. Polaków o pełnej świadomości narodowej, biorących udział w zorganizowanej
        pracy mniejszości polskiej w Niemczech. Jest ich 662 000.
        2. Polaków znających język polski, lecz bez pełnej świadomości przynależności
        do narodu polskiego i bez polskich ambicji narodowych. Jest ich
        około 720 000.
        3. Niemców pochodzenia polskiego (świadomość pochodzenia w nazwisku,
        historii rodziny, itp.).
        4. Niemców napływowych z Rzeszy.
        Ilość ludności kategorii 3 i 4 trudno ściśle ustalić. Granica między nimi jest
        bowiem bardzo płynna. Przyjąć w każdym razie można, że Niemców pochodzenia
        polskiego jest co najmniej połowa. Reszta dopiero to Niemcy napływowi.
        • stix "...z punktu widzenia strategicznego..." 26.11.06, 21:33
          Możliwości rozwiązania problemu ludnościowego

          W stosunku do pierwszych trzech kategorii trzeba oczywiście przyjąć zasadę
          całkowitej repolonizacji tej ludności za pomocą pewnej akcji wychowawczej,
          odniemczającej (kat. II i III) przez odpowiednią politykę administracyjną
          i kulturalno-oświatową (kościół, szkoła, prasa, itp.). Jesteśmy bowiem
          narodem tak w gruncie rzeczy nielicznym, szczególnie w stosunku do stojących
          przed nami zadań, że ani kropli polskiej krwi tracić nam nie wolna.
          W ślad za rewindykacją polskiej ziemi musi pójść rewindykacja polskiej krwi.
          W stosunku zaś do Niemców trzeba postawić zasadę: wysiedlanie. Rozmiary
          i kolejność zależeć będzie od wymagań aktualnego interesu gospodarczego.
          Wysiedlenie jako postulat postawić trzeba z dwóch względów:
          1. Niemcy na tych ziemiach nie są autochtonami, lecz przybyszami. Większość
          ich to koloniści, reszta zaś to elementy zgermanizowane pod wpływem
          długotrwałym czynników germanizacyjnych.
          2. Mniejszości niemieckie w obcych krajach związane z krajem macierzystym
          i wykazujące pewną aktywność polityczną stanowią niebezpieczeństwo
          dla całości i niepodległości państwa. Wielomilionowa ludność
          pograniczna musiałaby się już wkrótce stać powodem nowych powikłań
          państwowych. Granica nasza na zachodzie musi zaś zapewnić nam przecież
          maksimum bezpieczeństwa.
          Szczegółowiej rzecz biorąc wysiedlenie powinno objąć następujące
          osoby:
          1. wszystkie osoby aktywne politycznie na rzecz niemieckości, a więc:
          a. czynnych członków partii,
          b. kierowników wszelkich komórek organizacji związanych z partią,
          c. kierowników władz administracyjnych na wszelkich szczeblach,
          d. członków organizacji antypolskich,
          e. członków redakcji pism niemieckich,
          f. wszystkich, którzy w sposób czynny wykazali swój wrogi stosunek do
          polskości.
          Łącznie z rodzinami obejmie to około 500 000 osób.
          2. z punktu widzenia społeczno-gospodarczego wysiedlenie musi objąć
          wszystkie osoby, które mogłyby być aktywne politycznie, a więc:
          a. cały aparat urzędniczy z wyj[ątkiem] urzędników najniższej kategorii,
          b. profesorów szkół wyższych, pracowników naukowych, nauczycieli
          wszystkich typów szkół,
          c. samodzielnych kupców i przedsiębiorców, z wyj[ątkiem] zupełnie
          drobnych,
          d. właścicieli domów czynszowych w miastach;
          e. wolne zawody i inteligencję pracującą,
          f. właścicieli gospodarstw rolnych powyżej 10 wzgl. 20 ha zależnie od
          jakości gleby.
          W sumie cyfra osób do wysiedlenia wszystkich kategorii wyniesie około
          5 milionów. Ze względów gospodarczych i technicznych musi być przewidziana
          pewna kolejność wysiedleń. Na pierwsze miejsce muszą pójść
          oczywiście wszyscy ci, którzy są przeznaczeni do wysiedleń ze względów
          politycznych. W grupie drugiej kolejność winna być następująca:
          1. aparat urzędniczy, profesorowie, nauczyciele, więksi właściciele ziemscy,
          więksi przedsiębiorcy,
          2. właściciele domów, wolne zawody, inteligencja pracująca, średni
          rolnicy, średni przedsiębiorcy,
          3. mniejsi przedsiębiorcy, lekarze, fachowcy z przemysłu i niektórzy
          specjaliści.
          Dla pozostałej na tych terenach ludności niemieckiej trzeba stworzyć
          takie warunki, które by uniemożliwiały jej jakąkolwiek aktywność polityczną,
          a więc: odebrać wszelkie prawa polityczne, przeciąć kontakty
          z Rzeszą, uruchomić szkoły tylko najniższego typu, odebrać swobodę ruchów,
          rozproszyć wśród ludności polskiej.
          Na tym jednak się nie kończy. Jest to wstęp tylko do głębokiej akcji
          asymilacyjnej.
          Nie mają oni pozostać na stałe obywatelami drugiej klasy z poczuciem
          krzywdy, ale trzeba wykorzystać ich duże naturalne skłonności asymilacyjne.
          Jest przecież na naszych ziemiach zachodnich mnóstwo wspaniałych
          Polaków, pochodzących ze spolonizowanych rodzin kolonistów niemieckich.
          Umieliśmy jako naród polonizować w okresie niewoli, dlaczego mamy
          wyrzekać się jako naród zwycięski we własnym państwie tej metody, mogąc
          zużyć do tego celu wszystkie czynniki wpływu narodu i państwa. Przecież
          Niemcy obawiają się właśnie naszej siły asymilacyjnej, popartej doświadczeniem
          tysiąclecia.
          Niebezpieczeństwa w tym nie widać żadnego. Będą to przecież elementy
          politycznie bierne, powojenne zaś Niemcy upadłe, okryte hańbą w oczach
          całego cywilizowanego świata, spływające własną krwią w bratobójczych
          walkach, stracą wszelką siłę atrakcyjną. Doświadczenie zaś z mniejszością
          niemiecką w Polsce nie znajduje tu zastosowania. Chodzi bowiem
          właśnie o to, by tej pozostałej ludności niemieckiej w Polsce nie traktować
          jako przedstawicieli drugiego narodu i podtrzymywać w nich poczucie
          odrębności, ale właśnie jako własnych obywateli, przeznaczyć do wciągnięcia
          w szeregi narodu – gospodarza.
          Walnym środkiem rozwiązania problemu ludnościowego nowych terenów
          na zachodzie będzie wreszcie biologiczna prężność narodu i jego rozrodczość.
          Będzie to środek najbardziej niezawodny. Po kilku pokoleniach rozkrzewi
          się tam polskość tak bujnie, że już jej żadna siła nie zdoła wyplenić2.
      • rybniker Lens culinaris0 26.11.06, 21:38
        upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/da/Illustration_Lens_culinaris0.jpg/384px-Illustration_Lens_culinaris0.jpg
        Soczewica jadalna (Lens culinaris Medik.) - gatunek rośliny jednorocznej lub
        dwuletniej z rodziny bobowatych.

