Gość: renata34
IP: 209.179.95.*
16.07.02, 21:07
Był sobie facet, który miał żonę, trzech synów i krowę.
Pewnego dnia wstaje rano i idzie do obory. Patrzy, a tu krowa leży martwa.
Kompletnie się załamał: "Jak ja wykarmię rodzinę?" krzyknął i z rozpaczy się
powiesił.
Po jakimś czasie wstaje jego żona. Widzi, że męża nie ma obok, więc idzie do
obory. Patrzy: a tam mąż huśta się na belce, a krowa leży zdechła.
Krzyknęłą "Olaboga! Co ja sama pocznę?" i powiesiła się obok małżonka.
Wstaje najstarszy syn, nie widzi nigdzie starych, więc także udał się do
obory. Widok, który zastał był do przewidzenia: krowa leży zdechła, a rodzice
udają wahadła podwieszeni do krokwi. Jednak syn okazał się być odporniejszy
psychicznie od rodziców. Postanowił zająć się braćmi. Wziął wędkę i poszedł
łowić ryby.
Łowi, łowi, aż tu nagle z wody wynurza się syrenka i tako rzecze:
- Słuchaj. Jeśli przelecisz mnie pięćdziesiąt razy pod rząd, to rodzice
odżyją, krowa odżyje i będziesz mieć wszystkiego w bród.
Chłopak, niewiele myśląc zabrał się do dzieła, lecz po czterdziestym razie
nie miał już sił. Rozczarowana syrenka wciągnęła go pod wodę i znikła.
Budzi się średni syn. Sytuacja się powtarza. Z tym, ze jemu udało się tylko
trzydzieści razy.
Wstaje najmłodszy syn, nastolatek z mlekiem pod nosem. Sytuacja także się
powtarza, lecz syrenka, przyjrzawszy mu się sceptycznie powiedziała:
- Jak przelecisz mnie... No, powiedzmy trzydzieści razy, to rodzice, bracia i
krowa odżyją, a ty będziesz mieć wszystkiego w bród.
Na to młodzik:
- A czterdzieści razy, to może być?
- No... Może...
- A czterdzieści pięć razy?
- Może...
- A pięćdziesiąt razy? Też może być?
- Tak. Też może być.
-A nie zdechniesz jak krowa?