Gość: Chryso
IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl
12.05.02, 17:33
Od czego zacząć. Od początku. 10 lat na pewnym kursie zobaczyłem chłopaka i
serce mi szybciej zabiło. Okazało się po wakacjach ze znaleźliśmy się na
studiach na tym samym kierunku. Przez pierwsze lata studiów zajęty byłem walka
o przetrwanie . Nie zabiegałem o bliższą znajomość. Z reszta jak to miałem
zrobić. Był typem z papierosem , pewnym siebie a poza tym w innej grupie.
Ciągle jednak przyglądałem się mu. Niepokoiła mnie jednak jego zmienność w
lojalności do kolegów, znajomości.
Pod koniec studiów na pewnej imprezie podszedł do mnie i powiedział ze będzie
miał dziecko. Doznałem szoku.
Jakby odszedł ode mnie ktoś bliski. Starałem się go pocieszyć . Mówiłem ze
pewnie będą razem a to tylko kwestia czasu. Jednak intrygowało mnie dlaczego
nie chce się ożenić. I denerwowało to co mówił o tej dziewczynie , która kiedyś
kochał i która nie zasługiwała na takie słowa. Po studiach wybraliśmy się nad
morze . Męczyłem się tym ze nie mogę być bliżej niego. Liczył się tylko czas
spędzony z nim. W miarę jak go bliżej poznawałem coraz bardziej byłem
przerażony. Okazywało się ze nie obce są mu agencje towarzyskie etc. Byłem
zazdrosny o każdego kto jest bliżej niego niż ja. Na sylwestra 97/98
pojechaliśmy paczką w góry. Kiedy okazało się ze Robert, a tak mu było na imię,
bawi się wyśmienicie z pewną dziewczyna, która po kilku godzinach siedziała mu
na kolanach poszedłem do pokoju. Z gór przyjechałem załamany w gruncie rzeczy
zdałem sobie sprawę ze jesteśmy z dwóch światów. Mimo, że cieszyliśmy i
śmialiśmy się z tych samych rzeczy i ze podobnie odbieraliśmy świat.
Wyjeżdżając z gór powiedziałem mu, że musimy porozmawiać. Latem 98 pojechaliśmy
paczka nad morze. Mięliśmy pokój dla dwóch - powiedziałem mu. Powiedział ze nic
z tego nie będzie ze mam zapomnieć. Bo on woli panie dominujące, ich stopy.
Kolejny szok. Nie uwierzyłem myślałem ze chce mnie zniechęcić. Ja nie mogłem
zapomnieć. Ale dochodziłem tez do wniosku ze jedynym lekarstwem na to żeby nie
popaść w obłęd jest izolacja od niego. Na to byłem za słaby. Odnosiłem tez
wrażenie ze poniekąd wykorzystuje mnie zabierając z sobą na łódkę w góry -
obniża koszty. A ja się cały czas męczyłem wierząc ze to chociaż przyjaźń.
Latem 99 zakochał się w kobiecie starszej od niego o kilka lat z dwójka
nieślubnych dzieci. Ostrzegałem go ze nie jest w porządku wciąganie tej
kobiety w jego gierki - na początku nie chciała mieć z nim nic wspólnego.
Pojechałem z nim w góry chciał odreagować odrzucenie. Myślałem ze dlatego
chciał żebym z nim jechał, ze uważa mnie za przyjaciela. Ale ja nie istniałem .
Myślami był gdzieś indziej . Meczem się jak diabli. W nocy przed wyjazdem
zachował się b. po chamsku w stosunku do mnie. Dawał dobre rady jak żyć, "nie
wzdychaj - mówił", jak się ma chuja to trzeba nim ruszać. Zabolało.
Postanowiłem przystopować znajomość. Robert zamieszkał z kobieta , dziecku (nie
swojemu) sprezentował komputer, nosił dzieci na rękach itd.
W 2000 roku latem zmieniłem prace . Nie byłem pewien wyboru. Chciałem
porozmawiać z nim . On nie miał dla mnie czasu. Zadzwonił w listopadzie udawał
ze dzwonił ale nie mógł się dodzwonić. Podejrzewałem ze cos zmienia się u niego
w pracy i sad uje możliwość wyjść awaryjnych lub przezywa kryzys. Przed Bożym
Narodzeniem 2000 zrezygnowałem z nowej pracy (delegacja) i wróciłem do domu.
Kontakty ożyły. Okazało się ze Robert wyprowadził się od tej kobiety. Kupił
sobie mieszkanie. Spotykał się z nią z doskoku (gnojek) - zrobił prawie dziwkę
z niej. Trochę byłem zazdrosny, ale mogłem z tym żyć. Sprzeczaliśmy się od
czasu do czasu, godząc się po jakimś czasie. Kontaktom sprzyjała nowa praca
wśród jego dawnych znajomych. Przez kilka miesięcy pracowaliśmy w jednym
budynku listopadzie miał 30 urodziny , zdał tez ważny egzamin zawodowy.
Umówiliśmy się ze trzeba to opić . Wyznaczyliśmy piątek na dzień kiedy się mamy
spotkać. W środku tygodnia wysyła sms że w sobotę nie da rady. I ze może wezmę
urlop i spotkamy się w tygodniu lub w następna sobotę. Odpisałem ze może lepiej
zrezygnujmy z planowania. Zadzwonił chyba w czwartek potraktowałem go chłodno.
Rozmowa trwała krótko. Powiedział, że jak mi przejdzie to mam zadzwonić , a
piątek może być aktualny. Nie dzwoniłem. W piątek przed zakończeniem pracy
zadzwonił do pracy. Spytał kiedy będziesz? Nie mogłem odmówić. Jednak on nie
był przygotowany na moja wizytę to ja kupiłem pól litra i sok on tylko cztery
piwa i trochę jedzenia – kupił to dopiero jak przyjechałem. Jakby nie chciał
żebym się zasiedział. Od słowa do słowa i wyszło szydło z worka . Powiedział ze
spotkał się bo zależało mu na darmowym oprogramowaniu wartym 20000 zł które
mogłem mu załatwić, ze brzydzi się tym co robią geje i ze może mi dąć na piśmie
ze nigdy nic nie będzie miedzy nami. Żebym sobie przypomniał jakim jest
gnojkiem. Uznaliśmy ze to nasze ostatnie spotkanie. Spytałem czy mam wyjść -
powiedział ze za jakiś czas. Poprosiłem żeby dal telefon zadzwoniłem do domu i
ściągnąłem brata żeby zabrał mnie autem do domu. Popłakałem się. Kiedy
wychodziłem przez dłuższy czas trzymał mnie za rękę a ja wyszarpywałem ja .
Trzasnąłem drzwiami. Wiem ze żyłem złudzeniami. Ale przez najlepsze lata życia
kochałem tylko jedna osobę, która okazała się draniem. Szkoda zmarnowanego
czasu. Gdyby tak można było zresetowac zycie Tak wszystko kotłuje się we mnie
od jakiegoś czasu. Jestem nieszczęśliwym człowiekiem i samotność zaczyna
doskwierać. Znajomości się rozluźniły, żony dzieci. I te pytania kiedy się
ożenisz, staja się nie do zniesienia. Spotkałem się z kilkoma ludźmi poznanymi
w necie skończyło się na objazdach . Myślą trochę innymi kategoriami niż ja, a
może wszystkich porównuje do Roberta. Sam już nie wiem czego chce. Chciałbym
pozna kogoś normalnego. Normalnego człowieka , który najpierw jest człowiekiem
a skłonności homo są na 2 miejscu. Zdarzało mi się spotykać ludzi którym się to
mieszało. Z przerażeniem zadawałem sobie pytanie. Jestem taki sam? Nie, nie
jestem. Może nie jestem gejem . A jeśli tak, to jakim skoro innym od tych
których spotkałem?
PS. Po tym incydencie odezwał się po 4 miesiącach przesyłając maila. Pisał że
przestraszył się tego co do niego czuję i chciał mnie raz na zawsze zrazić do
siebie. Jednak to co mówił wtedy o swoich intencjach nie było prawdą. Zaprosił
mnie z koleżeńskiej sympatii, i nic prócz tej do mnie nie czuje. Pisał też, że
jeżeli nie jestem w stanie wyzwolić się z tego „zauroczenia” to będzie lepiej
żebyśmy się nie kontaktowali zbyt często. Jednak , że zawsze mogę na niego
liczyć w potrzebie. Odpisałem mu mailem. Odreagowując złość. Dość ostrym.
Później złagodziłem to. Nie potrafię mu już zaufać. Kontaktujemy się tylko w
interesach, udając że się nic nie stało.
Chociaż ostatnio gdy dzwonił , był bardzo miły, jak zawsze kiedy przechodzi
kryzys. Ale ja już nie dam się tak łatwo nabrać na tę „dobroć”. Jest jeden, a
jakby ich kilku było – ma taką skomplikowaną osobowość.
Postanowiłem szukać samemu „kogoś na życie” . Byłem dwa razy w knajpce
dla gejów. Ale czułem się trochę obco, nie wierze że spotkać tam mogę kogoś dla
siebie. Nie mówiąc , że o mało nie dostałem zawału zanim zadzwoniłem do drzwi.
I jak tu dalej żyć?