        [edytuj] Charakterystyka

        Łodyga
        Dorasta do wysokości 0,4 m.

        [edytuj] Zastosowanie

        * Roślina uprawna: uprawiana na smaczne i pożywne nasiona.
        * Jest też rośliną pastewną.

        [edytuj] Ciekawostka

        Nasiona były podstawą wyżywienia w Starożytnym Egipcie.
        Commons
        Zobacz galerię na Wikimedia Commons:
        Soczewica jadalna
        Źródło: "pl.wikipedia.org/wiki/Soczewica_jadalna"

        Kategorie: Bobowate • Warzywa


        • pauulek Dlo goroli niy trza planu 26.11.06, 21:42
          Dlo goroli niy trza planu sami s...
          praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,67738,3410728.html
          • ballest Re: Dlo goroli niy trza planu 26.11.06, 22:14
            Cytuje Daviesa- Mikrokosmos str.161:
            „Z istotnym wyjatkiem waznych srodkow miejskich, wiekszosc niemiecka na Gornym
            Slasku kurczyla sie na skutek polskie „rekolonizacji“.
            Na przyklad niemiecka populacja Beuthen (Bytomia) pomiedzy rokiem 1350 a 1500
            spadla do zaledwie 53%“
            Zaznaczam, ze na Gornym Slasku mieszkalo wtedy duzo Czechow i Morawian !

            Tak wiec na Slonsku nie bylo germanizacji, tylko POLONIZACJA!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka