Dodaj do ulubionych

hostessy tancerki

06.06.06, 20:04
Poszukujemy młodych dziewczyn do pracy na terenie Włoch w charakterze hostess
i tancetek, kontakt lanterna@tlen.pl Karolina
Praca bezpieczna i pewna na, czekam na wiadomości
Obserwuj wątek
    • 333a3 Re: hostessy tancerki 07.06.06, 11:17
      Co roku wiele młodych polek trafia do domów publicznych i różnego rodzaju klubów w zachodniej europie. Nawet nikt dokładnie nie zna skali tego zjawiska.Większość z nich nabierana na oferty pracy dla kelnerek, barmanek, hostess, czy opiekunek do dzieci lub osób starszych.
      Scenariusz jest zawsze ten sam, oferta w internecie, im bardziej niewinna tym lepiej. Okres zbliżających się wakacji jest najlepszy, bo właśnie wtedy najwięcej uczących się młodych dziewczyn decyduje się na pracę i to za granicą.
      Ta oferta brzmi niegroźnie: budzić musi zaufanie podanie nazwiska pośrednika (oczywiście zmyślone) i jeszcze telefon we Włoszech.
      Dziwne jest to, że we włoskich restauracjach potrzeba tylu kelnerek z Polski i to tych atrakcyjnych gotowych dopiero uczyć się języka, a jedynym kryterium jest jej młody wiek atrakcyjność, a nie doświadczenie zawodowe i znajomośc języka. Można by pomyśleć, że we Włoszech nie ma miejscowych młodych kobiet chcących pracować jako kelnerki lub barmanki?
      Dlatego najlepiej "ściągać" takie kobiety aż z Polski i uczyć je zawodu kelnerki lub barmanki i dodatkowo języka - co za bzdura. Najczęściej dalej taki "pośrednik" przez telefon zachęca: to jest bardzo dobrze płatna praca, zbierzesz „kupę” szmalu. Dziewczyna jest zdesperowana, nie ma pracy, oferta wydaje się kusząca i obiecująca. Zgadza się. Ale pojawia się problem, bo czasami nie ma pieniędzy na podróż do Włoch.

      Wtedy pośrednik proponuje jej pieniądze, a czasami nawet obiecuje, że sam ją tam zawiezie.


      Dziewczyna godzi się na taką ofertę i wyjeżdża. Najczęściej wiezie nie tylko ją, ale jeszcze 3 czy 4 dziewczyny. Na miejscu okazuje się, że zwykły bar przestaje nim być. W nocy pojawiają się dziewczyny tańczące na rurze, robiące striptiz. Wtedy dziewczyna poznaje prawdę, ale na odwrót jest za późno i zostaje zmuszona do prostytuowania się. Najczęściej "pośrednik" bierze pieniądze od właściciela klubu i znika. Dziewczyna zostaje sama.


      Właściciel mówi: będziesz prostytutką, będziesz grzeczna i będziesz pracować, to zarobisz i wrócisz.


      Dziewczyna zaczyna się „sprzedawać”. Tymczasem właściciel mówi: twój dług rośnie. Kupiłem ci ubranie, dzierżawię ci łóżko, utrzymuję cię. Oddasz pieniądze, to będziesz mogła wrócić. W razie oporu stosuje przemoc fizyczną i psychiczną.


      Dziewczyna myśli o ucieczce, szuka dla siebie ratunku.


      — Był taki przypadek, że dziewczyna wiedziała, kiedy przyjeżdża śmieciarka do pewnego klubu i ukryła się w śmieciach. Dzięki temu uwolniła się. Inna zaprzyjaźniła się ze sprzątaczką. Wiele z nich mówi klientowi, że są więzione, bite, wykorzystywane, że zmusza się je do prostytucji. Z naszych obserwacji wynika, że 10 klientów przejdzie wokół tego obojętnie, natomiast 11. poinformuje policję. Często też ratunkiem staje się nawet chwilowy dostęp do telefonu komórkowego — opowiada Garnier.


      Nie kończąca się opowieść


      Do „La strady” trafia zaledwie ułamek kobiet, które wbrew własnej woli zmuszono do niewolniczej prostytucji. Wielu nigdy nie udaje się uciec, część jest tak wyniszczona psychicznie, że niemal bezwolnie poddaje się swoim oprawcom, część po prostu wstydzi się wrócić.


      — Nikt z nas nie wierzy, że to nas może spotkać — mówi Garnier. — Dziewczyna, która do nas trafiła, opowiadała: nie myślałam, że to mnie spotka, miałam nawet ulotkę waszej fundacji.


