Dodaj do ulubionych

Kopciuszek UE....

19.07.06, 09:43
Wstrząsające świadectwo lekarki, która wyjechała na Wyspy: Nie zamierzam
wracać do Kaczystanu!
* Autorka pragnie pozostać anonimowa. Życie na emigracji opisuje w
internetowym blogu: formaprzetrwalnikowa.blox.pl 11-06-2006, ostatnia
aktualizacja 15-06-2006 14:29

Jestem sfrustrowana pracą za głodową pensję, brakiem możliwości rozwoju,
zacieśniającymi się horyzontami. Nie chcę wracać, bo nie widzę perspektyw dla
siebie. Polska stoi nad przepaścią. Koledzy Lekarze! Nie dajcie się wziąć w
kamasze, posadzić w więzieniu ani postawić pod sąd. WYJEZDŻAJCIE! Polska
jeszcze długo nie będzie Was doceniała - pisze lekarka, która prowadzi też
bloga formaprzetrwalnikowa.blox.p .


Za górami, za lasami żyła dziewczynka. Nazwę ją Kopciuszkiem, bo wszystko
zaczęło się od butów...

Dziewczynka ta myślała, ze jest Wyjątkowo Mądrą Dziewczynką - wydawało jej
się, że to, co robi zawodowo, robi świetnie.

Ale tak naprawdę była głupiutka, bo mimo swej pracowitości, wytrwałości i
pasji, z jaką wykonywała swoją pracę, była nadal biedna.

Ale wróćmy od butów, bo to od nich się zaczęło...

1.

Kiedy ucieszyłam się z odkrycia w szafce starych butów, bo pomyślałam, że jak
po wypłacie dokupię sznurowadła, to będą całkiem fajne, rozpłakałam się.
Poczułam, ile warta jest moja praca w tym kraju. W butach, w których chodzę
od dwóch lat, znów zrobiła się dziura, ale tym razem nie było mnie stać na
szewca. Potrzebowałam pieniędzy na szkolenie zawodowe i bilet na pociąg, żeby
dojechać. A że nie starczyło na bilet tramwajowy, z dworca poszłam na zajęcia
pieszo - drobiazg: 7 km. Płakałam z upokorzenia. Nie pojechałam na spóźnione
wakacje i zjazd mojej klasy z ogólniaka. Zapraszające mnie koleżanki nie
uwierzyły, że nie mam kasy na podróż.

Nie uwierzył mi też chyba starszy kolega z pracy, który zapytał mnie kilka
dni wcześniej:

- Jak to się stało, że pani pracuje już u nas tyle lat i nie ma pani
samochodu?

- Bo wszystko inwestuję w siebie.

- To chyba dobra inwestycja?

- Gówniana- pomyślałam, ale głośno powiedziałam: - Chyba niezbyt dobra, skoro
nie stać mnie na samochód. Nie stać mnie też na rower. Prawdę mówiąc, nie
stać mnie nawet na nowe buty.

Głupiutki Kopciuszek! Jak można doprowadzić do takiego stanu? Tym bardziej
jeśli z zawodu należy się do tych, o których się mówi, że nigdy boso i głodno
chodzić nie będą?

Kopciuszek była lekarzem.

2.

Widziałeś kiedyś biednego lekarza? - ulubione zdanie tych, którzy widzieli
lekarzy z willami i wypasionymi autami.

Ja widziałam. Co najmniej jednego.

Kopciuszek to ja.

Tym, którzy też chcieliby zobaczyć, podpowiadam, by szukać nie wśród
starszych "ustawionych" specjalistów, ale wśród zwykłych, "poradnianych",
zwłaszcza młodych, bez specjalizacji. Tam znajdziecie małżeństwa próbujące
utrzymać siebie i dziecko w dużym mieście za dwa razy 900 zł netto, młodych
zostających na kolejny dyżur - bo nikt inny nie chce, a im zawsze można
nakazać - w szpitalu, który od miesięcy nie płaci pracownikom, czy hobbystów
robiących specjalizację na wolontariacie, żyjących na koszt rodziców
(współmałżonka). Lekarze zarabiający dziesięć razy tyle, najczęściej robią to
kosztem 10-12 godzin pracy dziennie, z weekendami, na dwa-trzy etaty,
biegając ze szpitala do poradni, z poradni do prywatnego gabinetu, z gabinetu
na dyżur w pogotowiu, z pogotowia do szpitala, pojawiając się w domu raz w
tygodniu.

Oczywiście są tacy, którzy żyją z łapówek, dowodów wdzięczności i
poruszającej się w różnych odcieniach szarości współpracy z firmami
farmaceutycznymi, ale nie o nich ta opowieść.


3.

Tamtego dnia, idąc na zajęcia w dziurawych butach i z perspektywą chleba z
dżemem na obiad, postanowiłam wyjechać.

Postanowiłam wyjechać nie tylko dlatego, że większość niezłej jak na młodego
lekarza pensji zabierał mi bank (kredyty, pożyczki...) i opłaty. Pieniądze
były tylko gwoździem do trumny zbijanej mi od lat przez ten kraj. Wyjechałam,
bo praca, choć była moją pasją, z każdą kolejną reformą stawała się coraz
bardziej rutynowa, demotywowała do nauki i promowała szybkość "załatwiania"
pacjentów. Właściwie mogłaby ją wykonywać przeszkolona małpa. Zrobiłam kilka
dodatkowych, teoretycznie przydatnych szkoleń, płacąc z własnej kieszeni (ok.
600 zł/miesiąc) i urlopem wypoczynkowym - pogłębiły one nie tylko moją wiedzę
i umiejętności, ale także frustrację z braku możliwości ich wykorzystania.
Żaden pracodawca ich nie potrzebował. Gabinet prywatny świecił pustkami -
ludzie woleli tych, którzy po dwutygodniowych kursach ogłaszali, że zajmują
się tym samym, a taniej. Poza tym po prostu nie spełniałam podstawowych
wymagań, stawianych lekarzom w prywatnej praktyce! Nawet jeśli jesteś jedynym
w promieniu 50 km fachowcem do leczenia schorzenia X - jesteś nikim, jeśli
nie pełnisz funkcji ordynatora (zastępcy), nie masz znajomości w środowisku i
giętkiego kręgosłupa moralnego.

Poddałam się: choćbym nie wiem jak się starała, moje umiejętności jeszcze
przez wiele lat nie będą w Polsce potrzebne. Od lekarza mojej specjalności
oczekuje się przede wszystkim wypisywania "dobrych" papierów na rentę,
długich zwolnień, które trudno podważyć i możliwości załatwienia miejsca w
szpitalu.

Relacje panujące w środowisku lekarskim dolewały oliwy do ognia. Bez
odpowiednich koneksji byłam nikim, nawet mając specjalizację. Z moim brakiem
znajomości i niechęcią do dostosowania się do panujących zasad czekało mnie
stanowisko wiecznego starszego asystenta noszącego teczkę za ordynatorem.
Zawodowa śmierć.

4.

Wyjechałam do Wielkiej Brytanii i po roku pracy nie żałuję tej decyzji.
Właśnie kupuję dom i przygotowuję się do konkursu na stałe stanowisko. Bank,
zamiast jak dotąd grozić mi wpisaniem na listę dłużników, daje mi bez
mrugnięcia okiem kredyt na 200 tys. funtów i VIP-owskie konto. Mogę sobie
kupić buty w dowolnej ilości i jakości. A co najważniejsze: jestem
szczęśliwa, robiąc to, co lubię, i mając możliwości dalszego rozwoju w
wybranym kierunku. Spotkałam tu życzliwych ludzi, którzy pomogli mi się
zadomowić: serdecznego dyrektora, zawsze gotowy do pomocy zespół, z którym
współpracuję. Udało mi się: Kopciuszek zamienił się w królewnę.

Nie zamierzam wrócić do Polski, nie nadaję się - i nie o pieniądze tu chodzi
(choć w ciągu miesiąca zarabiam więcej niż w Polsce przez rok).
Przyzwyczaiłam się do innego systemu pracy, do tego, że lekarz jest dobrem
drogim i trudno dostępnym. Że jako consultant (odpowiednik ordynatora w
Polsce) przyjmuję tylko najtrudniejsze przypadki, bo mój czas jest zbyt
cenny, by marnować go na coś, czym zająć się może pielęgniarka (tutaj to
kompetentny fachowiec), pracownik socjalny ("papiery na rentę") czy lekarz
rodzinny. Moja praca jest doceniania, ja mam wreszcie czas dla siebie i
rodziny. Nauczyłam się tu nowych umiejętności - ale one się w Polsce nie
przydadzą jeszcze przez jakieś 10-15 lat.

Jestem emigrantem nowej generacji: sfrustrowana pracą za głodową pensję,
brakiem możliwości rozwoju, zacieśniającymi się horyzontami. Nie chcę wracać,
bo nie widzę perspektyw dla siebie. Polska stoi nad przepaścią dziejów. Dla
młodych nie ma tu miejsca przede wszystkim z powodów politycznych, a że
polityka zatruwa gospodarkę - także z powodów gospodarczych.

5.

Młodzi wyjeżdżają, bo nie chcą żyć za 1200 zł brutto, wiecznie czekając na
lepsze czasy. Ale pieniądze, choć najbardziej widoczne, nie są jedynym
motywem emigracji. Sytuacja polityczna staje się coraz bardziej nieznośna dla
przyzwyczajonych do demokracji i wolności obecnych 30-latków. Opowieści o
tym, że wrócą z pieniędzmi i nowymi umiejętnościami, są na wyrost: bo im
wyżej tu w hierarchii pracujesz, tym więcej korzyści z życia w zaawansowanej
demokracji widzisz i tym trudniej zdecydować się na powrót do Kaczystanu, a
po powrocie przystosować się na nowo.

Przywiezione pieniądze zużyte
Obserwuj wątek
    • mad_die Re: Kopciuszek UE.... 19.07.06, 10:46
      Prosze, jak już musisz przeklejać te artykuły (co wg mnie jest bez sensu) to przeklejaj je całe, a nie urwane w połowie zdania, ok?
      • napolnoc Re: Kopciuszek UE.... 19.07.06, 12:47
        Albo zaloz odrebny watek gdzie bedziesz codziennie robic prasowke:)
        czyli wklejac linki do interesujacych wg ciebie artykulow.
        • a.polonia Re: Kopciuszek UE.... 19.07.06, 22:46

          > Albo zaloz odrebny watek gdzie bedziesz codziennie robic prasowke:)
          > czyli wklejac linki do interesujacych wg ciebie artykulow.

          -----popieram!
          • a.polonia Re: Kopciuszek UE.... 20.07.06, 23:40
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=40928
            no coz, wszak taki nieurodzaj panuje, jesli chodzi o fora Holenderskie ;0)
            • martaireks Re: Kopciuszek UE.... 21.07.06, 09:39
              no coz , a Ty lepiej wez krzeslo , usiadz i sie ucz!!!!
              • mad_die Re: Kopciuszek UE.... 21.07.06, 09:47
                Dlaczego Ty jesteś taka złością przepełniona? Na wszysktich krzyczysz i wszystkich pouczasz? Wyluzuj i posłuchaj się innych, bo rację mają.
                • napolnoc Re: Kopciuszek UE.... 21.07.06, 12:38
                  zostaw....nie ma sensu dyskutowac,chyba ze lubisz byc obrazana :P
                  pozdr.
                  • mad_die Re: Kopciuszek UE.... 21.07.06, 12:57
                    Masz rację, z głupotą ludzką się nie wygra ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka