Gość: All
IP: *.p.pppool.de
17.03.06, 19:21
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Super
Pęd do Boga
Przedstawiamy księdza Wiesława Madziąga, proboszcza z Chojnic,
najfartowniejszego kierowcę w dziejach Kościoła katolickiego.
Nie wiadomo nic o marzeniach młodego Madziąga, bo proboszcz mówi o sobie
niechętnie. Nie wiadomo, czy jego idolem był polski papież Karol Wojtyła czy
pijak i babiarz Charles Bukowski, czy brazylijski kierowca rajdowy Ayrton
Senna, czy może wszyscy naraz. Wiadomo, że proboszcz na trzeźwo i po pijaku
jeździ jak wariat. Miewa przy tym bardziej lub mniej przerażające wypadki i
zawsze wychodzi z nich bez szwanku.
Parafia Matki Boskiej Fatimskiej bynajmniej nie pomstuje na swojego
proboszcza. Przeciwnie – uwielbia wyczynowca, któremu sprzyjają niebiosa. Na
święceniu samochodów, nie tylko policyjnych, proboszcz Wiesław Madziąg
dorabia się kolejnych wypasionych fur, które trochę później miejscowi
blacharze holują i klepią w ramach ofiary na Kościół. Większości wypadków
proboszcza policja nie notuje, bo „to zwykłe kolizje” – wyjaśniają z
zadowoleniem mieszkańcy Chojnic.
Ostatnia „kolizja” nie była jednak zwykła. Ksiądz Madziąg niespodziewanie
zjechał na przeciwny pas, wjeżdżając na maskę samochodu jadącego z przeciwka.
Ten cud z proboszczem w Skodzie superb 2,5 TDI zdarzył się 21 stycznia 2006
r. około szóstej wieczorem. Ksiądz Wiesław wracał właśnie z kolędy. Niekiedy
driftując mknął jak zwykle ulicami Chojnic, przy lusterku dyndał różaniec, a
z głośników dudniła muza. Po czołowym zderzeniu maska volvo S70 fantazyjnie
złożyła się w harmonijkę. Skoda proboszcza straciła zawieszenie, a lewe koło
całkiem odpadło. Przypadkowi widzowie wybałuszyli gały jak bolończycy, gdy 1
maja 1994 r. na torze Formuły 1 zginął Ayrton Senna. Z volvo, w które wjechał
proboszcz, wysiadł człowiek bez obrażeń. Ktoś otworzył drzwi Sskody – wypadł
proboszcz Madziąg i zatoczył się na ulicy. Gawiedź wstrzymała oddech. Ksiądz
Wiesław oparł się na czterech kończynach. Był cały i zdrowy, bez ran,
zadrapań. Nawalony jak stodoła. Jak wtedy, gdy citroenem xsarą przypieprzył
najpierw w betonowe płyty, z których zbudowane miało być nowe rondo w
Chojnicach, a później w znak drogowy. Nie zdążył dmuchnąć wtedy w alkomat, bo
wyjaśnił policjantom, że bardzo się spieszy na mszę.
Swego czasu ksiądz Wiesław zaliczył też dachowanie, ale chojnicka policja nic
o tym nie wie. Odnotowała jedynie dwie ostatnie „kolizje” proboszcza
Madziąga. O innych glinom nie wiadomo, chociaż mieszkańcy kłapią dumnie
gębami wyliczając kolejne rozpieprzone fury księdza. Przełom nastąpił dopiero
przy zderzeniu czołowym. Gliniarze powieźli wyklinającego Madziąga na badanie
krwi do szpitala. Zakapowali w ten sposób, było nie było, swojego kompana.
Ksiądz Wiesław łączył przecież proboszczowanie z funkcją policyjnego „stałego
współpracownika”, a w praktyce kapelana policji. Przemawiał na policyjnym
opłatku, dla policyjnych dzieci organizował niebieskiego Mikołaja, święcił
policyjne samochody, a nawet samochody dla policyjnych psów – jak podarowany
swego czasu drogówce i prewencji opel combo. Oficer prasowy chojnickiej
policji jest bardziej lojalny – o proboszczu nie chce udzielać żadnych
informacji do czasu otrzymania wyników badania krwi, które trwa już ponad
miesiąc.
Proboszcz Madziąg ma wiele szczęścia. Chojniczanie są przekonani, że pochodzi
ono od samego Boga. Na przykład Senna trzykrotny mistrz świata Formuły 1 po
ciężkim wypadku na torze Imola zmarł w szpitalu w Bolonii z powodu licznych
złamań i śmierci mózgu. Tak jak proboszcz – jechał szybko, tyle że na
trzeźwo. Też tak jak proboszcz zjechał nagle z toru, uderzając w bandę. Senna
był wtedy o rok starszy od Chrystusa i był to jego 9. rok w Formule 1. A od
proboszcza Madziąga pobrano krew na zawartość alkoholu dopiero po dziesięciu
latach jego proboszczowania w „Fatimie”. O tym, że Bóg bardziej jednak lubi
Madziąga niż Sennę, świadczy głównie to, że proboszcz wciąż żyje.
Dlatego obrywają się mu także inne fuchy powiązane z roztaczaniem boskiej
opieki. Ksiądz Wiesław pokropił m.in. najlepszą chojnicką restaurację
Sukiennice prowadzoną przez Chińczyka, a nawet Zakłady Mięsne Skiba.
Poza kaskaderskimi popisami proboszcz wiedzie życie normalne. Jak każda
gwiazda jest też bohaterem licznych opowiastek z mchu i paproci. Parafianie
księdza Wiesława podkreślają, że proboszcz jest normalnym facetem – oprócz
szmalu i dobrych fur ma też filmową urodę. Chojnickie dziewczęta porównują go
do głównego bohatera „Rodziny Soprano” i opowiadają, być może konfabulując,
że ksiądz daje im na dyskotekę, pod warunkiem że po dyskotece wpadną na
plebanię. Być może jednak mówią prawdę, bo swego czasu w Chojnicach aż
huczało, gdy proboszcz Madziąg zakablować miał bogobojnym rodzicom, że
dziewczyny go molestowały. Starzy odesłali gó..ary na leczenie
psychiatryczne. Z kolei chojniccy dziennikarze opowiadają o rozbieranych
fotach, które proboszcz i jego kumpel mieli sobie pstrykać przy różnych
okazjach.
Inni doszukują się źródeł szmalu proboszcza kaskadera. Wspominają jego dawne
biznesy, jak np. skład opału. To, że jest to interes proboszcza, wyszło przez
głupotę zatrudnionego w składzie sprzedawcy. Na pytanie, czy można kupić
węgiel na raty, odpowiedział, że musi zapytać księdza Madziąga, bo to on
tutaj rządzi. Także lokalni bankierzy pamiętają proboszcza z tamtego okresu,
gdy w sutannie przychodził po kredyty. Ma ksiądz Wiesław do zaciągania
kredytów talent wybitny zresztą, czym wku..a kuriewnych ekonomów. Ostatnio
wziął kolejny – na budowę nowego kościoła parafialnego. A z tą budową wiąże
się inny kontrowersyjny postępek proboszcza, który parafianie dobrotliwie mu
wypominają. Z okazji fatimskich objawień w roku 2003 proboszcz Madziąg po raz
pierwszy nie zorganizował koncertu, tylko skromny odpust. Powiedział, że
zamiast balować, lepiej zbudować kościół. I razem z kredytem i odpustem
sprawił sobie nowy wóz.
I tak żyje sobie proboszcz Madziąg na ziemi, swobodnie korzystając z jej
uciech. W bożym imieniu panuje nad życiem i śmiercią swoją i innych, dając
ludowi cenne w dzisiejszych czasach poczucie bezpieczeństwa i boskiej opieki.