      Zanim odpowiesz na taką lub inną ofertę pracy dla " młodych, atrakcyjnych kobiet" zadzwoń:


      Telefon zaufania do „La Strady”: (22) 628 99 99.
    • 333a3 Re: hostessy tancerki 07.06.06, 11:21
      Wywiad z Siostrą Maksymilianą Kamińską należącą do Zgromadzenia Sióstr
      Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. Pięć lat temu siostra
      Maksymiliana została wysłana do pracy na placówce w Mediolanie. Tam, razem ze
      swoją towarzyszką — siostrą Renatą, weszła w środowisko polskiej emigracji i
      poznała jego problemy. Z czasem ich dwa skromne pokoje stały się nieformalnym
      centrum pomocy dla Polaków. W roku 2000 powstała tam oficjalnie Polska Misja
      Katolicka.
      W czym dwie polskie siostry zakonne mogły pomóc Polakom na emigracji?
      — Pomagaliśmy im w najbardziej prozaicznych problemach. Bardzo często dzwonili
      do nas z ulicy czy chociażby z dworca, bo ktoś ich oszukał, sprzedał im pracę,
      a potem zostawił na lodzie. Z czasem przerodziło się to niemalże w telefon
      zaufania, który zresztą postanowiłyśmy udostępnić. Ci ludzie najczęściej nie
      znali języka włoskiego, więc z wieloma problemami zwracali się do sióstr, bo do
      konsulatu iść się bali z uwagi na to, że najczęściej przebywali i pracowali na
      terenie Włoch nielegalnie, bez pozwolenia na pobyt stały czy czasowy, co
      przecież jest przestępstwem.
      Pomagały siostry rozwiązywać rozmaite problemy, zorganizowały naukę włoskiego,
      służyły za przewodników, szukały pracy i załatwiały różne formalności. Czasem
      także musiały kogoś przenocować, ale bywało, że były tak zwaną ostatnią deska
      ratunku...
      — Tak. Na przykład dzwoni do nas dziewczyna z budki, bo z domu się boi. Tak na
      przykład trafiła do nas dziewczyna, która miała opiekować się starszą osobą na
      wózku. Zresztą była to bardzo miła starsza pani i na początku było wszystko w
      porządku. Po tygodniu pracy okazało się, że zakres pracy jest szerszy. W dzień
      miała opiekować się staruszką, natomiast w nocy miała być na usługi jej męża.
      Kiedy owy pan siłą próbował wyegzekwować te świadczenia, ona po prostu uciekła,
      tak jak stała. Musiałyśmy ją przyjąć. Później dowiedziała się, że przed nią
      bardzo szybko zrezygnowało z podobnych warunków wiele innych dziewcząt.
      Inna dziewczyna nie wytrzymała psychicznie i próbowała popełnić samobójstwo.
      Bała się po prostu gdziekolwiek zgłosić, bo była szantażowana. Próbowała
      wyskoczyć przez okno.
      Rozumiem, że taką pracę dziewczętom ktoś zorganizował, bo chyba nikt znajomy by
      jej nie polecił?
      — Wyjazd po znajomości jest chyba najbezpieczniejszy, a zaraz po tym, co może
      się wydać niedorzecznością — wyjazd w ciemno. Najwięcej niespodzianek czeka na
      tych, którzy wyjeżdżają na zasadzie tak zwanego handlu pracą. W Mediolanie
      zajmują się tym miedzy innymi również cztery Polki. Są to kobiety, które
      ukrywają się pod pseudonimem, nawet są poszukiwane przez policję. Bardzo trudno
      jest znaleźć chętnych do świadczenia przeciwko nim, ponieważ są zastraszone i
      szantażowane. Te Polki to kobiety zamężne albo po rozwodzie z Włochami, i
      właśnie w ten sposób postanowiły zarabiać na życie.
      Jak to działa?
      — Handel pracą zorganizowany jest bardzo sprawnie. W Polsce te kobiety mają
      swoje agentki czy przedstawicielki, które werbują chętnych. Równolegle w prasie
      zamieszczają ogłoszenia o pracy. Taki chętny czeka na kontakt i kiedy w końcu
      go otrzymuje, wszystko zaczyna przebiegać błyskawicznie. Jest praca, za dwa dni
      trzeba być w Mediolanie. Taki komunikat trafia do kilku osób, a wyjeżdża ta,
      która najszybciej się zgodzi. W tej sytuacji za pośrednictwo płacą dopiero pani
      Grażynie we Włoszech. Często jest jednak tak, że trzeba na przykład zapłacić
      500 czy 1000 złotych w Polsce, a resztę na miejscu we Włoszech. Najczęściej
      jest to pierwsza wypłata albo 10 procent z każdej wypłaty, niezależnie od czasu
      pracy.
      Mówimy głównie o kobietach, a mężczyźni?
      — Obecnie wielu ludzi najmujących się do pracy na budowach bardzo się nacina.
      Po prostu po pobraniu opłat wysadza się ich gdzieś we Włoszech i dopiero na
      miejscu okazuje się, że nikt na nich nie czeka. Z góry uprzedzam, że pracy dla
      mężczyzn w Mediolanie po prostu nie ma, jeśli nie ma się doskonałych
      znajomości. Ci ostatni zapłacili po 300 euro z góry, następne mieli zapłacić
      już na miejscu we Włoszech. To było w Foggi.
      Jest tajemnicą poliszynela, że wiele kobiet trafia w podobny sposób prosto do
      domów publicznych.
      — O przypadkach sprzedania kogoś do domu publicznego czy przemysłu
      pornograficznego dowiadujemy się często od konsula, a rzadziej od samych
      poszkodowanych. Jeśli robią to jakieś grupy polsko-włoskie, możemy nawet
      powiedzieć — mafia, to nigdy nie będą przemycać ludzi do miasta, w którym
      znajdują się polskie konsulaty. To się najczęściej dokonuje w tych miastach,
      czy kurortach, gdzie nie ma żadnej polskiej placówki. Takie informacje trafiają
      do konsulatu najczęściej dopiero wtedy, kiedy tym ludziom udaje się zbiec,
      dzięki pomocy dobrych ludzi.
      Młode Polki najczęściej kuszone są na oferty pracy w restauracji, klubie nocnym
      w charakterze kelnerek, czy też pań do towarzystwa, a na miejscu okazuje się,
      że to regularna prostytucja. Znany jest nam nawet jeden przypadek, kiedy do
      przemysłu pornograficznego została sprzedana cała grupa polskich mężczyzn.
      Jeden z chłopców, student, uciekł z tego domu, dotarł do Mediolanu, błąkał się
      po całym mieście, aż w końcu dotarł na Plac Zamkowy, gdzie zawsze stoi jakiś
      polski autokar. Był oczywiście bez paszportu, uciekł tak, jak stał. Również
      odpowiedział na ofertę pracy w restauracji.

      Czy we Włoszech trudno trafić na Polkę zmuszaną do prostytucji. Czy żadnej
      siostra nie widziała?

      — Wystarczy pojechać do Neapolu i pójść na dworzec kolejowy. Ja tam byłam.
      Zresztą, już na samym początku naszej pracy we Włoszech pojechałyśmy do Turynu,
      aby zapytać, co po prostu możemy tutaj dobrego zrobić. Tam jedna z bardzo
      szczerych osób powiedziała wprost, że pole do działania mamy ogromne.
      Potwierdziła także, że we Włoszech wiele Polek pracuje w charakterze
      prostytutek, jednakże zastrzegła: „Możecie pomagać wszystkim, tylko nie
      dotykajcie tej działki, bo jeżeli zaczniecie pomagać tym kobietom, to was
      zniszczą, i to przede wszystkim Włosi. Żadna z nich nie pracuje na własną rękę,
      wszystkie należą do mafii. My jednak nie chcemy unikać takich spraw.

    • urania77 Re: hostessy tancerki 07.06.06, 16:35
      drugie wcielenie salmy2000 (tamta fundowała oferty w Japonii), dlaczego
      administrator nie usuwa tego typu postów zaczęcajacych do prostytucji(nazywajmy
      rzecz po imieniu),
      dziewczyny uważajcie, na Karolcie, salmy2000 i inne pośredniczki, oraz dziwne
      ogłoszenia, bez siedziby firmy w Polsce, bez telefonu stacjonarnego, bez
      możliwości sprawdzenia firmy,
      jeżeli chcecie wyjechać zagranicę lepiej korzystać przez znajomych, rodzinę,
      ewentualnie urząd pracy (tam jest dośc dużo ofert, choć nie koniecznie do Włoch)
    • diesel3 Re: hostessy tancerki 07.06.06, 19:16
      Dziewczyny, ta oferta to potworny szwindel! Ostrzegam szczegolnie przed
      werbujaca do takiej pracy Teresą K. ze Szczecina. Moja kuzynka pojechala przez
      nią i przeżyla koszmar. Wróciła pobita i bez kasy. Nie łudźcie się, nie
      zarobicie tam pieniędzy jeśli nie zgodzicie się na obmacywanie, wychodzenie z
      klientami czy gorsze praktyki (a klient ma prawo "wykupić" dziewczynę z klubu
      tzw. seratą). To całe pseudo-hostessowanie jest generalnie prostytucją. Osoba
      werbujaca zarabia na tym bardzo duże pieniądze, jest wiec w stanie obiecać
      gruszki na wierzbie, żeby tylko ściągnąć "świeże mięso". Dodatkowo narażone
      jesteście na oszustwie związanym z dojazdem. Wspomniana Teresa K. przewozi
      dziewczyny żądając za to ciężkich pieniędzy. Nie dajcie się nabrać na takie
      oferty. Hostessa pracuje przy promocjach, a nie przy klientach z nocnych
      klubów!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka