Puck jest dla mnie miejscem wyjątkowym.
Spędziłam tam (jak dokładnie policzyć) 24 razy wakacje.
Tam miałam pierwsze przyjaźnie (tubylcy kontra warszwaianka

), pierwszą
miłośc, "ciążowe wakacje" i wiele innych cudownych wspomnień.
Puck to moje miasteczko

Uwielbiam spacery skarpą, "krzyżowe" molo, rynek z odwieczną sceną,
lody "melba" naprzeciwko liceum, czekanie przed szlabanem na pociąg.
Mój tata chodził na piwo z "korzeniem" doo "Brodacza", ja "do Kalasia",
teraz ..."do Emi" (:/). Jedno miejsce,jedna tradycja.
Kidyś nie chodziliśmy do Budzisza, tylko do sezonowych smażalni. Byłam w tym
roku i mimo uroku miejsca nie potrafię go polubić (a Budzisz mi na dzieci
nakrzyczał!), Nie czuję się "przyjezdną".Zawsze czuję się jak u siebie.
No i "Smakosz"!. Teraz przerobiony z wywindowanymi cenami. Kiedyś? Najlepsza
pomidorowa,klopsiki w sosie,kompot,dla taty golonka.
Lato...
Ale zimą jest tak niesamowity! Wielka choinka na rynku,jeszcze piękniej kiedy
spadnie snieg,cudne oświetlenie. (zwłaszcza kiedy mogę oglądać z okien jednej
z głównych kamienic).
Zamarznięta Zatoka z okien Mistrala czy Bosmana wygląda urzekająco.
Mogłabym tak pisac bez końca

Zawsze marzę,ze zbuduję dom na skarpie...